„Dracula” – niech poleje się krew!

Mark Gatiss oraz Steven Moffat, dwójka twórców, która dała nam kultowego Sherlocka w 2010, połączyła siły z Netfliksem i BBC, by wskrzesić klasyczną ikonę wampirycznego horroru wykreowaną przez Brama Stokera – Draculę.

W postać transylwańskiego arystokraty na przestrzeni lat wcielali się między innymi: Bella Lugosi, Christopher Lee czy Gary Oldman. Tym razem zagrał go jednak duński aktor, Claes Kasper Bang, który dał się poznać międzynarodowej publiczności główną rolą w The Square (2017) Rubena Östlunda.

Moffat i Gatiss dostosowali fabularny szkielet do standardów współczesnej widowni. Serial składa się z trzech, trwających półtorej godziny odcinków, ale każdy z nich można w zasadzie potraktować jako zupełnie autonomiczne dzieło.

Pierwszy epizod opowiada historię angielskiego prawnika Jonathana Harkera (Jon Heffernan) odwiedzającego hrabię w jego przepastnej posiadłości gdzieś na Wołoszczyźnie. Wprowadzenie, opowiedziane w postaci retrospekcji zbiegłego z wampirycznej niewoli Harkera, robi tutaj za dość sprawną ekspozycję na temat samego Draculi, jak i reszty bohaterów.

Drugi odcinek opowiada szczegółowo o podróży wampira do Anglii, znów poświęcając mu odpowiednio dużo czasu. Twórcy starają się przedstawić nam motywy, którymi kieruje się Dracula, i wychodzi im to całkiem dobrze!

Claes Bang jako Dracula

Epizod ten opiera się również na klasycznym motywie morderstwa i grupy osobliwych postaci, z których każda jest podejrzanym. Mimo iż wiemy, że to Dracula jest w centrum uwagi, reszta bohaterów nie wydaje się w żaden sposób pominięta, a widz szybko łapie z nimi nić porozumienia.

W końcu, trzeci odcinek przenosi akcję do Anglii, jednak nie w tym momencie, którego można się było spodziewać. Twórcy traktują tekst Stokera za swoisty przewodnik po wampirycznym uniwersum, jednak z każdym kolejnym epizodem idą o krok dalej. Grając na odpowiednich nutach, udaje im się nadbudować mit o ciekawe niuanse oraz uatrakcyjnić samą akcję dodając do niej wiele zwrotów.

To zdecydowanie nowe wcielenie Draculi, lecz mocno kłaniające się interpretacji, jaką dało nam brytyjskie studio Hammer Film. W każdym odcinku wcielający się w tytułowego bohatera Bang zdaje się kumulować ekranową energię wszystkich swoich poprzedników.

Ale choć wielu z nas uwielbia współczesne, zmysłowe przedstawienie wampira-krwiopijcy, nie zawsze był on tym arystokratycznym amantem zacementowanym w popkulturowej świadomości. Z tego też powodu twórcy tu i ówdzie szczują nas odrażającymi potworami, z którymi prowadzi się Dracula.

Jednak show kradnie Claes Bang! Aktor jest odpowiednio pragmatyczny i emanuje elektryzującą zmysłowością, choć jeśli trzeba, potrafi ukazać naprawdę mordercze oblicze. Mimo że zakochany w sobie i ciekawy otaczającego, ciągle zmieniającego się świata, wampir pozostaje wampirem, który by istnieć, musi pić.

Dolly Wells jako siostra Agata

W interpretacji Moffata i Gatissa „krew jest życiem”. Krew to nasze historie, nasza wiedza czy nawet siła fizyczna. Z każdym „wypitym” człowiekiem Dracula zyskuje część jego osobowości, co pozwala mu się posługiwać różnymi językami czy nabywać wspomnienia. Całkiem zatem zrozumiałym jest fakt, że w celu urozmaicenia swojego jadłospisu, hrabia rusza do wielokulturowej Anglii.

Krew w Draculi nie służy jednak tylko do odmładzania głównego bohatera. To również fajny cyngiel do pokazania uzależnienia i niemożności powstrzymania się przed życiodajnym płynem. Krew obrazuje dekadencję hrabiego, jego nieumiarkowanie w piciu. I choć ten stara się wmówić nam, że zależy mu tylko na smaku, wiemy że bliżej mu do narkomana na głodzie niż smakosza.

Poza posoką znajdziemy również tutaj inne, kluczowe dla horroru elementy. Oprócz wampirów, uniwersum serialu pełne jest innych, nadnaturalnych bytów. I zaskakuje ono swoim wykonaniem! Ponad tanie CGI stawia się tutaj stare, dobre efekty analogowe. Dlatego też widok faceta wychodzącego z wnętrza wilka, poparzona kobieta, czy każdy zombiak wyglądają bardzo dobrze.

Pierwsze dwa odcinki to praktycznie majstersztyk kina grozy i podręcznikowa wręcz adaptacja tekstu źródłowego. Podupada to niestety wraz z trzecim epizodem, który wydaje się tak mocno odklejony od dwóch poprzednich odcinków ze względu na wprowadzenie dużej ilości postaci i wątków, że poczucie grozy szybko ustępuje zagubieniu.

Przeniesienie akcji w czasy teraźniejsze jest ciekawym zabiegiem, jednak twórcy zupełnie zapomnieli, gdzie zmierza opowiadana przez nich historia. Mimo wszystko, zakończenie wprowadza jednak dość intrygujący zwrot akcji względem oryginału.

Muszę także dodać, że trzeci akt to najgłupsza reanimacja głównej postaci, jaką widziałem na ekranie od lat. Siostra Agata (Dolly Wells), która w książce odgrywa dość niewielką rolę, jest zwątpioną mniszką pragnącą powstrzymać Draculę i pomóc jego ofiarom.

Jej determinacja i odwaga szybko wynoszą ją ponad książkowego odpowiednika, Van Helsinga, co sprawia, że to właśnie jej kibicujemy przez większą część seansu. Szkoda tylko, że później zamienia się ona w irytujący cień brawurowej postaci, który zupełnie przestaje angażować.

Ogólnie rzec biorąc, Dracula to bardzo dobry krok w stronę nowego kina grozy. Świadomy camp miesza się tutaj z wampiryczną mitologią. Serwuje się nam kupę fantastycznej rozrywki, ale bez przesadnego ogłupiania. Nawet jeśli ostatni akt kuleje dość mocno w perspektywie dwóch poprzednich, wciąż warto poświęcić mu te kilka godzin. To naprawdę Dracula, na jakiego zasługiwaliśmy!

Oskar „Dziku” Dziki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: