Filmy na czas pandemii: Ostatni człowiek na Ziemi (1964)

Pochodzący z 1964 roku Ostatni człowiek na Ziemi to pierwsza z wielu ekranizacji opowiadania Richarda Mathesona pod tytułem Jestem legendą. Dzięki swojemu uniwersalnemu przesłaniu oraz inteligentnej dekonstrukcji mitu wampira książka wniosła powiew świeżości do nurtu grozy – sam Romero cytował ją jako główną inspirację przy tworzeniu swojej Nocy żywych trupów (1968).

W głównej roli naukowca pojawia się tu ikona gatunku, Vincent Price, który pozornie jest jedynym ocalałym po tragicznej pandemii zmieniającej ludzi w krwiożercze wampiry. Te wyłaniają się w nocy ze swoich pieczar, by nachodzić zabity dechami dom głównego bohatera, wzmocniony krucyfiksami, czosnkiem i lustrami.

Za dnia doktor Robert Morgan – bo tak brzmi jego imię – dokonuje napraw swojego schronienia i przemierza opustoszałe ulice w poszukiwaniu zapasów oraz eliminacji napotkanych bestii.

Poznajemy go trzy lata po końcu świata, całkowicie wyczerpanego swoją samotnością i monotonną egzystencją. Żyje tylko po to, by przeżyć kolejny dzień, co nie różni go zbytnio od zdziczałych wampirów. Dopiero spotkanie innego ocalałego daje mu promyk nadziei, na który czekał od dawna.

Chociaż Ostatni człowiek na Ziemi trzyma się dość mocno książkowego oryginału, scenarzysta Furio M. Menotti pozwolił sobie na pewne ustępstwa dostosowujące go do ekranowego formatu. Zabieg ten sprawił, że niektóre ze scen straciły swój przerażający pierwiastek na rzecz bombastycznej akcji, jak na przykład sekwencja, w której naukowiec musi dostać się z powrotem do domu, przed zapadnięciem zmroku.

Tak samo ucierpiał związek Morgana z jego psem, który w książce stanowił mocny, emocjonalny wytrych. Praktycznie, gdyby został on z filmu wycięty, ten nic by nie stracił! Również samo zakończenie, które nadaje oryginalnemu tytułowi drugiego znaczenia, jest tutaj znacząco zmienione, okradając historię ze swojej ogromnej wagi!

Biorąc pod uwagę, że jest to film o ostatnim człowieku na Ziemi, całość skupiona jest wokół Price’a. I ta rola jest zarówno największą zaletą, jak i wadą produkcji.

W scenach, kiedy aktor pozostaje sam, połączenie jego charakterystycznego głosu i nawiedzonego spojrzenia pomaga tylko w budowaniu poczucia izolacji i przytłaczającej samotności. Warto tutaj wspomnieć scenę, w której ten ogląda samotnie film, na przemian wybuchając histerycznym śmiechem i łzami.

Z drugiej strony sceny robiące tutaj za retrospekcję, przedstawiające Morgana jako kochającego męża i ojca kupić jest naprawdę trudno. W całej swojej ekscentrycznej figurze, Vincent pozostaje po prostu zbyt złowieszczy. To wspaniały aktor, ale widocznie nie czuje się swojsko w tak prozaicznej roli.

Ostatni człowiek na Ziemi ma również głupią manierę tłumaczenia nam każdej czynności naszego bohatera. Właśnie ta niezgrabna i nachalna ekspozycja stanowi największą wadę filmu. Podczas gdy powieść płynnie wplata elementy retrospekcji do swojej historii, tutaj atakuje nas niczym wampir w odsłoniętą szyję!

Co zaskakujące, za duży plus można uznać niski budżet filmu! Półamatorska praca kamery, ograniczona scenografia i wymuszona kameralność sprawiają, że z ekranu jeszcze mocniej emanuje poczucie bezradnej egzystencji w upadłym świecie.

Same wampiry nie stanowią tutaj zbyt dużego zagrożenia, ograniczając się praktycznie do mimowolnego uderzania o ściany domu Morgana. I ze względu na produkcyjne problemy, wokół schronienia głównego bohatera nie znajduje się więcej, jak 10 potworów, podczas gdy film stara się nam wmówić, że są ich setki!

Dzisiaj Ostatni człowiek na Ziemi stanowi urokliwy relikt z czasów, kiedy to praktycznie gotowy scenariusz na elektryzujący horror przerabiało się na kameralne kino skupione na historii jednego człowieka. Jeśli jednak nie jesteście przekonani do gatunkowej mocy, jaką niesie ze sobą ów film, poczekajcie tylko do sceny, kiedy żona Morgana prosi go o wpuszczenie do środka.

Oskar „Dziku” Dziki

 

Oryginalny tytuł: The Last Man on the Earth
Produkcja: USA, 1964
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena: 3/5

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: