Puste butelki dogorywały na dywanie. Znów  byłem zalany.

Przez uchylone okno do pokoju wlewał się strumień sierpniowego powietrza.

Warszawa tańczyła w mroku. Pełna świateł dyskoteka trupów.

Orgia męczenników wiszących na krzyżach korporacji. Z maszyny do pisania wyjąłem jednego jointa, zrobionego wcześniej. Oderwałem fragment bletki z końca i podpaliłem.

Zaciągnąłem się trzykrotnie i podałem materiał Lizie.

Wzięła go i zaciągnęła się mocno. Jej jędrne cycki napełniły się dymem.

W poprzednim wcieleniu uratowałem pszczoły przed wyginięciem. Należała mi się nagroda!

OT CO!… Podszedłem do Niej. W lewą rękę wziąłem blanta, prawą ręką dotknąłem Jej uda, podciągając kieckę wyżej.

Rąbek czerwonych majtek uśmiechnął się do mnie.

Zaciągnąłem się ponownie i wróciłem na swoje miejsce. Materiał szumiał mi w głowie, podgłośniłem jazz i zacząłem się jej przyglądać. Lize poznałem nie wiem kiedy i nie wiem gdzie. Lubiła się pieprzyć i wiedziała jak to robić. Czułem że trzymam Boga za nogi!

Najpiękniejsza kobieta jaką poznałem leżała skuta na moim materacu!

Najlepszy kawał ciała jaki widziałem w życiu (rzeczywistym i wirtualnym)!

GRANATOWA SUKIENKA! CZARNE POŃCZOCHY! SZPILKI! NOGI! BRZUCH!

I te USTA! Jakby ukradzione samej Afrodycie! OGNISTA CZERWIEŃ!

NIBY UMOCZONE WE KRWI! Jeśli taki kolor ma piekło to na powiekach zaniosę dusze diabłu! ZWARIOWAŁEM?! TAK! WIEM I PIEPRZE TO!

– Borysku, kochanie… stanął Ci !

– Pieprzysz skarbie!

– Borysku, kochanie… spójrz !

Spojrzałem w dół, FAKTYCZNIE! STAŁ MI! Przeklęty materiał zaburzył moją percepcje!

Kutas pulsował w spodnaich, rozrywając przestrzeń! Balansowałem na granicy bólu i wytrysku! Pożądanie grało na moich organach symfonie hedonizmu.

Zawsze przerażała mnie przewaga kobiet nad facetami. Kobiety (te mające coś w głowie) zdają sobie sprawę ze swojego piękna. Są świadome przewagi jaką mają nad durnymi samcami śliniącymi się na widok cipki. Gdy kobiety (te mające coś w głowie) bawiły się laptopami my wpieprzaliśmy banany liżąc się po dupie. Czułem się jak idiota. TESTOSTERON OKŁADAŁ MNIE KIJEM PO JAJACH!

My faceci jesteśmy na przegranej pozycji… No cóż nie zamierzam z tym walczyć..

Podszedłem do niej i pocałowałem za uchem. Czułem że to będzie dobry wieczór.

Radio grało Shmidta, pogłośniłem znacząco i zacząłem ją całować, pokrywając jej ciało.

Obłąkanymi pocałunkami. SZYJA! PIERSI! BRZUCH!  SMAK SZALEŃSTWA NA JĘZYKU! NIE MOGŁEM SIĘ OPRZEĆ!… zdarłem z niej kieckę, odsłaniając koronkową bieliznę… zdjąłem ją! Zanurzyłem usta w jej włosach i zacząłem schodzić w dół.

Była wilgotna. Polizałem ją delikatnie, drażniąc jej łechtaczkę. Zrobiła się większa i bardziej ukrwiona. Wargi rozchyliły się, wepchnąłem język w tą wilgoć, jęknęła cicho. Wróciłem do brzucha, całowałem jej stopy i wewnętrzne części ud. Drażniłem się z nią… co chwila schodziłem w dół muskając jedynie jej rozkosz, po to tylko aby za chwilę znów spijać krew z jej ust  i snuć szal z pocałunków. Robiłem to parokrotnie, aż w końcu nie wytrzymała… złapała mnie za włosy, brutalnie kierując moje usta w stronę swojej cipki.

Wziąłem się do roboty!.. Mój język bez przeszkód pokonał granice dźwięku, biorąc za cel wyprzedzenie światła… Liza zaczęła głośno oddychać, wbijała swoje delikatne dłonie w mój grzbiet żłobiąc  na nim krwawe korytarze.

NIE MOGŁEM SIĘ OPRZEĆ! Czułem że zbliża się jej orgazm… Przegrałem z pożądaniem!

Zdjąłem swoje ubranie. Zacząłem pocierać moim kutasem o jej cipkę. Liza wbiła paznokcie w moje plecy z szaleńczą siłą! Czułem jak po plecach spływa mi strużka brunatnej krwi.

– WŁÓŻ GO KURWA!!

Wbiłem się w tą wilgoć. Poruszałem się rytmicznie patrząc jak jej ciało porusza się gwałtownie w rytm moich pchnięć. Czułem że zaraz wytrysnę. Zwolniłem trochę…

Wyjmowałem go, wkładałem, bawiłem się tempem PŁYCIEJ, GŁĘBIEJ! WOLNIEJ, SZYBCIEJ! Żałosne próby przedłużenia rozkoszy. KSIĘŻYC TAŃCZYŁ NA DYWANIE! BŁĘKITNE PTAKI FRUWAŁY PO POKOJU! Testosteron wypływał mi ustami, odbytem, każdym porem skóry. PRZEGRAŁEM! Zacząłem rżnąć tą śliczność w obłąkanym tempie! Niszczyłem jej wnętrze! JESTEM HITLEREM SEKSU! Liza zaczęła krzyczeć. Jej nadchodzące spełnienie niby anielski chór odbijał się od ścian!

Lemury wspinały się na drzewa w Kostaryce.

Nudni ludzie napełniali usta nudnym życiem!

A ja kochałem tą małą jak szaleniec. Gwałt na ostatnim z aniołów! Pociągnąłem ją za skrzydła, wbijając się w nią po samą aureole! Koniec!

Oddałem Jej wszystko co miałem spermę, serce, miłość, duszę.

Radio grało Kazimierczaka. Wytrzeźwiałem.

duseone

Reklamy

One comment

  1. „KURWA WSZYSTKIE PALANTY BĘDĄ MIAŁY DOM I ŻONĘ I BĘDĄ ZAPIERDALAĆ BO SĄ TAK CHOLERNIE POJEBANI, A JA MAM CIĘ TUTAJ BACHA TY SUKO I PIERDOLĘ CIĘ JAK WYŻEŁ!!! Mmmyychchch….!” jak to mawiał edi 800

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.