W słoneczne niedzielne popołudnie w 1960 r., na brzegu basenu wynajętego letniego domu w Cuernavaca, trzydziestodziewięcioletni Amerykanin zjadł garść dziwnie wyglądających grzybów, zakupionych uprzednio od szamana z pobliskiej wioski. Jak później opowiadał, po kilku minutach poczuł się „zmieciony przez krawędź Niagary zmysłów w spieniony nurt transcendentalnych wizji i halucynacji. Następnych 5 godzin mogłoby być opisane wieloma ekstrawaganckimi metaforami, ale przede wszystkim i bez najmniejszych wątpliwości było to najgłębsze religijne doświadczenie mojego życia”.

Implikacje tej rozstrzygającej, pierwszej komunii, są jak dotąd trudne do określenia; są w równym stopniu daleko-idące jak i głębokie. Tymi grzybami były legendarne „święte grzyby”, które od tej pory stały się znane (ku przerażeniu wielu osób) jako jeden z psychedelicznych (dokładnie: ujawniających umysł) środków chemicznych, które wykreowały ogólnonarodowego bzika wśród młodzieży i skandale w prasie. Owym Amerykaninem był psychoterapeuta z Harvardu Timothy Leary, który w międzyczasie przekształcił się z badacza i naukowca w prekursora i najwyższego kapłana rewolucyjnego ruchu połączonego nie jakąś ideą, ale substancja, nazwaną później „duchowym ekwiwalentem bomby wodorowej”.

Niewiele faktów w jego biografii mogłoby wskazywać na to, że zostanie religijnym przywódcą. W wieku lat dziewiętnastu zmartwił swoją matkę – katoliczkę rezygnacją z Holy Cross na dwa lata przed jej ukończeniem („nie mogłem się oswoił ze scholastycznym podejściem do religii „), a następnie załamał swojego ojca, emerytowanego oficera, gdy po 18 miesiącach zrezygnował z West Point („interesowałem się bardziej filozofią niż militariami”). Przeniósł się na University of AIabama, gdzie uzyskał dyplom z psychologii. W 1942 r. zaciągnął się do wojska i pracował w szpitalu w Pensylwanii jako psycholog, następnie kontynuował studia otrzymując stopień doktora na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley.

W trakcie swojej pierwszej ważniejszej pracy – jako dyrektor Kaiser Foundation Hospital w Oakland, oraz jako asystent profesora Szkoły Medycznej Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco, zdobywając sobie zarówno wrogów jak i przyjaciół, Leary zaczął, wykazywać odwaga a czasami nieoględne obrazoburstwo, które od tej pory znaczyło każdą fazę jego kariery. Stwierdzając, że tradycyjne metody psychiatryczni w równym stopniu szkodziły pacjentom, jak i pomagały, w 1958 r. zrezygnował z praktyki i został przyjęty jako wykładowca psychologii klinicznej w Harvardzie.

Zaczął tam rozwijać i propagować teorię gier interpersonalnych i postaw osobowych jako wariantów wystylizowanych gier, stosownie do tez zawartych w bestsellerowej książce dr Erica Berne pt. „W co grają ludzie”, których to tez zarówno nauczał, jak i efektywnie w sposób niekonwencjonalny stosował w praktyce – wysyłając studentów do badania problemów emocjonalnych takich jak alkoholizm, raczej w miejsca gdzie one powstają, niż do bibliotek i laboratoriów.

Co było łatwe do przewidzenia, niewiele z tych nowatorskich idei docierało dc ograniczonych umysłów kolegów po fachu. Ale ich pomruk sceptycyzmu urósł dc rangi chóru wyrażającego oburzenie, gdy Leary powrócił do Harvardu ze swojej pionierskiej wycieczki w nieznane przestrzenie – odbywającej się na brzegu basenu w Cuernavaca – i rozpoczął eksperymenty na sobie, ze swoimi współpracownikami karni i setkami wolontariuszy, stosując ściśle odmierzane dawki psylocybiny substancji wyizolowanej ze świętych grzybów.

Przyrzekając „poświęcić resztę ryto jego życia naukowca na systematyczne badania tego nowego narzędzia”, Leary i rosnąca liczba jego następców rozpoczęli badania nad innymi psychedelikami: nasionami powoju, gałką muszkatołową, marihuaną, pejotlem, meskaliną – oraz bezbarwnym, bezwonnym, bezsmakowym, ale niewiarygodnie silnym związkiem chemicznym nazywanym LSD-25, zsyntetyzowanym po raz pierwszy w 1938 r. przez szwajcarskiego biochemika, poszukującego środka na migrenowe bóle głowy.

Setki razy mocniejsze od psylocybiny LSD, wysyła swoich pełnych halucynacji użytkowników w wielobarwną i wielopoziomową przejażdżkę roller-coasterem, na tyle spektakularną, iż wkrótce staje się podstawowym narzędziem badawczym Leary”egc. Krążące opowieści o fantastycznych, fantasmagorycznych „tripach” odbywanych przez studentów, szybko stały się sekretami podkręcającymi atmosferę w uniwersyteckich campusach, a od 1962r. wytworzyły rodzaj undergrundowych zachowań kultowych wśród młodzieży od Londynu do Los Angeles. W 1963 r. stało się to przedmiotem zakłopotania władz Harvardu, które jakkolwiek „z ubolewaniem”, to jednak rozstały się z Leary”m i jego współpracownikiem dr Richardem Alpertem w celu powstrzymania zachłannie rosnącej fali zainteresowania wiania dragami w środowisku studentów.

Nieustraszoność badaczy doprowadzi do zorganizowania IFIF (International Foundation for InternaI Freedom) – zespołu naukowców prowadzących psychedeliczne badania finansowane z prywatnych funduszy w Zihuatanejo w Meksyku, lecz zanim mogli na dobre rozpocząć sesje psychedeliczne, rząd meksykański nakazał wstrzymanie badań i zażądał opuszczenia terytorium kraju przez IFIF. Od tej chwili Leary stał się nie tylko mesjaszem, lecz również męczennikiem ruchu psychedelicznego.

Wkrótce potem nadeszła pomoc ze strony młodego milionera z Nowego Jorku Williama Hitchcocka, weterana „kwasowych podróży”, który uwierzył w wagę dokonań Leary”ego (a właściwie misji) i w tym celu przekazał mu rezydencji w posiadłości o powierzchni 4000 akrów w Millbrook w stanie Nowy Jork, która odtąd stała się nie tylko domem i siedzibę Leary”ego, ale także swego rodzaju schronieniem i sanktuarium dla psychedelicznych pielgrzymów z całego świata.

16 Kwietnia 1966 r. Millbrook stało się także celem prześladowań przez – jak to określił Leary – „autorytarne, średniowieczne, siły klasy średniej”. Późną nocą oddział policji hrabstwa Dutchess dokonał najazdu i w wyniku skrupulatnego przeszukania znalazł minimalną ilość marihuany, aresztując cztery osoby, w tym Leary’ego. W przypadku skazania, otrzymałby wyrok poważnej grzywny i 16 lat wiezienia.

W tym czasie Leary odwoływał się od innego wyroku, spowodowanego aresztowaniem w Laredo poprzedniego grudnia, gdy podczas przekraczania granicy z Meksykiem, przy przeszukiwaniu samochodu, celnicy znaleźli w posiadaniu osiemnastoletniej córki Leary”ego 14,2 g (!) marihuany. Pomimo złożonych oświadczeń, że ten środek służy do celów naukowych i sakramentalnych i jest konieczny zarówno do pracy naukowej jak i ze względu na religijne przekonania (jako praktykującego hinduisty), Leary został skazany na $30 tys. grzywny i 30 lat wiezienia za przemyt narkotyków i uchylanie się od płacenia podatków dotyczących konopi.

W ciągu nastypnych miesięcy, wraz ze wzrostem sławy Leary’ego, rosły także kontrowersje na temat LSD, podsycane przez ciągle rosnący strumień historii, opisujących na pierwszych stronach gazet przypadki psychedelicznej psychozy, płynące z ust policjantów i przedstawicieli publicznej służby zdrowia straszne ostrzeżenia przed „natychmiastową utratą zdrowia psychicznego” i nabożne wydawnictwa przeklinające zło płynące z dragów. W maju i czerwcu, dwie senackie podkomisje przeprowadziły szeroko rozpowszechnione publiczne przesłuchania na temat LSD, a trzy stany: Kalifornia, Newada i New Jersey uchwaliły prawa zakazujące używania, posiadania, dystrybucji i wytwarzania LSD. Przy pomocy dźwięcznych apeli domagających sine zaostrzenia federalnego prawa Ronald Reagan skutecznie zwiększył swoje szanse na republikańską nominacji w staraniach o fotel gubernatora Kalifornii.

I oto pośród tych wznoszących sił zewsząd okrzyków przeciw dragom, Playboy poprosił dr Leary’ego o zaprezentowanie swojego poglądu na temat tej psychedelicznej historii i o odpowiedź na kilka pytań, odnoszących się do jego potencjalnych obietnic i rzekomych niebezpieczeństw. Przystając na to z ochotą, zaprosił nas do Millbrook, gdzie kilka dni później spotkaliśmy go recytującego poranne hinduistyczne modlitwy wraz z grupą gości w kuchni 64-pokojowego pałacu.

Powitał nas serdecznie i zaprowadził do znajdującej się na trzecim piętrze biblioteki. Zamiast usiąść na jednym z wygodnych foteli, przeszedł przez pokój, wyszedł przez otwarte okno na cienki daszek leżący na oknie wykuszowym drugiego piętra i zaczął rozwijać podwójnej grubości materac kilka cali od krawędzi. Gdy usadowiliśmy się wygodnie na jednym końcu materaca, on rozpiął swoją koszulę, rozkoszując się gorącymi promieniami słońca, oparł bosą stopą o gont dachu, popatrzył na rozpościerający się wokół domu trawnik, posłuchał przez chwilę śpiewu cykady znajdującej się w gałęziach pobliskiego drzewa, a następnie odwrócił się do nas, gotowy na nasze pierwsze pytanie.

Timothy Leary w latach ’60

PLAYBOY: Doktorze Leary, ile razy zażywał pan LSD?

LEARY: Do tej pory miałem 311 sesji psychedelicznych.

PLAYBOY: Jak pan sądzi, co dały te sesje i jaką miały postać?

LEARY: Trudno jest opowiedzieć o tym w sposób przystępny. Powiedzmy tak: podczas pierwszego doświadczenia psychddelicznego miałem trzydzieści dziewięć lat. W tym czasie byłem mężczyzną w średnim wieku, zaangażowanym w średnio-wieczny proces starzenia się. Moja radość życia, moja otwartość zmysłów, moja kreatywność ześlizgiwały się w dół. Od tego czasu, sześć lat temu, moje życie odnowiło się w niemal każdym wymiarze. Większość moich kolegów z Uniwersytetu Kalifornijskiego i Harvardu oczywiście uważa mnie za nieco zbzikowanego ekscentryka. Przypuszczam, że mniej niż 15% moich kolegów po fachu rozumie i popiera to, czym się zajmuję. Można oczekiwać, że są to psychologowie będący raczej w młodszym przedziale wieku. Jeżeli znasz wiek danej osoby, to będziesz wiedzieć, co może ona czuć i myśleć na temat LSD. Środki psychedeliczne są medium młodości. Gdy poruszasz się w górę skali wieku, trzydziesto-, czterdziesto-, pięćdziesięciolatków, coraz mniej osób jest otwartych na skorzystanie z możliwości takich chemicznych propozycji.

PLAYBOY: Dlaczego tak się dzieje?

LEARY: Dla osób w wieku powyżej trzydziestu pięciu lub czterdziestu lat słowo „drag” oznacza jedną z dwu rzeczy: chorobę-doktora lub narkotyk-szatana-zbrodnię. Osobie, która ma taką neurologiczną fiksację na słowie „drag” nie jesteś w stanie powiedzieć nic, co mogłoby wpłynąć na zmianę jej opinii. Jest ona równie mocno przymarznięta do swoich poglądów, jak pies Pawłowa do swoich odruchów warunkowych. Z drugiej strony, dla ludzi w wieku poniżej dwudziestu pięciu lat, słowo „drag” odnosi się do szerokiej gamy środków zmieniających świadomość, począwszy do alkoholu, przez napoje pobudzające, amfetaminy i inne ogłupiacze, skończywszy na marihuanie i innych dragach psychedelicznych.

Dla średnio-wiecznej Ameryki może być to synonim natychmiastowej choroby psychicznej, ale dla większości Amerykanów poniżej dwudziestego piątego roku życia, psychedeliczny drag oznacza ekstazę, rozszerzenie zmysłów, doświadczenie religijne, objawienie, oświecenie, kontakt z naturą. Ciężko spotkać w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych nastolatka lub młodego człowieka, który nie znałby przynajmniej jednej osoby mającej za sobą dobre doświadczenia z marihuaną lub z LSD. Horyzonty współczesnego młodego pokolenia, w sensie rozszerzonej świadomości są o lata świetlne poza horyzontami ich rodziców. Zaszła tu zmiana; nie ma odwrotu. Psychedeliczna bitwa została wygrana.

PLAYBOY: Co powiesz na takie standardowe oskarżenie, że LSD jest zbyt mocne i zbyt niebezpieczne, żeby je powierzać młodzieży?

LEARY: Nikt z nas nie wie jeszcze, w jaki sposób LSD można zastosować dla rozwoju i pożytku rodzaju ludzkiego. Jest to potężne narzędzie służące do uwalniania energii, dotychczas nie w pełni zrozumiane. Ale jeżeli miałbym się postawić w sytuacji piętnastolatka lub pięćdziesięciolatka, który ma użyć nowej formy niezrozumiałej dla niego energii, zawsze wybrałbym sytuację piętnastolatka. Dlaczego? Ponieważ piętnastolatek zastosuje nawą formę energii dla zabawy, dla zintensyfikowania wrażeń, aby się kochać, z ciekawości, dla osobistego rozwoju.

Wielu pięćdziesięciolatków straciło swoją ciekawość, straciło swoją zdolność do kochania się, przytępiło swoją otwartość na nowe wrażenia i chciałoby stosować nowe formy energii dla władzy, kontroli i wojen. A więc wcale się tym nie przejmuję, że młodzież wyrywa się z zajęć edukacyjnych, aby eksperymentować ze świadomości, by bawić się z nowymi formami energii i artystycznej ekspresji. Obecne pokolenie w wieku poniżej dwudziestu pięciu lat jest najmądrzejszym i najświętszym pokoleniem, jakie ludzkość kiedykolwiek widziała. I na Boga, zamiast lamentować, uwłaczać im i więzić, powinniśmy ich popierać, słuchać i podłączać się wraz z nimi.

PLAYBOY: Jeżeli zechcielibyśmy podążyć za twoją ostatnią sugestią, to co powinniśmy zrobić?

LEARY: Znajdź zaufanego przyjaciela, który wie gdzie można dostać LSD oraz jak przeprowadzić sesję, albo znajdź zaufanego i doświadczonego podróżnika LSD, aby przeprowadził cię przez trip.

PLAYBOY: Czy koniecznie trzeba mieć przewodnika?

LEARY: Tak. Jeżeli nie będziesz miał doświadczonego przewodnika, przynajmniej przez pierwszych 10-15 sesji, to doświadczenie może być dezorientujące.

PLAYBOY: A co z osobą, która nie może znaleźć ani przewodnika, ani źródła LSD pośród swoich przyjaciół? Co taka osoba powinna zrobić?

LEARY: LSD jest poza prawem, a ja nikogo nie zachęcam do łamania prawa. Jednakowoż powiem tak: w historii ludzkości człowiek, który chciałby rozszerzyć swoją świadomość odnaleźć głębsze znaczenie wewnątrz siebie, potrafił tego dokonać, jeżeli był gotów poświęcić na to czas i energii. W innych krajach i czasach, ludzie wędrowali boso 2000 mil, aby znaleźć duchowego nauczyciela, który pozwoliłby im się podłączyć do Buddy, Mahometa czy Ramakriszny.

PLAYBOY: Jeżeli nie możesz nam powiedzieć gdzie kupić LSD, to czy możesz nam objaśnić w jaki sposób można wyprodukować LSD? Jak nam wiadomo, można je zsyntetyzować w każdym dobrze wyposażonym laboratorium.

LEARY: To prawda. Ale udzielanie takich odpowiedzi byłoby nieodpowiedzialne. Wytwarzanie LSD jest aktualnie przestępstwem.

PLAYBOY: Zakładając, że możesz je mieć, w jaki sposób się bierze LSD? Czy może być wstrzykiwane czy też raczej połyka się je w kostce cukru?

LEARY: Może być wstrzykiwane, może też być dostarczane w formie proszku, pigułki czy roztworu, który jest bezwonny, bez smaku, i bez koloru. W każdym przypadku masz do czynienia z bardzo małą ilością. Sto mikrogram stanowi średnią dawkę.

PLAYBOY: Na jak długą sesję?

LEARY: Osiem do dwunastu godzin.

PLAYBOY: Jak to jest? Co się wówczas z tobą dzieje?

LEARY: Jeżeli będziemy mówić ogólnie, to co się wydarza każdemu, to doświadczenie niewiarygodnego przyspieszenia i intensyfikacji wszystkich zmysłów i wszystkich procesów umysłowych – które mogą być bardzo dezorientujące jeżeli nie jesteś na nie odpowiednio przygotowany. W ciągu każdej sekundy w twoim mózgu zapala się około stu milionów sygnałów; podczas każdej sekundy sesji LSD odkrywasz, że jesteś dostrojony do odbioru tysięcy wiadomości, których zazwyczaj nie rejestrujesz świadomie. Możesz otrzymywać symultanicznie niewiarygodną liczbę wiadomości z różnych części swojego ciała.

Ponieważ nie jesteś przyzwyczajony do takiego stanu rzeczy, może się to stać przyczyną niesamowitej ekstazy, albo dezorientacji. Niektóre osoby są przytłoczone tym fenomenem Niagary bodźców zmysłowych. Zamiast dwóch, trzech rzeczy dziejących się w krótkim odcinku czasu, nagle zalewa cię powódź świateł, kolorów, wrażeń, obrazów i możesz poczuć się całkowicie zagubiony. Odczuwasz nieznaną wcześniej, potężną, promieniującą z całego ciała i zmierzającą do uwolnienia, siłę. W stanie normalnej percepcji, mamy świadomość symboli statycznych. Ale gdy zaczyna działać LSD, wszystko zaczyna się ruszać i ten nieubłagany, bezosobowy, z wolna nabrzmiewający ruch będzie trwał przez wiele godzin sesji. To tak jakbyś całe swoje normalne życie uchwycił w nieruchomym kadrze, w niezdarnej, stereotypowej posturze, a potem z znienacka puścił film, obejmujący wiele wymiarów na raz, przeładowany kolorami i energią.

Pierwszą rzeczą, jakiej doświadczas, jest niesamowite rozszerzenie świadomości zmysłów. Na przykład zmysł wzroku. W porównaniu do jakości widzenia pod wpływem LSD, stan normalnego widzenia jest jak obraz w źle nastrojonym telewizorze. Pod wpływem LSD, oczy działają jak mikroskop, w którym widzisz błyszczące, promieniujące szczegóły każdej rzeczy, na którą pada twój wzrok. Po raz pierwszy rzeczywiście dostrzegasz – nie statyczną, symbolicznie reprezentowaną, wyuczoną percepcję rzeczy, ale wzory światła odbijające się od obiektów znajdujących się w twoim otoczeniu, wpadających z prędkością światła w mozaikę pręcików i stożków siatkówki twojego oka. Wszystko wydaje się być żywe. Wszystko jest żywe i promieniuje ostrymi falami światła w kierunku twojej siatkówki.

PLAYBOY: Czy zmysł słuchu ulega podobnej intensyfikacji?

LEARY: Potwornie. Zazwyczaj słyszymy tylko wyizolowane dźwięki: dzwonek telefonu, brzmienie czyjegoś głosu. Ale gdy podłączasz się pod LSD, ośrodki korowe twojego ucha środkowego stają się drżącą membraną, napinającą się pod wpływem fal dźwięku. Wydaje się, że wibracje penetrują głęboko twoje wnętrze, nabrzmiewają i wybuchają. Słyszysz pojedynczą nutę sonaty Bacha i pozostaje ona w zawieszeniu błyszcząc, pulsując przez nieskończenie długi okres czasu, podczas gdy ty powoli orbitujesz dookoła niej. Następnie, setki lat później nadchodzi druga nuta sonaty i kolejne, po stuleciach – powoli dryfujesz wokół tych dwóch nut, obserwując harmonie i dysonanse zastanawiając się nad historią muzyki.

Gdy twój układ nerwowy jest podłączony do LSD i wszystkie połączenia rozbłyskują, zmysły zaczynają pokrywać się i łączyć. Nie tylko słyszysz, ale widzisz wydobywającą się z głośników muzykę – jak tańczące cząsteczki, jak skręcające się smugi pasty do zębów. W rzeczywistości widzisz dźwięk w postaci wielokolorowych wzorów słuchając go. W tym samym czasie jesteś dźwiękiem, jesteś nutą, jesteś struną skrzypiec czy fortepianu. I każdy z twoich organów pulsuje i przeżywa orgazm w tym rytmie.

PLAYBOY: Co dzieje się ze zmysłem smaku?

LEARY: Doznania smakowe również są zwielokrotnione, chociaż podczas sesji LSD nie ma się ochoty na jedzenie, tak jak nie miałbyś ochoty na przekąskę podczas pierwszego samodzielnego lotu naddźwiękowym odrzutowcem. Jednakże, gdy zajadasz się po sesji, doceniasz każdą z poszczególnych zalet pożywienia – konsystencję, elastyczność, lepkość – których w normalnym stanie nie jesteśmy świadomi.

PLAYBOY: Jak wygląda sprawa powonienia?

LEARY: Jest to jeden z najbardziej dojmujących aspektów doświadczenia LSD. To tak jakbyś oddychał po raz pierwszy w życiu, wspominasz z rozbawieniem i z niesmakiem ten plastikowy, bezwonny, sztuczny gaz, który zwykle nazywasz powietrzem. Podczas sesji LSD, odkrywasz, że wdychasz atmosferę składającą się z milionów mikroskopijnych wstążek węchowej taśmy telegraficznej, eksplodujących w twoich nozdrzach ekstatycznym znaczeniem. Gdy będąc, w pewnym oddaleniu, podczas doświadczenia LSD, siedzisz w jednym pokoju z kobietą, uświadamiasz sobie tysiące płynących od niej, penetrujących, chemicznych informacji, wpływających wraz z powietrzem do twoich centrów zmysłowych: symfonia tysiąca zapachów, które emanują z nas w każdej chwili – szampon, jakiego używa, jej perfumy, jej pot, zapach jej oddechu i przemiany materii, woń jej seksu, zapach jej ubrania – erotyczne pociski eksplodujące w komórkach węchowych.

PLAYBOY: Czy zmysł dotyku staje się równie erotyczny?

LEARY: Dotyk staje się zarówno elektryczny jak i erotyczny. Przypominam sobie taki moment, kiedy podczas pewnej sesji Rosemary pochyliła się nade mną i delikatnie dotknęła swoim palcem środka mojej dłoni. Sto tysięcy komórek w mojej ręce natychmiast eksplodowało miękkim orgazmem. Ekstatyczne energie pulsowały wzdłuż mojego ramienia atakując mózg, podczas gdy następnych sto tysięcy komórek miękko eksplodowało czysty delikatną rozkoszą. Dystans pomiędzy palcem mojej żony, a moją dłonią wynosił 50 mil, wypełnionych bawełnianą słodyczą, przenikniętych tysiącami srebrnych przewodów, po których tam i z powrotem pędziły ładunki energii. Z jej palca przepływały fale pulsującej energii. Jedna po drugiej przepływały fale złożone z rozkosznie delikatnej eterycznej tkanki, powodujące drżenie, goniące się nawzajem pomiędzy moją dłonią i jej palcem.

PLAYBOY: Czy ta rozkosz miała charakter erotyczny?

LEARY: Transcendentalnie. Pod wpływem LSD z każdego włókna twojego ciała uwalnia się niesamowita ilość energii – wliczając w to w szczególności energię seksualną. Nie ma wątpliwości, że LSD jest najpotężniejszym z wszystkich wynalezionych przez człowieka afrodyzjaków.

PLAYBOY: Czy mógłbyś to rozwinąć?

LEARY: Po prostu wrażenia seksualne pod wpływem LSD ulegają cudownemu spotęgowaniu i intensyfikacji. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest to po prostu zwiększenie potencji. Nie doznaje się także w sposób automatyczny przedłużonej erekcji. To twoja wrażliwość wzrasta o tysiąc procent. Wyjaśnię to w ten sposób: w porównaniu z kochaniem się po LSD, sposób, w jaki uprawiasz miłość – bez względu na to jak bardzo nie byłaby to ekstatyczna przyjemność – jest jak kochanie się ze sklepowym manekinem. Podczas zmysłowej i komórkowej komunii wywołanej przez LSD, możesz spędzić pół godziny na pieszczeniu oczu i następne pół godziny kochając się za pomocą oddechu.

Podobnie jak i ty, ona również jest pobudzona tysiącem zmysłowych i komórkowych organicznych zmian. Zwyczajny stosunek seksualny wywołuje specyficzne zmiany chemiczne, pobudzenie i określone interakcje w ściśle zlokalizowanych strefach, nazywanych przez psychologów erogennymi. Sądzę, że są to wulgarne i sprośne koncepcje. Gdy kochasz się po LSD, to tak jakby każda z tryliona komórek twojego ciała, kochała się z każdą komórką jej ciała. Twoja ręka nie pieści jej skóry, lecz zatapia się i łączy z pradawnym źródłem ekstazy wewnątrz niej.

PLAYBOY: Jak często kochałeś się będąc pod wpływem LSD?

LEARY: Za każdym razem. W rzeczywistości jest to wszystkim, czym jest doświadczenie LSD. (Po)łączenie się, (p)oddanie się, przepływ, unia, komunia. To wszystko jest kochaniem. Kochasz się ze światłem świecy, z falami dźwięku dobiegającymi z gramofonu, z wazą pełną owoców, stojącą na stole, z drzewami, Przebywasz w pulsującej harmonii ze wszystkimi energiami dookoła ciebie.

PLAYBOY: Włącznie z tymi płynącymi od kobiety?

Timothy Leary: „Czy istnieje życie po tym, jak przeminęła młodość?”

LEARY: Trzy niemożliwe do uniknięcia cele sesji LSD to: odkrycie i miłość z Bogiem, odkrycie i miłość z samym sobą, oraz odkrycie i miłość z kobietą. Nie możesz tego dokonać z samym sobą, jeżeli nie uczyniłeś tego z nieskończonym, otaczającym cię procesem energii i nie możesz zrobić tego z kobietą, dopóki nie zrobisz tego z sobą. Naturalnym i oczywistym sposobem brania LSD, jest sesja z przedstawicielem płci przeciwnej, a sesja LSD, która nie powoduje w ostateczności połączenia się z osobą płci przeciwnej, jest niecałkowita. Im bardziej rozszerza się twoja świadomość, im dalej możesz wznieść się ponad swój umysł, tym głębsza, bogatsza, dłuższa i Pełniejsza znaczenia staje się twoja seksualna komunia.

PLAYBOY: Słyszeliśmy o sesjach, w których pary kochały się aż do krawędzi wyczerpania, ale nigdy nie wydawały się być wyczerpane. Czy to prawda?

LEARY: Tak.

PLAYBOY: Czy możesz nam opisać wrażenie orgazmu pod wpływem LSD?

LEARY: Tylko najbardziej lekkomyślny poeta mógłby próbować to zrobić. Muszę wam powiedzieć tak: „Jak się to opowiada małym dzieciom?” Dziecko pyta: „Tato, czym jest seks?”, a ty starasz się to opisać i potem dziecko mówi: „Hm, czy to jest takie fajne jak cyrk?”, ty odpowiadasz: ;,No, nie zupełnie takie”. Dziecko mówi: „Czy to jest takie fajne jak lody czekoladowe?”, ty na to: „Więc to jest tak, ale znacznie, znacznie więcej niż to”. A dziecko mówi: „A więc to jest tak jak jazda na roller-coasterze?” i odpowiadasz: „Częściowo tak, ale to jest jeszcze więcej niż to”. Krótko mówiąc, nie mogę ci powiedzieć jak to, jest, ponieważ nie jest to niczym, co kiedykolwiek ci się przydarzyło – i ponadto nie istnieją adekwatne słowa, które mogłyby to opisać. Nie dowiesz się jak to jest, dopóki sam nie spróbujesz, a wtedy nie będzie potrzeby, żeby ci o tym mówić.

PLAYBOY: Słyszeliśmy, że niektóre kobiety mające zazwyczaj trudności z osiągnięciem orgazmu, będąc pod wpływem LSD, odkrywają w sobie zdolność do przeżywania orgazmów wielokrotnych. Czy to jest prawda?

LEARY: Podczas troskliwie przygotowanej, miłosnej sesji LSD, kobieta może mieć kilkaset orgazmów.

PLAYBOY: Kilkaset?

LEARY: Tak. Kilka razy po sto.

PLAYBOY: A co z mężczyzną?

LEARY: To zaabsorbowanie liczbą orgazmów, jest psychicznym kanałem dla wielu mężczyzn i kobiet. Jest to równie gruboskórne i wulgarne jak zastanawianie się nad tym, ile zapłaciła za szlafrok.

PLAYBOY: Jednakże musi być jakiś rodzaj fizjologicznego porównania. Jeżeli kobieta może mieć kilkaset orgazmów, ile ich może mieć mężczyzna w optymalnych warunkach?

LEARY: Zależałoby to całkowicie od ilości seksualnego i psychedelicznego doświadczenia danego mężczyzny. Jeżeli o mnie chodzi, to mogę porównywać wyłącznie, kim byłem, z tym czym jestem teraz. W ciągu ostatnich sześciu lat moja otwartość, moje reakcje, mój współudział w każdej formie zmysłowych wrażeń, zostały zwielokrotnione tysiąckrotnie.

PLAYBOY: O tym aspekcie działania LSD przebąkiwano w prywatnych rozmowach, ale jak dotąd nie mówiono o tym publicznie. Dlaczego?

LEARY: Silne seksualne działanie LSD jest tajemnicą publiczną, o której nikt z nas nie mówił w ostatnich latach. W kontekście społecznym, wystarczająco niebezpiecznie jest mówić o tym, że LSD pomaga ci odnaleźć boskość oraz że pomaga w odkrywaniu samego siebie. Gdy tylko o tym powiesz – już wpadasz w kłopoty. Lecz jeśli oświadczysz, że doświadczenie psychedeliczne jest przede wszystkim doświadczeniem seksualnym, dopraszasz się o to, by cały ten średnio-wieczny monolit klasy średniej zwalił się na głowę. jednakże w chwili obecnej, mam na karku wyrok trzydziestu lat więzienia, co dla czterdziestopięcioletniego mężczyzny jest wyrokiem dożywocia, a w dodatku jestem oskarżony o drugie przestępstwo związane z marihuaną, zagrożone 16-letnim wyrokiem.

Ponieważ autorytety klasy średniej znajdujące się w średnim wieku nie mogą mi już więcej dołożyć oraz z tego powodu, że tajemnica nie jest już sekretem wśród młodzieży, czuję że wolno mi teraz powiedzieć to, czego nigdy nie powiedzieliśmy wcześniej: ekstaza seksualna jest podstawowym powodem aktualnego boomu LSD. Gdy dr Goddard, naczelnik Food and Drug Administration oświadcza podczas przesłuchań w Senacie, że 10% studentów w college’ach bierze LSD czy kiedykolwiek zastanawiasz się dlaczego?

To jasne, że odkrywają Boga i znaczenie; jasne, że odkrywają samych siebie; ale czyżbyś naprawdę myślał, że to nie sex jest fundamentalną przyczyną tego kipiącego, społecznego, młodzieżowego boomu? Nie możesz już więcej prowadzić badań nad LSD, pozostawiając na uboczu ekstazę seksualną, tak jak nie możesz przeprowadzać badań nad tkankami, odkładając na bok kwestie komórek.

LSD nie jest bynajmniej automatycznym włącznikiem seksualnego prze budzenia. Gdy bierzesz je pierwszych 10 razy możesz być niezdolny do seksualnych doświadczeń, ponieważ jesteś przytłoczony i zachwycony – albo przestraszony i skonfundowany – przez nowość doświadczenia; w tym momencie idea seksu może być nieistotna, albo niepojmowalna. Lecz jest to zależne od otoczenie i partnera. Jeżeli mężczyzna i jego partnerka biorą LSD wspólnie, jest prawie nieuniknione, że ich energie seksualne będą niewyobrażalnie zintensyfikowane i o ile nie wystąpi jakaś niezdarność lub nie pojawi się strach którejś ze stron, albo inne bloki, zostaną doprowadzeni do głębszego doświadczenia niż mogli kiedykolwiek przypuszczać.

Od początków naszych badań, byłem świadomy tej wstrząsającej mocy LSD. Musicie zwracać wielką uwagę na to, by brać LSD wyłącznie z kimś, kogo dobrze znacie, ponieważ jest prawie nieuniknione, że kobieta zakocha się w mężczyźnie, który podzielił z nią doświadczenie LSD. W rezultacie sesji LSD mogą się rozwinąć głębokie i długotrwałe wzorce neurologiczne głębokie emocjonalne zobowiązania, które mogą pozostać do końca życia Z tego powodu, zawsze byłem wyjątkowo ostrożny przy przeprowadzania sesji z udziałem kobiety i mężczyzny. Zawsze staramy się o to, aby podczas pierwszej sesji danej osoby był obecny mąż, albo żona, gdy zatem rozwiną się owe potężne napięcia, można je skierować w stronę odpowiedzialnego rozładowania po sesji.

PLAYBOY: Czyżbyś głosił psychedeliczną monogamię?

LEARY: Cóż, nie mogę uogólniać, ale jedna z największych lekcji, jaki wyniosłem z sesji z LSD to fakt, że każdy mężczyzna zawiera w sobie esencję wszystkich mężczyzn, zaś każda kobieta zawiera w sobie wszystkie kobiety. Przypominam sobie sesję z przed kilku lat, gdy z przerażeniem i ekstazą otworzyłem oczy i spojrzałem w oczy Rosemary i zostałem wciągnięty w ich głębię, wpływając łagodnie do wnętrza jej umysłu, doświadczają wszystkiego czego ona doświadczała, rozpoznając każdą z jej myśli.

Podczas gdy mój wzrok był przykuty do jej oczu, jej twarz zaczęła podlega zmianom. Widziałem ją jako dziewczynę, dziecko, starą kobietę z siwymi włosami o pomarszczonej twarzy. Widziałem ją jako wiedźmę, madonnę, zrzędliwą babę, opromienioną królową, Bizantyjską dziewicę, zmęczoną, doświadczoną orientalną dziwkę, która przejrzała każdy widziany przez nią tysiące razy aspekt życia.

Była wszystkimi kobietami, była każdą kobietą, esencją kobiecości – śmiejące się, żartobliwe oczy, poddające się, demoniczne, wciąż zapraszające: „Zobacz mnie, usłysz mnie, przyłącz się do mnie, połącz się ze mną, podtrzymaj rytm tego tańca”. Zatem – jak sądzę – implikacje tego doświadczenia dla wzajemnego doboru i seksualności są oczywiste. I dlatego też, bynajmniej nie z przyczyn moralnych obwarowań, czy zahamowań, jeżeli chodzi o stosowanie przeze mnie LSD w ostatnich sześciu latach, jestem krańcowym monogamistą.

PLAYBOY: Czy to oznacza, że mówiąc o monogamii masz na myśli całkowitą seksualną wierność jednej kobiecie?

LEARY: Pomysł, żeby biegać w kółko, próbując wyszukiwać różne partnerki, jest koncepcją na bardzo niskim poziomie. Żyjemy w świecie o gwałtownie wzrastającej liczbie ludności, w którym jest coraz więcej pięknych, młodych panienek, usamodzielniających się z każdym miesiącem. Jest zatem oczywistością, że seksualne kryteria przeszłości podlegają zmianie, oraz że wymagania, jakie stawiamy osobnikom z naszym zasobem zmysłów i komórek, nie polegają wyłącznie na powtarzaniu miłosnych historii z kolejnymi młodymi ciałami, ale na eksploracji niewiarygodnych głębin i zakresów twojej własnej tożsamości wraz z pojedynczym przedstawicielem płci przeciwnej.

To wymaga czasu i zobowiązania w trakcie podróży…. Istnieje szczególny rodzaj neurologicznej i komórkowej wierności, która rozwija się stopniowo. Wiele lat temu powiedziałem, że w przyszłości, podłożem rozwodu nie będzie fakt, że twoja żona poszła z innym facetem do łóżka, aby się pokotłować z nim na materacu przez godzinę czy dwie, ale to że twoja żona odbyła sesję LSD z kimś innym, z uwagi na siłę rozwijających się wówczas wzajemnych powiązań.

PLAYBOY: Istnieją takie relacje, według których spora liczba kobiet przebywających w twoim towarzystwie jest ci więcej niż przychylna. Tak naprawdę, jeden z twoich przyjaciół powiedział nam, że jeżelibyś zechciał, to mógłbyś mieć dwie lub trzy różne kobiety każdej nocy. Czy miał rację?

LEARY: Przez ostatnich sześć lat, większość czasu spędziłem w sposób bardzo spokojny w naszych ośrodkach badawczych. Ale podczas wyjazdowych odczytów, przy udziale rozentuzjazmowanych zgromadzeń, nie ulega wątpliwości fakt, że charyzmatyczna, publiczna postać generuje pociąg i stymuluje reakcje seksualne.

PLAYBOY: Jak często, takie reakcje budzą w tobie oddźwięk?

LEARY: Każda kobieta ma wbudowaną w swoje tkanki i komórki tęsknotę za bohaterem, mitycznym mędrcem, który by w niej inicjował i dzielił z nią jej boskość. Lecz przypadkowe stosunki seksualne nie zaspakajają tej głębokiej tęsknoty. Każda z charyzmatycznych postaci, świadoma swoich mitycznych mocy budzi ten podstawowy głód w kobietach i okazuje im szacunek na poziomie, który jest odpowiedni i współbrzmiący w danej chwili. Jednakże kompulsywne obłapianie, rzadko bywa właściwym sposobem takiej komunikacji.

PLAYBOY: Czyżbyś nie aprobował przypadkowych romansów, dla kto Tych katalizatorem było LSD?

LEARY: Nie jestem z tych, co mówią innym jak mają postępować. A, i chciałbym powiedzieć, że jeżeli zechcesz zastosować LSD jako pomoc w uwodzeniu kobiet, znajdziesz się w bardzo upokarzającej i kłopotliwi sytuacji, ponieważ to po prostu nie zadziała. Pod wpływem LSD jej oczy przejrzą cię na wylot, a ona zobaczy bez ogródek twoje zamiary, gdy zbliżysz się ze swoimi łapskami, rutynowo kręcąc wąsem. Będziesz wygląda jak skończony dupek i ona może roześmiać ci się w twarz, albo przybierzesz wygląd potwora i ona będzie krzyczeć, wpadając w stan paranoi. Ni dobrego z tego nie wyniknie, jeżeli LSD zostałoby użyte w grubiański sposób dla celów zdobycia nad kimś władzy, lub manipulacji.

PLAYBOY: Przypuśćmy, że spotykasz na prywatce dziewczynę, z którą znajdujesz natychmiast wspólny język i oboje decydujecie się na LSD trip tej samej nocy. Jak to będzie wyglądać w takich warunkach?

LEARY: Musisz pamiętać, że biorąc z kimś LSD, dobrowolnie odrzucasz cały swój system obronny i całkowicie otwierasz się w sposób niezwykle podatny na zranienia. Jeżeli ty i dziewczyna jesteście na to gotowi, wówczas – podczas wspólnego tripu – zaistnieje natychmiastowy i głęboki wzajemny związek. Ludzie dobrze zaznajomieni z LSD, mogą być zdolni do takich działań po krótkiej znajomości, ale osoba niedoświadczona prawdopodobnie znajdzie się w krańcowym zamieszaniu i tacy ludzie mogą się całkowicie odizolować od siebie. Mogą zostać wciągnięci w poruszając się w ich wnętrzu wir zachwytu, albo konfuzji, zapominając przy tym całkowicie o obecności drugiej osoby.

PLAYBOY: Według niektórych raportów, LSD może stać się impulsem uruchamiającym uśpione skłonności homoseksualne u osób, które wcześniej były wyłącznie heteroseksualne. Czy jest w tym coś z prawdy?

LEARY: Wręcz przeciwnie, w rzeczywistości LSD jest specyfikiem leczącym homoseksualizm. Dobrze wiadomo, że większość seksualnych odchyleń nie wynika z biologicznych uwarunkowań, ale z bolesnych i zaburzonych doświadczeń dzieciństwa. Z tego powodu nie dziwi nas, że mieliśmy wiele przypadków długoletnich homoseksualistów, którzy będąc pod wpływem LSD odkryli, że są nie tylko genitalnie, ale i genetycznie mężczyznami, że przede wszystkim są atrakcyjni dla kobiet. Najsłynniejszym i najbardziej znanym z takich przypadków jest przykład Allena Ginsberga, który otwarcie stwierdził, że po raz pierwszy poczuł pociąg do kobiet podczas sesji LSD kilka lat temu. Ale jest to jeden z licznych tego typu przypadków.

PLAYBOY: Czy to samo działo się w przypadku lesbijek?

LEARY: Właśnie chciałem przytoczyć taki przykład. Do naszego centrum w Meksyku przyjechała wyjątkowo atrakcyjna dziewczyna. Była lesbijką i była bardzo aktywna seksualnie, lecz całe jej energia była poświęcona na robienie tego z dziewczynami. Podczas sesji LSD w jednym z naszych domków, zeszła na plażę i zobaczyła młodego mężczyznę w kąpielówkach i – bach! – po raz pierwszy w jej życiu wewnątrzkomórkowa elektryczność przepłynęła przez jej ciało i zrobiła pomost nad wyrwą. Następni z pośród wybieranych przez nią partnerów, byli niemal w wyłącznie przedstawicielami płci przeciwnej. Z tego samego powodu LSD jest potężnym lekiem na impotencję i oziębłość, które podobnie jak homoseksualizm są symbolicznymi zaburzeniami sfery psychicznej.

Doświadczenie LSD wpycha cię w kontakt z wiedzą twojego ciała, twojego układu nerwowego, twoich komórek, twoich narządów, I im bliżej znajdujesz się przekazów płynących z ciała, tym bardziej oczywiste staje się to, że zostałeś stworzony i przeznaczony do prokreacji i podtrzymywania strumienia życia. Gdy stajesz w konfrontacji z podstawowym faktem na poziomie komórkowym, będąc pod działaniem LSD, stwierdzasz, że twoja impotencja lub twoja oziębłość, jest spowodowana twoimi neuropsychologicznymi kompleksami wynikłymi ze strachu lub wstydu, że nie mają one znaczenia dla twoich komórek, że nie mają nic wspólnego z biochemicznymi mocami wewnątrz twojego ciała, pchającymi cię do połączenia się i stworzenia pary z członkiem przeciwnej płci.

PLAYBOY: Czy LSD zawsze działa jako lek w problemach seksualnych?

LEARY: Oczywiście, że nie. LSD nie gwarantuje żadnych specyficznych socjalnych czy seksualnych wyników. Ktoś może wziąć LSD, zostawić żonę i dzieci i odejść, aby zostać mnichem nad brzegiem Gangesu. Inny weźmie LSD i powróci do swojej żony. Jest to wysoce zindywidualizowana sytuacja. Wysoce nieprzewidywalna. Podczas sesji LSD może nastąpić bardzo precyzyjna percepcja twojego pełnego rutyny życia społecznego i zawodowego.

Możesz ku swojemu przerażeniu odkryć, że prowadzisz egzystencję robota, że twoje relacje z szefem, żoną i rodziną są stereotypowe, puste i pozbawione znaczenia. W tym momencie może przyjść pragnienie zrezygnowania z tej wyjałowionej egzystencji, zebrania myśli, odejścia i odizolowania się od świata na drodze mnicha i zrozumienia w tym czasie, do jakiego życia (o ile w ogóle) chcesz powrócić.

Z drugiej strony jednak, odkryliśmy, że podawanie LSD członkom grup zakonnych powodowało nieodwracalną tendencję do porzucenia monastycznego stylu życia i znalezienia partnerskich związków. Kilku mężczyzn dobrze po czterdziestce, było mnichami przez 15 lub 20 lat i pomimo swego dojrzałego wieku powróciło do społeczeństwa, ożenili się i przystosowali do heteroseksualnego stylu życia.

Nieprzypadkowo wszyscy badani spośród grup religijnych, którym podawałem LSD – ponad 200 pastorów, księży, studentów seminariów i zakonnic – doświadczało najbardziej intensywnych reakcji seksualnych. W dwóch grupach religijnych, które najwyżej ceniły czystość i celibat nastąpiła masowa ucieczka mnichów i mniszek, porzucających religijne zobowiązania w celu zawarcia małżeństw, po serii doświadczeń z LSD.

Jak widzicie sesja LSD jest przemożnym przebudzeniem doświadczenia; uwalnia potencjalne, pierwotne energie, a jedną z nich stanowi seksualny impuls, który jest najmocniejszym impulsem na każdym z poziomie życia organicznego. Być może ci ludzie po raz pierwszy w życiu stanęli twarzą w twarz z potężnymi siłami życia, które wcześniej zamurowali przy pomocy zrytualizowanych reakcji obronnych i stworzonych przez siebie fikcji.

PLAYBOY: Wielką sprawą poruszaną przez zwolenników LSD, włączając w to ciebie, są kwestie określane terminami religijnego mistycyzmu. Wcześniej mówiłeś o odkryciu „boskości” dzięki LSD. W jakim sensie doświadczenie LSD jest doświadczeniem religijnym?

LEARY: To zależy, co rozumiesz przez pojęcie „religia”. Niemal dla każdego, doświadczenie LSD jest konfrontacją z wiedzą i energią, która pomniejsza i napełnia pokorą umysł człowieka. Doświadczenie grozy i objawienia jest często opisywane jako religijne. Uważam, że moja praca jest przede wszystkim religijna, ponieważ jej celem jest systematyczna ekspansja świadomości i odkrywanie tych energii, które ludzie nazywają „boskimi”. Z psychedelicznego punktu widzenia, niemal wszystkie religie usiłują – czasem w sposób ograniczony czasowo lub narodowo – odkryć wewnętrzny potencjał. Zatem LSD jest jogą Zachodu. Celem religii Wschodu, tak jak celem LSD, jest wznieść się do góry: to znaczy rozszerzyć swoją świadomość i odnaleźć ekstazę i zawarte w niej objawienie.

PLAYBOY: Dr Gerald Klee z Narodowego Instytutu Zdrowia Umysłowego (National Institute of Mental Health), napisał: „Ci którzy mówią, że LSD rozszerza świadomość, mają za zadanie zdefiniowanie tego terminu. Przy zastosowaniu konwencjonalnej definicji, myślę, że LSD nie rozszerza świadomości”. Co o tym sądzisz?

Timothy Leary aresztowany w Afganistanie

LEARY: Cóż, zastosował on wąską, konwencjonalną definicję świadomości, zgodnie z którą psychiatrzy powiadają: istnieją dwa poziomy świadomości – sen, oraz normalna świadomość symboliczna. Wszystko poza tymi dwoma jest stanem choroby umysłowej. Zatem zgodnie z klasyczną definicją LSD nie symbolicznej rozszerza świadomości; a zatem wytwarza psychozy. W kategoriach swojej konwencjonalnej, symbolicznej rozgrywki, dr Klee ma rację. Twierdzę, że jego definicja jest zbyt wąska, że wywodzi się z godnego ubolewania, prymitywnego i zabobonnego systemu świadomości. Mój system świadomości – sprawdzony poprzez doświadczenie setek tysięcy wytrenowanych podróżników, tych którzy brali LSD – jest określany przez siedem różnych poziomów świadomości.

PLAYBOY: Czym one są?

LEARY: Najniższe poziomy świadomości to sen i stupor, wytwarzają go narkotyki, barbiturany i nasz narodowy ogłupiacz, alkohol. Trzeci poziom świadomości jest konwencjonalnym stanem przebudzenia, w którym świadomość jest zajęta uwarunkowaniami symbolicznymi: flagi, znaki dolarów, stanowiska w pracy, nazwy gatunku, przynależność partyjna i temu podobne. Jest to poziom, który większość ludzi, włączając w to psychiatrów uważa za rzeczywistość; nie znając jej nawet w połowie.

Następne dwa poziomy świadomości, somatyczna i zmysłowa, będzie jak sądzę szczególnie interesowała czytelników Playboya, gdyż większość z nich należy do młodszej generacji, która jest bardziej sensualna niż purytańscy Amerykanie starszego pokolenia. Aby osiągnąć poziomy somatyczny i sensualny, musisz uczynić coś w celu odłączenia się od symboli i otwarcia miliardów twoich zmysłowych detektorów rejestrujących miliardy docierających do nich impulsów.

Środki chemiczne, które otwierają drzwi do tych poziomów są dobrze znane od stuleci kulturom, które akcentują delikatny, sensualny proces stymulacji ciała: kultura arabska, kultura Indian, kultura Mongołów. To marihuana. Nie ma dwóch zdań, co do tego, że marihuana jest stymulatorem zmysłów i to wyjaśnia nie tylko, dlaczego jest najchętniej wybierana przez młodych ludzi, ale także, dlaczego wzbudza taki strach i panikę wśród średnio-wiecznych, alkoholowych prymitywów, czerwononosych biurokratów z klasy średniej, wprawiających w ruch anty-narkotykowe agendy.
Gdybyż oni tylko wiedzieli, co ich omija.

Ale musimy przedstawić tęskne wyrazy pożegnania cielesnym poziomom świadomości i przejść na poziom szósty, nazwany przeze mnie poziomem komórkowym. Dobrze wiadomo, że mocniejsze psychedeliki takie jak meskalina i LSD, zabierają cię poza zmysły w świat świadomości komórkowej. Neurologiczną istotą sprawy jest to, że każda z 13 miliardów komórek twojego mózgu jest połączona z jakimiś 25000 innych komórek i wszystko co wiesz pochodzi z komunikacyjnej wymiany odbywającej się w zakończeniach twoich komórek nerwowych. Podczas sesji LSD, niezliczone skupiska tych komórek zostają podłączone i świadomość wiruje w niesamowitych panoramach, dla których nie znajdujemy ani słów ani zdatnych do opisu pojęć. Najbardziej akuratną w tym miejscu metaforą jest metafora mikroskopu, która pozwala przybliżyć świadomości wzory komórkowe, niewidoczne gołym okiem.

W ten sam sposób dzięki LSD, do świadomości kodera dociera wewnątrzkomórkowy dialog, który w normalnym stanie jest niesłyszalny i dla którego nie znajdujemy adekwatnego, symbolicznego języka. Zaczynasz być świadomy procesów, do których nigdy wcześniej nie byłeś dostrojony. Czujesz jak zagłębiasz się w miękką, bagienną tkankę swojego ciała, powoli dryfując wgłąb ciemnych, czerwonych rozlewisk, płynąc poprzez kapilarne kanały, delikatnie popychany przez nieskończone komórkowe maszynerie, starodawne tykanie włóknistych czasomierzy, trzaskanie, sapanie, niesłabnącą pracę pomp. Będąc w ten sposób wchłoniętym przez tkankowy kombinat, oraz przez żylno-tętniczy system zaopatrzeniowy wewnątrz twojego ciała, możesz ulec przerażeniu, gdy przydarzy ci się to po raz pierwszy w życiu. Lecz może być to zarówno straszliwe i przerażające, jak i pełne czci i zdumienia.

PLAYBOY: Czy jest coś więcej?

LEARY: Tak i ten poziom jest nawet bardziej obcy i przerażający. To jest poziom prekomórkowy, którego można doświadczyć tylko pod wpływem bardzo dużych dawek LSD. Twoje komórki nerwowe uświadamiają sobie – podobnie jak komórki profesora Einsteina – że cała materia, wszystkie struktury są pulsującą energią; podczas głębokiej sesji LSD pojawia się sil druzgocący moment, gdy twoje ciało, oraz świat dookoła ciebie rozpuszczają się w migoczącą kratownicę pulsujących białych fal, w cichy, subkomórkowy świat poruszającej się tam i z powrotem energii.

W ciągu ostatnich 4000 lat zapisywanej historii, mistycy i wizjonerzy określali to mianem „białego światła” albo „tańca energii”. Nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że wszystko, o czym myślałeś jako o rzeczywistości, albo o samej istocie życia – włączając w to twoje ciało – jest tylko tańcem cząsteczek. Odkrywasz, że jesteś przeraźliwie osamotniony w martwym, bezosobowym świecie czystej energii, zasilającej twoje organy zmysłów.

Jest to oczywiście jedno z najstarszych stwierdzeń filozofii orientalnej, że nie istnieje nic oprócz chemii twojej własnej świadomości. Ale jeżeli rzeczywiście przytrafi ci się to po raz pierwszy podczas doświadczenia z LSD, może być to odebrane jako pełne trwogi odkrycie wyizolowania. W tym momencie nieprzygotowany użytkownik LSD często wykrzykuje: „Umarłem!”. I siedzi wypełniony strachem, bojąc się poruszyć. Dla doświadczonego podróżnika, takie objawienie będzie pełne radości: wskoczyłeś do wewnętrznego wzoru Einsteina, penetrowałeś ostateczność natury rzeczy i wibrowałeś w harmonii z pulsacją pierwotnych, kosmicznych rytmów.

PLAYBOY: Czy często zdarzało ci się coś takiego podczas twoich sesji?

LEARY: Doświadczałem tego w około 50% z 311 sesji LSD. Za każdym razem gdy pojawia się ten moment, bez względu na to jak wielkie masz doświadczenie z LSD, występuje moment strachu – ponieważ nikt nie lubi gdy wygodny świat obiektów i symboli, a nawet komórek, rozpada się w obraz podstawowych wzorów fizycznych.

PLAYBOY: Czy wierzysz w to, że może być głębszy poziom świadomości niż ponad komórkowy?

LEARY: Mam nadzieję. Wiemy, że istnieje wiele różnych poziomów energii wewnątrz i naokoło nas, i mam nadzieję, że w ciągu naszego życia te poziomy otworzą się dla nas, gdyż faktem jest, że nie istnieje taka forma energii na tej planecie, która nie byłaby zapisana gdzieś w naszym ciele. W każdą z naszych komórek są wbudowane molekularne pasma pamięci i świadomości nazywane kodem DNA – genetyczna matryca, która projektuje i konstruuje twoje ciało. Jest to starodawne pasmo cząsteczek, które zawierają w sobie pamięć każdego poprzedniego organizmu, który wniósł wkład w twoją obecną egzystencję.

W twoim kodzie DNA zapisana jest genetyczna historię twojego ojca i matki. I to biegnie wstecz poprzez pokolenia, przez eony czasu. Twoje ciało dźwiga w sobie proteinowy zapis wszystkiego, co ci się przydarzyło od chwili, gdy zostałeś poczęty jako jednokomórkowy organizm. Jest to żywa historia każdej z form przekształconej energii, sięgająca wstecz do uderzenia błyskawicy w prekambryjskie błota, co zainicjowało procesy życiowe dwa miliardy lat temu. Gdy badani relacjonują cofnięcie się w czasie pod wpływem LSD oraz wizje poprzednich inkarnacji, nie jest to ani mistyka, ani coś nadzwyczajnego. To jest po prostu nowoczesna biogenetyka.

PLAYBOY: Powiedz nam coś więcej o tych wizjach.

LEARY: Nie wiemy, w jaki sposób przechowywane są te wspomnienia, ale w twoim mózgu są zarejestrowane niezliczone zdarzenia z wczesnego dzieciństwa, a nawet z życia płodowego i mogą one przedostawać się do świadomości w trakcie doświadczenia z LSD.

PLAYBOY: Czy jedynie sobie je przypominasz, czy też je przeżywasz?

LEARY: Doświadczenia, które wracają pod wpływem LSD są ponownie przeżywane – za pomocą wzroku, dźwięku, zapachu, smaku i dotyku dokładnie w taki sposób, w jaki zdarzyły się uprzednio.

PLAYBOY: Jeżeli te doświadczenia pochodzą z bardzo wczesnego okresu życia, w jaki sposób możesz uzyskać pewność, że są to w większym stopniu prawdziwe wspomnienia, niż żywe halucynacje?

LEARY: Istnieje możliwość sprawdzenia niektórych z tych dawnych wspomnień, ale większość tego banku pamięci, który jest zbudowany z włókien twoich proteinowych komórek, nigdy nie będzie mogła być zweryfikowana przez obserwację z zewnątrz. Kto miałby możliwość potwierdzić, co odbierał twój układ nerwowy przed narodzinami, wewnątrz twojej matki? Ale jest oczywistym faktem, że twój układ nerwowy działał w czasie, gdy przebywałeś jeszcze w macicy. Było to rejestrowanie i odbieranie elementów świadomości. Dlaczego zatem, miałoby być zaskakujące to, że w jakiś czas później, gdy już otrzymałeś chemiczny klucz, jesteś w stanie odtworzyć wspomnienia dziewięciu niebezpiecznych i ekscytujących miesięcy przed narodzinami?

PLAYBOY: Czy można dokonywać selekcji tych wspomnieniowych wizji? Czy można zgodnie ze swoim życzeniem podróżować w czas przeszły?

LEARY: Tak, można. Jest to specjalny projekt, nad którym ostatnio pracuję. Sporządziłem wykres drzewa genealogicznego mojej rodziny i przemierzam je wstecz na tyle na ile potrafię. Usiłuję zgłębić pulę genów, z której wyłonili się moi przodkowie w Irlandii i we Francji.

PLAYBOY: Z jakim powodzeniem?

LEARY: No cóż, są pewne momenty w historii mojej ewolucji, które mogę osiągnąć w każdej chwili, ale są także pewne zabałaganione zaułki na ścieżce mego rodu, w które często wpadam, a ponieważ są przerażające, uwalniam się do nich, otwieram oczy i zatrzymuję ich bieg. W wielu sesjach, będąc w przeszłości przed 300 laty, często spotykam szczególnego. wyglądającego na Francuza faceta, z czarnymi wąsami, o raczej niebezpiecznym wyglądzie. I jest kilka niezmiernie ekscentrycznych, powtarzających się sekwencji w kraju anglo-saksońskim, które mnie wybitnie zakłopotały, gdy przeżywałem je podczas moich sesji z LSD – wydarzenia, które zszokowały mnie – osobę z dwudziestego wieku.

PLAYBOY: Co to były za wydarzenia?

LEARY: Chwile związane z rozmnażaniem się – sceny brutalnej seksualności przodków, w Irlandzkich barach, stogach siana, łóżkach z baldachimem, powozach, na plażach, na wilgotnej ziemi w dżungli – i momenty związane z kryzysem, w których moi prapraojcowie uciekali przed włóczniami, spiskiem, falą przypływu i lawiną. Doszedłem do wniosku, że wspomnienia najmocniej utrwalone w neurologicznym banku pamięci są żywotnie związane z radością i podekscytowaniem występującymi w procesie przedłużania i przetrwania gatunku.

PLAYBOY: Jak możesz być pewny tego, że to się w ogóle zdarzyło?

LEARY: Nie możesz. Być może są to tylko mdłe, sobotnie, melodramatyczne seriale, wyczarowane przez moje przodomózgowie. Ale czymkolwiek, to nie jest – wspomnieniami lub imaginacją – stanowi najbardziej ekscytującą przygodę, w jakiej kiedykolwiek brałem udział.

PLAYBOY: W związku z powyższym, zgodnie z oświadczeniami rzeczników studenckich ruchów lewicowych, wielu wcześniejszych aktywistów po podróżach z udziałem LSD stało się ” bardziej zainteresowanymi tym co dzieje się w ich głowach, niż tym co dzieje się na świecie”. Czy możesz to skomentować?

LEARY: Jest w tym pewna prawda. Wgląd związany z użyciem LSD prowadzi do zajęcia się bardziej wewnętrznymi czy duchowymi wartościami; zdajesz sobie sprawę z tego, że nie ma żadnego znaczenia, co robisz na zewnątrz, dopóki nie zmienisz się wewnątrz. Gdyby wszyscy czarni i studenci o poglądach lewicowych na całym świecie jeździli Cadillakiem i mieli pełną kontrolę nad społeczeństwem, nadal byliby uwikłani w dotychczasowy system społeczny, dopóki sami by się nie otworzyli.

PLAYBOY: Czy ci młodzi ex-aktywiści nie są częścią rosnącej liczby studentów, pisarzy, artystów i muzyków, których jeden z krytyków nazwał „psychedelicznymi odpadkami” – użytkownicy LSD, którzy tracą motywację, niezdolni do ponownego dostosowania się do rzeczywistości lub powrotu do swoich ról społecznych?

Timothy Leary – symbol buntu

LEARY: Istnieje pewien problem odpadnięcia związany z LSD, ale to nic, czym należałoby się martwić, ale raczej powód do radości. Lekcję, którą wyniosłem z ponad 300 sesji LSD i którą przekazuję innym można streścić w 6 sylabach: TURN ON (podłącz się), TUNE IN (dostrój się), DROP OUT (odpadnij). „Podłączyć się” to być w kontakcie ze starożytną energią i wiedzą, które są wbudowane w twój układ nerwowy. Dostarczają one niewysłowionej radości i odkryć. „Dostroić się” to zaprząc i porozumieć się z tymi nowymi perspektywami w harmonijnym tańcu ze światem zewnętrznym. „Odpaść” oznacza odłączenie się od plemiennych rozgrywek. Współczesne modele społecznego dostosowania – socjalne, mechaniczne, skomputeryzowane, intelektualne, telewizyjne – nie mają sensu dla nowej generacji LSD, która dostrzega wyraźnie, że społeczeństwo amerykański soje się klimatyzowanym mrowiskiem.

W dziejach ludzkości, w każdym pokoleniu, ludzie myślący podłączali się i odpadali od systemu wewnątrz plemiennych rozgrywek i dzięki temu stymulowali resztę społeczeństw do dalszego rozwoju. Każdy kolejny etap historycznego rozwoju wynik. z zewnętrznego nacisku wywieranego przez wizjonerów, którzy deklarowali niezależność: „Sorry, George III, twój model nam nie pasuje. Spróbujmy czegoś nowego”; „Sorry, Louis XVI mamy nową ideę. Ty w to nie wchodzisz”; „Sorry, LBJ, czas przekroczyć twoje Wielkie Społeczeństwo (Great Society). Reakcją zwrotną społeczeństwa na takie kreatywne „odpadnięcie” jest panika i irytacja. Jeżeli ktokolwiek kwestionuje porządek społeczny, naruszały rozklekotany gmach. Automatyczną, pełną gniewu reakcją na kreatywne odpadanie, jest określenie takich osobników mianem pasożytów, żerujących na ciężko pracujących, uczciwych obywatelach. Nie jest to prawdą. Doświadczenie LSD nie prowadzi do pasywności i wycofania; przyspiesza pogoń za nowymi formami komunikowania się, lepszymi sposobami, wyrażaniem bardziej harmonijnych przekazów, lepszą jakością życia.

Kult LSD już dokonał rewolucyjnych zmian w amerykańskiej kulturze. Jeżeli przeprowadzilibyście ankietę wśród najbardziej kreatywnych młodych muzyków w tym kraju, odkryjecie, że 80% z nich systematycznie stosuje środki psychedeliczne. I ten nowy, psychedeliczny styl stwarza nie tylko nowy rytm w nowoczesnej muzyce, ale nowe dekoracje naszych dyskotek, nowe formy reżyserowania filmów, nową kinetyczną sztukę wizualną, nową literaturę i przyczynia się do zrewidowania naszych poglądów filozoficznych i psychologicznych. Proszę pamiętać, że to uczniowie collegów podłączają się – najbystrzejsi i najbardziej obiecujący z pośród młodocianych. Cóż za ekscytująca perspektywa: pokolenie twórczej młodzieży odmawiające udziału w pochodach, odmawiające pójścia do biur, odmawiające objęcia urzędów, odmawiające zajęcia swojego miejsca w kieracie.

PLAYBOY: Więc co oni będą robić?

LEARY: Nie martw się. Każdy z nich będzie pracował zgodnie ze swoim indywidualnym wyborem. Niektórzy powrócą do establishmentu i będą wprowadzać nowe idee. Niektórzy zejdą do podziemia działając jako niezależni artyści, rzemieślnicy i pisarze. Niektórzy już tworzą małe społeczności. Wielu otworzy szkoły dla dzieci i dorosłych, w których będą uczyć jak należy używać organów zmysłów. Zaczyna działalność psychedeliczny biznes: księgarnie, galerie sztuki. Przemysł psychedeliczny może w przyszłości zatrudnić więcej ludzi niż przemysł motoryzacyjny w ciągu ostatnich 20 lat. W naszym technologicznym społeczeństwie przyszłości, problemem nie będzie możliwość znalezienia pracy, ale sposób rozwijania pełnych wdzięku i samorealizacji dróg życia, życia bardziej twórczego i piękniejszego. Psychedeliki będą stanowić pomoc na tej drodze.

PLAYBOY: Wracając do wpływu LSD na kreatywność ludzi, dr B. William Murphy, psychoanalityk z Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego, wyraził pogląd, że nie ma dowodów na to, „aby któryś z narkotyków miał wpływ na powiększenie zdolności twórczych. Niekorzystnym efektem dla twórczych osób jest stwarzanie niebezpiecznych iluzji, które mogą spowodować brak motywacji do poszukiwań czegoś autentycznie nowego. Taka iluzja jest zła także w tym sensie, że osobom, które nie są kreatywne wydaje się, iż takimi się stały.” Co sądzisz na ten temat?

LEARY: Jest to nieszczęściem, że większość badań naukowych nad zjawiskiem kreatywności, było przeprowadzanych przez psychologów, którzy nie mieli w sobie ani krztyny kreatywności. Badali oni osoby, które z definicji były bezwzględnie pozbawione kreatywności, czyli absolwentów wyższych uczelni. Czy należy się zatem dziwić, że wszystkie „naukowe” badania nad LSD i kreatywnością nie wykazały twórczych rezultatów? By jednak odpowiedzieć na twoje pytanie, muszę przyznać, że LSD i marihuana nie spowoduje tego, że podejdziesz do fortepianu i zagrasz fugę.

Środki psychedeliczne, szczególnie marihuana, w głównej mierze rozszerzają zmysły. Pozwalają ci widzieć i słyszeć nowe wzory energii, sugerujące nowe wzory kompozycji. W ten sposób rozszerzą perspektywę kreacji, ale zdolność do przekształcania twojej nowej perspektywy – jakkolwiek by ona nie była wspaniała – w nowe formy komunikacji, nadal wymaga technicznych zdolności muzyka, malarza, czy kompozytora.

Jeżeli jednak nadal chcesz znaleźć odpowiedź, czy LSD lub marihuana pomogła ludziom w ich twórczości, to nie słuchaj psychiatrów, nie słuchaj rządowych biurokratów. Znajdź artystę i zapytaj jego. Chcąc się dowiedzieć czegoś o kreatywności pytaj o to twórców. Jeżeli chcesz wiedzieć jak na to działa LSD, nie ważne źle czy dobrze, nie słuchaj gliniarza; nie słuchaj mesjanistycznych fanatyków takich jak Timothy Leary. Znajdź jakiegoś przyjaciela, który brał LSD zapytaj jego.

Jest to właściwa osoba, której możesz uwierzyć, ponieważ będziesz w stanie ocenić, w jaki sposób może zniekształcić obraz rzeczy i na podstawie jego opowieści o LSD, będziesz w stanie osądzić, co LSD z nim zrobiło. Potem zapytaj innych przyjaciół o ich doświadczenia z LSD. Niech twoja opinia powstanie na bazie serii takich wywiadów i dzięki temu zbierzesz bardziej wiarygodne dane, niż publikowane w codziennej prasie lamenty oficjeli z publicznej służby zdrowia, czy oficerów policji.

PLAYBOY: Czy którekolwiek z tych siejących panikę oświadczeń są prawdziwe? Zgodnie z ostatnim raportem dotyczącym uzależnień od narkotyków, opublikowanym przez Stowarzyszenie Medyczne hrabstwa Nowy Jork, przykładowo: „osoby z niestabilną osobowością mogą doświadczyć psychoz wywołanych przez LSD”. Czy to prawda?

LEARY: Wśród ponad 3.000 osób, które osobiście obserwowałem podczas stosowania LSD, mieliśmy tylko 4 przypadki późniejszej psychozy, w praktyce 2 lub 3 tygodnie po sesji. Wszystkie te osoby były wcześniej leczone w szpitalach psychiatrycznych i byli to ludzie, którzy nie potrafili zaangażować się w żadne trwałe związki. Żadna z tych osób nie, miała życiowego celu. Dryfowali przez życie bez domu, czy rodziny, czy jakichkolwiek korzeni, bez stabilizacji, unikając sytuacji wymagających konfrontacji i reakcji. Niebezpiecznie jest wybierać się w podróż nie mając wiary w siebie, ani zewnętrznego miejsca, do którego mógłbyś powrócić.

PLAYBOY: To samo New York Medical Society przytoczyło także stwierdzenie, że „normalna, dobrze dostosowana jednostka, może popaść w ostry psychotyczny epizod pod wpływem LSD”. Czy jest w tym coś z prawdy?

LEARY: Każdy, zarówno neurotyk jak i normalna osoba, doświadcz pewnego lęku i dezorientacji podczas sesji z użyciem dużej dawki LSD. Skutek i czas trwania tego zamieszania zależy od twojego otoczenia i twoich towarzyszy podróży. Z tego powodu jest niezmiernie istotne, aby sesja LSD była przeprowadzana w miejscu zabezpieczonym, ludzie byli przygotowani i aby mieli doświadczonego i rozumiejącego ich przewodnika, wspierającego ich i broniącego zarazem przed natręctwami i przeszkodami, Gdy nieprzygotowane osoby biorą LSD we wrogim otoczeniu, oraz gdy nie ma nikogo, kto miałby zdolności i odwagę by być ich przewodnikiem, wówczas istnieje możliwość wystąpienia epizodów paranoidalnych.

PLAYBOY: Czy możesz je opisać?

LEARY: Może wystąpić każda z możliwych form takich epizodów. Możesz znaleźć się w takim stanie, że odczujesz, iż żyjesz w kompletnie nie swoim wszechświecie, nie będąc w rzeczywistości w kontakcie i harmonii z innymi ludźmi i otaczającymi cię energiami. Będzie ci się wydawać, że każda osoba i każdy inny żywy organizm znajduje się w świętej komunii z otoczeniem i tylko ty jesteś z tego wyizolowany z powodu swojego egocentryzmu. Każde działanie wokoło będzie się układać w paranoiczną mozaikę. Każde spojrzenie, znudzony wzrok, każdy dźwięk, każdy uśmiech stanie się potwierdzeniem faktu, iż każdy wie, że to ty jesteś tym jedynym we wszechświecie, który nie uczestniczy w pełnym gracji i miłości kosmicznym tańcu reszty świata. Sam tego doświadczyłem.

Siedziałem także z setkami ludzi, którzy ulegli panice z powodu zatrzaśnięcia się na poziomie komórkowej reinkarnacji, gdy patrząc na siebie widzieli jak ich ciała zamieniają się w ryby, lub czuli jak przekształcają sil w zwierzęta. I siedziałem także z ludźmi, którzy załapali się na poziom elektronów, w ten niesamowity, nieludzki świat falujących energii. Ale każda z takich sytuacji może zostać z łatwością rozwiązana przez doświadczonego przewodnika, który rozpozna, jaką jazdę złapał użytkownik LSD. Może cię sprowadzić z powrotem bardzo prosto poprzez trzymanie świecy na wprost ciebie, albo przez doprowadzenie cię do skoncentrowania się na oddechu, lub przez zaproponowanie, abyś się położył i odczuł jak twoje ciało łączy się z leżącym na podłodze materacem.

Jeżeli zna on mapy świadomości, to przywrócenie cię do lepiej rozpoznawalnego i mniej przerażającego poziomu jest bardzo łatwe. Przy jego pomocy będziesz zdolny do odczuwania radości i wyciągnięcia lekcji z tego doświadczenia. Jeżeli jednak przewodnik sam jest przestraszony, niepojętny lub działa w taki sposób, aby zachować swój status społeczny, twoje własne przerażenie i zamieszanie wzrośnie w sposób naturalny. Jeżeli traktuje cię raczej jako psychotyka, niż osobę, która postanowiła poważnie zbadać swoje podstawowe problemy i nie zachęca cię do stanięcia z nimi twarzą w twarz i przepracowania ich, wtedy możesz zostać doprowadzony do stanu psychotycznego.

Każdy z przypadków psychozy, po doświadczeniu LSD, nie jest spowodowany ani tym środkiem, ani nie przez zażywającego go, ale przez ludzi, którzy wraz z nim byli, stracili zimną krew i zadzwonili po policję albo doktorów. Lekcja, jaka z tego płynie, to nie bać się ani LSD, ani własnej konstytucji psychologicznej – która w swej podstawie jest O.K. – ale bać się diagnozy umysłu postawionej przez psychiatrę. Dziewięćdziesiąt proces bad tripów po LSD zostało sprowokowanych przez psychiatryczną propagandę, która wytwarza atmosferę strachu, zamiast odwagi i zaufani. Gdyby pozwolić na to psychiatrom wszyscy bylibyśmy pacjentami.

PLAYBOY: Mówiąc o pacjentach, ostatni Time donosił o badaniach w Los Angeles, które „wykazały prawie 200 ofiar bad tripów, w szpitalach miejskich w tym samym czasie”. Czy taka liczba może być rzeczywista?

LEARY: Chciałbym wiedzieć, kto przeprowadzał takie badania i skąd wytrzasnął taką liczbę, ponieważ jest to sprzeczne ze znanymi faktami. Ostatnio rozmawiałem z dyrektorem dużego kalifornijskiego szpitala, która zajmuje się przypadkami LSD; najbardziej spanikowanym pacjentom daje się trankwilizery i odsyła do domu, nawet bez przyjmowania na oddział i obserwacji. To samo jest prawdą w szpitalu Bellevue i w całym kraju.

PLAYBOY: W tym samym eseju Time pisze: „Pod wpływem LSD nie umiejący pływać, sądzą, że potrafią pływać, a inni myślą, że mogą latać. Pewien młody mężczyzna próbował zatrzymać samochód na Los Angeles Wilshire Boulevard i zginął w wypadku. Sprzedawca w sklepie był przekonany, że został Mesjaszem”. Czy te przypadki i im podobne są twoim zdaniem, reprezentatywne dla LSD?

LEARY: Można powiedzieć, że jednej osobie na dziesięć tysięcy coś odpala i wybiega na ulicę robiąc coś dziwacznego. I to są właśnie te przypadki, o których się pisze w prasie. Mamy 3.000 amerykanów, którzy umieraj każdego roku z powodu przedawkowania barbituranów i ten fakt nigdy nie znajdzie się w gazetach. Tysiące więcej ginie w wypadkach samochodowych i od raka płuc spowodowanego paleniem papierosów. To także nie są niestety newsy. Ale informacja o jednym nakręcony przez LSD młodzieńca, który rozebrał się na ulicy, zaraz znajduje się na pierwszej stronie New York Daily News. Jeżeli jedna pała będąca członkiem antynarkotykowego oddziału policji w Los Angeles, zaleje się wódą, wskoczy do samolotu i sterroryzuje pilota, to jeszcze nie powód żeby uziemić wszystkie samoloty, ogłosić nielegalność alkoholu, zabronić posiadania broni i rozwiązywać biuro antynarkotykowe policji w Los Angeles. A więc jeden epizod na 10.000 przypadków LSD nie stanowi jeszcze powodu do załamywania rąk i babcinej paniki.

PLAYBOY: Ostatni z tego typu przypadków, to historia młodego mężczyzny, który zeznał że zabił teściową będąc pod wpływem LSD. Czy nie jest to powód do przejmowania się?

LEARY: Tak – ale tylko z tego powodu, iż ten przypadek pozwolił niektórym psychiatrom oraz policji nazywać LSD morderczym narkotykiem. W chwili obecnej nie ma dowodów na to, że ten nieszczęsny chłopiec kiedykolwiek brał LSD. Zeznając na policji, próbował w ten sposób zmniejszyć swoją odpowiedzialność za to co robił.

PLAYBOY: Istnieją także relacje o samobójstwach popełnionych pod wpływem LSD. Czy takie rzeczy miały miejsce?

LEARY: W ciągu 23 lat stosowania LSD, zanotowano jeden ewidentny przypadek samobójstwa podczas sesji LSD. Była to kobieta w Szwajcarii, której podano LSD bez jej wiedzy. Była przekonana, że oszalała i wyskoczyła przez okno. Ale to nie LSD spoowodowało jej śmierć. Niespodziewane zadziałanie LSD doprowadziło ją do takiej paniki i przerażenia, że popełniła samobójstwo. Powstało wiele plotek na temat paniki wywołanej przez LSD, prowadzącej do samobójstwa, ale ja czekam na dowody naukowe. Pośród ponad miliona przypadków stosowania LSD, nie znajdzie się więcej niż jeden lub dwa udokumentowane przypadki morderstwa lub samobójstwa powiązanego ze stosowaniem LSD.

PLAYBOY: Chociaż nie jest to związane z żadnymi relacjami dotyczącymi śmierci, wielkość paniki związanej z LSD łączy się z doświadczeniem wielu jego użytkowników w środku sesji, odczuwających objawy ataku serca. Czy to się często wydarza?

LEARY: Dosyć często. Gdy ktoś w trakcie sesji LSD mówi nam: „Moje serce przestaje bić!”, mówimy: „O.K.. w porzadku. To jest nowe doświadczenie, którego nie trzeba się lękać. Pozwól mu się zatrzymać.” Fizjologicznie nie występują w sercu żadne zmiany, ale doświadcza się wrażenia zatrzymania pracy serca. Widzisz, pod wpływem LSD, możesz usłyszeć bicie serca. Stajesz się świadomy jego pulsujących włókien mięśniowych i nerwów oczekujących na na następne uderzenie. Jak jest możliwe, żeby to tak trwało bez końca? Jeżeli nie jesteś na to przygotowany, możesz się przestraszyć tego, że serce nie zabije ponownie. Z powodu rozciągnięcia czasu, może ci się wydawać, że czekasz pięć godzin na następne uderzenie serca.

Następnie znowu czekasz i czekasz, i jesteś świadomy tego, że miliony komórek muszą być tym już przemęczone, mogą już nie mieć więcej sił, by zabić ponownie. Boisz się, że twoje serce się rozleci. Aż w końcu – grzmot! Nareszcie! Ale czy tym razem nie stało się to wolniej? Czyż nie zatrzymuje się? Czujesz kołatanie krwi wewnątrz serca. Czujesz otwierające się i zamykające zastawki; masz dziurę w sercu! Krew zalewa wnętrze twojego ciała! Topisz się w swojej własnej krwi! Możesz krzyczeć: „Pomocy! Zawołajcie lekarza!” Jeżeli przydarzy się taki epizod, wszystko czego potrzebujesz, by rozproszyć swoje lęki, to kilka słów zrozumienia i uspokojenia płynących z ust doświadczonego przewodnika i kompana, który powinien być cały czas razem z tobą.

PLAYBOY: Dr. Jonathan Cole z Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego powiedział że psychedeliczne dragi „mogą być niebezpieczne… Doprowadzają ludzi do stanów paniki, w których są gotowi wyskoczyć ze skóry… Osiągane dzięki nim korzyści są niejasne”. Co powiesz na to?

LEARY: Dowody, którymi dr Cole popierał swoje tezy usprawiedliwiają jego stwierdzenia. Bez wątpienia dr Cole nigdy sam nie brał LSD. Zlecał badania, które były przeprowadzane – w istocie musiały być przeprowadzane – w szpitalach psychiatrycznych, pod nadzorem psychiatrów. Ale jest to najgorsze ze wszystkich możliwych miejsc dla stosowania LSD. Weź LSD w wariatkowie, a będziesz miał psychiatryczne doświadczenie. Tym biednym pacjentom z reguły nawet nie mówiono jaki środek im się podaje; nie byli przygotowani. Rozmyślałem nad tym gwałtem psychologocznym, więc nie jestem zaskoczony, że wyniki badań jakie dostarczył dr Cole’owi jego zespół badaczy były negatywne.

Ale Dr Cole nie słyszy głosów setek tysięcy ludzi, którzy wzięli LSD w inteligentnych, estetycznych, troskliwie zaplanowanych okolicznościach i zyskali lepszą perspektywę życia. W przeciwieństwie do mnie nie otrzymuje on stu listów tygodniowo wyrażających głębokoą wdzięczność za dramatyczne otwarcie się po LSD. Słyszy tylko horrory. Jeżeli będziesz rozmawiał z przedsiębiorcą pogrzbowym, dojdziesz do wniosku, że wszyscy ważniejsi ludzi już umarli.

Jeżeli będziesz rozmawiał z detektywem z policji, dojdziesz do wniosku, że wszyscy jesteśmy kryminalistami, aktualnymi, albo potencjalnymi. I jeżeli porozmawiasz z psychiatrą usłyszysz wyłącznie ponury leksykon psychopatologii. To co sądzi dr Cole na temat LSD jest nieistotne, ponieważ na każdy przypadek, nad którym odbyto federalne badania naukowe, przypada 5.000 poważnie myślących, odważnych młodych nieskażonych ludzi, którzy na uniwersytetach, w seminariach, w swoich domach i na plażach stosowali LSD i mieli fantastyczne, piękne doświadczenia.

PLAYBOY: Czy pozwalałeś, albo zachęcałeś swoje dzieci do używania marihuany i LSD?

LEARY: Tak. Nie sprzeciwiam się rozszerzaniu ich świadomości, poprzez stosowanie sakramentalnych substancji w zgodzie z ich duchowym rozwojem. W Harvardzie, w Meksyku i tutaj w Millbrook, moje dzieci były świadkami większej liczby psychedelicznych sesji, niż którykolwiek z psychiatrów w tym kraju.

PLAYBOY: W trakcie większości sesji psychedelicznych, jakie prowadziłeś w ramach badań, jak już mówiłeś w wielu różnych miejscach, zarówno ty jak i twoi współpracownicy zażywaliście LSD wraz z badanymi – i to nie tylko w laboratoriach ale także na plażach, na łąkach, w pomieszczeniach mieszkalnych, a nawet w buddyjskich świątyniach. W opinii większości autorytetów, ta wysoce niekonwencjonalna technika terapeutyczna jest nie tylko niepraktyczna, ale nieracjonalna i nieodpowiedzialna. Jak mógłbyś to usprawiedliwić?

Timothy Leary w Millbrook

LEARY: Ten rodzaj krytyki zrujnował moją reputację w gronie konwencjonalnych badaczy, ale on po prostu zdradza ignorancję co do znajomości sposobu działania LSD. Musisz brać je razem z twoimi pacjentami – albo, w ostateczności samemu spróbować – by odczuwać wraz z nim i podążać za nim, gdy przechodzi z jednego poziomu na drugi. Jeżeli terapeuta nigdy nie próbował, siedzi ze swoją lepką melasą Freudowskiego oprzyrządowania, usiłując pojąć doświadczenia, które wykraczają daleko poza wąskie granice tego szczególnego systemu.

PLAYBOY: Byłeś także krytykowany za niedostateczny poziom selekcji przy doborze pacentów, którym przepisywałeś LSD.

LEARY: Byliśmy chętni i skorzy do przeprowadzania sesji z LSD z każdym i w każdym miejscu, jeżeli miało to znaczenie dla współpracy z moim pacjentem. Nigdy i nikomu nie daliśmy LSD kierując się wyłącznie naszymi własnymi celami, albo własnymi celami pacjenta, ale jeżeli rozsądna, dojrzała osoba pragnęła rozwinąć swoją świadomość, wówczas „podłączaliśmy” ją. To zrujnowało naszą reputację wśród naukowców, ale zarazem pozwoliło osiągnąć fantastyczny wynik: 99 procent spośród ludzi, którzy brali z nami LSD, miało wspaniałe doświadczenia. Żaden z naszych pacjentów nie zbzikował i nie wylądował w szpitalu Bellevue; wychodzi z pokoju w którym odbywała się sesja z mesjanistycznym błyskiem w oczach.

PLAYBOY: Jeżeli jeden procent badanych miał złe doświadczenia, czy warte to było ryzyka?

LEARY: Na to pytanie można odpowiedzieć jedynie rozpatrując indywiudalne przypadki. Gdy ludzie wypływają z Plymouth w maleńkich łódeczkach, aby podążać nową duchową drogą, to oczywiście podejmują ryzyko. Ale ryzyko podróży może być mniejsze od ryzyka pozostawania w rejonie opanowanym przez duchową dżumę, gdzie strach przed podjęciem ryzyka uniemożliwia dążenie do zmiany. Nie ma takiego urzędu, czy lekarzy na służbie Wielkiego Brata, którzy by mieli prawo decydować o tym, komu zezwolić na podjęcie ryzyka wynikającego z tej dwudziestowiecznej podróży, odkrywającej duchowość.

PLAYBOY: Jednakże restrykcyjne i prohibicyjne prawoprzeciwne używaniu LSD zostało już ustanowione w Kalifornii, Nevadzie i New Jersey, a kilku członków Kongresu zmierza do ustanowienia federalnego prawa zabraniającego jego produkcji, czy posiadania.

LEARY: Takie prawa są nierealne i niekonstytucyjne. W chwili obecnej ponad 15% studentów college’ów używa LSD. Czy ci sklerotyczni politycy i typy z policji, naprawdę chcą wsadzić naszą najzdolniejszą i najbardziej kreatywną młodzież do więzień za posiadanie pozbawionej koloru, bezwonnej, bezsmakowej, nie uzależniającej, otwierającej umysł substancji? Irracjonalne, śmierdzące stęchlizną prawo, zabraniające ludziom przeprowadzania prywatnych, intymnych doświadczeń – seksualnych, czy duchowych – nie może być i nie będzie przestrzegane.

Obecnie planujemy zaskarżać każdy wyrok za posiadanie LSD w związku z tym, że jest sprzeczny z konstytucją. Rząd federalny sprzeciwia się prawom penalizującym posiadanie LSD, ponieważ zdaje sobie sprawę z niemożności ich egzekwowania i niekonstytucyjności takich zapisów. Oczywiście ta dwuznaczna sytuacja jest tylko czasowa. Za 15 lat, te inteligentne dzieciaki, które teraz się „podłączają”, będą kształtować opinię publiczną, pisać powieści, kierować naszymi uniwersytetami i doprowadzać do anulowania histerycznych przepisów prawnych, które teraz zostały wprowadzone.

PLAYBOY: W jakim sensie są one histeryczne?

LEARY: Są one histeryczne, ponieważ osoby które doprowadziły do ich uchwalenia, wykazały się swoją ignorancją w zakresie wiedzy o LSD, posuniętą aż do irracjonalizmu. Instynktownie wpakowały LSD do tego samego worka co heroinę. Myślą, że branie dragów to rodzaj kryminalnej aktywności praktykowanej przez otępiałych eskapistów, o szalonych, rozstrojonych mózgach. Codzienne raporty funkcjonariuszy policyjnych i wielu prawników, zawierające opisy takich działań, całkowicie ignorują fakt że stosowanie LSD jest zjawiskiem ograniczonym do wyższej klasy średniej, złożonej z białych kołnierzyków z wyższym wykształceniem.

Osoba stosująca LSD nie jest typem kryminalisty. Nie ma charakteru spiskowca, albo ćpuna. Nie musi się ukrywać, albo szukać poklasku dla swoich dokonań. Jeżeli coraz więcej praw będzie ograniczać tą aktywność, coraz więcej ludzi będzie się w nią angażować. LSD jest wytwarzane przez ludzi w ich domach i w małych laboratoriach. Jeżeli sytuacja nie ulegnie zmianie, grupa używająca LSD stanie się jedną z największych mniejszości. Czy do tego zmierzają ustawodawcy?

PLAYBOY: Co oni powinni twoim zdaniem zrobić?

LEARY: Jeżeli naucza się więcej o LSD, sądzę – mam nadzieję – że dojdą do wniosku, iż potrzebne jest specjalne ustawodawstwo. Powinny powstać prawa dotyczące produkcji LSD. Jest to niewiarygodnie potężny drag. Nie jest to narkotyk i nie jest to lekarstwo; nie leczy żadnej choroby. Jest to nowa forma energii. Tak jak trzeba było stworzyć nowe formy prawne regulujące kwestie radioaktywnych izotopów, tak samo istnieje potrzeba czegoś porównywalnego dla LSD. I jak sądzę coś na kształt Komisj Energii Atomowej i specjalnych procedur licencyjnych dotyczących wytwarzania i postępowania z tą nową klasą dragów.

PLAYBOY: Jaki rodzaj procedur mógłbyś zarekomendować?

LEARY: Nie można tego zalegalizować i kontrolować produkcji, dopóki nie wypracuje się konstruktywnego sposbu udzielania licencji, lub autoryzacji posiadania. Dla znacznej liczby osób dostęp do chemikaliów rozszerzających ich świadomość, powinien być poprzedzony zdobyciem uprawnień. Jeżeli tego nie zrobimy, będziemy mieć wolny rynek, albo czarny rynek. Podczas prohibicji, gdy alkohol był zakazany, można było dostać gin wytwarzany w wannie i wszelkiego rodzaju trucizny z przemytu. Rząd nie otrzymywał żadnych podatków, zaś konsument nie miał gwarancji, że to co zakupił było bezpieczne i efektywne. Ale jeżeli marihuana i LSD podlegałaby w jakiś sposób licencjonowanej dystrybucji, gdzie odpowiedzialni, poważnie myślący ludzie mogliby zakupić te środki, wówczas wytwórnie mogłyby być nadzorowane, a sprzedaż mogłaby być zarówno regulowana jak i opodatkowana. W wyniku tego osiągnęlibyśmy zdrową i korzystną dla wszystkich sytuację.

PLAYBOY: W jaki sposób dana osoba mogłaby się wykazać odpowiedzialnością i powagą, aby otrzymać licencję?

LEARY: Kryteria do otrzymania licencji dla stosowania lekkich psychedelików takich jak marihuana, powinnny być podobne do kryteriów otrzymywania prawa jazdy. Aplikant demonstrowałby swoją powagę poprzez studiowanie podręczników, przejście pisemnego testu i otrzymanie świadecwa lekarskiego, potwierdzającego jego fizyczną i psychiczną konstytucję. Licencje na stosowanie potężnych psychedelików takich jak LSD, powinny być porównywane z licencją pilota: intensywne studia i przygotowania plus bardzo surowe testy sprawnościowe i kompetencyjne.

PLAYBOY: Jakie byś zastosował kryteria dla określenia wystarczającej sprawności i kompetencji?

LEARY: Nikt nie ma prawa mówić komukolwiek innemu, co powinien albo czego nie powinie robić z tą wielką i ostatnią granicą wolności. Myślę, że każdemu, kto chce przeżyć doświadczenie psychedeliczne i ma ochotę się do niego przygotować, przeegzaminować swoje kompleksy i tendencje neurotyczne, winno być prawnie zezwolone ich rozłupanie.

PLAYBOY: Czy miałeś sposobność zaprezentowania tego planu Federalnemu Biurze Narkotyków?

LEARY: Byłbym tym niezmiernie uszczęśliwiony, ale agenci ds. narkotyków nie chcą żadnego rodzaju obiektywnego, równorzędnego rozwiązania tych tematów. Gdy ktokolwiek zasugeruje herezję, że LSD powinno być dostępne dla młodych ludzi, lub nawet wzmiankuje się o konieczności naukowych badań nad marihuaną, dostaje natychmiast etykietę niebezpiecznego fanatyka i może się liczyć z dochodzeniem. W szczególności było to widoczne w reakcjach ludzi proszonych o wsparcie mojego funduszu obrony prawnej. Setki osób pomagało mi finansowo dając mi w ten sposób poparcie, ale nie chcieli ujawnić swoich nazwisk w obawie przed represjami policji.

Playboy znajduje się pośród tych nielicznych instytucji, które prezentują tego rodzaju tematy. Istnieje ogromna, ciemna liczba nękanych osób… ten temat generuje tak wiele histerii, że normalne procesy demokratycznej debaty są konsekwentnie gwałcone. Myślę, że w sytuacji, gdy głosy kilku milionów Amerykanów nie są w tej sprawie brane pod uwagę – Konstytucja znajduje się w niebezpieczeństwie.

PLAYBOY: Niektórzy widzą w twojej apelacji od wyroku w Laredo krok prowadzący do legalizacji marihuany. Czy myślisz, że to jest możliwe?

LEARY: Jeżeli wygram swoją sprawę w wyższej instancji – a moi prawnicy w to wierzą – będzie to miało szersze implikacje. Będzie to stanowiło sugestię, aby wszystkie przypadki aresztowania za marihuanę w przyszłości były sądzone w konkretnym odniesieniu do do indywidualnego przypadku, a nie przez generalne klauzule, arbitralne wykonawstwo, irracjonalne i przesadne regulacje. Uważam, że prawa dotyczące marihuany są niesprawiedliwe. Mój trzydziestoletni wyrok i grzwna w wysokości $30 tys. wskazuje po prostu, w sposób raczej nie ukrywany, na surowość i ostrość obecnych przepisów, które w oczywisty sposób kolidują z kilkoma poprawkami do Konstytucji.

PLAYBOY: Z którymi poprawkami?

LEARY: Z Pierwszą Poprawką, która gwarantuje prawo do duchowych poszukiwać i z Piątą Poprawką, gwarantującą wolność od prześladowań. Fakt, iż zostałem uwięziony za nie zapłacenie podatku za substancję, której zgłoszenie do opodatkowania spowodowałoby automatyczne aresztowanie, jest jawnym przejawem dyskryminacji. Aktualnie obowiązujące prawa dotyczące marihuany są również pogwałceniem Ósmej Poprawki, która zakazuje stosowania okrutnych i nadzwyczajnych kar oraz Dziewiątej Poprawki określającej szczególne rodzaje swobód obywatelskich, nie wymienionych w pozostałych poprawkach.

PLAYBOY: Gdy nie ustały jeszcze rozmowy o implikacjach twojego aresztowania i skazania, policja dokonała najazdu na na twoją siedzibę, tutaj w Millbrook. Czytaliśmy kilka różnych wersji opisujących to co się wydarzyło tamtej nocy. Czy mógłbyś nam opowiedzieć dokładnie co wówczas się działo?

LEARY: Chętnie. W sobotę 16 kwietnia, w naszym centrum w Millbrook przebywało 29 osób dorosłych i 12 dzieci. Pośród nich było 3 doktorów psychologii, 1 doktor medycyny – psychiatra, 3 fizyków, 5 dziennikarzy mających stałe zatrudnienie i 3 fotografów. O 1:30 w nocy wszyscy oprócz 3 gości już spali. Byłem w łożku. Rozmawialem z moim synem i jego przyjacielem o pisanej przes syna pracy semestralnej. Usłyszeliśmy hałas w korytarzu. Mój syn otworzył drzwi i powiedział: „Wow, tato, tam jest z pięćdziesięciu gliniarzy.” Wyskoczyłem z łóżka i byłem na środku pokoju, gdy z hukiem otworzyły się drzwi i dwóch umundurowanych szeryfów oraz dwóch pomocników prokuratora okręgowego wmaszerowało do środka mówiąc mi bym się nie ruszał. Byłem ubrany wyłącznie w górę od piżamy.

W jednym z oświadczeń prasowych szeryfa można było przeczytać, że najeźdźcy zastali mieszkańców domu w stanie półnegliżu – co brzmi dość ponuro, dopóki nie zdasz sobie sprawy z tego, że niemal wszyscy w domu w czasie najazdu spali w łóżkach. Po wstępnym szoku, wynikłym z faktu wylądowania uzbrojonych i umundurowanych mężczyzn w naszych sypialniach, wszyscy moi goście zareagowali z humorem, cierpliwością i tolerancją na na te pięć godzin niewoli. Z drugiej strony, członkowie grupy najeźdźców, byli krańcowo podenerwowani. To czywiste, że napełnili sobie umysły jakimiś fantazjami rodem z filmów o Jamesie Bondzie, że atakują orientalną siedzibę przywódcy jakiejś sekty seksualnej i byli oczywiście strasznie wkurzeni, gdy nie mogli go znaleźć w całym domu. Interesującym aspektem tego najazdu było to, że wszystkie obecne wówczas kobiety zostały rozebrane i zrewidowane.

PLAYBOY: Czy ktoś protestował?

LEARY: Protestowaliśmy przeciw wszystkiemu co było robione, włączając w to fakt, że nie mogliśmy skorzystać z obecności adwokata.

PLAYBOY: Co znalazła policja podczas przeszukania?

LEARY: Po pięciogodzinnym przeszukaniu zaaresztowali czworo ludzi: fotoreportera ze stałym kontraktem i świętego, pochodzącego z Indii człowieka – wraz z jego małżonką, zarzucono im nielegalne posiadanie marihuany, no i mnie. Nie postawiono mi zarzutu o posiadanie marihuany; obciążono mnie zarzutem „bycia kierownikiem domu”.

PLAYBOY: Czy mieli nakaz sądowy?

LEARY: Mieli nakaz, ale zarzucamy mu wadliwość i nielegalność.

PLAYBOY: Na jakiej podstawie?

LEARY: W Karcie Praw Obywatelskich (Bill Of Rights) zostało jasno określone, iż rząd nie może tak sobie wydać nakazu wejścia do czyjegoś domu na podstawie ogólnych podejrzeń i domysłów. Zwłaszcza nakaz przeszukania może być wydany wyłącznie na podstawie namacalnych dowodów, z reguły pochodzących od informatora, mówiących o tym, że określona ilość danej, nielegalnej substancji znajduje się w konkretnym miejscu i czasie. Podczas najazdu na Millbrook nie było takiej, uzasadnionej przyczyny. Pośród cytowanych „przyczyn” była wymieniana obecność parkujących na drodze dojazdowej samochodów z rejestracjami z innych stanów, oraz to, że podczas policyjnej obserwacji zauważono pewnego dnia dziewczęta w wieku poniżej szesnastu lat bawiące się na podwórzu.

PLAYBOY: Jak coś takiego mogło stać się powodem?

LEARY: Rzeczywiście, jak? Kolejnym rzekomym „powodem” tego nalotu było to, że jestem „znanym przemytnikiem narkotyków”. Żadna z tych szpiegowskich relacji nie wydaje mi się – ani moim prawnikom – wystarczającym uzasadnieniem konieczności wystawienia sądowego nakazu nocnego nalotu, zezwalającego na wyważanie okien i drzwi w delu wejścia do prywatnego domu.

PLAYBOY: Jak wyglądają w chwili obecnej, stawiane tobie oficjalne zarzuty?

LEARY: Zostaliśmy zaplątani w dziewięć spraw spornych wynikłych z tego najazdu. Amerykańska Unia Wolności Praw Obywatelskich przyłączyła się ze swoim poparciem do sprawy i chociaż nie mogę komentować technicznych aspektów, stoi za nami spora grupa światłych, młodych, „podłączonych” adwokatów, spacerujących wokół z uśmiechami na twarzach.

PLAYBOY: Czy myślisz, że oni są pod wpływem LSD?

LEARY: Wiesz, nie czuję że powinienem to komentować. Powiedzmy sobie, że nie potrzebujesz niczego używać żeby się podłączyć, w takim sensie, w jakim jesteś dostrojony do świata.

PLAYBOY: Dr. Humphrey Osmond z Instytutu Neuropsychiatrycznego w New Jersey – człowiek, który wymyślił słowo „psychedeliczny” (psychedelic) – opisał ciebie jako „w dużym stopniu zuchwałego, irlandzkiego rewolucjonistę”. Zasugerował, że gdybyś był bardziej ostrożny, mógłbyś nie zostać aresztowany w Laredo czy w Millbrook.

LEARY: Czuję się winny bycia Irlandczykiem, czy rewolucjonistą, ale nie sądzę abym wykazał się nieostrożnością w sprawach naprawdę ważnych.

PLAYBOY: Czy nie było nieostrożnością, ryzykowanie utraty wolności podczas przewożenia pół uncji marihuany przez granicę do Meksyku?

LEARY: Cóż, to tak jakby spytać Chrześcijanina czy nie jest ryzykowne wwożenie Biblii do Rosji. Nie mogę się po prostu poddać paranoi wszechistniejącego podsłuchu, inwiligilacji i policyjnego śledztwa. Od kilku lat dobrze wiadomo, że wraz z rodziną używam środków psychedelicznych zarówno w domu, jak i w moim centrum. Zatem jeżeli rząd chciał coś uczynić w tej sprawie, to w każdej chwili mógł to zrobić. Ale nie mogę żyć w ukryciu i w stanie panicznej paranoi.

Nigdy nie próbowałem podjąć najmniejszych środków ostrożności na przykład poprzez założenie, że mój telefon jest na podsłuchu, albo że moje działania były przedmiotem policyjnej inwigilacji, do czego zresztą policja przyznała się. Chciałbym powiedzieć, że jeżeli zaistniała jakaś nieostrożność w Laredo, to był to brak ostrożności ze strony urzędników, którzy sprowokowali przypadek, który już zmienił nastawienie opini publicznej i niewątpliwie doprowadzi do zmiany prawa stanowiącego o posiadaniu marihuany przez rozsądnych, dorosłych ludzi w tym kraju. To Biuro ds. Narkotyków jest w kłopotach, a nie ja.

PLAYBOY: Ale przypuśćmy, że twoja apelacja nie odniesie skutku i trafisz do więzienia. Co stanie się wtedy z twoimi dziećmi i pracą?

LEARY: Moje dzieci nadal będą dojrzewać – zewnętrznie i wewnętrznie – zarówno one, jak też wszyscy moi przyjaciele i koledzy nie zaprzestaną głosić światu lekcji, której bez wątpienia potrzebuje. Nie potrafię przewidzieć, gdzie i w jaki sposób będą żyć moje dzieci.

PLAYBOY: Czy masz jakieś finansowe zapasy, które im pomogą?

LEARY: W chwili obecnej jestem zadłużony na $40 tys. z powodu wydatków związanych z z moimi sprawami sądowymi i nie mam zabezpieczonej kwoty nawet na jutrzejszy lunch. Ale sprostamy każdej sytuacji, jaka się przydarzy.

PLAYBOY: Czy boisz się perspektywy więzienia?

LEARY: Cóż, należę do najstarszego związku zawodowego w historii ludzkiej cywilizacji – alchemików umysłu, badaczy świadomości. Groźba uwięzienia stanowi podstawowe ryzyko zawodowe mojej profesji. Z pośród wielkiej liczby ludzi, którzy mogliby stanowić przykład, niemal każdy był więziony albo zagrożony więzieniem z powodu duchowych przekonań: Gandhi, Jezus, Sokrates, Lao-Tsy. Absolutnie nie boję się więzienia. Po pierwsze, ponad 40 razy brałem LSD w więzieniu o zaostrzonym rygorze, w ramach przeprowadzonego przez nas w Bostonie projektu rehabilitacji i resocjalizacji, a zatem wiem, że jedyne więzienie jakie istnieje to więzienie wewnętrzne.

Po drugie, człowiek który nie czuje się winny, nie ma powodów do lęku przed więzieniem; nie ma we mnie nawet cienia poczucia winy z powodu moich działań w ciągu ostatnich sześciu lat. Zrobiłem setki błędów, ale ani razu nie pogwałciłem swoich wartości etycznych czy moralnych. Jestem najbardziej wolnym człowiekiem dzisiejszej Ameryki. Jeżeli twój umysł i serce są wolne, nie znajdziesz się w kłopotach. Myślę, że to ludzie którzy próbują wsadzić innych do więzienia, którzy próbują przejąć kontrolę nad postawowymi energiami ewolucji, jak sex i środki psychedeliczne, znajdują się w kłopotach, ponieważ płyną pod prąd liczącej dwa miliardy lat fali ewolucji komórkowej.

PLAYBOY: Co było dla ciebie najważniejszą lekcją, wyniesioną z własnych doświadczeń z LSD?

LEARY: Po pierwsze i ostatnie: zrozumienie, że podstawą impulsu życia jest kwestia podłączenia się do niego. Jest to jedyne rzeczywiste zagadnienie w sensie ewolucyjno-kosmicznym, do którego docierasz: bez względu na to czy staje się to przy współudziale partnera płci przeciwnej czy też nie. Na najgłębszym poziomie świadomości to pytanie wciąż się pojawia. Zmagałem się z nim podczas wielu sesji LSD. W jaki sposób wpakowaliśmy się w ten bałagan? Jak się stąd wydostać? Istnieją dwie drogi wyjścia z tej podstawowej, filozoficznej izolacji człowieka: możesz skierować się na zewnątrz poprzez spłodzenie potomstwa – co jest pewnym rodzajem nieśmiertelności. Albo możesz zatrzymac koło. Buddyzm, najpotężniejszy system psychologiczny, jaki człowiek kiedykolwiek rozwinął, zasadniczo doradza ten sposób. Jednak moim wyborem jest podtrzymywanie biegu gry życia. Jestem hinduistą, a nie buddystą.

Pomjając afirmacje związane z moim życiem, nauczyłem się ograniczać uwagę do tych kwestii filozoficznych, które istotnie dotyczą najbardziej palących zagadnień. Kto napisał ten kosmiczny scenariusz? Czego oczekuje ode mnie kod DNA? Czy ten wielki show kodu genetycznego jest grany na żywo czy puszcany z taśmy? Kto go finansuje? Czy jesteśmy całkowicie zatrzaśnięci wewnątrz własnego systemu nerwowego, czy też możemy nawiązać rzeczywisty kontakt z kimś na zewnątrz? Moją intencją jest spędzić resztę życia na poszukiwaniu (z psychedeliczną pomocą) odpowiedzi na te pytania i na zachęcaniu innych do tego rodzaju działań.

PLAYBOY: Jaką – twoim zdaniem – rolę, będą grały psychedeliki w przyszłości?

LEARY: Głów.ną rolę. LSD jest tylko pierwszym z licznych, nowych środków chemicznych, które umilą naukę, rozszerzą świadomość i usprawnią pamięć w nadchodzących latach. W nieunikniony sposób zrewolucjonizują one proces nauczania, wychowanie dzieci i zachowania społeczne. Na przestrzeni jednego pokolenia te chemiczne klucze do układu nerwowego będą regularnie stosowane jako narzędzia nauki. Gdy dzieci będą przychodzić ze szkoły, nie będziecie ich pytać: „Jaką lekturę dzisiaj przerabialiście?”, ale: „Jakie cząsteczki zostały dziś zastosowane w celu otwarcia nowej Biblioteki Kongresu wewnątrz układu nerwowego?” Nie ma wątpliwości, że środki chemiczne będą główną metodą nauczania w przyszłości. Wynika to z tego, że zarówno układ nerwowy, jak i proces uczenia się czy sama pamięć są procesem chemicznym. Społeczeństwo, w którym duży procent populacji regularnie i harmonijnie zmienia swój stan świadomości przy pomocy dragów psychedelicznych, będzie prowadzić całkiem odmienny sposób życia.

PLAYBOY: Czy nastaną takie dni – jak przedwidują to pisarze science-fiction – że podczas psychedelicznych coctail-parties, ludzie wybiorą raczej trip niż picie alkoholu?

LEARY: To już się dzieje. W tym kraju już wykształciły się takie funkcje, do których ma zastosowanie LSD. Ostatnie byłem na tańcach, gdzie dwie trzecie gości była pod wpływem LSD. A podczas konferencji naukowej na temat LSD w San Francisco, kilka miesięcy temu, poszedłem wraz z 400 osobami na piknik, na którym niemal każdy podłączył się za pomocą LSD. Było to bardzo pogodne. Byli niczym stado saren pasących się w lesie.

PLAYBOY: Czy doświadczenie psychedeliczne stanie się uniwersalne? Czy każdy człowiek może się podłączyć?

Timothy Leary – psychedeliczny portret Deana Chamberlaina (http://www.deanchamberlain.com/)

LEARY: Coż, nie przez cały czas. Zawsze będą takie działania, które wymagają węższego zakresu świadomości. Nie chciałbyś, żeby pilot samolotu którym lecisz, fruwał wyżej niż ten samolot mając przy tym buddyjskie objawienia w kokpicie. Podobnie, jak nie grasz w golfa na Times Square, nie będziesz używał LSD, gdy będzie ci potrzebny wąski, symbliczno-manipulacyjny zakres uwagi. W odpowiedni sposób dostroisz potrzebny poziom świadomości do odpowiadającego mu otoczenia, które akurat cię odżywia i zaopatruje.

Nikt nie powinien powierzać swojego życia jednemu, pojedynczemu poziomowi świadomości. Z pełnego wrażliwości korzystania z układu nerwowego wynika wniosek, że czwarta część naszego czasu będzie przeznaczona na na aktywność symboliczną – wytwarzanie i komunikowanie się w konwencjonalny, plemienny sposób.

Ale w pełni świadomy plan życia, będzie także przeznaczał odpowiednią ilość czasu – prawodopodobnie godzinę lub dwie dziennie – na ćwiczenie jogi zmysłów, rozszerzanie zmysłowej ekstazy przy użyciu marihuany i haszyszu oraz jeden dzień w tygodniu na całkowity odjazd poza zmysłowe i symboliczne wymiary, do wewnątrz transcendentnych rzeczywistości, do których dostęp umożliwia LSD. To nie jest fantazja science-fiction. Aż do ostatnich, przykrych okoliczności żyłem właśnie w ten sposób; brałem LSD raz w tygodniu i paliłem raz dziennie marihuanę.

PLAYBOY: W jaki sposób taka psychedeliczna dieta wzbogaci życie człowieka?

LEARY: Pomoże to każdem zdać sobie sprawę, że nie jest odgrywającym swoją rolę robotem, zrzuconym na tą planetę w celu otrzymania numeru ubezpieczeniowego i przywiązania się do gromadki w szkole, na uniwersytecie, do kariery, ubezpieczenia, pogrzebu i do widzenia. Dzięki LSD, każdy człowiek nauczy się rozumieć, że całą historia ewolucji zapisana jest w jego ciele. Wyzwaniem dla holistycznie pojmowanego sposobu życia każdej osoby stanie się powtórzenie i doświadczalna eksploracja kazdego aspektu i następujących po sobie wydarzeń tej starożytnej i majestatycznej dzikości.

Każdy stanie się dla siebie Buddą, Einsteinem, Galileuszem. Zamiast polegać na skostniałej, statycznej, martwej wiedzy, przekazywanej przez innych producentów symboli, bedzie można spożytkować przydział 80 lat życia na badanie każdej możliwej, ludzkiej, przedludzkiej, a nawet wewnątrz-ludzkiej przygody. Im większy respekt i zakres życia będzie przyznawany tym eksploracjom, tym mniejsze stanie się przywiązanie do trywialnych, zewnętrznych rozrywek. Może być to naturalne rozwiązanie problemu wolnego czasu. Gdy cała ciężka praca i umysłowa harówka zostanie zastąpiona przez maszyny, czym sami będziemy się zajmować – budowaniem większych maszyn? Jedyną oczywistą odpowiedzią na ten szczególny dylemat jest propozycja eksploracji nieskończoności przestrzeni wewnętrznej, odkrywania przerażenia, przygody i ekstazy, która leży wewnątrz kazdego z nas.

(tłum. Robert Palusiński / kor. Conradino Beb)

 

Źródło: Polityka ekstazy, Wyd. EJB, Kraków 1998, str. 108-139 (Przedruk z wrześniowego numeru pisma Playboy, 1966)

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

10 komentarzy

  1. Ja w takie stany opisane w arcie wchodze bez LSD.. choc moze nieutzrymuja sie az tak dlugo, bo nie zawsze moge sobie na to pozwolic… kiedy jednak faktycznie sprobowalam LSD nic sie nie wydarzylo.. zasnelam.. nie wiem dlaczego.. 😉

    Polubienie

    1. Wiesz, istota doświadczenia LSD jest LSD, wiec nie możesz mieć doświadczenia LSD bez LSD 🙂 Ale jasne, możesz mieć podobne bez zażywanie halucynogenow, jeśli jesteś naturalesem i masz predyspozycje do wizji, transow etc.

      Są oczywiście ludzie, na których kwas nie działa albo tacy z wysoka tolerancja brzegowa, którzy musza przyjąć bardzo wysoka dawkę dla minimalnego efektu. I na kwasie można zasnąć naprawdę, nawet z dużym tripem. Ja nie miałem z tym problemu.

      Polubienie

      1. „Wiesz, istota doświadczenia LSD jest LSD”

        ano tak 🙂

        napisze cos wiecej wkrotce…. przynajmniej sprobuje…..

        ale jeszcze bardziej jestem zinteresowana Twoimi doswiadczeniami 🙂

        i przede wszystkim witaj Conradino23..

        dzięki za te notke ❤

        i jeszcze specjalne podziekowania dla Altei dzieki ktorej tutaj trafilam 🙂

        Polubienie

  2. Witam. Przybyłam tu za Livią Ether.
    Świetny tekst. 😉

    „Wiesz, istota doświadczenia LSD jest LSD, wiec nie możesz mieć doświadczenia LSD bez LSD 🙂 Ale jasne, możesz mieć podobne bez zażywanie halucynogenow, jeśli jesteś naturalesem i masz predyspozycje do wizji, transow etc.”

    Słyszałam anegdotę, jak to jeden człowiek o imieniu – powiedzmy, że Larry miał kilka porcji LSD i spotkał się z buddyjskim lamą. Panowie dobrze znali się, więc Larry zaproponował lamie porcję LSD. Lama zażył… i nic… siedział, jak siedział z łagodnym uśmiechem na twarzy. Larry zaproponował kolejną dawkę. Lama zażył i… znów nic. Larry zaproponował kolejną, ale wówczas lama poprosił go o wszystkie, które Larry przy sobie miał. Z pewnym oporem Larry podał je lamie. Lama połknął wszystko. I … wciąż siedział spokojnie i tak samo uśmiechał się jak przedtem… czyli… i nic. Larry był zdumiony. Lama wówczas powiedział do niego:
    – Mój umysł jest pusty. Mam dostęp do wiedzy wtedy, kiedy jest potrzebna, kiedy przychodzi czas na to, co mam wiedzieć. A wiem już to, co mam wiedzieć i to mi wystarczy… A jak będę miał wiedzieć co innego, to się dowiem wtedy, kiedy będę miał wiedzieć.

    🙂

    p.s. Nie doświadczałam LSD, ale mam inne doświadczenia. Fajny jest opis pierwszego doświadczenia Hofmanna (tego, co „wynalazł” LSD): „po godzinie demon opanował moją duszę, byłem niezwykle przerażony i sądziłem, że umieram. Wszyscy ludzie, których widziałem, mieli na sobie straszne maski”…

    Polubienie

    1. To nie był żaden Larry 🙂
      Ta anegdotka pochodzi od Richarda Alperta, który poleciał do Indii pod koniec lat ’60 z zapasem kwasu i przetestowal go na buddyjskim lamie i jakimś miejscowym sadhu. Lama stwierdził, ze kwas dobry, ale medytacja lepsza, a sadhu, ze LSD może być czasem przydatne, ale ta mu wystarczy… krążą rozne wersje, ale podstawa jest „Flashbacks” Timothy Leary’ego (niewydana w Polsce).

      Jeśli chodzi o podobieństwa pomiędzy tripem na kwasie, a medytacja czy szamanskim transem, to są one pozorne. Wszystkie z tych stanów można sklasyfikować jako odmienne od doświadczenia codziennej rzeczywistości, ale posiadają one inna jakość. To jak inne marki samochodów. Do tego każdy z nich połączony jest z innym systemem duchowym, z inna kultura etc. Psychedelia (kultura psychedeliczna) to nie buddyzm, a buddyzm to nie szamanizm itd. Można oczywiscie snuć luzne analogie, ale ze świadomością, ze można się łatwo zapedzic w ten sposób w naiwny New Age. Żeby to lepiej zrozumieć możecie przeczytać mój ostatni wywiad, w którym przepytalem Patricka Lundborga!

      Polubienie

      1. A dziękuję za wyjaśnienie, skąd ta anegdotka 🙂

        „Jeśli chodzi o podobieństwa pomiędzy tripem na kwasie, a medytacja czy szamanskim transem, to są one pozorne. Wszystkie z tych stanów można sklasyfikować jako odmienne od doświadczenia codziennej rzeczywistości, ale posiadają one inna jakość. To jak inne marki samochodów. „

        Tak, jak marki samochodów 🙂 Dobre porównanie. Ale nie jak różne pojazdy typu: hulajnoga, rower, samochód, samolot czy rakieta. Chociaż mnie się najbardziej kojarzą z podróżami statkiem kosmicznym 😉

        „Psychedelia (kultura psychedeliczna) to nie buddyzm, a buddyzm to nie szamanizm itd. Można oczywiscie snuć luzne analogie, ale ze świadomością, ze można się łatwo zapedzic w ten sposób w naiwny New Age. Żeby to lepiej zrozumieć możecie przeczytać mój ostatni wywiad, w którym przepytalem Patricka Lundborga!”

        Można się zapędzić, a można odkryć w takich :lotach”, że ma się dostęp do wiedzy zawartej w buddyzmie, szamanizmie czy innych izmach. W wolnej chwili zajrzę sobie do tego wywiadu i poczytam.

        Dzięki.

        Polubienie

  3. Z tymi samochodami to zaczął chyba Stanley Owsley, który porównał kwas do Ferrari dragow, z wyjątkiem ceny 😀

    Ogólnie mówi się o wehikulach świadomości, technikach, czy sposobach na przekraczanie drzwi percepcji. Ale problem z mieszaniem technik buddyjskich, jogicznych ze zdobyczami zachodniej kultury psychedelicznej jest taki, ze to działa na krótka metę. Szamanizm faktycznie nie kłóci się z zarzucaniem kwasu – chyba ze dla purystów-fundamentalistow w łonie neoszamanizmu – ale medytacja w pozycji siedzącej: zazen czy vipassana, to generalnie całkowicie odmienne narzędzia od tripowania.

    Gdzieś tam pojawia się oczywiście w medytacji element wizyjny, ale niemal wszystkie szkoły buddyjskie spychają go na drugi, jeśli nie trzeci plan. Można powiedzieć, ze celem wszystkich tych technik jest poznanie siebie, a w tym wypadku można do tego zestawu dołączyć nawet filozofię sokratejska, w trakcie wykorzytywania tych narzędzi jasne staje się jednak, ze oferuje one inne rozwiązania dla tych samych problemów i inne podłoże ideologiczno-religijne. W tym punkcie trzeba świadomie wybrać, którym samochodem będziemy pędzić dalej, bo wykorzystywanie wszystkich naraz jest w zasadzie niemożliwe 🙂

    Polubienie

    1. „ale medytacja w pozycji siedzącej: zazen czy vipassana, to generalnie całkowicie odmienne narzędzia od tripowania.”

      Jestem pełna zachwytu nad Twoją wiedzą 😉 Rzeczywiście tak jest.

      Dla mnie vipassana jest czymś podobnym, co praktykowałam w trakcie ceremonii np. ze „świętymi roślinami” w celu uwalniania umysłu i ciała z nieświadomych wzorców oraz przenoszenia ich na poziom świadomy. Sowo „tripowanie” ma swoje znaczenie… podróżowanie, „wycieczkowanie”. Podróżujemy i „wycieczkujemy bez względu na to, jakich „pojazdów” w tym celu używamy 😉

      „Można powiedzieć, ze celem wszystkich tych technik jest poznanie siebie, a w tym wypadku można do tego zestawu dołączyć nawet filozofię sokratejska, w trakcie wykorzytywania tych narzędzi jasne staje się jednak, ze oferuje one inne rozwiązania dla tych samych problemów i inne podłoże ideologiczno-religijne.”

      A czy nie jest tak, że każda ideologia ogranicza nasze poznanie siebie?

      „W tym punkcie trzeba świadomie wybrać, którym samochodem będziemy pędzić dalej, bo wykorzystywanie wszystkich naraz jest w zasadzie niemożliwe :)”

      Wszystkich naraz oczywiście, że nie. 🙂 Ale poznając różne religie i systemy oraz „techniki”, które one nam oferują, możemy docierać do podstaw, skąd i dlaczego pojawiły się te zróżnicowane religie, systemy i idee, do „Źródła” albo „korzeni” ich pochodzenia 😉

      Polubienie

      1. ale medytacja nie sluzy podrozowaniu… przynajmniej nie w wersjie buddyjskiej, gdzie ma ona na celu uwolnienie umyslu od przywiazan. jesli zaczynasz dokonywac eklektycznych manewrow, to juz nie jestes buddystka 🙂 i zeby bylo jasne, ja nie jestem buddysta. owszem probowalem, medytowalem, ale mam zupelnie niebuddyjski charakter 😀

        owszem, kazda ideologia ogranicza nas w mniejszym lub wiekszym stopniu, ale nie mozna bagatelizowac pewnej specyfiki, jesli wyciaga sie od jakiejs religii technike duchowa na swoj prywatny uzytek. czy maja one wszystkie jedno zrodlo? twierdzenie, ze tak, zajezdza mi strasznie New Agem, jesli przyjac to na wiare. osobiscie, nie jestem wcale o tym przekonany.

        Polubienie

      2. „ale medytacja nie sluzy podrozowaniu… przynajmniej nie w wersjie buddyjskiej, gdzie ma ona na celu uwolnienie umyslu od przywiązań.

        No właśnie. Ale w ten sposób (podobny do medytacji) można poznawać siebie i uwalniać od przywiązań także przy pomocy tzw. „psychodelików”.

        Uwalnianie się od przywiązań i przekonań (które są w trakcie medytacjo-podróży” uświadamiane), mogą przyczyniać się do usprawnienia „wehikułu świadomości” 😉

        ” jesli zaczynasz dokonywac eklektycznych manewrow, to juz nie jestes buddystka :)”

        Nie jestem buddystką. Na ten sposób „pracy ze sobą” w trakcie tzw. „ceremonii” wpadłam „sama”, ale później okazało się, że jest podobny bardzo do vipassany.

        „nie mozna bagatelizowac pewnej specyfiki, jesli wyciaga sie od jakiejs religii technike duchowa na swoj prywatny uzytek.”

        Oczywiście. Ale na przykład szamanizm wypracowywał różne techniki pracy „ze świętymi roślinami i grzybami” przez setki, jeśli nie tysiące lat. Co wcale nie znaczy, że każdy z nas nie może dotrzeć do tych „technik” sam.

        „czy maja one wszystkie jedno zrodlo? [religie} twierdzenie, ze tak, zajezdza mi strasznie New Agem, jesli przyjac to na wiare. osobiscie, nie jestem wcale o tym przekonany.”

        Może Ci zajeżdżać New Agem… Rozumiem. Z jakiegoś powodu masz takie przekonanie ;-D
        Jedno, co wiem, choć z wiarą to nie ma nic wspólnego, że wszystkie religie pochodzą z czegoś, co mogę nazwać umysłem 😉 albo Uniwersalnym Umysłem. 😉
        Inni mogą to coś nazywać Bogiem, Absolutem itd.

        Przyjmowanie czegokolwiek na wiarę mnie nie interesuje 😉 Ale poznanie, przeczytanie o czyimś doświadczeniu, może mnie zainspirować do dalszych „podróży wehikułem świadomości”.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s