Jest grudzień 2010. Władimir Putin wchodzi z pelnym luzem, bez krawata, na scenę wypełnionego po brzegi hollywoodzkimi gwiazdami benefisu charytatywnego w Sankt Petersburgu, by z niewinną miną zagrać solo na fortepianie a następnie zaśpiewać amerykański szlagier Bluberry Hill.
Zadziwiające, jeśli przypomnimy sobie, że zaledwie dwa lata wcześniej dyktator wydał rokaz ataku na Gruzję. Ale wśród zebranych celebrytów nikt się nad tym nie zastanawia. W powietrzu dominują bąbelki od szampana, które razem z muzyką tworzą sielankowy klimat… idealne podłoże propagandowe dla Putina, który pragnie zaczarować Zachód swoim wdziękiem.
Ten niecodzienny epizod można wprawdzie usprawiedliwiać znikomą wiedzą geopolityczną aktorów, zamieszkujących strzeżone 24 godz. na dobę, luksusowe wille w Los Angeles, żyjących głównie kolejnymi premierami swoich filmów i prestiżowymi nagrodami festiwalowymi, albo też w miarę spokojną jeszcze sytuacją wewnątrz Rosji, gdzie powrót represji w stalinowskim stylu nastąpi dopiero po masowych protestach przeciwko sfałszowanym wyborom parlamentarnym w grudniu 2011.
Jednak fakt, że do Sankt Petersburga przyleciały wówczas takie gwiazdy jak: Sharon Stone, Kevin Costner, Kurt Russell, Goldie Hawn, Gérard Depardieu, Vincent Cassel i Monica Bellucci, które na lekkim gazie przyklaskiwały wyraźnie rozbawionemu Putinowi i ekstatycznie podśpiewywały razem z nim, powinien zrodzić pytanie: „Jak do tego doszło?”
Wszystkie ślady prowadzą do Samuela Aroutiouniana, zrusyfikowanego, armeńskiego imigranta, który w wieku 10 lat przeprowadził się wraz z rodziną do USA, oraz hollywoodzkiej agencji Platinum Rye Entertainment, w której podjął pracę w 2005 jako dyrektor ds. Europy Wschodniej dzięki solidnym znajomościom w Moskwie i w Los Angeles. Faktycznie, Aroutiounian wspomina, że zanim trafił do PRE, miał okazję poznać w Los Angeles Quentina Tarantino i Benicio del Toro, którzy polubili go do tego stopnia, że otworzyli mu wrota do kariery w branży filmowej.
Aroutiounian potwierdził magazynowi TIME, że na wieczór w Sankt Petersburgu „sprowadził kogo tylko się dało”. Ciekawy jest również w tym kontekście wywiad z 2008, którego udzielił rosyjskiemu tabloidowi Комсомольская Правда, w którym czytamy, że rosyjscy klienci dzielą się na tych: (…) którzy liczą pieniądze i tych, którzy ich nie liczą. Ale klient tak naprawdę ma to gdzieś. Po prostu płaci.
A był to okres, w którym pieniądze z ropy i gazu ziemnego płynęły strumieniami do kieszeni rosyjskich oligarchów, szukających łatwej legitymizacji swojego statusu, co Aroutiounian potwierdził mówiąc: To bardzo atrakcyjny rynek i jeden z najważniejszych w Europie. Celebryci przyjeżdząją tu z radością. Naprawdę… Moskwa nie ma sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o obsługę w pięciogwiazdkowych hotelach. A jeśli chodzi o majątek ludzi zapraszających celebrytów do Rosji, tylko arabscy szejkowi mogą ich przebić.
I nawet jeśli występ Putina w Sankt Petersburgu miał nie być uzgodniony z Aroutiounianem – jak sam twierdzi – nie ma to tak naprawdę żadnego znaczenia, gdyż dyktator nie musiał się liczyć w swojej akcji z hollywoodzkim agentem, którego działalność była dla niego idealnym podłożem do windowania swojego przebojowego wizerunku medialnego na Zachodzie.
Punktem przełomowym był tu 2007 rok, kiedy amerykański magazyn TIME nadał Putinowi tytuł człowieka roku, który swego czasu został również nadany Józefowi Stalinowi. Ot, taka ciekawostka.
W tym samym czasie Putin zaprosił do Sankt Petersburga Jean-Claude’a Van Damme’a, Petera Aertsa i Silvia Berlusconiego na galę MMA, z którymi zasiadł jako prawdziwy gospodarz tuż pod ringiem i z którymi fotografowały go obficie kamery rosyjskich stacji telewizyjnych.
Była to operacja medialna będąca częścią utrwalania wizerunku byłego agenta KGB jako twardziela, który samym wzrokiem miażdży swoich oponentów i swobodnie czuje się w towarzystwie ludzi podobnych, współczesnych wojowników. Jednocześnie ewokowała ona w sprytny sposób nostalgię za młodzieńczymi emocjami towarzyszącymi seansowi Kickboxera czy Krwawego sportu, obecną wśród pokolenia dzisiejszych 40-latków, ktorzy wtedy mieli dwadzieścia kilka lat. Podbijała więc serca młodych Europejczyków i nie tylko.
W sierpniu tego samego roku media kontrolowane przez Kremlin opublikowały również po raz pierwszy słynną fotografię dyktatora jadącego konno przez tuwiński step z nagim torsem, która uczyniła z niego na ponad dekadę pół-boską figurę świadomą swoich korzeni, szukającą harmonii z pierwotnymi elementami, a wreszcie obdarzoną witalną siłą, która niemal żywcem czerpała ze średniowiecznych mitów o niebiańskim pochodzeniu monarchy i jego mistycznych mocach.
Z Putinem spotkał się również Leonardo DiCaprio na szczycie poświęconym ochronie wielkich kotów, zorganizowanym w Sankt Petersburgu w 2010. Aktor, jak donoszą media, miał się tam Putinowi przyznać, że jego dziadkowie pochodzili z Rosji, za co ten zrewanżował się nazywając go mużykiem, z pewnością łechtając umiejętnie artystyczną próżność. DiCaprio wyznał nawet potem niemieckiemu dziennikowi Welt am Sonntag, że chciałby zagrać Putina w filmie, gdyż „granie Putina byłoby bardzo, bardzo interesujące”.
Stąd było już tylko z górki. W 2013 Gérard Depardieu przyjął własnoręcznie od Putina rosyjskie obywatelstwo, korzystając z niezwykle korzystnej stawki podatku dochodowego na poziomie 13%. Aktor nie omieszkał wkrótce obwołać Rosji „wielką demokracją” w otwartym liście, a w wywiadzie dla Vanity Fair powiedzieć: Jestem gotowy umrzeć za Rosję, ponieważ ludzie tam są silni. Absolutnie nie chcę umierać w dzisiejszej Francji jak idiota.
Na Łotewskim Festiwalu Filmowym w Rydze w 2014 aktor oznajmił z kolei, że „kocha Rosję i Ukrainę, która jest częścią Rosji”. Dzisiaj aktor jest jednak przeciwko wojnie w Ukrainie i oręduje za pokojem, nazywając konflikt „bezsensownym”. Tylko krowa nie zmienia przecież poglądów.
Tymczasem, niezakłócona w żaden sposób przez Zachód inwazja Donbasu i aneksja Krymu w 2014 umocniła Putina w przekonaniu, że obrana przez niego droga geopolityczna była zasadna. W tym okresie legitymizował go m.in. aktor Mickey Rourke, który przyleciał do Moskwy i kupił sobie koszulkę z jego podobizną, ogłaszając go przed rosyjskimi i zachodnimi kamerami „prawdziwym dżentelmenem”.
W wywiadzie dla brytyjskiej Sky News oświadczył zaś: Spotkałem go kilkukrotnie i zawsze był bardzo fajnym, normalnym gościem, patrzył mi zawsze w oczy. Na jaw wyszedł jednak przy tym szybko powód tak głębokiej miłości aktora do Rosji, którą była jego aktualna dziewczyna, Rosjanka: Chodzi tylko o rodzinę. Mam w dupie politykę. To nie moja działka.
Do tego można jeszcze dodać lukratywne kontrakty reklamowe, jak ten podpisany przez Bruce’a Willisa z rosyjskim Bank Trustem (Банк Траст) w 2010, który zaowocował krótką reklamą telewizyjną. A w niej gwiazda kina akcji przeskakuje z pędzącego vana do drugiego samochodu w trakcie emocjonującego pościgu, jednocześnie odbierając telefon w imieniu banku, któremu można ufać w każdej sytuacji… temu samemu, który ma zostać zlikwidowany przez rosyjski bank centralny do 2027 ze względu na długi wynoszące 3 bln ₽ i którego CEO, Mikołaj Fetisow, ogłosił bankructwo.
Ale najwięszym przyjacielem-celebrytą Władimira Putina stał się Steven Seagal, legenda kina akcji i czarny pas w ai-ki-do, który spotkał rosyjskiego prezydenta po raz pierwszy w marcu 2013 za pośrednictwem Boba Van Ronkela, kolejnego amerykańskiego biznesmena wyspecjalizowanego w kontaktach amerykańsko-rosyjskich, który od 2002 operuje pod moskiewskim szyldem Doors to Hollywood. Jego firma jeszcze do niedawna masowo sprowadzała amerykańskich aktorów na różne wydarzenia kulturalne w Rosji, organizowane zazwyczaj przez związanych z Putinem oligarchów.
Jak aktor przyznał na temat Putina: Znam go na tyle dobrze, by wiedzieć, że jest jednym z największych przywódców na świecie, jeśli nie największym obecnie żyjącym przywódcą na świecie. Dba bardziej o Rosję niż ktokolwiek inny. I nie boi się ruszyć tyłka, żeby zrobić to co trzeba. Gdy odwiedziłem go po raz pierwszy w jego domu, zobaczyłem posąg Kano Jigoro, założyciela ju-do, naturalnej wielkości, tak więc natychmiast mi zaimponował i chciałem go od tego momentu jeszcze lepiej poznać.
Za swój nieskrywany entuzjazm wobec Rosji, wyrażany na każdym kroku, co można do pewnego stopnia tłumaczyć rosyjsko-żydowskimi korzeniami od strony ojca, z których aktor uczynił swoistą karykaturę medialną, deklarując że jest „stuprocentowym rusofilem i Rosjaninem na milion procent”, oraz poparcie dla aneksji Krymu (także w formie występu muzycznego tuż po aneksji), Seagal otrzymał w 2016 obywatelstwo rosyjskie z rąk Putina i Order Przyjaźni (Орден Дружбы) w 2023.
Seagal jako jeden z niewielu hollywoodzkich aktorów pozostał przy tym wierny Putinowi po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w lutym 2022, kiedy nawet wielki miłośnik Rosji, Gérard Depardieu, zaczął mieć wątpliwości, czy neoimperialna polityka jego idola na pewno zmierza we właściwym kierunku.
Ciężko tak naprawdę powiedzieć, czy jest to ideologia etniczna, wyrachowanie, czy głupota, ale Seagal cały czas aktywnie wspiera wysiłki propagandowe Kremla, stale obarczając winą za wojnę NATO i zaprzeczając dobrze udokumentowanym, rosyjskim zbrodniom wojennym, takim jak atak rakietowy na więzienie wojskowe w Olenivce w 2022, które odwiedził tuż po jego zniszczeniu za zgodą Putina, a który zablokował w tym samym czasie misję Czerwonego Krzyża mającą zbadać przyczyny tragedii.
Jednocześnie, niektóre z przedsięwzięć pilotowanych przez Aroutiouniana doprowadziły do poważnych konsekwencji wizerunkowych hollywoodzkich gwiazd. W 2011 agent zorganizował na przykład wizytę Hilary Swank na wystawnych, 35-tych urodzinach Ramzana Kadyrowa, który biorąc przykład z Putina również chciał ocieplić swój wizerunek. Gwiazdę potępiło za ten czyn wiele organizacji walczących o prawa człowieka takich jak Human Rights Watch, na skutek czego zdecydowała się na oficjalne przeprosiny i zwolnienie swojego menedżera, Jasona Weinberga, wraz z zespołem.

Wznoszenie kieliszków z hollywoodzkimi celebrytami stało się jednak wyjątkowo trudne dla Putina i jego najbliższych współpracowników po inwazji na Ukrainę w 2022. Jednym z największych krytyków rosyjskiego dyktatora okazał się Robert De Niro, który w ostatnich latach przekształcił się w prawdziwego polityczego aktywistę.
Bronicie nie tylko samych siebie i waszego pięknego kraju, ale również demokracji i wolności na świecie. Macie naszą miłość, szacunek, wsparcie i wdzięczność – oznajmił aktor Ukraińcom kilka miesięcy temu w przekazie, do którego włączyli się również Emma Thompson, Mark Hamill i Bono.
W tym samym czasie FSB dokonała jednak kolejnej akcji propagandowo-dezinformacyjnej online, wykorzystując w tym celu coraz popularniejszą platformę Cameo, która umożliwia zamawianie płatnych wiadomości od celebrytów. Jak głosi w końcu slogan Cameo: Znajdź właściwego celebrytę na każdą okazję!
Kremla nie trzeba było długo zachęcać. Agenci FSB zamówili od kilku znanych aktorów i muzyków – Priscilli Presley, Shavo Odadjiana (basisty System of a Down), Elijah Wooda, Deana Norrisa, Kate Flannery i Johna McGinleya – spersonalizowaną wiadomość do tajemniczej osoby o imieniu Wołodymyr.
Przesłane przez aktórów klipy zostały następnie odpowiednio zmontowane i zmodyfikowane za pomocją emoji, linków i logo znanych agencji informacyjnych, aby stworzyć wrażenie, że jest to oficjalny przekaz skierowany do Wołodymyra Zełeńskiego, który zmaga się z uzależnieniem od narkotyków, co jest jednym z głównych punktów kremlowskiej propagandy, wbijanym od początku inwazji na Ukrainę młotkiem do głów internetowych pelikanów (czyt. użytkowników łatwowiernych, którymi ławo manipulować).
Spreparowany przekaz został następnie zamplifikowany przez przyjazne Kremlowi, czy też bezpośrednio kontrolowane przez FSB konta w mediach społecznościowych (Facebook, Twitter, Tik-Tok), które zajmują się rozprzestrzenianiem rosyjskiej propagandy i podważaniem zaufania do ukraińskiego rządu na Zachodzie, co ma pozbawić go poparcia politycznego i dostaw uzbrojenia.
Tego typu akcje dezinformacyjne są chlebem powszednim agencji wywiadowczych, agencji informacyjnych i farm trolli powiązanych z Kremlem. Wszystkie z nich zostały dodatkowo dofinansowane po inwazji na Ukrainę. Wśród nich górują jednak organy zajmujące się propagandą i deiznformacją na całym świecie. W 2022 Kreml wydał w sumie około 1,9 mld USD na oficjalną i nieoficjalną propagandę medialną, a w 2023 około 1,6 mld USD wg Debunk.org, z czego sam Władimir Sołowjow miał otrzymać około 15 mln USD, jak wynika z tzw. przecieków kremlowskich.
Te same przecieki, ujawnione przez litewski portal informacyjny Delfi, wskazują że Rosja dysponuje na dzień dzisiejszy 15 organizacjami zajmującymi się wyłącznie propagandą internetową z budżetem wynoszącym w roku bieżącym 600 mln EUR. Największa z tych organizacji, Rosyjski Instytut Rozwoju Internetu, kierowany przez Aleksieja Goresławskiego, otrzymuje obecnie 2/3 tych środków.
W podsumowaniu chciałbym zacytować artykuł Marty Labudy, Współczesna propaganda rosyjska a wojna w Ukrainie, w którym czytamy: Do cech charakterystycznych modelu zaliczyć należy dużą liczbę wiadomości i kanałów oraz „bezwstydne” podejście do rozpowszechniania nieprawdziwych i sprzecznych wiadomości. Bezpośrednim celem modelu jest rozbawienie, zmieszanie i przytłoczenie publiczności.
Model ten korzysta z nowoczesnych technologii, takich jak Internet i media społecznościowe, oraz z ostatnich zmian w sposobie, w jaki ludzie produkują i konsumują wiadomości. W tym przypadku należy podkreślić, iż duża liczba wiadomości i korzystanie z wielu kanałów są skuteczne, ponieważ ludzie są bardziej skłonni uwierzyć w historię, gdy jest ona powielana przez wiele źródeł (…)
Chociaż technika stosowana przez Rosję wiąże się z zastosowaniem nowoczesnych technologii, jest oparta na myśleniu rosyjskiego rewolucjonisty Władimira Lenina. Lenin wyjaśnił kiedyś, że jego gorący język „obliczono nie po to, by przekonywać, ale by rozbić szeregi przeciwnika, nie po to, by naprawić błąd przeciwnika, ale by go zniszczyć, by zmieść jego organizację z powierzchni ziemi” (…)
Współczesna propaganda Rosji jest ciągła i responsywna na wydarzenia. Rosyjscy propagandziści nie muszą czekać ze sprawdzeniem faktów lub weryfikacją twierdzeń. Najprościej rzecz ujmując, rozpowszechniają oni interpretację pojawiających się wydarzeń, która wydaje się najbardziej sprzyjać ich celom. Dzięki temu potrafią być niezwykle responsywni i zwinni, często nadając pierwsze „wiadomości” o wydarzeniach, przejmując tym samym dowodzenie.
Poza tym propaganda Rosji dość często jest transmisjonowana przez legalne kanały informacyjne. Według psychologów pierwsze informacje są bardzo odporne, sprawiają wrażenie najbardziej wiarygodnych. Jednostka jest bardziej skłonna zaakceptować pierwszą otrzymaną informację na dany temat, a następnie ją faworyzować w obliczu sprzecznych komunikatów. Ponadto, powtarzanie informacji prowadzi do zażyłości, a zażyłość prowadzi do akceptacji.
W tym zakresie wykazano, że powtarzająca się ekspozycja oświadczenia powoduje wzrost jego „prawdziwości”; że iluzoryczny efekt prawdy jest dobrze udokumentowany, dzięki czemu człowiek ocenia stwierdzenie za bardziej prawdziwe, trafne i wiarygodne, ponieważ zetknął się z nim wcześniej niż pojawiło się twierdzenie nowe; że gdy człowiek jest mniej zainteresowany tematem, to istnieje większe prawdopodobieństwo, że zaakceptuje informację, która pojawia się najczęściej; że podczas przetwarzania informacji człowiek może zaoszczędzić czas i energię, stosując heurystykę częstotliwości, a więc uznając informację, którą słyszał najczęściej; że jeśli człowiek jest z twierdzeniem czy argumentem zaznajomiony, przetwarza go mniej ostrożnie – często nie odróżniając słabych argumentów od mocnych, – gdyż słyszał już o tym wcześniej.
Pragmatycznie rzecz biorąc, kluczem do wygrania wojny kognitywnej z Rosją jest więc dokładna weryfikacja wiadomości czytanych w mediach społecznościowych i powstrzymywanie się z wewnętrzną akceptacją danej informacji do czasu znalezienia dowodów potwierdzających, iż nie jest to dezinformacja lub zwykłe kłamstwo, czyli tzw. zawieszenie sądu. To wymaga jednak z kolei uważności, cierpliwości i sceptycyzmu w formowaniu własnej opinii, które kształtować można przy pomocy książek i artykułów naukowych, czy też filmów dokumentalnych lub wykładów internetowych tworzonych przez uznanych ekspertów.
Conradino Beb
Źródło: TIME / AP / Комсомольская Правда / Vanity Fair / Washington Post / The Guardian / POLITICO / UNITED24 / Sky News / Welt am Sonntag / OSW / Cameo / Delfi / Debunk.org


