Jeden z najbardziej kontrowersyjnych dokumentów muzycznych wszech czasów, a przy tym jeden z tych, którym nigdy nie udało się ujrzeć światła dziennego, gdyż jego dystrybucję tuż po zakończeniu produkcji wstrzymali sami zainteresowani – gwiazdorzy rocka, The Rolling Stones. I choć sama wizja artystyczna Roberta Franka nie oferowała żadnego usprawiedliwienia tej decyzji, potencjalnie druzgoczący wpływ filmu na wizerunek zespołu, który go zamówił, zdecydowanie tak.

Pomimo bycia jednym z najbardziej mrocznych i konfrontacyjnych dokumentów, jaki zdarzyło mi się oglądać, ten legendarny opis trasy koncertowej po USA faktycznie chwyta zespół za jaja i podaje na talerzu. Ale to coś więcej, gdyż legenda Beat Generation i jeden z najsłynniejszych fotografów ubiegłego stulecia wycisnął na nim również swoje osobiste piętno. Frank nieźle przy tym podsumował obraz mówiąc: To co działo się na tej trasie, było znacznie gorsze niż to co udało mi się pokazać. I nawet jeśli po obejrzeniu Cocksucker Blues wydaje się to dość mocnym stwierdzeniem, można żałożyć że nie odbiega daleko od prawdy.

Osobiście postrzegam film Franka jako rodzaj spóźnionego manifestu Beat Generation – do 1972 większość z kohort ruchu zdążyła się bowiem wypalić lub jego idee zostały przejęte przez młodszą kontrkulturę headów, co sprawiło oczywiście, że straciły swoją świeżość – ciekawie jest jednak patrzeć na Cocksucker Blues, jak na ostateczny żart ojców-pionierów amerykańskiej rewolucji lat ’60. Daje to przynajmniej odmienną perspektywę.

Film został zamówiony przez Marshalla Chessa, prezydenta świeżo założonego labela Rolling Stones Records i nakręcony w 1972, podczas amerykańskiego tour Stonesów, promującego ich nowy album Exile on Main Street. Jako że była to pierwsza trasa zespołu po USA od 1969, kiedy zagrał on niesławny gig na torze wyścigowym w Altamont, w Kalifornii (poddczas którego zginęła trójka ludzi), oczekiwania fanów były wysokie. To zresztą ładnie pokazane jest w filmie, który po części skupia się na publice zespołu, deklarującej bezwarunkową miłość do swoich gwiazd… która często silniejsza jest niż wola trwania. Moje życia i tak leży w gruzach – deklaruje jedna z wypalonych weteranek Lata Miłości.

Podziemna sława tego dzieła długo kumulowała się od momentu wstrzymania dystrybucji filmu, by w końcu zamienić się w prawdziwy kult. Jego niedostępność przed erą Internetu bardzo tu pomogła. Pierwszy pokaz materiału odbył się w 1976 i był zamknięty dla publiczności, ponieważ Frank wplątał się ze Stonesami w długi proces sądowy o prawa autorskie. Muzycy próbowali zablokować pokazywanie filmu za wszelką cenę, przerażeni na śmierć jego nihilistyczną wymową. Ostatecznie sąd rozstrzygnął sprawę na korzyść Franka. Dokument mógł być pokazywany… ale tylko, jeśli był przy tym obecny sam reżyser.

To w oczywisty sposób wstrzymało jego premierę kinową i z tego samego powodu nie trafił on nigdy na DVD. Jako że pokazy z udziałem Franka były niezwykle rzadkie, ta kontrowersyjna bomba PRowa została przechwycona przez scenę bootlegową, która z wielką chęcią przechwyciła dystrybucję i przerzuciła w końcu film do Internetu. Los się w końcu uśmiechnął do tropicieli rzadkości – szczególnie do tych, lubujących się w oglądaniu narkotykowego szaleństwa, znaczącego koniec epoki duchowej rebelii.

Insajderski styl Franka, który użył kamery 16 mm, jest jak zamglony tunel luźno zmontowanych scen z trasy. Kamera skacze i zanurza się w otchłani pokojów hotelowych, gdzie Stonesi śpią, ćpają, pieprzą swoje groupies czy dziewczyny, grają w karty i od czasu do czasu przesuwają się przed kamerą… zwykle porobieni, skacowani lub właśnie zapinający rozporek… czekający na butelkę whisky lub podwiązujący żyłę.

Królem dekadencji i dożylnego przyjmowania jest oczywiście sam Keith Richards, który okazjonalnie wtacza się do pokoju, by wypieprzyć telewizor przez okno dla zabawy. W innym wypadku czeka na strzał, który jest troskliwie przygotowywany przez jego chudziutką dziewczynę. W jednej z najlepszych scen gitarzysta nie jest nawet w stanie ustać na nogach… po prostu leży rozciągnięty na krześle, porobiony jak rondelek gotowanego groszku opierając się o panienkę, która zresztą jest w podobnym stanie!

Poza słynnymi ekscesami hotelowymi Stonesi zostają także sfilmowani podczas swoich występów, które naprawdę bywają wybuchowe. Scena idzie w drzazgi, kiedy łączą siły ze Steviem Wonderem i jego zespołem wchodząc w słynny Uptight, który za chwilę przechodzi w Satisfaction, a Jagger rwie się ze Steviem w szalony taniec, w rytm doskonale zsynchronizowanej sekcji rytmicznej i dętej. Naprawdę doskonały moment, który jednak ponownie zamienia się w chmurę ciemnego dymu, kiedy zespoł schodzi ze sceny, by dalej dawać w palnik. Frank łapie fantastyczne momenty tego ciągu alkoholowo-narkotykowego przepytując w jednej ze scen Jaggera, który jest tak wyprany, że nie potrafi z siebie wydusić nic poza niezrozumiałym bełkotem.

W międzyczasie roadies też lecą po bandzie albo grzejąc, albo wciągając, albo urządzając sobie małą orgię – słynna scena zbiorowego pieprzenia panienek w samolocie obudzi prawodopdobnie większość fanów zespołu. W filmie poza Stonesami pojawiają się również inne sławy tj. Terry Southern, który po przeczyszczeniu noska podaje fiolkę Tinie Turner, a potem wdaje się w długi monolog na temat wielkich zalet i wysokich cen kokainy! Mick Jagger też okazuje się wielkim fanem koksu… choć czasem woli spalić jointa i widzimy go wtedy jako człowieka, który jest zwyczajnie głodny.

Cocksucker Blues pokazuje doskonale dwie rzeczy – lata ’60 dla Rolling Stones skończyły się w okolicy Exile On Main Street, a sami muzycy to zwykli ludzie! W filmie dominują twarde dragi, a gdy złoty okres zespołu odchodzi w przeszłość, widzimy go na ekranie zaledwie jako bandę prostych ziomków, którzy lubią przyćpać, wypić i pograć w bilarda. Podejście Franka jest unikalne – za co właśnie został ukarany – ponieważ nie cukruje gówna (pada tu z rumorem czwarta ściana). Jego film jest mroczny i bezkompromisowy bez wprowadzania zbędnego narratora za wyjątkiem głosu Williama S. Burroughsa, który cytuje pod koniec filmu sam siebie.

Głos legendy sceny narkotykowej nadaje ton ekscesom narkotykowym znanych gwiazd rocka, co wydaje się idealnym podsumowaniem. Od czasu do czasu pojawia się wprawdzie jakiś niebezpośredni komentarz… jak telewizor nadający kampanię prezydencką, która nagle zamienia się w reklamę deksydryny. Ten zmiatający z tapczanu materiał opisuje ważny fragment historii jednego z największych zespołów rockowych na tej planecie. Chcesz poznać więcej prawdy na temat swojego ulubionego bandu? Chwyć za Cocksucker Blues i zapomnij o innych dokumentach!

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Cocksucker Blues
Produkcja: USA/Wielka Brytania, 1972
Dystrybucja w Polsce: Magivanga Vaults
Ocena MGV: 5/5

 

=== Obejrzyj cały film ===

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.