Być może najlepszy dokument o Hunterze S. Thompsonie, jaki zrobiono do tej pory. Nawet jeśli dobrze się bawiłeś oglądając inne filmy o pisarzu tj. Gonzo: życie i twórczość Huntera S. Thompsona (2008), Buy The Ticket, Take The Ride (2003), 24 godziny przed śmiercią: Hunter S. Thompson (2006) czy nawet rzadkie perły w stylu Fear and Loathing in Gonzovistion (1978) w produkcji BBC – film Wayne’a Ewinga jest dla mnie zdecydowanym zwycięzcą. Koniec końców, jeśli chcesz zerknąć na kogość przez dziurkę od klucza, czyja jest lepsza od dziurki sąsiada?

Ewing miał szczęście mieszkać wiele lat obok Thompsona w Aspen i być częścią jego wewnętrznego kręgu. W efekcie uchwycił bardzo intymne momenty z życia legendy, których nie wyłapał nikt inny. Film był zresztą robiony bardzo spontanicznie, gdyż filmowiec często pojawiał się w domu Thompsona z kamerą tuż po jego telefonie. Będąc bardzo dobrym dokumentarzystą, który swoje pierwsze sukcesy filmowe zaliczył w latach ’70, Ewing złapał jednak Huntera za nogę i pokazał tyle, ile tylko się dało.

Śniadanie z Hunterem to prawdziwy klejnot osobistego stylu dokumentowania, który został zresztą wiele razy wychwalony przez krytyków i fanów pisarza jako ten, któremu udało się pierwszemu przedrzeć przez mityczną zasłonę dymną. Ponad wszystko daje nam on tą wyjątkową perspektywę przyglądania się życiu codziennemu Thompsona, jak gdybyśmy siedzieli na kanapie obok popijając Chivas Regal i paląc jointa, będąc świadkami jego wszystkich humorów, dzikich pomysłów i wybuchowego temperamentu.

I to jest właśnie to! Od słuchania pisarza mamroczącego ze swoim słynnym, południowym akcentem (naprawdę legendarna cecha), upijającego się na śmierć szkocką whisky, jadącego po sukinsynach i wspinającego się na wyżyny wizji, jeśli tylko akurat coś da mu natchnienie, legenda w końcu objawia się jako postać z krwi i kości. Nie zostajemy ponownie przepuszczeni przez retrospektywę jego kariery, wywiady z redaktorami, agentami literackimi i byłą żoną, którzy są bardziej niż chętni, by opowiedzieć o swoich uczuciach, które kiedyś były gorące, ale z czasem zdążyły ochłodnąć. W Śniadaniu z Hunterem naprawdę ściskamy jego grabę i z tego powodu film jest wyjątkowy.

Ewing przeprowadza nas głównie przez późne lata ’90 – okres, w którym Hunter musiał stanąć przed sądem pod zarzutami prowadzenia samochodu po pijaku w Aspen, w którym świętowano 25-tą rocznicę wydania Lęku i odrazy w Las Vegaszarówno w Nowym Jorku, co i rodzinnym Louisville pisarza – oraz w którym Terry Gilliam nakręcił w końcu adaptację jego słynnej powieści z Johnnym Deppem w roli głównej (która z czasem obrosła we własny kult). Film robi wprawdzie krótkie wycieczki w przeszłość pokazując np. wyścig wyborczy Huntera po krzesło szeryfa w 1972, ale ma to swoje uzasadnienie, gdyż pomaga w usprawnieniu ogólnej narracji.

Nigdy nie uświadczymy pewnie Huntera bliżej niż tu na ekranie… dalej pozostają jedynie jego niezapomniane książki i może ze dwie biografie. Jako najbliższego przyjaciela Thompsona z tego okresu film pokazuje Johnny’ego Deppa. Naprawdę łatwo wywnioskować, jak blisko pozostawali ze sobą związani w tym okresie, a było to jeszcze zanim Depp osiągnął kulminację swojej sławy…. jego gwiazda zaczęła zaś rosnąć właśnie od roli w Lęku i odrazie. Nie sądzę jednak, żeby Depp zaprotestował, iż wpływ Huntera na jego własne życie był w tym okresie przeogromny. Zresztą pozostaje wielki do dzisiaj – Depp osobiście sfinansował także ekscentryczny pogrzeb swojego przyjaciele!

Ten nieoceniony film zawiera absolutnie magiczne momenty tj. wizyta reżysera Alexa Coxa oraz jego scenarzystki na Owl Farm – pierwsze przymiarki do adaptacji Lęku i odrazy – których Hunter całkowicie znienawidził po dwoch godzinach audiencji, wyzwał od idiotów i wyrzucił za drzwi. Nie podobała mu się idea włączenia do filmu krótkiej animacji, która jak sądzę nazbyt przypominała mu o jego koszmarze – Doonesbury.

Właśnie tutaj Ewing osiągnął piękną koncentrację temporalności, która staje się jednak częścią szerszej narracji. W tym momencie reżyserowi perfekcyjnie udało się bowiem uchwycić historię. Odrzucenie wizji Coxa przez Huntera sprawiło, że w obrazku pojawił się Terry Gilliam, który optował za nieco innym filmem. Jego podejście szybko spodobało się zaś Hunterowi, który natychmiast pobłogosławił wysiłki reżysera.

Innym bezcennym momentem jest Hunter żonglujący butelką whisky w przyczepie campingowej, w której aktorzy spędzają swoje przerwy na planie. Pisarz jest kompletnie nawalony i rozlewa swój trunek na Johnny’ego Deppa i Benicio Del Toro śmiejąc się, jak dziecko. To jeden z tych słynnych, nastoletnich popisów, które były symptomatyczne dla Thompsona. Prosty, ale jakże znaczący wgląd w łobuzerski charakter pisarza, który nade wszystko kochał głupie żarty.

Naprawdę mam wątpliwości czy będziecie w stanie znaleźć bardziej osobisty dokument na temat Huntera, a nie mam kolei żadnych, iż film spodoba się wszystkim prawdziwym fanom pisarza. To zaś każe mi zacytować pewien akapit z Kingdom Of Fear, który idealnie streszcza poglądy Thompsona u schyłku jego życia: Wiadomości w Ameryce i dla Ameryki są dzisiaj złe. Nie ma w nich nic dobrego i żadnej nadziei – oprócz nazistów, podżegaczy wojennych i bogatych chciwusów – a robi się coraz gorzej i gorzej w logarytmicznym przyśpieszeniu od czasu zbombardowania Wież World Trade w Nowym Jorku, co już na zawsze pozostanie punktem totalnego upadku w pełnej przemocy historii tego narodu (…) Wysokich lotów na niebiańskim koksie, doktorze!

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Breakfast with Hunter
Produkcja: USA, 2003
Dystrybucja w Polsce: Magivanga Vaults
Ocena MGV: 5/5

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s