Nieoczekiwane odkrycia przynoszą najwięcej radości. Uwielbiam to uczucie, gdy zespół znikąd nagle wpada i jedną piosenką zdmuchuje całą tegoroczną czołówkę. Do tego typu składów należy fiński Death Hawks, który swoim debiutem Death & Decay mocno namieszał w moim tegorocznym podsumowaniu muzycznym.

Retro to jeden z dominujących trendów we współczesnej muzyce rockowej. Nawet wąs po latach powrócił do łask i stał się nieodłącznym elementem wizerunku współczesnego rockmana. Pośród setek kapelek grających oldscholowego rocka ciężko jednak znaleźć tę, która wychodzi poza emulowanie brzmienia dawno minionej epoki. Czasem wydaje się, że już wykrzesano całą magię z nieśmiertelnych riffów Iommie’go, Page’a czy Younga. Są jednak zespoły tj. Death Hawks, które już pierwszymi dźwiękami chwytają słuchacza za serce.

Sokoły Śmierci pochodzą z Tampere w Finlandii – miasta położonego nad dwoma jeziorami. Jak mówią sami muzycy, otoczenie w którym żyją, ma duży wpływ na tworzone przez nich dźwięki. Nie dziwi więc tajemnicze i mgliste brzmienie ich pierwszej płyty. Zespół składa się z czterech grajków: Teemu Markkuli – gitara, syntezator, który odpowiedzialny był również za produkcję albumu, Miikka Heikkinena – perkusja, Riku Pirttiniemi’a – bas i szalonego Tenho Mattili – klawisze.

Skład ten – chociaż używa muzycznych środków wyrazu charakterystyczny dla legendarnych artystów lat ’60/’70 – zachowuje własną tożsamość. Twórczość Death Hawks można określić jako wypadkową psychodelicznego folk rocka spod znaku Jefferson Airplane, country rocka w stylu Neil’a Younga, The Greatful Dead, czy klasycznych country songów Johnny’ego Casha lub Townesa van Zandta. Wyraźne jest również piętno bagnistego bluesa oraz charakterystycznego dla soundtracków do spaghetti westernów quasi symfonicznego patosu. Całość dopełniają syntezatory osadzone w kraut/space’owym stylu.

Płyta jest niezwykle różnorodna. Album otwiera oniryczny Blue Void, który kończy się jednak hard rockowym uderzeniem. W utworze Dead Man Finowie brzmią, jak Jefferson Airplane doprawieni kwasowymi plamami organów. Piosenka Death Hawks On My Trial przywodzi na myśl First Born is Dead Nicka Cave’a and The Bad Seeds. Barwa głosu Markkuli do złudzenia przypomina zawodzenie Cave’a, a poszarpane akordy Sokołów post-punkowe country Australijczyków.

Moim ulubionym kawałkiem jest The Shining. Utwór został oparty w dużej mierze na repetycji szybkiego gitarowego motywu, zawieszonego między country, a psychodelią. Na drugim planie pojawiają się zaś kosmiczne tła syntezatorów, potęgujące frenetyczny nastrój utworu. Całość napędza mechanicznie wygrywana partia perkusji.

Chłopaki potrafią dać jednak również ostro po dupie, jak w pędzącym na złamanie karku Roamin’ Babey Blues czy najcięższym chyba na płycie Priest March, w którym nie bali się odkręcić przesteru. Radiowym hitem mógłby jednak zostać How Dark Was the Land z pięknie pulsującą sekcja rytmiczną i organowym pochodem, przywodzącym na myśl popisy mistrzów Hammonda. W Death Has No Reprieve napięcie jest obecne przez cały utwór, co świetnie wykorzystano kręcąc ilustrujący go, okultystyczny teledysk.

Lżejszą stronę Death Hawks prezentują rzewne, psychodeliczno-folkowe ballady – The Beast czy Dead Man. Płytę wieńczy podniosły Peace Maker, który najprościej można opisać jako muzyczny trialog między Moriccone, Froese, a Schulzem. Autorem tekstów jest Teemu Markkul. Inspiracje do swoich liryków czerpie z ludowych baśni, legend oraz religii różnych kultur. Jak sam stwierdził: Nie odnoszę się do żadnych konkretnych wydarzeń. Tworzę raczej własne historie, opowieści, kulty czy religie. Jego teksty oscylują wokół śmierci i życia pozagrobowego, które ogromnie fascynuje fińskiego muzyka.

Debiut Death Hawks jest dla mnie jedną z najlepszych tegorocznych płyt z rejonów retro hard rocka i neopsychodelii. Death & Decay przemówiła do mnie o wiele bardziej niż trzeci album Greaveyard czy nowe Thee Oh Sees – obydwóm płytom brakuje charakteru. W porównaniu z nimi Finowie wykrzesali nieszablonowe, pełne napięcia i emocji kompozycje, a do tego okrasili wszystko niezwykle oryginalnym brzmieniem.

Jakub Gleń

Reklamy

2 komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s