slavic_goddess

Wzięliśmy poduszki, kubki z herbatą i poszliśmy nad Wisłę. Z każdą chwilą utwierdzałem się w przekonaniu, że jest kompletnie chora psychicznie, ale musiałem oddać ten hołd Jackowi Kerouacowi. Zacznijmy od początku. Po pracy poszliśmy do Cafe Szaleństwo, chciałem zobaczyć się z Olgą i poflirtować bez ujawniania dalekosiężnych planów. Laura nie miała dla mnie czasu, a ja od ostatniego spotkania obsesyjnie myślałem o tej małej, złotowłosej Białorusince. Jeśli zobaczyłbym, że to bez sensu, olałbym sprawę i byłoby normalnie.

Znowu zapomniałem co działo się wcześniej, o wzlotach upadkach, szaleństwach i wyznaniach czynionych po pijaku. Wszystko wróciło. Zostawiłem swój scyzoryk na barze, bo barman jak zwykle nie miał otwieracza. Knajpa byla przydymiona mimo dawno obowiazujacego zakazu palenia. Był ze mną tylko Szatan w niesmiertelnej harringtonce, zawsze nosil sie jak skinhead. Cały wieczór zaczął się od jakiś popieprzonych wkrętów, maniakalych wyznań o tym co dzieje się pod drugiej stronie lustra, bo Szatan zawsze zdradzał objawy głębokiej schizofrenii.

Piliśmy piwo, aż po niecałej godzinie przyszła Ona, to wschodnie bóstwo i Szatan z miejsca zaczął ją pieścić dwuznacznymi komplementami: – Za sam jej akcent przeleciałbym cię – mówił. Nie dlaczego to robi, wiedział przecież, ale nie trzeźwiał od tygodnia, więc mogłem mu wybaczyć. Kiedy Olga na chwilę oddaliła się, dałem mu delikatnie do zrozumienia, że wolałbym, by przestał. Nie poskutkowało, wiedziałem co dzieje się kiedy chodziłem do kibla czy do baru, nieistotne.

Wpadł Czesław ze znajomymi, posiedzieli chwilę, spalilismy blanta. Wszystko było prawie dobrze, czułem, że moge ją jeszcze mieć.Nie wiem dokładnie kiedy zjawił się Bóg, był kompletnie pijany (czy tej nocy ktokolwiek był trzeźwy w tym mieście?), a jego  mądrość mieszała się z obłędem. A może nie? Może bardzo dobrze wiedział co się dzieje. Nie żywię do niego takiego żalu, jak do Szatana, mimo że ukradł mi fajki i oblał nas piwem. Więc przyszedł Bóg, stary alkoholik o surowych, włosko-żydowskich rysach, z bliznami na dłoniach, świety obskurwiałych blatów knajpianych, przysłuchiwał się, obserwował chwilę w milczeniu, a Szatan nie schodził z tonu, nakręcał się coraz bardziej i Boga też nakręcał. Oni znali się dłużej niż ja ich i darzyli się dziwną mieszanką szacunku i fascynacji. Wreszcie Bóg wstał i wsadził Oldze palec do ust. Wtedy wszystko wybuchło. Poświrowaliśmy. Olga wyzywała starego pijaka od najgorszych po białorusku.

Przed knajpą w niejasny sposób usiłował mi wyjaśnić, że to zła kobieta, ale nie chciałem widzieć w tym prawdy, był zbyt najebany żebym wierzył mu tej nocy. Wróciłem do środka. Chaos. Każde z nas mówiło o czymś innym ignorując drugie. Olga recytowała poezję i opowiadała o Tarocie, ja głośno czytałem fragmenty Deborda, by rozładować napięcie, a Szatan śpiewał. Na chwile przyszedł ten Irlandczyk i powiedział nam, że wyrabia meble. Bóg pojawiał się i znikał, ku naszej wściekłości podniósł Olgę i usiłował ją uprowadzić, ale nie pozwoliliśmy na to.

Przyszła pora na tradycyjny rozpierdol a la Mystery Cracow, jakaś kobieta tańczyła na stole, obok naćpany wariat robił striptiz. Piliśmy kufel za kuflem. Mafijni bosi z obstawą w kącie spokojnie dzielili Kraków na kawałki. Nagle Szatan zaczął mnie nakręcać, że teraz muszę to zrobić. To był idiotyzm, zawsze odkrywam przed kobietą karty dopiero na końcu, robił to specjalnie, bo wiedział to, czego ja jeszcze nie wiedziałem.

Nigdy nie uległbym takim namowom, ale jego umizgi do Olgi zdrowo mnie wkurwiały, dodajmy jeszcze Boga, który próbował ją poderwać na moich oczach na sto najwulgarniejszych sposobów, stary wariat. Kiedy szła do kibla wszyscy faceci ślinili się na jej widok, temu pierdolonemu Irlandczykowi też nie ufałem a potem ten fagas który sprzedawał róże, zaczął śpiewać jej kalinkę. Kupiłem jej różę i powiedziałem mu, żeby spadał.

Zawsze kupuję kobietom róże kiedy jestem pijany, tak jak wtedy kiedy siedzieliśmy z Czesławem, koleżanką Olgi i  bezpalcą żebraczką. Ten kutas z różami, który mówił tylko i wyłącznie wierszem wkurwiał nawet Szatana, w końcu poszedł handlować do następnej knajpy. I ja byłem coraz bardziej zazdrosny o nich wszystkich, chciałem żeby była tylko moja i wreszcie Szatana postawił, jak ostatni idiota sprawę na ostrzu noża i powiedział, że jeśli ja nie wyznam jej miłości, to on to zrobi. Nie wiedziałem czy on chciał jej się oświadczyć, czy zrobić to w moim imieniu.

Nie przystałbym na to nigdy, wrzeszczałem na niego, żeby skończył tę spiralę, ale on to powtarzał ciągle i ciągle, wolno, patrząc na mnie tym wzrokiem, który znałem dobrze, który mówił, że nie jest sobą, ale tym drugim. – Jeśli ty tego nie zrobisz, ja to zrobię! – Ciągle i ciągle. Dalej wrzeszczałem, Olga obejmowała nas i mówiła, że u niej na Białorusi wszyscy się lubię i przytulają, a ja, że to wbrew antropologii. Wreszcie powiedziałem do niej: – To ty jesteś Olgą z opowiadania. – Wzruszyła  ramionami i odpowiedziała: – I co z tego. – więc klęknąłem przed nią, objęliśmy się, Szatan zaczął tłumaczyć, jaki byłem szczęśliwy kiedy ją poznałem, a ja zacząłem wyznawać jej swoje uczucia. Ale ona mówiła, że nie kocha nikogo i nikt nie może jej kochać.

Pomyślałem, że muszę być twardy jak Białorusin. Obiecałem, że będę codziennie przychodził pod jej dom i Szatan mówił, że zdobyła bardzo wiernego kochanka, i że już zawsze będę z nią, i ja to potwierdzałem, ale ona mówiła: „Nie, nie, nie”. To było czyste szaleństwo, ale to musiało uderzyć w taki sposób. I najbardziej przykro mi dlatego, że złożyłem jej takie obietnice, a nie podejrzewałem wtedy jeszcze, że ona nadaje się w kaftan. I chciałem by Bóg się mylił mówiąc, że to zła kobieta i że może ją mieć każdy. W tamtym momencie było to nieważne, bo może poleciałaby na moją potworną desperację, ale wtedy Bóg podszedł, ona siedziała na krześle, a ja klęczałem przed nią tuląc się do jej piersi. I stanął nad nami, wziął ze stołu butelkę piwa, i oblał nas oboje. Zaczęliśmy się szarpać, butelka  roztrzaskała się na podłodze, wszyscy na nas patrzyli, ale to nie odchodziło od normy wydarzeń w Cafe Szaleństwo.

I Olga spanikowała, bardzo szybko mówiła po białorusku, że go nienawidzi, i dużo dużo więcej, i ja ją przytulałem, i Szatan ją przytulał, i byłem na niego za to wściekły, i wysępiłem jakiegoś papierosa albo dwa, chyba nawet od Boga, i dałem go Oldze. Ona zapaliła i zaczęła się ubierać, nawrzeszczałem coś na Szatana, byłem wściekły, zabrałem plecak i płaszcz, pobiegłem za Olgą.

Szliśmy pustymi plantami, opowiedziałem jej przypowieść o żabie: „Czy żaba żyjąca w studni może pojąć czym jest ocean?” i chciałem przez to powiedzieć, że może mnie pokocha, odprowadziłem ją pod drzwi, ale ona mówiła, że jest jej przykro, bo chciała po prostu miło spędzić czas, a teraz kiedy ja już wyjawiłem swoje intencje, nie będzie chciała się ze mną widywać, a przez to co się stało, nie będzie już chodzić do Cafe Szaleństwo. I mnie też było przykro, i to było oczywiste, że tak zachowa się kobieta, kiedy za wcześnie odkryjesz karty, a ja wyznawałem jej dozgonną miłość kiedy spotkaliśmy się po raz drugi, bo Szatan wszystko spierdolił.

Zaprosiła mnie do środka, zaproponowała żebyśmy zrobili sobie herbatę, wzięli poduszki i poszli nad Wisłę. To była cudowna melina. Przez klatkę przechodziło się na podwórko i przez drzwi w podwórku wchodziło się prosto do pokoju. Jeden pokój z wydzieloną kuchnią i z antresolą, na której spała jej współlokatorka. Panował w nim tak potworny syf i było tak artystycznie, i całe to miejsce było zupełnie magiczne. Więc kazała mi usiąść na łóżku, zrobiła herbatę i powiedziała na wpół śpiącej współlokatorce, że ja myślę, że jest moją żabą. I jeszcze łudziłem się, że może nie wszystko stracone, bo idziemy nad Wisłę, była szósta rano. Jeszcze łudzilem sie, że do czegoś nawet dojdzie, ale wyszliśmy z herbatą i poduszkami. Wcześniej dała mi jednak mjortwyj natur, mistyczno-psychedeliczne dzieło jej pędzla. Mam go ze sobą teraz, upstrzony kiepami.

I jak wychodziliśmy czułem się jak śmieszny zalotnik, bo z klatki obok wyszła jej sąsiadka, która handluje spirytusem, z jamnikiem. I Olga mówiła, że to bardzo mądry jamnik, i dobry, ale myśli że to jego podwórko, więc nigdy nie da jej przejść. Chciałem jej obiecać, że będę codziennie czekał pod jej klatką i tak przez rok, że nie będzie za tydzień innej żaby, a ona tylko pytała: Co po roku? Co po następnym? I po następnym? I co, i co, i co? Mówiła, że chyba daleko jest nad Wisłę i że lubi psy, ale woli koty, i szliśmy plantami w stronę Wawelu, i ona musiała pogłaskać psa, z którym szedł człowiek. Zapytał ją skąd jesteśmy, oczywiście ja znowu zrobiłem się zazdrosny, ale odpowiedziałem, że jestem jakby stąd. On był z pochodzenia Niemcem, w tym mieście nikt nie jest stąd, choć czasami zdarza się, że ktoś jest jakby stąd, jak ja. Wreszcie doszliśmy nad Wisłę, zapaliliśmy dwa ostatnie papierosy i wypiliśmy zimną herbatę. Chwilę przyglądał się nam patrol straży miejskiej i pojechali, ona bardzo chciała żeby pojechali.

Wtedy zobaczylem, że coś jest nie tak, że ona mówi, że wszystko to brzydkie, że Wisła brzydka i niebo brzydkie, że niebo nie istnieje i nic nie istnieje, a zapytana dlaczego chciała mnie tu zaprowadzić, odpowiedziała, że nie wie i że chodźmy już. Mówiła, że nie ma szans, żebyśmy byli razem, bo wszystko jest złe i żaba jest zła, najgorsza i że za tydzień będę miał już inną żabę. I to wszystko dzieje się dlatego, że z Tarota wyskakują różne demony, które jej o tym mówią. Chciałem ją przytulić, dotknąć, złapać za rękę, ale ona nie pozwalała i umarła na gruźlicę.

I każde zdanie mówiła o czym innym, ale było mi tam dobrze. To był najpiękniejszy poranek na świecie, nie było tam nikogo poza nami, leżeliśmy na chodniku z poduszkami, popijając zimną herbatę i słońce świeciło i pływały kaczki i latały mewy. Ona zapytała, jak ten ptak się nazywa i powtórzyła: „newa”. I to było tak strasznie urocze, i za jej wschodni akcent dałbym się pokroić, ale cóż z tego, skoro była szaloną żabą i ja się tego bałem, i źle czułem się z tym, że obiecałem dozgonną miłość kompletnej wariatce. Mówiła, że u niej na Białorusi nikt nie chce nikogo kochać i oni się tylko przytulają, i są przyjaciółmi, i nie wie po co biorą śluby, chyba dlatego że muszą.

Wracaliśmy przez Stare Miasto i mówiła, że nie lubi Krakowa, i żebym napisał w powieści, że umarła nad Wisłą na gruźlicę, i chciała koktajl truskawkowy, i ja oczywiście chciałem jej go kupić, nawet za ostatnie pieniądze, bo zawsze trzeba spełniać zachcianki wschodniosłowiańskiej bogini. Ale ja teraz myślę, że na Wschodzie mężczyźni są bardziej stanowczy i jeszcze bardziej traktują kobiety jak boginie, i może tego mi brakowało. Powinienem kupić jej ten koktajl, ale że musi być w barze mlecznym, tez zaś był zamkniety, więc zrzuciliśmy się na piwo i bułki.

I ona znowu zatrzymywała się przy każdym napotkanym psie i mówiłem, że może kupię jej psa, ale psa nie wolno kupować, trzeba wziąć ze schroniska, więc powiedziałem, że tak zrobię, ale ona, że nie może mieć psa, bo zabiją go na granicy białoruskiej. Tam tak robią, jeśli nie jest się prawomyślnym czy coś w tym stylu, jeśli nie ma się dobrych papierów. Zresztą nie może mieć psa, bo każdy pies do kogoś należy, do niej nie należy żaden. Powiedziałem, że może jakiś może kiedyś należeć, miałem na myśli siebie, odpowiedziała, że była z koleżanką w schronisku, ale nie dali im psa, bo chciały żeby ten pies był weganinem; do tej koleżanki chciała iść cały czas i dzwoniła do niej co chwilę. Dlatego nie podobały jej się jointy w moich opowiadaniach, bo jej koleżanka paliła je cały czas, a jak ich nie miała to kupowała takie tabletki w aptece, które działały jeszcze mocniej niż marihuana.

Mówiła, że zawsze nienawidzi siebie za to co robi. Wtedy zobaczyłem jakie to straszne, że ona jest kompletnie zwariowana, biedna, śliczna białoruska bogini, która trafia na samych wykolejeńców i pewnie jeszcze wiele złych rzeczy się wydarzyło, że zwariowała może na Białorusi, skoro tam za złe papiery zabijają psy na granicy. Dochodziliśmy już do dworca i ja tłumaczyłem jej, że nie znam rozkładów, bo mam czas by być, a nie być na czas, jak w wierszu Serja Tankiana i po prostu czekam aż coś przyjedzie, ale ona nie sluchala i przed dworcem PKS zapytała mnie czy tamten facet jest bezdomny? Nie wiem, może i ona dała mu naszą ostatnią bułkę. Powiedziałem jej, że jest bardzo dobra, a ona że to nieprawda, że jest bardzo bardzo zła, że wszystko jest złe i będzie gorzej i gorzej.

Odjazd miałem za dwadzieścia minut, więc usiedliśmy, pewni że nie zobaczymy się już więcej. Zapytałem po co to wszystko robi, chodzi ze mną nad Wisłę i odprowadza mnie na dworzec, oczywiście nie wiedziała. Mówiła tylko, że Lublin jest ładny, że to bardzo ładne miasto i że teraz jest brzydki, a na drzewach wiszą śmieci i worki. Tak właśnie mówiła cały czas i widać było, że jest wariatką, a z drugiej strony było to tak potwornie urocze. Wreszcie pojechałem, poszła. Byłem bardzo zmęczony i przygnębiony, chciało mi się płakać. W półśnie mijałem budzące się pola i miasta.

Przyjechałem i cały dzień nie potrafię znaleźć sobie miejsca i złości mnie po tych wszystkich nocnych awanturach każdy głośny dźwięk. Trochę jadłem i spałem i myślę, że Kraków jest jak wirusowa choroba psychiczne, potem już nie da się bez niego żyć, przynajmniej dla mnie. Ale kiedyś ucieknę daleko z tego miasta ćpunów i szaleńców, choć teraz muszę tam wrócić, bo tam gdzie zachorowałem jest też lekarstwo na obłęd. Tak mija niedziela i jestem nie do życia, podobnie jak wtedy kiedy miałem depresję i wreszcie przychodzi noc. Czuła jest noc, palę fajkę za fajką, wszystko jest stracone. Szatan spierdolił, nie ufam już Bogu, obiecałem miłość kompletnej wariatce. Słucham muzyki, chciałbym upić się w trupa, ale nie mam na to pieniędzy, nie mam nawet na powrót do Krakowa, siedzę więc i palę fajkę za fajką. I piszę to opowiadanie.

Paweł Koyot

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.