sejm_IV_RP

W języku polskim istnieje spore zamieszanie językowe w dyskursie odnoszącym się do narkotyków i całego zagadnienia ich funkcjonowania w społeczeństwie. Samo określenie narkotyk jest mocno problematyczne i nie posiada jednej definicji. Według Encyklopedii Popularnej PWN jest ono określeniem potocznym, odnoszącym się do niektórych substancji odurzających.1 Narkotyk nie jest pojęciem z zakresu farmakologii ani toksykologii, tj. substancja odurzająca, psychoaktywna czy psychotropowa, jest za to pojęciem społeczno-prawnym.

Polski ustawodawca zręcznie wybrnął z problemu definicyjnego, po prostu enumeratywnie wyliczając w aneksach do ustawy substancje zakazane, podzieliwszy je na dwie kategorie – środków odurzających i substancji psychotropowych.2 Nie jest to jednak rozwiązanie wsprowadzone po raz pierwszy przez polskiego ustawodawcę, wynika bowiem z podpisania przez Polskę konwencji i innych umów międzynarodowych, które pośrednio opierają się na definicjach wprowadzonych przez WHO. Dodatkowo, słabość tego podejścia obnażył casus dopalaczy, kiedy to występowały charakterystyczne dla zjawiska uzależnienia efekty społeczne, brakowało jednak instrumentów prawnych do radzenia sobie z nimi, jako że substancje wywołujące owo uzależnienie nie znajdowały się na liście substancji zabronionych przez prawo.

Sam przykład dopalaczy stanowi swego rodzaju osobliwość językową, generując cały szereg pytań i wątpliwości. Określenie to pojawiło się w analizowanej debacie wielokrotnie (dokładnie 15 razy). Jego pochodzenie jest zastanawiające, zważywszy na fakt, że w krajach anglosaskich te same substancje znane są pod nazwą designer drugs (‘narkotyki zaprojektowane’, ‘narkotyki syntetyczne’), analogiczne nazwy funkcjonują w większości języków i krajów europejskich. Sama nazwa może kojarzyć się zarówno ze slangowym angielskim słowem określeniem dope (oznaczającym środki wywołujące euforię)3, dopingiem, czy wreszcie (turbo-) dopalaczami, czyli rozwiązaniami technicznymi.

Nazwa dopalacze, która funkcjonuje w wielu kontekstach, w tym w języku debat politycznych i w tekstach ustaw, po raz pierwszy pojawiła się jako nazwa handlowa.Była to nazwa jednego z największych dystrybutorów tego rodzaju substancji na terenie Polski.4 Aspekt handlu i dystrybucji był jednym z najczęściej występujących źródeł konstruowania dyskursów podczas debaty sejmowej, która miała miejsce 11 kwietnia 2011: [W] Polsce powstał szczególnie niebezpieczny rynek dopalaczy, szczególnie niebezpieczny dlatego, że są to środki odurzające chemiczne o bardzo dużej możliwości modyfikacji, i […] ten rynek dopalaczy doprowadził do tego, że w prawie każdym polskim małym mieście były legalne sklepy, w których młodzi ludzie mogli o każdej porze dnia i nocy kupić dopalacze.

Nieco przed analizowaną debatą polski parlament uchwalił ustawę zakazujących sprzedaży dopalaczy, podciągając te środki pod kategorię „narkotyków”, co zostało także potwierdzone omawianą przeze mnie ustawą. Posłowie PiS jednakże trzymali się konsekwentnie rozgraniczania charakteru tych dwóch grup substancji: Panie ministrze, proszę odpowiedzieć, czy ten przepis nie jest szkodliwy społecznie i czy nie idzie za daleko, czy nie będzie odbierany jako pozwolenie na posiadanie i używanie nieznacznej ilości narkotyków. Aktualnie karze się za dopalacze. Dlaczego posiadanie nieznacznej ilości narkotyków miałoby stać się dozwolone? Jak się ma zakaz dotyczący dopalaczy do proponowanej liberalizacji, jeśli chodzi o narkotyki?

Mówiąc o „zabójczym biznesie” i wspominając wielokrotnie o dopalaczach sugerowali konflikt interesów i istnienie handlowej konkurencji między dilerami narkotyków, a sprzedawcami dopalaczy. Do tego o narkotykach mówi się jak o każdym innym produkcie funkcjonujacym w ramach obrotu handlowego, posługując się ekonomicznymi określeniami popytu i podaży. Sama nazwa narkotyk (używana zamiast określeń medycznych, np. leki psychotropowe czy substancje psychoaktywne) użyta już w samej nazwie debaty to przykład negatywnego torowania (inaczej prymowania, z ang. priming). W debacie pojawiały się takie sąsiedztwa słowa narkotyk, jak chociażby zagrożenie czy biała śmierć.

Mangione i Crowley-Matoka (Mangione & Crowley-Matoka, 2008) przeprowadzili badania ankietowe na grupie pacjentów. Ich celem było sprawdzenie jaki jest poziom zrozumienia określeń narcotic i opioid wśród pacjentów oraz podejście do substancji tak określanych. Początkowe przewidywania wyników badań polegały na tym, że używanie określenia narcotic przy ordynowaniu leków może skutkować narastaniem uczucia strachu wśród pacjentów i jednocześnie zakłócać właściwe leczenie bólu. Wyniki badania potwierdziły te przypuszczenia – większość ankietowanych nie znała określenia opioid, a ci, którzy je znali wiązali je niemal wyłącznie z leczeniem bólu u pacjentów.

Co do określeń związanych z narkotykami, interesujące wydaje się być tak z pozoru błahe określenie jak to, że substancji odurzających, narkotyków się używa. Byłby więc zatem narkotyk specyficznym narzędziem.5 Oprócz użycia wielokrotnie pojawiało się określenie znane z tekstu ustawy, mianowicie niewłaściwe użycie środka psychotropowego. Stąd także określenia użytkownik – osoba używająca narkotyków. Warto także zwrócić uwagę na poniższy cytat: Wspomnę tylko, że marihuany nie używa się do celów leczniczych w Polsce. Są inne substancje, których się używa, ale nie marihuany. Po raz kolejny można odnieść wrażenie, że w języku polskim, w odróżnieniu od angielskiego, istnienie rozróżnienia narkotyk-lek jest nieco kłopotliwe.

Podczas gdy kilkukrotnie w trakcie debat pojawiały się określenia marihuana, konopie, dwukrotnie miało miejsce dość zaskakujące w kontekście debaty parlamentarnej użycie określenia oznaczającego tę samą substancję psychoaktywną, jednak z zupełnie innego rejestru – trawka. Forma dyminutywna w tym przypadku zdaje się sugerować brak powagi i dojrzałości osób, które palą marihuanę.

Zdaniem posłów PiS-u (to oni dwukrotnie użyli tego określenia) palenie marihuany jest formą ucieczki od problemów życia codziennego, środkiem otępiającym i ograniczającym świadomość polityczną: A zatem pytam, dlaczego rząd wprowadza projekt ustawy o zmianie ustawy, z którego cieszą się mafie narkotykowe i dilerzy. Czy to ma być gest w stronę młodego pokolenia Polaków, żeby młodzi ludzie, zapaliwszy trawkę, przestali myśleć o braku życiowych perspektyw?

Ponadto posłowie PiS-u sugerowali swego rodzaju sympatię Donalda Tuska dla miłośników marihuany, wynikającą z doświadczeń premiera, który przyznał swego czasu, że eksperymentował z nim w czasach młodości: 6 Panie ministrze, czy PR-owcy Platformy Obywatelskiej doradzili, aby taki projekt wprowadzić, bo wtedy w niektórych grupach wyborców można zyskać większe poparcie? Pan premier Tusk miał kiedyś, jak sam powiedział, pewne kontakty z tak zwaną trawką i widać, że tęsknota pozostała.

Premier miał (wbrew swoim zapowiedziom) „legalizując narkotyki” oferować młodym ludziom, rozczarowanym niezrealizowanymi obietnicami wyborczymi, swoistą wyborczą przynętę. Jest to przykład konstruowania dyskursu w celu walki politycznej, gdzie oprócz krytyki proponowanej ustawy i sugerowanej zmiany kształtu polityki narkotykowej atakuje się samą postać przeciwnika politycznego, sugerując jego związki z narkotykami.
Wymowny jest także sposób w jaki w trakcie tej debaty na temat tej ustawy wypowiadali się posłowie określonych partii.

Posłowie partii Prawo i Sprawiedliwość utrzymywali niemal jednogłośnie, że ustawa legalizuje narkotyki (zarówno miękkie, jak i twarde)7, jedna z posłanek (zaznaczając, że słowa te wypowiada „jako matka”) posunęła się do sugestii, że rząd Donalda Tuska wspiera mafię narkotykową:8 Panie ministrze, nie odpowiedział pan wszystkim Polakom na fundamentalne pytanie: Którą mafię pan dzisiaj poparł? Którą mafię pan dzisiaj poparł? [Dopalaczową czy narkotykową?]

Tego rodzaju strategii mających na celu przedstawienie przeciwnika politycznego w negatywnym świetle pojawiło się zresztą znacznie więcej: Czy o to nam chodziło w walce ze zjawiskiem używania narkotyków, rozprowadzania narkotyków wśród dzieci i młodzieży przez mafie narkotykowe, przez dilerów? […] Nie wiem, czy u was w ministerstwie jest bałagan bądź może nie ma porozumienia […] bowiem […] pan premier Donald Tusk nie wiedział, że taka ustawa jest w Sejmie. Na pytanie o legalizację narkotyków nawet w małych ilościach odpowiedział, że za jego premierostwa nigdy w życiu taka ustawa nie wejdzie w życie.

A także: Czy świadomość bezkarności nie spowoduje wzrostu liczby narkomanów, rozwoju zabójczego biznesu i prosperity dilerów oraz mafii narkotykowych? Czy o to chodzi projektodawcom, rządowi Donalda Tuska?
Oraz: Panie ministrze, czy ma pan dzieci? Czy nie boi się pan, że po prostu wpuści pan dilerów do szkół?

Ilość chwytów erystycznych, pseudoargumentów, etykietkowań była naprawdę spora i mogłaby z powodzeniem posłużyć za materiał na odrębną pracę. W innych fragmentach debaty posłowie Prawa i Sprawiedliwości wyrażali opinie jakoby narkotyki pojawiały się w szkołach podstawowych: „Własny użytek” i „nieznaczna ilość” to przesłanki, by doprowadzić naród do narkomanii. Otwiera to przy tym drogę dealerom narkotyków, którzy już teraz wchodzą do szkół podstawowych.

(Poseł Iwona Arent: Już weszli.)

Odwołania do wartości rodzinnych pojawiały się zresztą znacznie częściej w trakcie debaty: Jeżeli pan doktor ma wątpliwości – chociaż nie sądzę – iż używanie narkotyków, zarażanie naszych dzieci narkotykami, tą białą śmiercią, to jest niewinna igraszka, to niech pan doktor – a na pewno pan widział więcej niż ja takich nieszczęśników, których dotknęło uzależnienie narkotyczne – o tym pamięta.

Co charakterystyczne, troską o najmłodsze pokolenia uzasadniano w trakcie debaty zarówno jej odrzucenie, jak i poparcie. Sposoby myślenia charakteryzujące te dwa podejścia były jednak krańcowo odmienne. Za podejściem gotowym odrzucić omawiane poprawki kryło się przekonanie, że polityka pełnej prohibicji i bezwzględnego karania wystarczy do tego, aby problem narkotyków przestał istnieć, bądź przynajmniej był trzymany w ryzach. Partia Prawo i Sprawiedliwość miała możliwość zmiany Ustawy o narkotykach i przeciwdziałaniu narkomanii, jednak nie skorzystała z niej, dlatego można domniemać, że poprzednie jej brzmienie ich satysfakcjonowało.

Używając metaforyki Lakoffa takie podejście można określić mianem podejścia surowego ojca (strict father) (Lakoff, 2002: 65-107), charakterystycznym dla amerykańskich konserwatystów i mającym źródło w ideale rodziny z grubsza podzielanym także przez polską prawicę. Z kolei porównując polskie prawo narkotykowe do skandynawskich, można by za Nilssenem nazwać taką postawę „silnie paternalistyczną” (Nilssen, 2007).

W takim rozumieniu narkotyki to bezwzględne zło i poważne zagrożenie tak dla jednostki, jak i dla całego społeczeństwa, a ktokolwiek z obywateli (w tym, co nie wypowiedziane wprost, ale będące konsekwencją logiczną obowiązującego prawa, „dzieci”, a także „młodzież”, „młodzi ludzie”, których chce się chronić przed narkotykami poprzez restrykcyjną politykę) ma z nimi styczność, zasługuje na surową karę.

Amerykańscy neokonserwatyści, podobnie jak członkowie i zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości nie kryją się ze swoją religijnością, źródłem wielu spośród ich przekonań politycznych. W tym konkretnym przypadku ich postawa przypomina podejście do Adama i Ewy po zjedzeniu owocu z Drzewa Poznania Dobra i Zła. Jeden z posłów tej partii, Marek Suski stwierdził: Za tego rządu zdrożał cukier, benzyna, zdrożał chleb, ale przynajmniej narkotyki stanieją. I czy jest tak źle z Platformą, że proponuje młodzieży narkotyki? Bo chyba tylko na haju można głosować na Platformę.

Do konserwatywnego światopoglądu dołożono tutaj zatem retorykę bliską socjalistycznej. Zdaniem posłów PiS-u narkotyki otępiają, osłabiają świadomość polityczną ich użytkowników. Zresztą w innych miejscach padały stwierdzenia, że omawiana ustawa to kolejne zagranie obliczone na zdobycie paru punktów procentowych w sondażach (patrz pierwszy cytat na stronie 22 nieniejszej pracy). To młodzi ludzie mieli oczekiwać od Platformy liberalizacji prawa narkotykowego, a argumentacja posła sprawozdawcy i Ministra Sprawiedliwości (a nie, co znamienne, Zdrowia) Krzysztofa Kwiatkowskiego, że w ustawie chodzi o poprawienie nieracjonalnego i źle funkcjonującego systemu była konsekwentnie ignorowana.

Posłanka Marzena Wróbel stwierdziła, że ustawa stanowi „zagrożenie deprawacją dla naszych dzieci”, a Beata Kempa „jako matka” pytała Donalda Tuska, którą mafię popiera – narkotykową czy dopalaczową. Zupełnie inna postawa oparta na podejściu do rodziny charakteryzowała wystąpienia posłów Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Tu również padło odniesienie do dzieci, jednak miało ono zupełnie inny charakter: Z pewnością każdy z nas w swojej pracy poselskiej zetknął się ze skutkami, jakie w wielu rodzinach niesie narkomania. Mieliśmy i mamy tego przykłady. Ale często bywają też takie sytuacje, że syn czy córka zażywali narkotyki, zostali na tym złapani, a problem zaczął się w związku z ściganiem ich za posiadanie narkotyków. Oczywiście można powiedzieć, że każdy znajdzie wytłumaczenie dla swojego działania, ale nie sądzę, abyśmy nie pochylili się nad tą propozycją. […]

W powyższej wypowiedzi widać zupełnie inne spojrzenie na całą sprawę. To nie narkotyki są problemem, nie są nim także „dzieci”, które sięgnęły po te substancje. Problemem jest sam fakt ścigania, karania użytkowników. Idąc dalej za siatką pojęciową zaproponowaną przez Lakoffa (Lakoff, 2002: 108-140), taką postawę można określić jako postawę opiekuńczego rodzica (nurturant parent). Jest to określenie neutralne genderowo i określa postawę polityczną nakierowaną na opiekuńczość i empatię. W cytowanej powyżej wypowiedzi, w odróżnieniu od wypowiedzi posłów Prawa i Sprawiedliwości, można doszukać się pobłażliwości względem ludzi, którzy próbowali narkotyków i zostali złapani przez policję.

Oba przypadki coś jednak łączy. W trakcie całej debaty całkowicie pominięto fakt, że także dorośli, w pełni świadomi ryzyka uzależnienia ludzie sięgają po narkotyki. Pomijano także fakt, że jednorazowe sięgnięcie czy nawet kilkukrotne sięganie po narkotyki nie oznacza od razu popadnięcia w uzależnienie. Kilku posłów zwróciło uwagę na to, że zdecydowana większość przestępstw narkotykowych dotyczy posiadania marihuany, o której zresztą wiadomo, że jest stosunkowo mało szkodliwym i mało uzależniającym środkiem, zwłaszcza w porównaniu z legalnym alkoholem czy tytoniem.

Poniżej zamieszczam cytat z wypowiedzi posła Marka Balickiego z SLD, który swoją drogą nawiązuje do wspomnianego przeze mnie wyżej zrelatywizowanego kulturowo rozumienia pojęcia narkotyku: Dlaczego nie mamy prohibicji alkoholowej? Właśnie z tego samego powodu, że byłoby to najgłupsze rozwiązanie, jakie można byłoby wprowadzić, chociaż w naszym kraju, w naszej szerokości geograficznej, to alkohol jest tym narkotykiem, tą substancją psychoaktywną, która powoduje najwięcej szkód.

(Poseł Andrzej Czuma: I papierosy.)

Pan sobie zdaje sprawę, jakim absurdem byłoby penalizowanie posiadania alkoholu na własny użytek. Marihuana – bo większość przypadków dotyczy marihuany, zresztą pan minister o tym mówił – jest dużo mniej szkodliwa, w ogóle nie powoduje zgonów, a penalizujemy posiadanie.

Stwierdzono także w wypowiedzi jednego z posłów PO, że drugim co do częstotliwości używania narkotykiem jest amfetamina: W uzasadnieniu do projektu ustawy napisano, iż wyniki badań empirycznych wskazują na to, że olbrzymia większość spraw o przestępstwa z art. 62 ust. 1 i 2 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii dotyczy posiadania dwóch środków, mianowicie marihuany i amfetaminy, przy czym znaczna część tych spraw to są sprawy drobne, dotyczące posiadania niewielkich ilości tych środków, przeznaczonych na cele własnej konsumpcji.

Dość zaskakujące jest to, że w obu czytaniach nie pojawiała się nazwa najbardziej szkodliwego narkotyku, czyli heroiny. Można przypuścić, że to właśnie heroina jest odpowiedzialna za negatywny stereotyp użytkownika narkotyków. Jest on silnie zakorzeniony w myśleniu o tego typu osobach, co było wyraźnie widoczne w trakcie debaty. Posłowie partii rządzącej, która zaproponowała nowelizację sami także wpisywali się w tę metaforykę. Ich stanowisko należało by określić jako pośrednie w stosunku do wyżej przedstawionych.

Z jednej strony nie było z ich strony przyzwolenia na używanie narkotyków i każda osoba przyłapana (jak dziecko) na tym zasługuje na karę: Jeżeli padają słowa, jak te przed chwilą, że osoby z pewną ilością narkotyków będą zupełnie bezkarne, to przypomnę, że według projektu […] za posiadanie każdej, nawet najmniejszej, ilości narkotyków podlega się odpowiedzialności karnej. Nic się w tym zakresie nie zmieniło.

Z drugiej storny podkreślano istnienie „moralnej potrzeby pochylenia się” nad każdym przypadkiem z osobna i nieznaczną liberlizację surowego podejścia znanego z poprzedniej ustawy: Chodzi tylko o to, aby w sposób indywidualny podejść do ludzi, którzy zostali przyłapani z narkotykami. Oraz nieco dalej: [Taka] osoba pozostaje w orbicie troski i zainteresowania.

Należy bowiem podkreślić, wracając do dyskursu reprezentowanego przez posłów PiS-u, że im wcześniejszy kształt prawa narkotykowego zdawał się odpowiadać, pomimo jego ewidentnych wad, był bowiem spójny z ich wizją kwestii narkotyków. Pośrednio potwierdzili to nieco wcześniej, kiedy byli partią rządzącą, nie przeprowadzili bowiem wtedy żadnych poważniejszych zmian w tej ustawie.

Ostro skrytykował to podejście Minister Sprawiedliwości Marek Kwiatkowski: Mija prawie 10 lat funkcjonowania tej ustawy. Uważacie, że jest to ustawa, która ogranicza liczbę osób uzależnionych i daje skuteczne narzędzie ścigania handlarzy narkotyków. Jakie mamy dane? W 2008 r. ogólna liczba skazań za posiadanie to ponad 20 tys., w tym za handel 832 osoby. Jak to możliwe, że dziesięciokrotnie wzrosła liczba osób skazanych za posiadanie? Wzrasta liczba osób uzależnionych, a maleje liczba osób skazanych za handel.

(Poseł Iwona Arent: Trzeba ich leczyć.)

Jeżeli mówicie, że przepis jest tak dobry, a praktyka tak zła, to gdzie byliście, kiedy rządziliście w roku 2006 i 2007? (Poruszenie na sali, oklaski) Te dane były wtedy takie same. Czy nie widzieliście tego problemu?

Wśród posłów PO pojawiło się stwierdzenie posła sprawozdawcy Andrzeja Czumy, który stwierdził, że narkotykami można się zarazić, nazwał on też narkotyki „białą śmiercią”. Tego rodzaju wypowiedzi wpisują się w dyskurs, który można określić jako „narkotyki” (a nie narkomania) to choroba/wirus/epidemia”. Politycy zdają się nie dostrzegać innych motywacji związanych ze spożywaniem narkotyków jak tylko chęć ucieczki od trudów dnia codziennego.

Marek Balicki, poseł SLD wspomniał o medycznym wykorzystaniu marihuany (jako jedyny, choć ustawa wprowadzała modyfikacje w tym zakresie), co stanowi próbę znalezienia ulgi w cierpieniu, podobnie jak inne substancje o leczniczym zastosowaniu, które często bywają użytkowane niewłaściwie, przez osoby zdrowe, np. morfina. Inne z możliwych wytłumaczeń nie pojawiły się wcale. Tymczasem spożywanie narkotyków niewątpliwie może być przyjemne, czy nawet rozwijające i korzystne poznawczo.

Tego rodzaju postrzeganie narkotyków jest jednak charakterystyczne dla artystów, dziennikarzy, niektórych myślicieli i naukowców. W dyskursie politycznym w Polsce taki sposób przedstawienia zagadnienia narkotyków nie wchodzi w grę, ponieważ w zestawieniu z innymi krajami Unii Europejskiej posiadamy jeden z najbardziej restrykcyjnych systemów prawnych pod kątem radzenia sobie z problemem narkotyków. Szczegółowych zestawień dostarczają raport Krajewskiego (Krajewski, 2007 czy choćby popularne opracowanie problemu polityki narkotykowej w Polsce z serii Krytyki Politycznej (Polityka narkotykowa. Przewodnik Krytyki Politycznej, 2009).

W kontekście ustawy przypisanie jej określenia „legalizacja” pojawiało się jako zarzut: Dlaczego rząd ustami premiera Donalda Tuska obłudnie twierdzi, że nie legalizuje posiadania narkotyków? Zmiana ustawy dokonana w roku 2000 była podyktowana chęcią przeciwdziałania takim sytuacjom, że na przykład przyłapany z towarem diler narkotyków twierdził z niezmąconym spokojem, że posiada narkotyki na własny użytek.

Pomijając pytanie, czy legalizacja w rzeczywistości nie byłaby dobrym rozwiązaniem, przypatrzmy się samemu określeniu w kontekście wspomnianej ustawy. Czy omawiana ustawa legalizuje, czy tylko dekryminalizuje bądź depenalizuje używanie narkotyków? Krajewski rzuca nieco światła na wymienione wyżej terminy: Przy zachowaniu generalnie nielegalnego charakteru środków odurzających i substancji psychotropowych, rozwiązania te odbierają zachowaniom związanym z używaniem narkotyków status czynów zabronionych pod groźbą kary (dekryminalizacja) albo zachowując ów status, przewidują, że zagrożenie karą w ich przypadku nie będzie w praktyce realizowane (depenalizacja).

W rzeczywistości więc ustawa depenalizuje używanie narkotyków, i to tylko częściowo. W dalszej części swojego raportu Krajewski zwraca uwagę na fakt, że niekaralność popytu nie jest tożsama z legalizacją. O legalizacji możemy mówić w przypadku dekryminalizacji podaży, czego przykładem może być model holenderski.

Dyskurs, który zaprezentowany został przez PO, odnoszący się do ustawy jako narzędzia pomocy osobom uzależnionym, zupełnie nie trafił do posłów PiS-u, którzy uważali, że celem partii rządzącej jest wspieranie mafii narkotykowej. W tym dyskursie nie ma kompromisów wobec narkotyków, państwo powinno kontynuować swoją politykę braku ustępstw wobec dilerów i użytkowników. W świetle przekonań eksplikowanych w obrębie tego dyskursu ten, kto decyduje się na wejście do świata narkotyków, stawia siebie poza społeczeństwem, bez względu na to co dokładnie robi.

Dariusz Jakubowski

 

Przypisy:

1. http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/3945805/narkotyki.html (dostęp 16.06.2012)

2. W trakcie debaty określenia te pojawiały się bardzo często, a słowa środek i substancja stosowano w kilku przypadkach jako synonimy, chociaż zważywszy na fakt, że w ustawie pojawiają się tylko dwa określenia, wskazana byłaby konsekwencja u polityków.

3. Źródło: http://dictionary.reference.com/browse/dope (dostęp: 12.06.2012).

4. W analogiczny sposób pojawiły w języku polskim takie określenia jak „adidasy”, „pampersy”, czy „cola”.

5. Patrz wspominany tekst Tuppera (Tupper, 2008).

6. Źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/newsweek-tusk-palil-marihuane,1,3474693,wiadomosc.html (dostęp: 12.06.2012).

7. Oba określenia nie mają zastosowania w polskim prawie, jako że substancje znane jako narkotyki miękkie i twarde przynależą do wyżej omówionych grup substancji (środek odurzający i substancja psychotropowa). Co więcej, nie istnieje uniwersalnie stosowane kryterium podziału narkotyków, wliczając podział na narkotyki miękkie i twarde, przez co użycie w trakcie debaty tego rozróżnienia może budzić wątpliwości. Rozróżnienie na narkotyki miękkie i twarde wywodzi się z prawa holenderskiego. Ze względu na specyficzną w skali globu politykę narkotykową tego kraju zyskało popularność w innych państwach i jak widać na przykładzie polskich dyskusji parlamentarnych stanowi swego rodzaju punkt odniesienia. Dla przykładu, w krajach anglosaskich istnieją inne niż w Polsce i Holandii kryteria podziału – w Stanach Zjednoczonych niedozwolone substancje dzieli się na pięć grup, a w Wielkiej Brytanii na trzy. Określenia twardy narkotyk użył także poseł Marek Balicki z SLD, odnosząc się do morfiny i innych substancji używanych w celach leczniczych posiadających również statu narkotyku w wielu krajach, co rozgranicza się sposobem użycia/używania.

8. Źródło: http://wyborcza.pl/narkopolacy/1,100609,9358740,Ustawa_antynarkotykowa_zlagodzona_przez_Sejm.html (dostęp 12.06.2012).

 

Źródło: Dariusz Jakubowski, Debata dotycząca nowelizacji ustawy o narkotykach i przeciwdziałaniu narkomanii z dnia 30 marca i 1 kwietnia 2011 z perspektywy krytycznej analizy dyskursu, praca dyplomowa: Wydział Neofilologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Poznań 2012.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.