new_york_ripper_poster

Lata 1979-1982 to okres prawdziwego renesansu dla Fulciego, który po kilku słabszych sezonach wrócił na ekrany z krwawym horrorem Zombie: Pożeracze ciał, a sukces filmu pozwolił reżyserowi zrealizować kultową wśród jego fanów „trylogię nieruchomości”. Jednak tuż po tym, gdy maestro zakończył produkcję Domu przy cmentarzu, powstawał już scenariusz do kolejnego filmu z akcją  ponownie osadzoną w Nowym Jorku. W zamyśle miał być to powrót do estetyki giallo, tyle że doprowadzonej do absolutnego ekstremum… które faktycznie zbulwersowało swoją dosadnością cenzorów i krytyków na całym świecie.

Nowojorski rozpruwacz został nazwany najbrutalniejszym filmem w historii włoskiej kinematografii i z miejsca zbanowany w Wielkiej Brytanii, Australii, Norwegii i wielu innych krajach. Film po swojej premierze w marcu 1982 otrzymał niemal wyłącznie negatywne recenzje, które oskarżały Fulciego o sprowadzenie wszystkiego do najniższego wspólnego mianownika: flaków, seksu i perwersji.

O ile ciężko zaprzeczyć, że Nowojorski rozpruwacz jest filmem pełnym przemocy – BBFC wciąż nie daje zezwolenia na dystrybuowanie pełnej wersji w Wielkiej Brytanii – pod przykrywką zarzynania i torturowania pięknych kobiet Fulci porusza wątki prawie że gnostyckie.

W istocie, Nowojorskiego rozpruwacza można postrzegać niemal jako religijne studium mrocznej strony, które posadzić można śmiało na ławeczce tuż obok transgresyjnych filmów Nicka Zedda i Richarda Kerna.

Temat seksualnych neuroz współczesnego społeczeństwa przenika się w nim z poszukiwaniem odpowiedzi na to, do czego doprowadza człowieka przemożna wina i jakie drogi obiera szaleństwo. Ta specyficzna aura ma swoje korzenie w katolicyzmie Fulciego (absolutnie oficjalnym), który do końca swojego życia powtarzał, iż wszystkie jego filmy traktują o winie i odkupieniu.

Paradoksalnie, religijność artysty i wiara w wyzwoleńczą moc kina spotkała się z silnym oporem reakcyjnych zapędów odradzającej się, konserwatywnej prawicy. Początek lat ’80 po obu stronach Oceanu stanął pod znakiem „moralnej i politycznej odnowy”, która pragnęła pogrzebać liberalne zdobycze kontrkultury i rewolucji seksualnej tak szybko, jak to tylko było możliwe.

Nowojorski rozpruwacz został w tym kontekście rozpoznany jako wróg publiczny numer 1, nadziany na bagnet i zrzucony w czarną otchłań. Zaś tam gdzie umożliwiono jego rozpowszechnianie, film został niemiłosiernie pocięty i zmieszany z błotem przez prasę.

Wzorem swoich klasycznych gialli, Fulci tka w Nowojorskim rozpruwaczu interesującą siatkę z kilku wątków, która jak zwykle poprzetykana jest czerwonymi śledziami, koszmarnymi znakami w powietrzu i dziwnymi charakterami bohaterów.

Zabójcą może być każdy i z tego powodu prowadzący sprawę porucznik Williams zawiązuje płatne przymierze z profesorem psychiatrii, Paulem Davisem, gejem i szachistą, który ma go naprowadzić na ślad zanim prasa rozpęta prawdziwe piekło na wieść o maniakalnym zabójcy, szalejącym z nożem po mieście. I choć sprawa na pozór nie ma podtekstu seksualnego, nitką prowadzącą do kłębka okazuje się mroczne podbrzusze Nowego Jorku z 42-gą ulicą na czele (bardzo zresztą pięknie pokazaną).

Gonienie po złym Wielkim Jabłku – zanim zostało ono posprzątane przez burmistrza Giulianiego – staje się dla Fulciego okazją do dotknięcia nieszczęścia, smutku, zepsucia i perwersji swoich bohaterów. Losy pierwszych ofiar przenikają się z przygodami anonimowych z początku postaci, które jak się jednak okazuje, są kluczem do rozwikłania krwawej zagadki.

I pomimo że scenariusz nie jest tak mistrzowsko napisany, jak największe dzieła maestra: Jedna na drugiej, Jaszczurka w kobiecej skórze czy Nie torturuj kaczuszki (do którego znajdziemy tu autohołd), film ogląda się bez wstrząsów – rzekłbym nawet, że jest to jeden z najlepiej dopracowanych obrazów Fulciego pod względem logicznym: scenariusz napisali Gianfranco Clerici i Vincenzo Mannino, a rewizji dokonał Dardano Sacchetti.

Z drugiej strony filmowi daleko do wybitności i choć ciężko się zgodzić z oryginalnymi opiniami, porównującymi go do najniższego rodzaju chłamu, Rozpruwacz pod względem narracyjno-aktorskim stoi nieco poniżej poziomu, wyznaczonego w Nie torturuj kaczuszki czy Siedmiu bramach piekieł.

Czuje się wyraźnie, że akcja została wyreżyserowana na szybko i bez dbałości o szczegóły czy atmosferę (film nakręcono w miesiąc), a niektórzy aktorzy dobrani wręcz z przypadku. To oczywiście i tak schodzi na bok w ogniu perwersyjnych scen, z których doprowadzanie bohaterki do orgazmu nogą przez młodego Latynosa w obskurnym barze, należy do najpiękniejszych.

Do tego dochodzą również słynne, cierpliwie i obrazowo wyreżyserowane ujęcia mordu, tortur i BDSM, które można jednak zobaczyć tylko w pełnej wersji, trwającej 91 (włoska) bądź 93 minuty (amerykańska). O ile Fulci wielokrotnie powtarzał, że nie są one w żadnym wypadku składnikami mizoginistycznego manifestu czy nihilistycznym oddawaniem moczu na kobiety, a jedynie podkreślają fakt, że mordercy zwykle wybierają słabe i pozbawione woli walki ofiary, feministki nie dawały się przekonać. Ale, co warto ponownie podkreślić, ta moralna histeria była niejako signum temporis.

Jednak z perspektywy czasu to całe wypruwania flaków oraz masa seksu (która w jakiś sposób zbliża Rozpruwacza do sexploitation) stanowią integralną część dzieła do tego stopnia, iż oglądając wersję ocenzurowaną (87 minut), wydaną w Wielkiej Brytanii przez Shameless, miałem wrażenie, że zostaję w jakiś sposób oszukany… ale jest to zawsze opcja dla bardziej wrażliwych.

W takiej czy innej postaci, Rozpruwacz pozostaje obok Czarnego kota i Dziecka Manhattanu jednym z ostatnich znaczących dzieł Fulciego – obowiązkowy seans dla fanów wirtuoza terroru. Film w ciekawy sposób pokazuje na czym skończył się gatunek, zapoczątkowany przez Bavę w 1963 roku.

Conradino Beb

 

Znany pod tytułami: The New York Ripper / Lo squartatore di New York
Produkcja: Włochy, 1982
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4/5

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

4 komentarze

  1. Tak, gumowy kaczor któremu odcięto głowę w ,,Don’t Torture the Duckling” powraca w innym miejscu i czasie, co obwieszcza we własnym narzeczu przez telefon.:)
    Idiotyczny gulgot nie ośmiesza zapowiadanej , epickiej rzeżni, która z kolei nie neutralizuje jego groteskowości : bizzaro idealne, uczciwie zapowiedziane już w prologu.
    Film zgoła niepowtarzalny, napakowany dionizyjskim nienasyceniem, zaganianym do rogu z apollińską, cierpliwą fachowością ; bo to też dopięty elegancko whodonit, bez dziur i mielizn – czym nie każde giallo ( nawet z tych znakomitych ) może się poszczycic.
    Jeden z moich ulubionych filmów Lucjana i najdziksze giallo, sublimujące pierwotnego hardkora .
    Niestety, ten cudowny genre tracił już stopniowo na popularności, nawet takie póżniejsze perły, jak ,,Opera” Darka, czy elektryzujący debiut Soaviego ,,Deliria” przeszły w swoim czasie bez należnego im echa.
    Dardano Sacchetti ( zwany przez splatterowych krytyków pieszczotliwie ,,Dannym”) często zatrudniany był przy scenariuszach, jako specjalista od tzw. creative deaths – wymyślania samych tylko makabrycznych scen. To jest fucha, co się zowie !

    Polubienie

  2. Dokladnie, 1982 byl meta dla stylu, w tym samym czasei Argento wypuscil „Tenebrae”, za ktore zreszta musial sie tlumaczyc przed sadem. z drugiej strony, ze giallo przetrwalo w dobrej formie 19 lat, jest swoistego rodzaju fenomenem. Jesli chodzi o inne poleczki eksploatacji i kina gatunkowego, to blacksploitation pociagnelo z 6-8, spag-west tez jakies 8, WIP 8, biker movie jakies 10 etc.

    Poczatek lat ’80 to okres nie tylko glebokiej przemiany politycznej, ale takze nowych gatunkow. Slasher wyparl giallo, bo oferowal prostsza fabule, duzo rzezi i brak psychologizowania, a wiekszosc z niskobudzetowych produkcji zaczale trafiac bezposrednio na VHS (nie jestem generalnie wielkim fanem tego okresu kina) z powodu recesji ekonomicznej i rosnacych kosztow operowania w rejonach tasmy filmowej. No coz, taka jest historia.

    Polubienie

  3. Jeszcze sam początek 80-tych, to dla szeroko pojętego horroru był całkiem spoko, co roku wychodziło sporo bardzo dobrych a przede wszystkim pomysłowych filmów, teraz tyleż klasycznych, co nadal żywych i inspirujących.
    Poliziotteschi miały dłuższy żywot, około 12 lat (tak do ,,Kontrabandy” Lucjana, potem, to już tylko jakieś niedobitki, podobnie, jak te kilka SW z lat ‚ 80 i początku ’90), czy ,,polary” – francuska odmiana kina policyjnego. Francuzi mniej tego napłodzili, niż Włosi, ale trzymali się przez dwie dekady – policyjniaki z Delonem i Belmondem tłukli do końca ’80.
    Gatunkowa ,zmiana warty w latach ’80 rozpowszechniła takie frykasy, jak teenage slasher ( tak na maxa od ,,Piątku 13”), dżunglowe, kombatowe akcyjniaki, post apo akcyjniaki,
    martiale z białymi fighterami, heroic fantasy z mięśniakami, a i zombiaki też miały się dobrze. Czyli szeroko pojęte kino akcji , co zresztą nie pozostało bez wpływu na inne gatunki – zasadniczo filmowe tempo dostało speeda, a oniryczne klimaty poprzedniej dekady poszły się jebac.

    Polubienie

  4. I na kasetach z tymi filmami sie wychowalem, ale szczerze mowiac nie tesknie, bo w swoim czasie obejrzalem chyba wszystkie filmy kung-fu i ninja eksploity, jakie wyszly w polsce 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s