question_mark_96_tears_1966

Question Mark and The Mysterians pojawili się na amerykańskiej mapie muzycznej wraz z kawałkiem 96 Tears, który jak kula armatnia przedarł się na #1 miejsce Listy Billboardu w czerwcu 1966 i nie schodził z niego przez wiele tygodni. Nazwany największym hitem od czasów Brytyjskiej Inwazji, ten chwytliwy numer stał się zwieńczeniem krótkiej kariery rocka garażowego, która zaczęła się od Louie, Louie trzy lata wcześniej. I mimo że debiutancki album grupy nigdy nie osiągnął sukcesu pierwszego singla, z czasem stał się prawdziwym symbolem stylu, który całą siłę opierał jedynie na szczerości uczuć i prostocie wyrazu.

Question Mark and the The Mysterians zostali utworzeni pod koniec 1965 w Saginaw, w stanie Michigan, niedaleko Detroit, w którym pierwsze kroki mieli wkrótce stawiać MC5. W pierwszym składzie zespołu znaleźli się Frank Rodriguez Jr. (organy), Larry Borjas (gitara basowa), Robert Marinez (perkusja) oraz Bobby Balderrama (gitara) – muzycy, których łączyło meksykańskie pochodzenie. Zespół z początku próbował sił w surfowych walcach instrumentalnych, jednak Martinez i Borjas zostali niedługo potem powołani do wojska i odesłani do Niemiec. Na ich miejsce wskoczyli Eddie Serrato (perkusja) oraz Frank Lugo (bas), do których dołączył również brat Roberta Martineza – Rudy. Jego rozpoznawalny, ciepły wokal stał się wkrótce wielkim atutem The Mysterians.

Nowy skład odbył pierwszą sesję nagraniową w styczniu 1966, w studiu Arta Schiella, w pobliskim Bay City, gdzie wkręciła ich znajoma menadżerka muzyczna Lilllian Gonzales, która prowadziła w Saginaw warzywniak i małą agencję artystyczną wspólnie ze swoim mężem Joe (obydwoje byli meksykańskiego pochodzenia). Joe był szczęśliwym współwłaścicielem małej wytwórni Bego Records z siedzibą w McAllen, w Teksasie, ale w międzyczasie powołał do istnienia inną wytwórnię: Pa-Go-Go z siedzibą w San Antonio, w Teksasie.

Mały label wydawał wszystko, co popadnie: soul, r’n’b i garaż i z otwartymi ramionami przyjął Question Mark and The Mysterians, dając młodej grupie możliwość wycięcia singla demo. Dwa miesiące później w tym samym studiu grupa nagrała dwa inne kawałki: Midnight Hour oraz pierwszą wersję 96 Tears. Nakład siódemki wydanej przez Pa-Go-Go wynosił 750 kopii, ale szybko okazał się niewystarczający, gdyż wszystkie stacje radiowe w Michigan zaczęły grać zabójczy 96 Tears – single schodziły w mgnieniu oka i pojawił się gigantyczny popyt na repress. Do sukcesu numeru przyczynili się przede wszystkim didżeje stacji tj. WTAC z Flint oraz CKLW z Detroit, którzy promowali go przy każdej możliwej okazji.

Wraz z szybującymi w rekordowym tempie notowaniami radiowymi grupa zaczęła otrzymywać propozycje grania na żywo w miejscowych salach balowych i klubach, z których najbardziej znanym była dziura o nazwie Mt. Holly – Question Mark and The Mysterians wkrótce konkretnie tam koncertowali. Tymczasem efekt kuli śnieżnej nabierał mocy i z popularności kawałka zdali sobie sprawę właściciele znacznie większej wytwórni Cameo-Parkway. Z misją wydobycia taśmy-matki z rąk Meksykanów został wysłany w podróż do McAllen dwudziestotrzyletni Neil Bogart.

Zanim jednak dobito umowy dystrybucyjnej, Bogart musiał stoczyć potyczkę z Morrisem Levym z konkurencyjnej wytwórni Roulette. W końcu Cameo-Parkway położyła jednak łapę na prawach dystrybucyjnych, wytłoczono więcej kopii, a zespół nagrał ostatecznie nową wersję 96 Tears, która przedarła się na #1 miejsce Listy Billboardu w czerwcu 1966 i na #37 jej brytyjskiego odpowiednika. Na fali tego sukcesu Question Mark and The Mysterians zostali zagonieni do studia, gdzie nagrali drugi singiel z kolejnym przebojowym kawałkiem I Need Somebody (#22 miejsce na Liście Billboardu), a w końcu płytę, nazwaną na wszelki wypadek 96 Tears!

Pomimo że sprzedaż płyty nigdy nie dobiła do poziomu obydwóch singli – większość z amerykańskich labeli tego czasu nie starała się nawet ładować kasy w promocję albumów – i krążek z czasem stoczył się do lokalnych piwnic, na początku lat ’70 dostał się on w łapy Dave’a Marsha z magazynu Creem, który zafrapowany muzyką z Detroit i okolic, odkrył w nim nową, muzyczną wibrację, którą nazwał punk rockiem. Z czasem styl Question Marks and The Mysterians spoczął jednak w szufladce 60’s garage, a punk rock stał się sztandardowym określeniem muzyki The Ramones i Sex Pistols. Połączenie pomiędzy dwoma epokami zostało jednak nawiązane.

Faktycznie, muzyka na tym kultowym i rzadkim dziś debiucie, wydanym pod koniec 1966 przez Cameo-Parkway, pozostaje idealnym przykładem minimalnego garażowego grania z północnego wschodu USA. Większość numerów została zbudowana na bluesowych, pentatonicznych progresjach akordowych przy udziale niewyszukanej produkcji. Na pierwszy plan wysuwają się jednak nie gitary, ale charakterystyczne organy Voxa i ciepły wokal Znaku Zapytania (Martinez oficjalnie zmienił swoje nazwisko na potrzeby kariery), które kreują miłe dla ucha, pulsujące rockery w stylu I Need Somebody, a nawet bluesowo zorientowane balladki tj. Stormy Monday.

Najdłuższy kawałek na płycie: Set Aside – bluesowy instrumental, trwa dokładnie 3:03, co dobrze pokazuje filozofię muzyków, którzy nie bawią się w wyszukane kombinacje i skomplikowane przejścia, preferując raczej melodyjne, rozebrane z solówek numery, które bez problemu wchodzą na singiel 7″: pięć akordów przez trzy takty, rytm na dwa, krótki bridge i powrót do tematu. Kompozycje są jednak w 95% dziełem zespołu, co w jakiś sposób wznosi debiut Question Mark and The Mysterians ponad inne garażowe płyty lat ’60, które są często zestawem coverów z dodatkiem 2-3 własnych numerów.

Na tle innych utworów wyróżnia się oczywiście 96 Tears ze swoim przebojowym riffem organowym – kawałek jest po prostu genialny w swojej prostocie – który, gdy raz wleci do ucha, już z niego nie wyleci. Ale cała płyta to zestaw udanych melodii, idealnych do nucenia i tupania nogą. Innym numerom brakuje wprawdzie chwytliwego podkładu czy dobrego tekstu, ale na małej imprezce czy w luźnej sytuacji zalegania nad książką materiał ten sprawdza się idealnie jako przewodnik fal mózgowych. To jedna z tych wyjątkowo melodyjnych płyt garażowych, na której nie znajdziemy w zasadzie żadnego fuzzu. Oryginał – szczególnie w wersji mono – jest dzisiaj bardzo drogi i wielce pożądany przez kolekcjonerów.

Conradino Beb

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.