iggy-the-stooges-ready-to-die

W nowym składzie The Stooges poza nieśmiertelnym Iggym Popem nie ma wprawdzie nikogo z oryginalnych muzyków, ale materiał spełnia wszystkie nadzieje pokładane w nowym wcieleniu pionierów punk rocka. Ready To Die jest pozbawionym kombinacji, energicznym krążkiem, który spokojnie można położyć na półce garage revival obok kapel, dla których trzy pierwsze albumy The Stooges stanowiły jedno z najważniejszych źrodeł inspiracji. Garażowe rytmy zostają podane z właściwą gatunkowi werwą i prostotą, która sprawia, że Ready To Die to jeden z najlepszych albumów Popa od lat.

Od pierwszych dźwięków Burn po ostatni akord The Departed nóżka sama składa się do przytupów, a buntownicze teksty Popa pozwalają wczuć się w klimat nawet nastolatkom – muzyka bez kitu młodzieżowa – choć da się tu nieomylnie wyczuć smak długoletniego doświadczenia. Na to nakłada się jednak druga młodość – Job to bezpardonowy, punkowy manifest, który Iggy mógłby spokojnie wlepić na Fun House. I nawet jeśli w numerach typu Unfriendly World czy The Departed da się wyczuć zainteresowanie artysty tworzeniem głębszych, poetyckich pejzaży, te nie dominują na szczęście płyty.

A dinozaur rock’n’rolla niewątpliwie jest w formie, gdyż spójność przekazu wylewa się z każdego wersu i każdego akordu, gdy płyta tak sobie pędzi naprzód. Powrót do krótkich, proto punkowych form okazał się zbawieńczy, jako że nowe numery wkręcają się same, a pomagają temu rewelacyjnie brzmiące gitary, nakarmione lekkim przesterem i buczący, sfazowany echem bas. Przepity i przepalony wokal Popa miejscami nie wytrzymuje przeciągania struny, ale tak czy siak daje dużo radochy. Ciekawie prezentują się przy tym żeńskie chórki w numerze Beat That Guy, które jednorazowo wspomagają tam wokal Iggy’ego.

Jak mówią załoganci: „nie ma to tamto” i jeśli Iggy nie dał się w przeszłości zabić naturalnymi środkami, czyli alkoholem, heroiną i fajkami, pewnie pokopie piłkę jeszcze ładnych parę lat. A Ready To Die pokazuje wyraźnie, że legenda nie zamierza jeszcze skakać z mostu i pewnie za jakiś czas możemy się spodziewać kolejnej odsłony studyjnej The Stooges. Jeśli chcecie posłuchać bezpretensjonalnej płyty proto punkowej w wykonaniu człowieka, który tę drapieżną odmianę rock’n’rolla grał zanim przyszliście na świat, dajcie szansę Ready To Die. Efekt gwarantowany!

Conradino Beb

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s