trupa_trupa_2013

Dawno nie słyszałem albumu tak pozbawionego koncepcji, co druga płyta trójmiejskiego bandu Trupa Trupa. Kompletny brak charakteru, ubogie aranżacje – no może miejscami sięgające kolan – i wszechobecna grafomania wylewającą się z tekstów tworzą obraz nędzy i rozpaczy. Ale to nie koniec, gdyż zespół zdecydował się nieszczęśliwie na śpiewanie po angielsku i drażniący akcent dołożył się jeszcze do estetycznej katastrofy. A w muzyce, w której głos jest instrumentem równie ważnym, co bas, gitara i perkusja, seplenienie wokalisty praktycznie zabija wszelkie szanse na sukces, czego Trupa Trupa nie wzięła sobie niestety do serca.

Zespół nie prezentuje przy tym niczego przełomowego ani nawet na tyle ciekawego, by wstrząsnąć słuchaczem i zmusić go do zapętlenia CD. W istocie, materiał na krążku wskazuje na muzyków, którzy nie zdążyli sobie wypracować własnego stylu i po wejściu do studia oddali się intelektualnym fantazjom. A może tutaj organki, a może saksofon, a może jeden akord gitarowy na cztery takty, a może chuj wie co. Nie dajmy się porwać komercyjnym trendom, skorzystajmy z doświadczeń awangardy, ale nie odstając przy tym od znanych nam prądów muzycznych, a wszystko z poetyckim muśnięciem w policzek, żeby chorzy na depresję nie użalali się, że za wesoło.

Ale tak naprawdę, to nie potrafię sobie nawet wyobrazić kto miałby być odbiorcą tej płyty. Udział Mikołaja Trzaski jest chwalebny, ale włączenie jego partii saksofonowych do Dei – numeru, który jest skrajnie toporny i nie ma koniecznego dla minimalizmu feelingu – zwiększa tylko frustrację słuchacza. Koniec końców, płyta nie ma praktycznie żadnego punktu zaczepienia: melancholijne balladki, elektroakustyczne masturbacje, noise’owo-organowe marsze, brzdękaniem na gitarze ilustrowane przyśpiewki, a nawet fuzzowo-noise’owe rockery zabijają się wzajemnie, kreując irytujący pejzaż chaotycznych pomysłów, bardzo niestety przeciętnych.

Jeśli Trupa Trupa udowadnia nowym materiałem cokolwiek, to że styl jest czymś więcej niż sumą abstrakcyjnych pomysłów studyjnych, a prawdziwą muzykę kreuje indywidualny pęd do poszukiwań. Zanim coś się nagra – nawet z wybitnym producentem – trzeba mieć to w głowie i w sercu. Często pomaga też dobry tekściarz, jeśli zespół sam nie potrafi pisać piosenek, którego pomoc zasugerowałbym jak najszybciej, gdyż tego co zostało tu zaśpiewane nie chciałbym nawet słuchać po piątym piwie, a tym bardziej na koncercie. Album, któremu nie grozi żaden sukces, ale będący doskonałą przestrogą dla młodych muzyków.

Conradino Beb

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.