daft_punk_random_acceess_memories

Osiem lat musieliśmy czekać na kolejną odsłonę przygód Thomasa Bangaltera i Guya-Manuela de Homema Christa znanych powszechnie jako dwa roboty z Daft Punk. A w momencie gdy czytacie tę recenzję nasi glitterati surfują po światowych listach przebojów ze swoim letnim przebojem Get Lucky. Ale Random Access Memories to coś więcej niż zestaw hitów nagranych przez zbieraninę sław biznesu muzycznego. To fantastyczny przykład perfekcyjnie zrealizowanej koncepcji artystycznej, która broni się wzdłuż i wszerz soczystymi aranżacjami i genialną retro-produkcją, gdyż nowy album Daft Punk to ponad wszystko rekonstrukcja klasycznego brzmienia disco funkowego końca lat ’70.

Udział tyrolskiego producenta Giorgia Morodera w kawałku Giorgio By Moroder, który jest hołdem dla niego samego, może być określony tylko jednym mianem – mocnym zaakcentowaniem przesłania całego albumu. Moroder jest pionierem europejskiej sceny disco, której dał podstawy już w 1969 ze swoim singlem Looky Looky, by potem podbić Stany Zjednoczone płytą From Here To Eternity. Dzięki wprowadzeniu tego numeru na krążek Daft Punk stają się prawdziwymi kuratorami muzyki – kultywują przeszłość, by zaznajomić z nią następne pokolenie fanów. Ta nuta nostalgii zostaje jednak zagrana z prawdziwym profesjonalizmem.

Random Access Memories nie uchyla się oczywiście przed popową słodyczą, której idealnym przykładem byłby numer Instant Crush. To jednak tylko fasada, gdyż wewnątrz tego brylanciku ukrywają się przepiękne harmonie i nastrojowy feeling, wyjęty rodem ze złotych czasów Paradise Garage. Ciężko mi sobie nawet wyobrazić, że mógłby on zawieść fanów disco: kokainowych setów Larry’ego Lavana, porywających hymnów Donny Summer czy tanecznych symfonii The Salsoul Orchestra. Nie gorszy jest nadchodzący chwilę później Lose Yourself To Dance z Pharrellem Williamsem na wokalu. Jego falsetto doskonale mieści się w miksie.

Zostawiając nieco z boku oczywistą przebojowość Get Lucky, która jakkolwiek genialna nieco odcięła uszy wielu hejterów od uważnego słuchania reszty, mamy tu także chwytającą za sercę soft-electro-płaczliwą mini suitę Touch z genialnym gitarowym bridgem w stylu Pink Floyd z progowego okresu i morzem smyczków. To jednak zaledwie fragment frontu, który Daft Pink wypracowali w ciągu 18 miesięcy pracy studyjnej – czasu, który był tego warty, jako że Random Access Memories to jedna z najlepszych płyt 2013, nie tylko w electro popowej szufladce. Krążek wprost zachwyca wszechstronnością aranżacyjną i produkcyjnym smakiem!

Duet wbrew tendencjom naszych czasów nie rzucił się w morze laptopowego softu, ale nagrał wszystkie kawałki z udziałem żywych instrumentów lub syntezatorów, a każdy dźwięk wyprodukował tak miodnie, że odsłuchiwanie płyty zamienia się w prawdziwą audiofilską orgię! Pomimo że duża część materiału to podróż w czasie, co podkreśla nawet kawałek Fragments Of Time, dostajemy tu także garść zaczarowanych syntezatorami, futurystycznych electro-numerów tj. wokalny Doin’ It Right czy zgrabny instrumental Contact. A jeśli słuchaliście wersji rzuconej na rynek japoński, Random Access Memories poszerzono tam o kompozycję bonusową Horizon, która nastrojowo podsumowuje ten gorący album!

Conradino Beb

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.