The Fall of Ako Castle

Niedawno pojawił się w sieci efekciarski zwiastun 47 roninów z Keanu Reevesem. Wszystko wskazuje na to, że wykorzystując wielomilionowy budżet Amerykanie nakręcili szmirowate fantasy, które korzysta ze znanego tytułu, by opowiedzieć zupełnie inną historię, w dodatku z Japończykami mówiącymi płynnie po angielsku.

Tym widzom, którzy chcą zapoznać się bliżej ze słynną opowieścią o 47 roninach polecam szczególnie film Kinji Fukasaku z 1978. Nie jest to najsłynniejsza wersja (bardziej ceniona jest adaptacja Hiroshi Inagakiego z 1962), ale również ten film jest znakomitą, godną wszelkich pochwał pozycją, która należy do najwybitniejszych w swoim gatunku.

Obok nieodłącznego tematu zemsty mamy tu także przedstawione w interesujący sposób motywy całkowitego poświęcenia, bezgranicznej wierności swojemu panu (nawet po jego śmierci), a także buntu przeciwko nieodwołalnym decyzjom szoguna.

Reżyser daje widzom do oceny nie tylko postawę wiernych samurajów, ale też ich pana, daimyō Asano. Zaatakowany urzędnik nie próbował się nawet bronić tłumacząc, że nie śmiałby dobyć miecza w pałacu. Nic dziwnego, że ominęła go kara – to on był przecież ofiarą i ucierpiał najbardziej.

Asano jako sprawca zamieszania musi ponieść karę i to najsurowszą – decyzją władz zostaje zmuszony do popełnienia seppuku. To zresztą nie koniec kary, gdyż jego dobra mają zostać skonfiskowane, a żona musi spędzić resztę życia w klasztorze. Ta decyzja odbija się szerokim echem w zamku Ako, gdzie lennicy Asano obmyślają plan jak wyjść z honorem z tej nietypowej sytuacji.

Z setek poddanych zostaje czterdziestu siedmiu rycerzy gotowych ukarać podłego Kirę i w ten sposób pomścić śmierć i zniewagę, jakie dotknęły ich chlebodawcę. Najgroźniejszym przeciwnikiem zbuntowanych roninów nie jest jednak Kira, ale chroniący go członkowie potężnego klanu. To z nimi muszą zmierzyć się roninowie z Ako, by dotrzeć do znienawidzonego służbisty.

Kinji Fukasaku to specjalista od gangsterskich dramatów, którego współczesna publiczność może kojarzyć ze wstrząsającej futurystycznej opowieści Battle Royale (2000). Upadek zamku Ako dowodzi, że nie tylko współczesność i przyszłość zaprzątały jego umysł.

Nie pozostał obojętny także na wydarzenia historyczne, stworzył barwny dramat samurajski rozgrywający się pod koniec ery Genroku (w pierwszych latach XVIII wieku). Wykorzystując znaną, szczególnie w Japonii, autentyczną historię opowiedział o niezwykłym przywiązaniu samurajów do swojego daimyō. Bojąc się zostać wędrownymi roninami gotowi są zginąć by raz jeszcze okazać wierność swojemu dobroczyńcy.

Przywódcą grupy buntowników jest kanclerz Kuranosuke Ōishi – to on najpierw decyduje by podążyć ścieżką swojego pana (czyli popełnić seppuku) – chce w ten sposób pozbyć się osób słabszych.

Gdy zostaje z nim garstka odważnych i gotowych na wszystko wojowników, przystępuje do planowania i realizacji zemsty. Kanclerza Ōishi, czyli postać pierwszoplanową, zagrał Kinnosuke Nakamura, najbardziej kojarzony z rolą szermierza Miyamoto Musashi z popularnej w Japonii serii z lat ’60.

Na ekranie błąka się Sonny Chiba w roli samuraja wykluczonego z klanu za popełnienie morderstwa. Pamiętna jest scena, w której na pytanie młodzieńca: „Jak prawidłowo popełnia się seppuku”, odpowiada: „Nie wiem, nigdy tego nie robiłem”. W epizodzie pojawia się Toshirô Mifune odgrywając typową dla siebie posągową postać jakiegoś ważnego dostojnika.

Skromny wystrój wnętrz, specyficzne stroje, energiczne wymachiwanie mieczem, niespokojne, wręcz histeryzujące postacie, wreszcie przerażające w swym okrucieństwie rytualne samobójstwo, kryjące w sobie samurajski honor i prośbę o wybaczenie win.

Fukasaku znakomicie wykorzystał elementy japońskich dramatów historycznych i sensacyjnych, by przypomnieć znaną historię, którą w czasach kryzysu japońskiej kinematografii wielu zdążyło zapomnieć.

Za pomocą kolorowych kadrów, licznego grona statystów i ciekawej, inspirującej intrygi udało się twórcom wzbudzić emocje i sprowokować do przemyśleń związanych z rycerskim honorem i poświęceniem. Dzięki świetnie wykonanej robocie reżyserskiej czas przed ekranem mija szybko.

W wydaniu Fukasaku opowieść o 47 roninach przepełniona jest goryczą i smutkiem, a spokojne i przegadane fragmenty czasem gwałtownie przerywa szaleńczy huragan pod postacią wściekłych, żądnych krwi samurajów. Muzyka Toshiaki Tsushimy całkiem nieźle oddaje stan duszy bohaterów, ich smutek i frustrację, a wizualna oprawa godna jest prawdziwych mistrzów.

Pochód armii szoguna mającej odbić z rąk samurajów zamek Ako, liczna grupa roninów tłocząca się i przekrzykująca w jednym pomieszczeniu, by podjąć jakąś konkretną i w miarę rozsądną decyzję, no i wreszcie sceny walk oraz finałowe seppuku – operator tak sfilmował wydarzenia, by widoczny był wysoki budżet i spory wysiłek, jaki japońscy filmowcy włożyli w tę produkcję.

Upadek zamku Ako to pasjonujące widowisko dla widzów interesujących się japońską historią i kulturą, a także kinematografią tego intrygującego kraju. Film mocno oddziałujący na emocje, perfekcyjnie zrealizowany i zagrany, wspaniale opowiadający historię o niezwykłej odwadze, bezgranicznym oddaniu i niezaprzeczalnej lojalności.

Z drugiej jednak strony reżyser poddaje w wątpliwość moralne aspekty opowieści. Czy zemsta na bezmyślnym i tchórzliwym urzędniku była godna takiego poświęcenia? Czy dała satysfakcję tym roninom i rodzinie zabitego daimyō? Czy dała do myślenia szogunowi, by usprawnić nieco wymiar sprawiedliwości i zmienić sposoby karania samurajów?

Fukasaku nie daje jasnych odpowiedzi, nie moralizuje, nie ocenia, nie próbuje na siłę wzruszać. Chłodno obserwuje wydarzenia, by w miarę rzetelnie i rozważnie zrekonstruować ówczesną sytuację polityczną i trudne położenie wasali, którzy po stracie pana stanęli u progu nędzy i rozpaczy.

Udał się Japończykom ten film – nie jest naiwną, efekciarską i tandetną bajką, ale zachowującym pozory realizmu filmem o nieprzemijającej wierności, niepodważalnym bohaterstwie, nieopanowanym pragnieniu zemsty i trudnym do zdefiniowania pojęciu honoru.

Filmowcy z Kraju Kwitnącej Wiśni z dużym szacunkiem i zasadami prawdopodobieństwa potraktowali historyczne wydarzenia, nie próbując ich upiększać ani dodawać efektownych fajerwerków.

Mnie ten film po prostu powalił – może dlatego że nie widziałem poprzednich wersji, a może dlatego że to po prostu znakomite, inteligentne kino oraz kapitalne, ekscytujące widowisko. Nie potrzebna mi do szczęścia żadna inna wersja tej opowieści, a już tym bardziej dokonana przez Amerykanów w formie kiczowatego filmu fantasy.

Mariusz Czernic

 

Znany pod tytułami: The Fall of Ako Castle / 赤穂城断絶 / Akō-jō danzetsu / Swords of Vengeance
Produkcja: Japonia, 1978
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4/5

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

One comment

  1. Przeczytawszy powyższą recenzję z satysfakcją odnotowałem, że film ten się spodobał, a nawet więcej – że zasłużył sobie na wnikliwą i przychylną recenzję, i to w dodatku zamieszczoną w znakomitym magazynie filmoznawczym…
    Piszę to jako współautor polskiej wersji tego filmu (napisy, lista dialogowa dla lektora), nad którą swego czasu dość długo pracowałem, nie tylko pod względem czysto językowym, ale dostosowując je również do takich możliwości percepcji, jakie posiada przeciętny polski kinoman, niespecjalnie znający japońską historię i kulturę, i raczej nie posiadający dokładnej znajomości „Chushigury”.
    Film ten był wyświetlany w polskiej telewizji, chyba nawet kilka razy (np. 16.08.2012 na kanale TV4). Natomiast wydanie płytowe (o ile do niego dojdzie!) czeka na swą kolej …

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s