Horror już ładnych parę lat czekał na nową „królową krzyku”, która stałaby się dla współczesnego kina gatunkowego personą na miarę Jamie Lee Curtis, Sigourney Weaver czy Marilyn Burns. A termin ten w mediach nie był używany aktywnie przez wiele lat, przynajmniej od czasu zakończenia ostatniej części Krzyku, zarezerwowany głównie dla blogowych zestawień odwołujących się do kinowej nostalgii.

Powodem, dla którego termin wyszedł w zasadzie z użycia pod koniec lat ’90, czy na początku nowego Millennium, był kryzys horroru i thrillera, które do tego czasu stały się gatunkami mocno zużytymi, coraz częściej parodiowanymi przez przemysł filmowy, po trochu z powodu wyczerpania się formuły, po trochu z braku nazwisk, które podtrzymałyby świeżość przekazu.

Jednak w ostatnich 7-8 latach horror nieoczekiwanie wrócił do gry dzięki scenie niezależnej, która dała nam takie filmy, jak: Dom w głębi lasu, [Rec], I Am a Ghost, a ostatnio Oculus, The Babadook czy w końcu hit roku, Coś za mną chodzi w reż. Davida Roberta Mitchella. To zaś oznacza, że musiała się pojawić kandydatka na nową królową krzyku, za którą uważa się obecnie 21-letnią Maikę Monroe.

Szansom aktorki pomaga naturalna uroda blondynki, która zbliża ją do klasycznych hollywoodzkich piękności (pada nawet porównanie do Tippi Hedren), ale Monroe nie jest z żaden sposób konwencjonalna, bo ze swoją seksowną aparycją bardziej przypomina Linneę Quigley lub Neve Campbell, dwie inne aktorki, które mocno kojarzy się z ekranowym wrzaskiem.

Monroe dała się poznać szerszej publiczność w Gościu, a zaraz potem w Coś za mną chodzi, filmach dobrze przyjętych zarówno przez krytyków, jak i fanów. Obydwa dały jej składniki do szybkiego tworzenia statusu w branży, gdyż ich poziom wznosi się (mniej lub bardziej) poza gatunkową przeciętność, przyciągając także publikę oglądającą na co dzień tzw. ambitne kino. Także przez to, że są to filmy-hybrydy.

Pomimo tego, że aktorka zagrała do tej pory w filmach bazujących w dużej mierze na przetwarzaniu utrwalonych motywów kinowych (żyjemy przecież w erze mash-upu), sama w sobie nie jest jednak nośnikiem nostalgii, jaka może obezwładniać umysł, gdy słyszymy soundtrack do Coś za mną chodzi, skomponowany przez Disasterpeace, który miejscami w dziwny sposób przywołuje dźwięki grupy Goblin z filmów Daria Argenta, bo jasne jest, że reprezentuje młode pokolenie.

Monroe uoasabia charakter ery Drive, Prawnika z Lincolna czy Wolnego strzelca, który na dobre odchodzi od modelu dziewicy. Ta przeżywała w klasycznych horrorach, gdyż była niepokalana, jak dyktowała religijna logika.

Jednak w przeciwieństwie do klasyków, seksualność jej postaci w Coś za mną chodzi jest namacalna i kluczowa dla rozwoju akcji. Monroe reprezentuje kobietę, która świadomie używa swojej atrakcyjności – przyjemność jest jej prawem i kardynalnym wyborem. Co równie ważne, tą rolą dobrze wpasowuje się we współczesny model bohatera/ofiary.

Mimo tego sama aktorka niezbyt przejmuje się etykietką królowej krzyku i w wywiadzie dla IndieWire na pytanie o to, co o niej sądzi, mówi: Kurde, nawet nie wiem. Wiesz, przypadkiem zrobiłam te dwa filmy gatunkowe w krótkim odstępie czasu i obydwa odniosły sukces, więc teraz ludzie, którzy je kochają mówią: „OK, jest teraz królową krzyku”. Ale nie patrzę na siebie w ten sposób. Grałam wcześniej w różnych projektach i chcę teraz pójść w zupełnie innym kierunku. Nie widzę siebie w roli królowej krzyku i nie planuję kariery w tym gatunku.

Conradino Beb

Źródło: A.V. Club / IndieWire

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s