14004_JACKPOT_QUAD_AW.indd

Cassavetes pewnie piałby z zachwytu, że jego wyjątkowa domena sztuki – kino niezależne, cały czas wypluwa z siebie coś żywego, oryginalnego i nie podcinającego swojej własnej gałęzi onanizmem twórcy. A taka jest właśnie Mandarynka, kino transseksualne (motyw przewodni, ale wcale nie najważniejszy), uliczne, niskobudżetowe (wszystkie filmy niskobudżetowe mają jedną cechę wspólną – są kręcone na niskim budżecie), miejskie, etniczne, społeczne, amerykańskie i w przewrotny sposób romantyczne.

Historia Sin-Dee, latynoskiej, ulicznej prostytutki, która wychodzi z pierdla po krótkim pobycie, tylko po to by dowiedzieć się od swojej przyjaciółki i towarzyszki w zawodzie, Alexandry, że jej „tatuś” zaczął posuwać białą rybkę (tłumaczenie dosłowne słów głównej bohaterki), zostaje zamieniona w mini-odyseję – nomen omen wigilijną – przez Miasto Aniołów circa 2015, w którym, żeby zacytować Hanka Moody’ego z Californication (samo się narzuca): Seks zamawia się jak pizzę na wynos.

Ale jak na film o kurwach (lub jak kto woli, pracownicach seksualnych) w filmie jest zdumiewająco mało seksu, choć scena obciągania pały w myjni samochodowej należy do mistrzowskich i nie powstydziłby się jej żaden profesjonalny artysta. Jednak należy podkreślić, że nie jest to seks w znaczeniu pornograficznym czy eksploatacyjnym, tylko eksploracja aktu w wymiarze emocjonalno-uczuciowym. Tak, Mandarynka ma dużo paradoksów, ale tylko dlatego, że życie jest ich pełne i rzadko go starcza, żeby je wszystkie zrozumieć.

I za to należy reżyserowi, Seanowi Bakerowi, podać dłoń, bo niewielkimi środkami dokonał on cudu pokazania tych codziennych ludzkich absurdów, jak na dłoni. A że interesują go autsajderzy, ulicznicy, dilerzy, narkomani czy ludzie z marginesu społecznego, prezentuje je na przykładzie środowiska, które operuje minimalnymi regułami, w którym przemoc jest na porządku dziennym, a stabilizacja raczej rzadkością niż regułą, co tworzy z kolei bardzo silną presję na utrwalanie statusu grupowego i bezwzględną o niego walkę.

A o ten status walczy Sin-Dee, grana przez debiutującą na ekranie Kitanę Kiki Rodriguez, która „zdradzona” przez Chestera (wspomnianego alfonsa, a także dilera kokainy), za wszelką cenę próbuje znaleźć swoją konkurentkę i wytargać ją za włosy, co zresztą w końcu się udaje. Bocznym wejściem tymczasem wkrada się do filmu historia armeńskiego taksówkarza, który od domowych pieleszy (żony, dziecka, teściowej) woli płacić za seks z Alexandrą.

Razmik wnosi do tej opowieści optykę imigranta zakotwiczonego w tradycyjnej kulturze, która kontrastuje z brutalnym, choć bardzo wymownym, życiem transseksualnych prostytutek. Mimo tego istnieje nić łącząca te pozornie odmienne charaktery – determinacja i tragizm. Jakiekolwiek prowadzą bowiem życie codzienne, muszą walczyć o byt, jednocześnie będąc sobą i nie tracąc gruntu pod nogami, co zostaje przez reżysera bardzo zręcznie przeciwstawione sobie, a następnie wykorzystane do stworzenia wybuchowej kulminacji!

Film od warstwy realizacyjnej jest prawdziwą, niskobudżetową perełką (nakręconą za $100 tys). Cinema vérité wykorzystuje technologię cyfrową (a konkretnie iPhone’a) co skutkuje eksploatacyjnym realizmem ery YouTube, jednak bez utraty warstwy narracyjnej, która przypomina spotkanie Sprzedawców z Tarnation. Dzięki temu podczas seansu ani na chwilę nie pojawia się wątpliwość, że film jest tak surowy, jak tylko się da, a więc estetycznie prawdziwy.

Jako opowieść Mandarynka należy najbardziej do dramatu w stylu queer, ale film nie jest pozbawiony przy tym wątków komediowych, które ubarwiają go do tego stopnia, że można go nawet interpretować jako komediodramat czy dramedię. Innym, wartym przyjrzenia się bliżej, elementem tej historii jest elektroniczny soundtrack, który można potraktować jako przegląd muzycznego podziemia LA (dubstep, grime, syhthwave, trap, EDM).

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Tangerine
Produkcja: USA, 2015
Dystrybucja w Polsce: Tongariro Releasing
Ocena MGV: 4,5/5

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

2 comments

  1. Świetny film. Chociaż jest surowy, to już wizualnie z pewnością nie. Pomimo tego iphone’a kolory robią wrażenie i kilka myków „operatorskich”. Jak na przykład sceny w samochodach gdy obiektyw oddala się od drzwi gdy gość wsiada, albo użyty dron w kilku momentach. Tu w ogóle nie widać amatorszczyzny. Sama historia to prawdziwie wigilijna opowieść 😀 Moja ulubiona scena to gdy Razmik wyjeżdża „na połów” i nie dostaje tego co oczekiwał 🙂 Siedzę z żoną, oglądam, chwila konsternacji… No tak! 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s