Luksemburscy politycy chcą być pionierami legalizacji marihuany w Europie – komentarz

Powiedzmy sobie szczerze, mimo konopnej euforii w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i wielu krajach Ameryki Pd., europejskie rządy uparcie trwają przy prohibicyjnym status quo, którego – co ciekawe – nigdy nie były inicjatorami, ale który z czasem stał się wygodny z czysto politycznych powodów.

Legalizacji nie da się jednak na dłuższą metę uniknąć, z czego zdają sobie sprawę nawet niemieccy chadecy, którzy przyjęli w zeszłym roku ustawę zapewniającą dostęp do medycznej marihuany. Podobne zabiegi przeprowadzono w ostatnich latach we Włoszech, Grecji, Belgii, Irlandii, a nawet w Polsce, co nie umknęło uwadze europarlamentarzystów, którzy pracują obecnie nad ujednoliceniem dostępu do medycznej marihuany na szczeblu unijnym.

Nawet konserwatywna Europa idzie więc do przodu, tyle że marihuana medyczna, przy aktualnej, restrykcyjnej reglamentacji, nie rozwiązuje żadnego problemu, którym jest po pierwsze: ogromny popyt, po drugie: stale wzrastający odsetek konsumentów. W praktyce, zioło z importu to kropla w morzu potrzeb, która ma bardziej znaczenie symboliczne, niż praktyczne… 99% rynku to wciąż czarny rynek, którego podstawą są nielegalne uprawy.

Z tego kuriozalnego stanu już zaczynają sobie jednak zdawać sprawę niektórzy liberalni politycy, do których należy Etienne Schneider, minister zdrowia Luksemburga, który chce w pełni zalegalizować marihuanę, tłumacząc to przyczynami zdrowotnymi: nieznanym pochodzeniem nielegalnych kwiatostanów i automatycznym dostępem konsumentów do znacznie niebezpieczniejszych środków od dilerów, którzy nimi obracają.

Jak Schneider powiedział POLITICO: Polityka antynarkotykowa, która obowiązywała nas przed 50 lat, nie wywarła żadnego efektu. Zabranianie wszystkiego sprawiło tylko, że młodzi ludzie zaczęli się tym bardziej interesować.

Trichomy na liściu konopi

Stwierdzenie to oczywiście słuszne i nawet jeśli mocno trywialne, to oparte na mocnych dowodach psychologicznych, potwierdzających uniwersalną siłę “zakazanego owocu”. Jeśli coś jest społecznie czy politycznie potępiane, szkalowane i w efekcie delegalizowane, spora grupa ludzi chce natychmiast uzyskać do tego dostęp… głównie przez zwykłą ciekawość.

Luksemburscy politycy chcą więc pójść za zdrowym rozsądkiem i anulować efekt ciekawości, legalizując uprawę, sprzedaż i posiadanie marihuany. Ich logika ma jednak pewne dziury, bo po pierwsze: zabroniona ma zostać sprzedaż turystom, po drugie: zabroniona ma zostać domowa uprawa.

Jest to niestety rozwiązanie wysoce biurokratyczne i absurdalnie restrykcyjne, które nie bierze pod uwagę realiów: małego rynku zbytu (populacja Luksemburga to 613 tys. ludzi) i kultury konopnej, która zawsze opierała się na małych – ale szeroko rozpowszechnionych – uprawach prowadzonych przez pasjonatów. Jeśli wyłączymy z procesu legalizacji małych plantatorów, a do tego stworzymy warunki do rozwoju komercyjnych upraw wielkopowierzchniowych, sami prosimy się o kłopoty!

Efektem takiej “legalizacji” będzie to, że zakazu domowej uprawy nie będzie przestrzegać nikt (nic się więc nie zmieni), a nadwyżka legalnej produkcji zacznie wyciekać za granicę (głównie do Niemiec i do Francji) w ten czy inny sposób, co położy się cieniem na dobrych intencjach legislatorów.

Nie można przy tym zapominać o reperkusjach politycznych! W istocie, Niemcy już obawiają się efektu domina, co potwierdza prawnik Malke Goetz, specjalizujący się w regulacjach prawnych dotyczących medycznej marihuany, mówiąc: Nacisk społeczny tej decyzji będzie tak wysoki, że legalizacja stanie się poważnym elementem dyskusji w innych krajach członkowskich.

Blue Dream / szczyt legalny

Problem jest taki, że kwestia legalizacji marihuany bardzo dzieli kraje Unii. Niektóre są jej bliskie, ale niektóre nie chcą nawet o niej słyszeć, co rozwiązać może jedynie poważna dyskusja w Parlamencie Europejskim i w komisjach z udziałem całego społeczeństwa, a szczególnie grup zainteresowanych: konsumentów i plantatorów. W innym wypadku niewiele się zmieni.

Na to zwraca uwagę Jordan Wellington, jeden z autorów ustawy, która z powodzeniem zalegalizowała rekreacyjną marihuanę w stanie Kolorado, dzisiaj uważanym za wzorzec postprohibicji.

Wellington uważa, iż każdy wysiłek legalizacyjny jest krokiem w dobrą stronę, ale krytykuje jednocześnie konserwatyzm rozwiązań planowanych przez luksemburski rząd z tego powodu, że legalny rynek ujawni prawdziwy popyt, który jeśli nie zostanie w pełni zaspokojony, zostanie zaspokojony przez czarny rynek.

To lekcja płynąca z Kanady, gdzie rząd nie przewidział podstawowej – zdawałoby się – sprawy: POPYTU NA MARIHUANĘ! W efekcie, 7 miesięcy po legalizacji 59% konsumentów wciąż zaopatruje się na czarnym rynku, gdzie cena kwiatostanów dodatkowo wciąż spada w stosunku do kwiatostanów legalnych, a ich jakość jest powszechnie postrzegana jako wyższa!

Mimo nieprzewidzianych wybojów, które mogą czekać Luksemburg, Europa bardzo potrzebuje jednak pioniera, który wyważy drzwi i da przykład innym, gdyż czas dojrzał do odważnych decyzji, które nie mogą być dłużej odkładane na później.

Conradino Beb

 

Źródło: Politico

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: