No to mamy “Rambo III”, czyli “Wiedźmin” kolejny raz potwierdza, że ekranizacja Sapkowskiego graniczy z niemożliwością!

Powiem wam szczerze, generalnie uważam, że Sapkowski tworzy literaturę światowego formatu, czytałem sagę i opowiadania dwukrotnie, i ciężko cokolwiek w tym stylu znaleźć nie tylko w Polsce, ale i na świecie… co łączy się niestety z tym, że mamy paradoksalny problem: jest to twórczość do tego stopnia oryginalna, że bardzo ciężko ją przełożyć na język filmu czy serialu.

Czy netfliksowy Wiedźmin mógł być lepszy? Zdecydowanie. Czy mógł być gorszy? To też jestem sobie w stanie wyobrazić. Mogliśmy na przykład dostać Nilfgaardczyków w zbrojach z jeleniego jelita i hełmach zespawanych z pozostałości po Fiacie 126p. Ale żarty na bok, bo chodzi mi generalnie o to, że serial nie wywiązał się z kilku technicznych obietnic, które leżą wprawdzie nieco na uboczu całego doświadczenia, ale mimo wszystko drażnią.

Mamy więc make-up chamsko wyłażący w prawie każdym zbliżeniu – co obserwowałem w jakości HD, więc nie chcę sobie nawet wyobrażać, co przeżyli ci z ekranem z 4K – a to nie pozwala na zawieszenie wiary, która jest konieczna do rozkoszowania się całą sprawą, nie?

Eamon Farren jako Cahir

To CGI też trochę jebie po oczach. Jasne, jest konieczne (bla bla bla), ale nie wiem jak to jest, że zawsze przychodzi ten moment Gry o tron – bo nie da się w praktyce uciec od tej dyskusji – i się zaczynają porównania, komentarze, ataki DDOS etc. Generalnie, tej przepaści za zamkiem w Ogrodzieńcu czy krabopająków można chyba sobie było oszczędzić i smok też mógł wyglądać lepiej, jeśli budżet byłby wyższy lub talent zespołu renderingowego większy.

Miałem od tego czasem déjà vu… że widzę reboot Xeny – wojowniczej księżniczki, a nie coś co aspiruje do kina moralnej ambiwalencji (już nie partyzanci przy wódce, ale magowie i królowie porobieni Białą Mewą), co spędzało mi przez dwie noce sen z powiek, a insomnię tę musiałem leczyć obfitymi dawkami haszyszu i czerwonego wina w towarzystwie dziadów borowych (mieszkam na wsi).

Do tych “szczegółów” dochodzą jednak problemy znacznie poważniejsze, a konkretnie te dotyczące: scenariusza, dialogów, reżyserii i czegoś znacznie mniej uchwytnego, czyli klimatu. I tak największym problemem serialowego Wiedźmina jest niestety słowo pisane. Połączenie pomiędzy gęstością opowiadań i rozwiązłością sagi jest w adaptacji bardzo chwiejne, co było w ogóle ryzykownym zabiegiem, który się moim zdaniem zwyczajnie nie opłacił.

A to prowadzi nas z kolei do problemu odbioru treści. Sam nie miałem specjalnych problemów z nielinearną narracją i był to nawet dla mnie miły eksperyment, ale z komentarzy setek ludzi wnioskuję, że był to istotny problem dla tych, którzy nie czytali książek.

A to jest – ponownie – swoistym paradoksem, bo showrunnerka obiecywała w końcu nowy język opowiadania o Geralcie, Yenneffer i Ciri, zupełnie nowy format, który miał być nieporównywalny z literaturą Sapkowskiego, co jest zresztą warunkiem zasadniczym dla adaptacji materiału źródłowego, która jest tak naprawdę tłumaczeniem pewnego języka na inny.

Książki więc bezsprzecznie ważą na serialu, który radzi sobie jednak z nimi poprzez zażywanie spidujących mutagenów, dzięki którym wszystko staje się prostsze, bo wymaga więcej biegania, więcej machania mieczem a w przypadku finału: dużej liczby wybuchów, teleportacji i pokazów ogniowych.

À propos, czy Yennefer naprawdę potrzebna była w ręku biała broń? To nieznośny piard narracyjny, bo Yennefer jest czarodziejką, która nigdy nie była szkolona we władaniu mieczem. Jak wiemy była chłopką, a jej charakter niemal zawsze sprawia (w książkach), że sama umywa ręce od fizycznej przemocy, wyświadczając się w zamian innymi.

Anya Chalotra jako Yennefer

No to w końcu prosto z mostu – pisarzom zabrakło wyobraźni. Mamy do czynienia z przepięknymi odcinkami takimi jak 3, 4 czy 7, kompletnym gównem: odcinkami 6 i 8, takimi sobie wcinaczami trawy jak 1 i 2 oraz ze zmarnowanym potencjałem zawiniętym w papierek od lizaka, czyli odcinkiem 5. I wcale się nie dziwię niektórym dziennikarzom dającym dwie gwiazdki, bo jeśli się skupiać tylko na brudnej stronie mocy, to faktycznie tak to wygląda.

Skupmy się jednak trochę na pozytywnych stronach tego generalnie mającego szansę na poprawę produktu netfliksowego. Po pierwsze nie zawiódł Cavill, który odwalił kawał dobrej roboty, a odwaliłby jeszcze lepszą, gdyby dostał lepsze linijki, co mam nadzieję zostanie naprawione w drugim sezonie.

Nie zawiodła też ani Anya Chalotra, ani Freya Allan. Obydwie panie zagrały z sercem, ale nie dostały ani wystarczającego czasu ekranowego, ani zgrabnie napisanych ról. Cały ten pomysł na dodanie Ciri kilku lat i wciągnięcie jej do pierwszoplanowej narracji nie okazał się w ogóle taki zły, tyle że kierunek, jaki wybrano, przypomina pędzenie na oślep z zawiązanymi oczami.

Tak, nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale główna problematyka serialu nie leży w pracy aktorów, ale w zapleczu pisanym – jest ono chwiejne, mało wyrafinowane a do tego zmasakrowane jak warchlak w trakcie świniobicia przez próbę upchnięcia sporej liczby informacji w mniej więcej godzinnym odcinku, który pewnie wytrzymałby samo opowiadanie, ale na pewno nie wytrzymuje dwóch dodatkowych wątków.

Z drugiej strony poprzeczkę podciągnął Joey Batey (Jaskier), który nie tylko potrafi używać strun głosowych, ale ma niezaprzeczalny talent i jest warsztatowym profesjonalistą. Powiedziałbym nawet, że Jaskier w dużej mierze ratuje cały show jako prywatny specjalista od PR, ale generalnie łatwiej jest pisać postaci komiczne niż cyniczno-romantyczne takie jak Geralt.

Freya Allan jako Ciri

Muzyka weszła mi też bardzo dobrze. Gdyby tylko było jej trochę więcej, to byłoby cacy. Scenografia również wygląda z grubsza tak jak mogliśmy się tego spodziewać, choć zdarzają się odcinki, w których wygląda nieco tanio (niespecjalnie odbiega jednak od pierwszego sezonu GoT). Na plus należy także zaliczyć to, że skorzystano z naturalnego piękna plenerów, w których kręcono i te ujęcia z lotu ptaka bardzo cieszą oko.

Co więc dalej z Wiedźminem? W preprodukcji jest już drugi sezon, do którego zdjęcia zaczną się na wiosnę 2020. Miejmy nadzieję, że Netflix jest gotowy na poprawę, bo w innym wypadku słabo to widzę w przypadku ludzi, którzy 16 lat skończyli już jakiś czas temu.

Ten target wydaje się być jednak serialem zachwycony i nic dziwnego, bo wiedźmini nie mieszkają już dłużej w jaskiniach a do tego jest dużo scen rozbieranych. Te ostatnie akurat, jak dla mnie, bardzo na plus, tylko więcej klasy by się przydało scenarzystom i reżyserom.

Conradino Beb

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: