Ejtisowe koszmary: Mucha (1986)

Oryginalny plakat

Pisząc o dorobku Davida Cronenberga ciężko pominąć Muchę, która pozostaje do dzisiaj największym hitem kasowym reżysera ($60 mln przychodu), a co za tym idzie, jego najbardziej znanym dziełem wśród masowej publiczności. Sukces Muchy wykracza jednak daleko poza sferę zarobkową, która zbyt często bywa utożsamiana z merytoryczną wartością filmu, chociaż obydwa aspekty są ze sobą powiązane bardziej na zasadzie korelacji niż związku przyczynowo-skutkowego.

Muchę Cronenberga siłą rzeczy porównuje się niemal zawsze do oryginału Kurta Neumanna, wyreżyserowanego w 1958 na podstawie scenariusza Jamesa Clavella, opartego o nowelkę George’a Langelaana opublikowaną w Playboyu. Film stał się z miejsca wielkim sukcesem, dając początek dwóm sequelom: Powrót muchy (1959) i Klątwa muchy (1965), które na stałe zakotwiczyły serię w historii kina gatunkowego.

Miłośnicy kulturowych koincydencji powinni przy tym odnotować, że urodzony w Paryżu Langelaan był przyjacielem znanego brytyjskiego okultysty, Aleistera Crowleya, z którym grał w szachy w paryskiej Café du Grand Palais, gdzie ten drugi pojawiał się regularnie po swoim wygnaniu z Sycylii w 1923.

Dzieło Cronenberga to jednak kompletnie inne zwierzę od wiernej adaptacji Neumanna, z którym łączy je w zasadzie tylko rdzeń – wątek naukowca upajającego się własnym geniuszem, w pocie czoła pracującego nad przełomową technologią teleportacji. Wszystkie pozostałe elementy zostały przez mistrza horroru zmienione nie do poznania.

I tak, reżyser zastąpił tradycyjne, kochające się małżeństwo, znane z wersji oryginalnej, romansem dziennikarki śledczej Veroniki Quaife z przystojnym naukowcem Sethem Brundlem. Bohaterowie już w pierwszej scenie filmu spotykają się na owartej dla prasy, korporacyjnej imprezie, co pozwala reżyserowi na gładką ekspozycję. Widz zaznajamia się z nimi coraz lepiej, w miarę gdy ci poznają się wzajemnie wraz z rozwojem swojego związku.

Ponadto, Cronenberg przystosował historię Langelaana do czasów współczesnych. Mamy więc lata 80. pokazane jako okres prosperity, pędzącego na oślep kapitalizmu, korporacyjnych badań naukowych i dzikiej konkurencji zawodowej. Grany przez Jeffa Goldbluma naukowiec jest wprawdzie pozornie niezależny i ma nieograniczony budżet na swoje badania, ale doskonale wie, że wszystko co osiągnie i tak stanie się ostatecznie własnością korporacji Bartok, która go sponsoruje.

Dziennikarka, grana przez znakomitą Geenę Davis, która wkraczała w tym okresie w szczytowy okres swojej kariery aktorskiej, walczy z kolei – zgodnie z duchem czasów – z męską dominacją uosabianą przez figurę swojego byłego, Stathisa Boransa, który po rozstaniu pozostaje jednak wciąż jej przełożonym.

Cronenberg ukazuje go jako maniaka kontroli i obcesową, bezwględną osobę, dla której liczy się tylko podbijanie nakładów kierowanego przez niego magazynu popularnonaukowego. Odegra on jednak z drugiej strony kluczową rolę w finale filmu!


Warto przy tym podkreślić, że na poziomie narracyjnym Mucha sięga tak naprawdę do klasycznego, XIX-wiecznego wątku walki „nowego”, uoasabiającego ideały modernizmu człowieka z jego brutalną „zwierzęcą naturą”, która niezmiennie wymyka mu się spod kontroli. Tym samym Frankenstein Marry Shelley czy Dzwonnik z Notre Dame Victora Hugo odżywają ponownie w filmie Cronenberga, który zawiera nawet scenę-hołd dla tego drugiego.

Ukryty na wysokim tarasie, korzystający z osłony pochmurnej nocy, częściowo zamieniony w muchę Seth Brundle, ustylizowany jest w niej na Quasimodo, który z mieszanką wstydu, zazdrości, przerażenia i tęsknoty zerka na współczesny świat, do którego należy jego kochanka a do którego nie może wrócić ze względu na swoją pół-zwierzęcą kondycję.

Tym samym stopniowa transformacja ciała człowieka w owada – która w oryginale ma natychmiastowy charakter – staje się dla Cronenberga okazją do mistrzowskiej eksploatacji strachu przed innym poprzez gore, szaleństwo i utratę zdolności mówienia przez Brundle’a.

Transformacja ta ma przy tym również swój wymiar filozoficzny („Ja to ktoś inny” pisał Rimbaud), dzięki czemu Mucha znakomicie się starzeje. Film Cronenberga można wszakże postrzegać jako artystyczne sondowanie granicy pomiędzy człowiekiem a innym, istotą-inną-niż-ludzka (bestią, zwierzęciem, insektem), a co za tym idzie, postrzegania nas samych z perspektywy innego.

Pomimo upływu czasu, charakteryzacja autorstwa Stephana Dupuis, który wygrał za nią Oscara w 1987, dalej robią wrażenie, fantastycznie obrazując całkowitą dezintegrację ludzkiego ciała, co jest wszakże jednym z kluczowych elementów body horroru. Faktycznie, Mucha jest jednym z idealnych przykładów podgatunku, nie bez powodu głównie identyfikowanego z dorobkiem Cronenberga.

Podsumowując, należy zachęcić wszystkich fanów Cronenberga, którzy nie widzieli Muchy, do jej zobaczenia. Ten sam apel można skierować do fanów nietypowego horroru, którzy być może niezbyt dobrze odnajdują się w slasherach czy filmach o nawiedzonych domach, ale czerpią przyjemność z dzieł eksplorujących strach człowieka przed mrokami swojej podświadomości.

Conradino Beb

Oryginalny tytuł: The Fly
Produkcja: Kanada, 1986
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4,5/5

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.