obraz/fotografia: Dan Lynch

 

Conradino Beb: Czy moglibyśmy zacząć od tego czym się ostatnio zajmujesz? Wiem, że aktualnie wykładasz na Uniwersytecie w Sydney, wcześniej zaś wykładałeś w Australijskiej Szkole Radiowo-Telewizyjnej (AFTRS) w ramach projektu Nowe Media i Design Interaktywny, jeśli mógłbyś jednak odsłonić małą część swojego życia codziennego, z pewnością byłoby to bardzo interesujące.

Mark Pesce: Obecnie raczej nie pochłaniają mnie codzienne wykłady, utrzymuję wprawdzie funkcję wykładowcy honorowego na Uniwersytecie w Sydney, ale oznacza to tyle, iż nie muszę w zasadzie pracować, a oni nie muszą mi płacić. Wykładam okazjonalnie, zarówno na Uniwersytecie w Sydney, jak i w Australijskiej Szkole Radiowo-Telewizyjnej (AFTRS), jednak większość swojego życia spędziłem gdzieś pomiędzy uczelnią, a przemysłem i właśnie tu obecnie znajduje się moje miejsce. Wszędzie, gdzie nie spojrzę, jest teraz mnóstwo ciekawych lektur – mam swoje ulubione kanały RSS, blogi, publikacje, agregatory wiadomości etc. Prawdopodobnie zajmuje mnie więc absorbowanie informacji przez 3-4 godziny dziennie. Potem przychodzi czas na pracę dla klientów – to są zaś bardzo różni goście, więc dzięki temu jakoś się kręci. Żaden kolejny dzień nie jest taki sam, jak poprzedni i to mi się podoba.

Conradino Beb: W jaki sposób znalazłeś się w Australii?

Mark Pesce: Najpierw zostałem zaproszony jako konsultant ds. designu i nowych mediów w nowym programie narodowej szkoły filmowej, AFTRS. Poszło mi tak dobrze, że poprosili mnie o pozostanie na miejscu i dalsze wdrażanie planu, który stworzyłem. Kiedy zajmowałem się konsultacjami zakochałem się przy okazji w Australii, tak więc była to łatwa do podjęcia decyzja.

Conradino Beb: Czytam obydwa twoje blogi – Hyperpeople oraz Yeschaton. Pierwszy z nich wydaje się być ostatnio pozostawiony nieco na uboczu, ale drugi cały czas iskrzy się od nowych odkryć naukowych, które są fajne nawet dla człowieka, nie będącego geekiem. Czy postrzegasz blogging jako ważne medium w tym sensie, że promuje on nowe idee i tworzy przestrzeń debaty społecznej? Czy sprawa Kathy Sierra w USA udowodniła, że blogging jako medium ma już niezwykle wielkie znaczenie społeczne?

Conradino Beb:: Z Hyperpeople mam obecnie przerwę, ponieważ blog ten skupiał się na transformacji mediów, a ja czuję że wyczerpałem temat. Mógłbym wprawdzie komentować bieżące wydarzenia tj. gwałtowny wzrost popularności Joost czy też sądowe walki YouTube lub utratę kontroli nad Digg, jednak poruszałbym w sumie te same tematy, które na łamach Hyperpeople już zostały poruszone. Kierunek, który obieram teraz, to polityka – kwestię tą zamierzam poruszyć jutro, na konferencji Media Hungaria w Tihany, na Węgrzech. To w tym kierunku zmierza zarówno sieć, jak i kultura sieci, a ja czuję iż mogę mieć coś do powiedzenia na temat tej ewolucji. Czujnie obserwuj tą przestrzeń. Yeschaton jest aktualizowany na bieżąco, ponieważ ciągle pojawiają się kolejne odkrycia naukowe; pomimo tego iż dostrzegam definitywną nierówność okresów wyłaniania się innowacji. W zeszłym tygodniu naukowcy ogłosili odkrycie genu, który (co pozostaje do dyskusji) czyni nas ludźmi. To rodzaj dyskursu, który idealnie pasuje do Yeschatonu.

Conradino Beb: Jesteś autorem dwóch interesujących terminów, które wprowadziłeł do dyskursu internetowego. Są to „mrowie” (swarm) oraz „hiperdystrybucja” (hyperdistribution). Czy mógłbyś opisać dokładniej, co leży u ich podłoża i przy okazji powiedzieć, co sądzisz na temat wszystkich zmian, które portretuje się jako „Web 2.0”? Zastanawiając się nad tym sam, doszedłem do wniosku, iż cała ta „treść tworzona przez użytkowników”, to tylko nowy korporacyjny PR i rosnący apetyt na branding i marketing online. Czy może być to nowy sposób kontrolowania naszego życia?

Mark Pesce: Krótka odpowiedź brzmi „TAK”. Długa odpowiedź jest zaś znacznie dłuższa. „Mrowie”, to termin który zapożyczyłem – oczywiście jestem tutaj dłużnikiem – z książki Kevina Kelleya pt. Out of Control: The Rise of Neo-Biological Civilization, która została opublikowana w 1995. W tym czasie Kelley był redaktorem naczelnym pisma WIRED, a był to prawdopodobnie najlepszy okres dla tego pisma, kiedy ukazywały się najciekawsze publikacje. Wszystko to, co dzieje się teraz, wraz z coraz widoczniejszą, przewodnią rolą kolektywnej inteligencji, zostało przepowiedziane w jakiś sposób przez Kelleya. Było pewnych kilka miesięcy, kiedy wszyscy w San Francisco – które było wtedy centralnym miejscem dla społeczności sieciowej – rozmawiali o ideach, zawartych w książce Kelleya. Ten człowiek naprawdę wpłynął swoją myślą na kształt rzeczywistości i sądzę, że teraz zaczynamy dostrzegać, jak wielki był to wpływ. Radzę każdemu znaleźć kopię tej książki i natychmiast ją przeczytać. Teraz może się wprawdzie okazać już nieco przestarzała, ale jedynie dlatego, iż idee w niej zawarte, stały się wiedzą powszechnie dostępną.”Hiperdystrybucja”, to termin który stworzyłem, ponieważ starałem się rozróżnić standardowy model dystrybucji hierarchicznej (góra-dół), który charakteryzował media masowego komunikowania przez ostatnie 300 lat od modelu anarchistycznego, kłączowatego, kierowanego przez użytkowników, który zaczął dominować w ostatnim czasie. Nie łączy go nic wspólnego z dystrybucją w sposób, w który rozumieliśmy ten termin dotychczas, jednak w obydwóch przypadkach niektóre media – i niektóre memy – poruszają się z umysłu A do umysłu B. W przypadku hiperdystrybucji nie ma jednak możliwości kontroli dystrybucji. Reczy po prostu się dystrybuują lub też precyzyjniej, rzeczy są tak znaczące, że inspirują ludzi do ich dystrybucji przy użyciu zasady „trzech F”, która mówi, że ludzie znajdują rzeczy (Finding), filtrują je dla tych, którzy mogą być nimi zainteresowani (Filtering), by następnie przesłać je dalej (Forwarding): odnajdywanie, filtrowanie i przesyłanie dalej. To podstawowe ludzkie zachowanie – było w nas przez długi, długi czas, ale teraz zostało niesamowicie wzmocnione przez Internet. Z tego powodu nazywam to hiperdystrybucją – to dystrybucja wzmocniona. Jeśli chodzi o kontrolę, w ogóle o tym zapomnij. Wszystko jest już poza kontrolą, teraz liczy się jedynie wyłanianie nowości. My zaś mamy swoją małą, cenną kontrolę jedynie nad tym, co się wyłania z rzeczy, które poddajemy obróbce. Rzeczy się wyłaniają, nowe rzeczy się rodzą. Niektóre z nich nie mogą konkurować i umierają. Jest w tym pewien element naturalnej selekcji, zachodzącej z szybkością światła, której pasmem komunikacyjnym staje się Internet.

Conradino Beb: Jesteś zwolennikiem licencji Creative Commons, stworzonej przez Lawrence’a Lessiga, używasz jej nawet w swojej ostatniej książce, którą można ściągnąć z Internetu. Na swojej stronie używam licencji GNU FDL. Czy sądzisz, że licencje typu „niektóre prawa zastrzeżone” zaczną w przyszłości wpływać na typowo korporacyjne modele biznesowe czy też pozostaną domeną treści, tworzonej przez techno-anarchistów i futuro-idealistów?

Mark Pesce: Obstaję przy takiej maksymie: Im bardziej coś jest udostępniane, tym bardziej staje się wartościowe. Nie ma to sensu w staromodnym modelu dystrybucji, jednak jest to jedyny model, który ma jakis sens w erze hiperdystrybucji. Motywy, stojące za udostępnieniem mojej pracy na licencji Creative Commons nie są tak naprawdę altruistyczne – pozwoliło to bowiem dotrzeć do globalnej publiczności, która ją przeczytała i wykorzystała do własnych celów; nadało to także moim ideom zasięg większy niż mógłbym osiągnąć przy pomocy bardziej archaicznych, komercyjnych licencji wydawniczych. Czy jest to dobre rozwiązanie dla każdego rodzaju mediów? Na wnioski trzeba poczekać. Oczywiście pewne modele ekonomiczne będą musiały zostać przystosowane i już się to robi. Jednak dla mnie puszczanie pracy w obieg jest najlepszym sposobem na upewnienie się, że brand „Mark Pesce” będzie akumulował swoją wartość – która dla mnie osobiście przekłada się na klientów i pieniądze, ze które jestem się w stanie wyżywić.

Conradino Beb: Jednym z twoich największych osiągnięć było stworzenie języka programowania VRML, który był uważany za podstawę implementacji Wirtualnej Rzeczywistołci (VR) do środowiska WWW. Czy mógłbyś powiedzieć, co było głównym konceptem, który stał się motywacją dla stworzenia tej technologii?

Mark Pesce: Pragnąłem – i sądzę, że w końcu mi się to udało – czegoś, co miałoby kształt, przypominający obecne Google Earth, czegoś działającego w czasie rzeczywistym, ciągle się aktualizującego. W 1990 miałem związaną z tym wizję, a tak naprawdę wszystko polega na tym, by obserwować, jak technologiczne puzzle wskakują na swoje miejsce. VRML miał być Wirtualną Rzeczywistością (VR) dla każdego. Kiedy tworzyłem ten projekt razem z Tonym Parsi, nie miałem ani bajońskich sum, ani super szybkiego komputera – wszystko polegało na przystosowaniu naszej wizji do możliwości wolnych maszyn, używających wolnych połączeł internetowych. Teraz każdy ma znacznie szybszego PeCeta z niesamowitymi możliwościami graficznymi (lepszymi niż komputery za milion USD w 1993) i szybkie, stałe łącze. Obecnie bardzo chciałbym zobaczyć ludzi, którzy wrzucają mnóstwo szybkich, ciągle aktualizowanych informacji do Google Earth lub systemu open source, jak World Wind, używany przez NASA (którego nie używam, ponieważ nie chodzi kurwa na OSX), żebyśmy mogli oglądać Ziemię taką, jaką jest teraz. Dlaczego wydaje mi się to istotne? Ponieważ im wyraźniej dostrzegamy, co się dzieje, lepiej możemy nad tym zapanować. W 1993 nikt nie mówił o globalnym ociepleniu czy globalnym zatruciu środowiska naturalnego – nikt nie mówił o niczym w skali globalnej. Obecnie widzimy, że wszyscy tego potrzebujemy. Chcę, żeby dzieci w Dubai mogły zobaczyć, jak robi się papier z trzciny nad Żółtą Rzeką w Chinach. Chcę, żeby chińskie dzieci mogły obserwować zużycie ziemi i zatrucie środowiska w Australii. Chcę, żeby każdy z nas trochę bardziej wniknął w to, co robią inni – w prawidłowy sposób – tak, żeby pomóc nam w rozwiązywaniu dużych problemów, przed którymi wszyscy stoimy.

Conradino Beb: Jaron Lanier stwierdził w wywiadzie Whatever Happened to Virtual Reality?, który został opublikowany przez RU Siriusa w książce True Mutations, że idea Wirtualnej Rzeczywistości (VR) po odrzuceniu przez biznes: osiągnęła sukces jako technologia przemysłowa. Nie udało jej się jedynie weśłć na rynek technologii komunikacyjnej. Mimo tego stała się absolutnie podstawowa. Co sądzisz na ten temat?

Mark Pesce: Second Life jest niezwykle popularny, a jest zarówno Wirtualną Rzeczywistością (VR) i technologią komunikacyjną. World of Warcraft jest znacznie popularniejszy niż Second Life i jest także technologią komunikacyjną. To dziwne, ponieważ z mojego punktu widzenia VR kompletnie zwyciężyła. Nie używamy EyePhone’ów, ponieważ są niewiarygodnie szkodliwe dla oczu, a DataGloves po przejściu wielu stadiów ewolucji, stały się znane jako Wiimote, co powoduje, że konsole Nintendo Wii zlatują teraz z półek sklepowych na całym świecie. Krótko: VR wygrała. Jest obecnie podstawą dla wszystkich współczesnych gier video i spełnia wielką rolę w symulacjach. Nie wygląda to ani trochę tak, jak przepowiadał to Jaron Lanier czy RU Sirius, jednak to kwestia ich własnych oczekiwań wobec VR. Po prostu VR wygląda inaczej. To dokładnie to samo oprzyrządowanie, na działanie którego jesteśmy codziennie wystawiani. A co z Google Earth? Czy to nie VR? Czy nie używa się tego wszędzie? Myślę więc, że są to głupie stwierdzenia w innych przypadkach bardzo inteligentnych ludzi, w tym jednak zupełnie błędne.

Conradino Beb: Podnosząc pytanie na temat możliwości światów, opartych na VR tj. Second Life na poziom społeczny, co sądzisz na temat wywrotowych możliwości, jakie stwarzają one dla wykształconych programistów? Niedawno mieliłmy w Second Life małą rewolucję, jednak świat ten jest oczywiłcie wykorzystywany w tej chwili dla celów korporacyjnego brandingu. Czy wciąż mamy szansę na Zajebiście Potężnych Hakerów kontra Nowy Światowy Porządek (w Polsce też by się pewnie znalazło trochę tych wypasionych gości :P)?

Mark Pesce: Nigdy nie udzielam komentarzy na temat Second Life publicznie.

Conradino Beb: W swojej książce Hyperpeople piszesz, że: Presja ze strony systemów ludzkiej komunikacji staje się coraz większa pod wpływem cyfrowych technologii i wydaje się prowadzić nas celowo w stronę nadchodzącej katastrofy. Jednak presja może mieć także swój pozytywny aspekt – istoty ludzkie pod wpływem presji regularnie tworzą nieprzewidywalne. Jesteś więc zwolennikiem idei infokalipsy Terence’a McKenny czy też postrzegasz cyfrowe cyber-technologie jako szansę, która sprzyja najlepiej przygotowanym? Czy możemy mieć jedno bez drugiego?

Mark Pesce: McKenna ukradł tą ideę z francuskiego konceptu „ucieczki do przodu”– co jest także cytatem z McKenny, którym otwieram Becoming Transhuman. Presja informacyjna jest typem naturalnej selekcji, a naturalna selekcja jest silnikiem ewolucji. Ewolucja pozostawia każdej istocie żywej prosty wybór: zmień się lub giń. W każdej sytuacji, niektóre formy dokonają zmiany, a niektóre wymrą. Jednak ludzie są niezwykle kreatywni i potrafią się bardzo dobrze adaptować. Wierzę, że z powodu informacyjnego stresu kultury współczesnej, już teraz widzimy wszędzie eksplozję nowych form. Ostatnie dwa lata obfitowały w innowację – jeśli chodzi o media – w takim stopniu, jak ostatnie sto lat. Czy to przypadek, czy odpowiedź na presję informacyjną?

Conradino Beb: Byłeś jedną z kontrkulturowych gwiazd DisinfoCon, na której dałeś krótkie, ale esencjonalne „para expose”. Twoje teksty można także znaleźć w archiwach Disinfo. Czy generalnie postrzegasz cybermagijny i kontrkulturowy dyskurs Richarda Metzgera i Genesisa P-Orridge’a jako ważną siłę w świecie undergroundu? Czy podoba ci się sposób, w jaki robi się to współcześnie?

Mark Pesce: Absolutnie. Jest coć bardzo ważnego w odkrywaniu zamierzchłych technik i wypuszczaniu ich na światło dzienne, gdzie mogą zostać włączone we współczesny dyskurs. Utrata dziesiątków tysięcy lat ciężko zdobytej mądrości z powodu zwykłej zmiany form, byłaby niewiarygodną pomyłką. Sztuczką jest spoglądanie poza zmienność form w kierunku prawdy, która leży u ich podłoża. Zawsze uważałem, że różnice pomiędzy światem magijnym i wirtualnym są głównie natury semantycznej; obydwa systemy służą manipulacji konstruktami umysłu – memami. Istnieje wiele ścieżek, którymi można pójść, a różni ludzie obierają różne ścieżki. Bycie związanym blisko z maszyną przez tak długi czas – bycie programistą i „hakerem” (w starym, szanowanym sensie tego słowa) nie różni się w zasadzie od bycia magiem. Rzucałem ten argument wiele razy, ale zaledwie kilku ludzi jest zawieszonych w obydwóch światach naraz na tyle, żeby uchwycić cały sens. Prawda jest taka, że prawie każdy, kto pracował w zamierzchłych dniach nad VR, był tego absolutnie świadomy. Nie mówiłem im niczego nowego.

Conradino Beb: Czy strategia „bycia niewidzialnym” jest wciąż najskuteczniejszą metodą zważywszy na to, iż masy zostały kupione dzięki nowym zabawkom? Napisałeś książkę Playful World, w której skupiasz się na roli, jaką odgrywa zabawa w cyberkulturze, pozwalająca na rozwój osobowości. W Eonie Horusa, w którym rządzi archetyp dziecka, jednocześnie kochamy zabawę i surfujemy po falach chaosu (jak w pewnym utworze Parliament). Jednak jeśli jesteśmy otoczeni przez dzieci, kto jest odpowiedzialny za ten świat? Gdzie są ci „niewidzialni nadzorcy”, którzy pilnują, żeby ten burdel jakoś trzymał się kupy?

Mark Pesce: To my jesteśmy Niewidzialnymi. Wszyscy z nas są. Właśnie to uważam za punkt wyjścia Granta Morrisona i główną ideę, która przyświecała Rushkoffowi przy tworzeniu serii Testament.

Conradino Beb: Zarówno Grant Morrison, jak i Douglas Rushkoff, reinterpretują w swoich komiksach wszystkie te magijne, mityczne wątki pokazując, jak łatwo mogą zostać odczytane w postmodernistycznym i nepogańskim kontekście. Komiksy wydają się być niezwykle elastycznym medium do tworzenia takiego przesłania. Czy jest to coś – co u Hakima Beya otrzymałoby nazwę hieroglificznej nauki – a może coś więcej?

Mark Pesce: Powiedziałbym, że zrobił to już William Gibson w swojej trylogii Cyberspace, a Neal Stephenson w swojej książce Zamieć. Mitologia to zarówno studnia ludzkiej tajemnicy, jak i zrozumienia. Tak, komiksy są dla niej dobrym medium – okupują bowiem granicę pomiędzy słowem drukowanym, a ruchomym obrazem, a granice są bardzo płodne, ale cokolwiek porusza wyobraźnię zostanie zaczarowane (dosłownie i w przenośni) przez mit.

Conradino Beb: Zrobiłeś bardzo interesującą, audiowizualną prezentację pt. Becoming Transhuman, która przypomina „audiograficzne przeładowanie” Timothy Leary’ego, znane jako How To Operate Your Brain. Rozwija ona psychedeliczną koncepcję żywego, kosmicznego organizmu, którą zawdzięczamy Terence’owi McKennie (jego książka Pokarm Bogów wyszła w Polsce miesiąc temu) w jednej „space operowej” formie. Pytanie brzmi, w jaki sposób wpłynęła na ciebie kontrkulturowa koncepcja duchowego rozwoju człowieka, a zarazem w jaki sposób wpłynęła na współczesną naukę i cyberkulturę? A może uważasz to za New Age’owe pierdolenie?

Mark Pesce: Posłużę się słowami piosenki…

Och wiemy gdzie idziemy
Ale nie wiemy gdzie byliśmy
A idziemy gdzie idziemy
Lecz nie powiemy co widzieliśmy
Nie jesteśmy małymi dziećmi
I wiemy czego chcemy
A przyszłość jest pewna
Dajcie nam czas na jej stworzenie

Road to Nowhere, Talking Heads

Esencją Eonu Horusa jest bycie swoim własnym Wysokim Kapłanem. Nikt, żaden Duży Tatuś w Niebie, ani żadna Mamusia Ziemia (co jest trochę problematyczne) nie są za nas odpowiedzialni. Jesteśmy odpowiedzialni sami za siebie. Uwielbiam tą kwestię ze Spider-Mana: Z większą potęgą przychodzi większa odpowiedzialność. Obecnie dysponujemy wielką potęgą, tak więc przychodzi też odpowiedzialnołć. I możemy ją przyjąć na jeden lub dwa sposoby: albo możemy pogrzebać nasz stary dom w ruinach aż naturalna selekcja zmusi nas do pogodzenia się z idiotyzmem, mających milion lat instynktów, w post-ludzkim ciele, albo nauczymy się trochę mądrości i wycofamy się z bezsensownych walk przeciwko sobie. Jeśli każda istota jest Królem (a tak myślę), w takim razie żaden Król nie powinien lub nawet nie jest w stanie powiedzieć „Stop!” żadnemu innemu. To wielka lekcja XXI wieku: niemożliwe jest zwyciężenie innej istoty ludzkiej. Pewnie, że możesz zabić inną istotę ludzką, jednak nie możesz jej zwyciężyć. To nie jest ta sama rzecz. A jeśli nie planujemy uczynić z całej planety cholernej ruiny, będziemy musieli nauczyć się odpowiedzialności, jedności i świadomości niszczącego wpływu każdego aktu przemocy. Nie jest to jakieś pseudo-hipisowsko-komunistyczno-szalone-wymyślone-pod-wpływem-dużych-porcji-kwasu-pieprzenie-głupot, ale zaobserwowany, udowodniony, nie podlegający dyskusji fakt. Pozytywny rozwój jest znacznie trudniejszy niż jego zwalczanie. Czasem trzeba jednak toczyć bój, żeby nauczyć się, iż jedyną, otwartą ścieżką jest pozytywny rozwój.

Conradino Beb: Czy możesz mi powiedzieć nieco na temat najdziwniejszej rzeczy, która ci się przydarzyła w życiu? Kiedy odczułeś emanację chaosu w tym sensie, że zerwałeś okowy iluzji i odkryłeś zupełnie nowy świat idei, w który się zanurzyłeś? Czy zaskutkowało to czymś znaczącym?

Mark Pesce: W moim życiu zdarzyło się wiele rzeczy, które można określić mianem „dziwne” Ogólnie rzecz biorąc, kiedy dzieje się coś niezwykłego, robię krok w tył i staram się zrozumieć, co ten moment dziwności stara się mi powiedzieć, ponieważ często wskazuje on, że nie słucham wystarczająco uważnie.

Conradino Beb: Czy któryś z tych momentów ukształtował twoje życie???

Mark Pesce: Tak.

Conradino Beb: Jak postrzegasz wzrastający problem ekonomicznego, zglobalizowanego terroru, na który wystawiane są kraje Biednego Południa?

Mark Pesce: Asymetryczne działania wojenne, to gra XXI wieku. Sieci zwielokrotniają to zjawisko, tak więc nawet największa siła nie jest w stanie zawładnąć małą. Może ona wprawdzie wybrać wymazanie jej z mapy, ale nigdy nią nie zawładnie. Przeczytaj Brave New War Johna Robba lub jego blog, Global Guerillas – wszystko jest tam wyjaśnione w bardzo jasny sposób. Państwa nie mają monopolu na użycie siły czy terroru w świecie sieci. Tego właśnie teraz uczy się Ameryka (jak też Estonia).

Conradino Beb: Jest wiele propozycji, które wydają się teoretycznie rozwiązywać dobrze ten problem… na pierwszy rzut oka. Kilka miesięcy temu Nicholas Negroponte zaproponował stworzenie programu One Laptop per Child (OLPC), który stał się szybko organizacją. Jest absolutnie przekonany, że laptopy w rękach dzieci mogłyby poprawić sytuację w Afryce. Jednak czym jest laptop w kraju takim, jak Sudan (gdzie dzięki Google Earth możemy oglądać bezpośrednio zniszczenia dokonane w Darfurze), w którym 80% ludzi wydaje codziennie na swoje życie mniej niż dolara dziennie? Czy nie jest to abstrakcja, która mogła zostać zrodzona jedynie w umyśle człowieka Zachodu?

Mark Pesce: Projekt OLPC jest dobry, szczytny i odpowiedni do zastosowania w krajach średnio biednych tj. Libia, Egipt czy Brazylia. W krajach kompletnie biednych, najpierw trzeba stworzyć podstawową infrastrukturę, co jest zgodne z moim zapatrywaniem, iż infrastruktura bezprzewodowa jest prawdopodobnie najważniejszą, pojedynczą rzeczą, która musi iść w parze z infrastrukturą transportową. Wydajny ruch bitów i atomów może wiele uczynić dla podniesienia standardu życia narodu na wyższy szczebel (który zdefiniuję na potrzeby tej wypowiedzi jako dłuższą średnią życia). Kiedy się to stanie, można stworzyć podstawy ekonomii, a ludzie mogą rozpocząć budowanie własnego życia. Mikrofinansowanie i mikrokredyt idą w parze z tym rodzajem aktywności; zauważ, że obydwa wywierają wielki wpływ na lokalne sieci społeczne, aby wydobyć ludzi z nędzy. To nieprzypadkowe.

Conradino Beb: Jaka jest twoja opinia na temat legalizacji środków psychoaktywnych i amerykańskiej Wojny z Narkotykami? Co sądzisz na temat wpływu, jaki psychedeliki miały na wczesną i wciąż mają na obecną cyberkulturę?

Mark Pesce: Masowe przekonanie na temat środków psychedelicznych jest takie, że wywołują one niestabilność w ludzkim zachowaniu i dlatego muszą być kontrolowane. Ta obserwacja nie do końca odpowiada rzeczywistości, ale dopóki nie nastąpią czasy właściwego zrozumienia roli wszystkich narkotyków przez całą populację, nie sądzę, żebyśmy mieli szansę na jakiekolwiek zmiany w prawie antynarkotykowym. Prawa antynarkotykowe są konstruowane w konkretny sposób – jako bariery, które zacieśniają podziały rasowe i klasowe; w pewien sposób są one całkowicie samozachowawcze. Ponieważ te dwie sprawy są trudne do oddzielenia – w kontekście legalizacji narkotyków – mogę jedynie radzić, aby ludzie używający tych substancji, robili to z rozwagą. Niestety widziałem za dużo przypadków nierozsądnego użycia. Nikomu to z pewnością nie pomoże, a już na pewno nie samym użytkownikom tych substancji. Dostarcza to jednak ciągle rosnącego zestawu anegdotek, które służą zastraszaniu społeczeństwa, aby podtrzymywało ono poparcie dla restrykcji prawnych, blokujących legalność narkotyków. Cyberkultura od najwcześniejszych dni była silnie zainspirowana przez psychedeliki. Jest to doskonale udokumentowane (spójrz na takiego gościa, jak Steve Jobs) i wśród społeczności cyberkulturowej powszechnie uświadamiane. Sądzę, że wizjonerskie substancje dały jednostkom możliwość „pomyślenia inaczej”, to zaś poprzez użycie komputerów przeobraziło część z tych wizji w rzeczywistość. Nie sądzę jednak, żeby to był koniec rewolucji – widzieliśmy jeden boom i koniunkturę w cyberkulturze (Web 1.0), która z powodzeniem wypłukała poszukiwaczy pieniędzy z tego interesu, a wizjonerów pozostawiła w nietkniętym stanie. Przyszłość należy właśnie do nich!

Wywiad przeprowadził Conradino Beb

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s