Prawdopodobnie nie ma drugiej sfery kultury współczesnej, w której chaos byłby tak bardzo obecny, jak w nowych mediach, nie licząc post plemiennych wojen i ludobójstw na tle etniczno-religijnym w Afryce. Analogia ta zreszą jest tylko poniekąd przypadkowa, ponieważ kraje afrykańskie są oprócz bycia zapalnym punktem naszego globu (w ostatnim czasie Sudan, pamiętajcie o Darfurze), jednym z największych producentów spamu, który pod postacią e-maili dociera codziennie do setek serwerów pocztowych na całym świecie, gdzie zostaje (lub też nie) odessany dzięki zainstalowanym przez pracowitych administratorów filtrom.

Spam jest sztandarowym objawem chaosu w Internecie, który najprawdopodobniej nigdy nie zostanie powstrzymany, jeśli zastosować tu tak lubiane przez wczesnych teoretyków komunikacji II Prawo Termodynamiki, które wskazuje na ciągle rosnący nieporządek we wszechświecie.

Właśnie na podstawie tego klasycznego twierdzenia Claude Shannon doszedł do swojego, jakże znaczącego równania, w którym pomiędzy nadawcą, a odbiorcą komunikatu zawsze znajduje się szum, pasmo chaosu… cała historia mediów wskazuje zaś na jeden zasadniczy wysiłek, czyniony przez człowieka, żeby szum ów przezwyciężyć i uzyskać czyste, niezakłócone pasmo – komunikacyjną utopię.

Nie bez powodu, guru teorii mediów, Marshall McLuhan analizował wiersze T.S. Elliotta i powieści J. Joyce’e. Były one wszakże chwalebnymi próbami przekazywania czytelnikom wizji świata takiego, jakim jest, literackiej kompresji wejściowych danych, które na wyjściu okazywały się zawierać jednak paradoksalnie, niepokojącą dawkę chaosu.

Nie dziwmy się zatem, iż właśnie po przeczytaniu legendarnego Ullissesa, C.G. Jung zrozumiał dlaczego jeden z bardziej konserwatywnych krytków miał nazwać ową współczesną epopeję „dziełem samego szatana”. Zakłóciła ona swym nieprzewidywalnym porządkiem jego tunel rzeczywistości, który natychmiast stanął w ogniu.

O ile podziw dla naturalnego piękna chaosu był przez wieki domeną rozwijaną świadomie jedynie przez wichrzycieli, heretyków, okultystów i różnych kontrkulturowych wolnomyślicieli, dzisiaj ma on także swoich adwersarzy w świecie nauki, sztuki i polityki, którzy posługują się nim często jako tworzywem ku czci świętych patronów chaosu tj. Sziwa, Kali, Hanuman, Wielki Cthulhu, Shub-Niggurath, Exu, Ghede Nimbo, Hermes, Set i Diabeł Boruta.

Chaos niezwykle silnie trzyma się także nowych mediów wyładowując się zazwyczaj w postaci klików na porysowanych płytach CD, skrzeczących dźwiękach popsutych plików mp3, ale także w postaci masowych protestów internautów, którzy co pewien czas powstają, by bronić swojego prawa do wolnej informacji. Czy chcemy tego czy nie, powinnismy przywyknąć do świadomości, iż wiele zależy od tego czy nauczymy się zgodnie z radą Św. Tima Leary’ego surfować po falach chaosu wiedząc, że „jest on z gruntu dobry”.

Dlaczego jednak nowe media są w istocie nowe, a nie stare (choć oparte o zasadniczą, kulturową ciągłość)? Nowe media można rozumieć na kilka sposobów, albo jako analogowe media skonwertowane do postaci cyfrowej dzięki nośnikom tj. CD, umożliwiającym ich składowanie, albo jako cyfrowe ekstansje fizycznych zmysłów tj. symulator przestrzeni w kabinie współczesnego myśliwca czy czołgu (kolejna pochodna idei VR), albo też jako medialne kanały i platformy komunikacyjne, które w odróżnieniu od starego typu, charakteryzują się brakiem hierarchiczności, centralizacji i są pozbawione jakiejkolwiek możliwości odgórnej kontroli – tutaj właśnie znajduje się nasz ukochany Internet.

Poprzez wyrażenie „nowe media” należy więc ogólnie rozumieć nowe formy komunikacji społecznej, posługujące się formatami cyfrowymi, umożliwiające wzmożoną cyrkulację informacji na niespotykaną wcześniej skalę. Czy chaos równie dobrze nie mógłby jednak działać za pośrednictwem płyt winylowych i analogowych sygnałów telefonicznych, by w ten sposób dalej werbować swoich wyznawców? Jak dobrze wiemy, doskonale dawał sobie radę przez miliardy lat bez wykorzystywania telefonów komórkowych i Internetu.

Odpowiedź brzmi: mógłby, ale dzięki nasyceniu kultury przez nowe formy masowej komunikacji, mógł wreszcie dokonać ostatecznej transformacji i stać się wehikułem galopującym ku nieuchronnej immanentyzacji Eschatonu zamiast tylko dreptać w kółeczko i czekać na kolejny, światowy konflikt zbrojny. Innymi słowy, dzięki nowym mediom chaos był w stanie zmaterializować się w naszym continuum w postaci ciągłej transmisji niewerbalnych sygnałów, ukrytych na przykład na stronach serwisów plotkarskich pod powierzchnią fotoreportaży z życia celebrities… które wizualizują się czasem jako FNORDY!

Jak pisał onegdaj jeden z największych proroków chaosu naszych czasów, William S. Burroughs: „Język to wirus przysłany z kosmosu”, ale język nowych mediów to chaos w czystej postaci, pozwalający na nieograniczone przekraczanie granic naszego codziennego doświadczenia, generujący codziennie setki nowych wirusów memetycznych w Internecie.

Dzięki kwantytyzacji i spacjalizacji danych, a następnie puszczeniu ich w cyberprzestrzeń, stało się wreszcie możliwe to co kiedyś było zaledwie wizją – ciągła i niezakłócona cyrkulacja informacji. Dokonało się uwolnienie treści od odgórnej kontroli, które są teraz w stanie egzystować niezależnie od ich twórców podlegając jedynie inwencji kolejnych jednostek, które będą w stanie do nich dotrzeć. Człowiek + Komputer + Sieć = Nowy Cyfrowy Chaos.

Bez wątpienia, nie byłoby to możliwe bez masowego wprowadzenia na rynek technologii cyfrowych w latach ’80 (samplery, sekwencery, płyty i odtwarzacze CD to tylko mały ułamek tego co stało się z analogową wcześniej rzeczywistością), co było w stanie rozbudzić masową wyobraźnię i przenieść ją w zero-jedynkowy świat.

Głównym emisariuszem nowej, informacyjnej ekonomii stała się jednak głównie Sieć – nowy dom dla pokolenia, które utraciło wiarę w telewizję albo raczej zostało postawione w sytuacji wyboru, którego z ochotą dokonało odwracając się na zawsze od świecącego „odbiornika”, nie pozwalajac mu dłużej „odbierać” sobie życia.

Wiele zawdzięczamy tutaj pionierom sieci społecznych, mediów oddolnych (grassroots), treści tworzonej przez użytkowników i wirtualnych wspólnot tj. Stewart Brand, Larry Brilliant, Kevin Kelly czy Howard Rheingold, którzy korzystając z hojnego podarunku Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych – sieci ARPANET, szybko uczynili z niej raj dla wizjonerów kontrkultury rozwijając ją w BBSy – lokalne sieci z dostępem za pomocą modemu, z których najbardziej znaną stała się kalifornijska WELL.

Wynalezienie w 1996 podstawy Internetu – protokołu HTTP odsunęło je w zapomnienie, ale przykład ten wskazuje, że pewne idee mają znacznie głębsze podłoże niż historia ich komercyjnej eksploatacji, a obecny trend na internet społecznościowy jest tylko kolejnym wykorzystywaniem kontrkulturowej jazdy. Nie wiedzieć tego, to jak kręcić się bezradnie Amsterdamie i nie zdawać sobie sprawy, że wszędzie legalnie można kupić dobre zioło.

Internet dzięki szybkiemu przepływowi informacji stał się polem, generującym błyskawiczne zmiany społeczne, które coraz bardziej zaczynają przypominać przypływy i odpływy (mogące kojarzyć się niemal z cyklami giełdowymi). Nie wszystkim jednak cykle te odpowiadają. W tekście Mapping the Limits of New Media, pochodzącym z 2002 roku, holenderski teoretyk mediów, Geert Lovink analizując losy Internetu popłynął w bardzo gorzki ton:

Do jakiego stopnia technologiczny krach i następujące po nim skandale wpłynęły na nasze rozumienie nowych mediów? Nie ma wątpliwości, że nastąpi w końcu kulturowy upadek. Krytyczne praktyki nowych mediów spóźniły się ze swoją odpowiedzią na rozwój i upadek dotcomanii. Świat firm IT i ich śmiałych kursów na światowych giełdach, wydaje się znajdować lata świetlne od galaktyki sztuki uprawianej za pomocą nowych mediów.

Spekulatywne, radosne dni kultury nowych mediów to były wczesne lata ’90, zanim pojawiła się Światowa Pajęczyna. Teoretycy i artyści rzucili się z wielką pasją na jeszcze nie zaistniałe i niedostępne technologie tj. wirtualna rzeczywistość. Cyberprzestrzeń wygenerowała bogatą kolekcję mitologii. Sprawy zrozumienia i tożsamości były odważnie dyskutowane. Zaledwie pięć lat później, w momencie kiedy akcje spółek internetowych przebijają sufit, niewiele zostało z początkowego zachwytu w kręgach artystów i intelektualistów. Eksperymentalna kultura techno rozminęła się z zabawną gotówką.

Pomiędzy wczesnymi dniami rozwoju cyberktultry, a dzisiejszą rzeczywistością Internetu jest oczywiście znacząca różnica. Sieć wciąż się rozwija, a pięć lat po czarnej wizji Lovinka staje się się ona ponownie domem dla biznesmenów i wizjonerów. Fala numer dwa wygenerowała nowe technologie komunikacyjne dla platformy internetowej, nowe taktyki monetyzacji i zgarnia pod siebie trzy razy tyle pieniędzy, co dziesięć lat temu pionierzy dotcomowych inwestycji.

Tym razem zarabiają zarówno mali i duży, a sieciowy libertarianizm jest w fazie szczytowej dzięki stale rosnącej liczbie użytkowników, dynamicznie przyrastającej liczbie domostw z szerokopasmowym łączem i masowym odwrocie jednostek od mediów jednokierunkowych. Ten trend utrzyma się jeszcze kilka lat, fala ta załamie się prawdopodobnie dopiero w 2012, kiedy nastąpi wspomniana wyżej immanentyzacja Eschatonu… jeśli nastąpi.

W czasach Web 2.0 Internet służy ponad wszystko sprzedaży usług i dóbr cyfrowych (wirtualnych), które nie napędzają już dłużej spontanicznie tworzonych wspólnot, ale dają rozpęd światowej gospodarce informacyjnej pozwalając oprócz uzyskiwania dochodów z reklam na wprowadzanie iPodów, iPhone’ów, komórek trzeciej generacji i wielu innych technologicznie zaawansowanych gadżetów, które w innym wypadku nigdy nie pojawiłyby się na rynku.

Wiek żelazny Internetu to także gwałtowny rozwój imperium nowych mediów, które z roku na rok staje się coraz większe i coraz bardziej dynamiczne wpływając zarowno na stan indeksów giełdowych, jak też na nasz własny styl życia. Pomimo tego, że ortodoksyjni krytycy będą ciskać kolejne gromy, informacyjna ekonomia jest faktem, a przed nami rozciąga się nowy cyfrowy świat, w którym chaos generuje porządek tylko po to, by za chwilę mógł wrócić do swojego źródła.

* * *

Każdy mag chaosu, który przekroczył znaczącą furtkę pierwszej inicjacji i zdał sobie sprawę z tego, iż chaos w rzeczy samej jest jeden, nauczył się też rozpoznawać jego zapierające dech w piersiach oblicza. Hermes, to jeden z archetypów świętego zamieszania. Grecki bóg, znany każdemu polskiemu dziecku z nauczanej w szkole podstawowej, mitologii antycznej, jest jednym z przykładów archetypów uosabiających mistyczną moc komunikacji, zarówno jako patron sztuk hermetycznych, jak też alchemiczny merkuriusz – płynny element spajający magiczną praktykę i pozwalający efektywnie nawiązywać kontakt z drugą stroną, która może być w tym samym stopniu domeną duchów, co i drugą stroną komunikacyjnego łącza. Skype i Gadu-Gadu działają w wyższym, okultystycznym sensie nie tylko dzięki protokołom internetowym, ale dzięki Hermesowi, a przynajmniej fascynujące jest patrzeć na tą sprawę w taki sposób.

Duchowa gnoza i nowe media mają zresztą ze sobą dużo wspólnego. Mag z Tarota Thotha – stworzonego przez Friedę Harris i Aleistera Crowleya – jest nikim innym, jak Hermesem Nowego Eonu, niepowstrzymanym mistrzem woli, który dotrze dzięki swojej mocy do każdego miejsca we wszechświecie.W karcie tej zaznaczona została ważna rola, jaką w Nowym Eonie ma odgrywać komunikacja, w postaci dwóch kluczowych elementów: pióra i papirusa – darów Thotha, które pozwoliły ludzkości na stworzenie drugiego po mowie werbalnego medium – pisma.

Nie było żadnego przypadku w tym, że Crowley we wstępie do swojego kluczowego dzieła, Magiji w Teorii i Praktyce, aby objaśnić reguły działania magiji posłużył się właśnie przykładem pisma, co cytuję: Magija jest nauką i sztuką powodowania zmian zgodnie ze swoją Wolą. (Objaśnienie: Jest moją Wolą poinformowanie świata o pewnych faktach dotyczących mojej wiedzy. Korzystam w tym celu z z „magicznych broni”, pióra, tuszu i papieru. Piszę „inkantacje” – te zdania – w „języku magicznym”, tj. w takim, który jest zrozumiały dla ludzi, których chcę poinstruować. Wzywam następnie „duchy”, a więc drukarzy, wydawców, księgarzy i im podobnych, których zmuszam do przekazania mojego przekazu tym ludziom. Układ książki i jej dystrybcja jest zatem aktem MAGIJI, dzięki któremu powoduję zajście zmian zgodnie z moją Wolą).

Dla znających pojęcie „cybermagii” oczywistym jest, że komunikacja służy magii i vice versa, ponieważ są to dwie strony tego samego równania, mającego na celu wywołania wyrwy w dywanie rzeczywistości i wyjęcia z niej pożądanego klejnotu. Media są dla maga idealnym polem eksperymentów, służących powiększaniu kontroli nad wewnętrznym ogniem i wpływaniu na rzeczywistość. Jeśli list, gazeta lub książka w analogowej postaci może być skutecznym narzędziem magicznym, pełne dynamiki, elastyczne, nowe media tym bardziej mogą stać się efektywnym polem magicznej działalności będąc wciąż pod wpływem Hermesa – patrona magii, chaosu i komunikacji.

Jeśli pamiętacie co stało się z Philipem K. Dickiem pod wpływem różowego promienia z telewizora i jeśli wiecie, jaki wpływ zyskał ona na zbiorową wyobraźnię dzięki swojej cybergnozie, będziecie przy odrobinie szczęścia potrafili przekopać magiczny tunel przez nowe media. Podstawą uczynienia z nowych mediów kolejnego, tryskającego chaosem ołtarza, powinno być zestrojenie myślenia w kategoriach magicznych i kategoriach cybernetycznych lub też systemów sztucznej, samoreplikującej się inteligencji, bez których nowe media zasadniczo nie byłyby koncepcyjnie możliwe.

Obydwa z tych tuneli silnie korespondują ze sobą biorąc swój początek z pnia idei kontroli nad bieżącą rzeczywistołcią. Brak płynnego przechodzenia pomiędzy jednym, a drugim w świadomości zbiorowej, można wytłumaczyć jedynie głęboko zaszczepionym, arystotelesowskim dualizmem, który powinien zostać zniszczony zanim przystąpicie do pierwszych eksperymentów z wykorzystywaniem mocy chaosu do panowania nad nowymi mediami.

Przy okazji rozważania zasadnicznej homogeniczności magii i nowych mediów, chciałbym się odnieść do myśli, którą w swojej książce Język nowych mediów wyraził programista i teoretyk mediów, Lev Manovich pisząc: Termin cyberprzestrzeń pochodzi od innego terminu – cybernetyka. W wydanej w 1947 roku książce Cybernetyka matematyk Norbert Wiener definiuje ją jako „naukę o sterowaniu i komunikacji w odniesieniu do zwierząt i maszyn”. Wiener stworzył cybernetykę w czasie II Wojny Światowej, kiedy pracował nad problemami sterowania ogniem artyleryjskim i automatycznego naprowadzania pocisków.

Utworzył termin cybernetyka od starogreckiego słowa kybernetikos, które odnosi się do umiejętności sternika i może być przetłumaczone jako „potrafiący sterować”. Zatem koncepcja nawigowalnej przestrzeni stanowi genezę ery komputerowej. Sternik prowadzący statek i pocisk przecinający przestrzeń w drodze do celu dały początek szeregowi nowych postaci – bohaterom Williama Gibsona, kowbojom przemierzającym rozległe terytoria cyberprzestrzeni, „kierowcom” symulatorów ruchu, użytkownikom komputerów nawigujących przez zbiory informacji naukowych i komputerowe struktury danych, molekułom i genom, ziemskiej atmosferze i ludzkiemu ciału i wreszcie grającym w Dooma, Myst i podobne gry.

Oczywiście Manovich jako racjonalista nie będzie wyprowadzał bezpośrednich analogii pomiędzy stworzeniem przez Wienera cybernetyki, rozwojem sieci komputerowych, a magią chaosu, ale trudno sobie wyobrazić lepsze podsumowanie rozważań nad genezą cyberprzestrzeni, która zostaje wywiedziona explicite od koncepcji nawigowania w przestrzeni, kluczowej praktyki magicznej.

Jednym z najlepszych przykładów traktowania przestrzeni jako magicznego continuum, pełnego względnych, płynnych form, są archaiczne, szamańskie techniki wchodzenia w trans, stosujące bądź bodźce termiczne, dźwiękowe, bądź też środki psychedeliczne. Przy udanym przekroczeniu granicy pomiędzy światem materialnym, a światem duchów, zachodzi nieuchronna komunikacja z mieszkańcami tego drugiego, co zaczyna się zwykle od dialogu ze strażnikiem, ukazującym się w postaci węża, wilka, demona lub innej, bardziej skomplikowanej przy identyfikacji istoty.

Jego rolą oprócz sprawdzenia naszych kompetencji do podróży po pozaziemskich krainach jest doprowadzenie do sytuacji, w której musimy się porozumiewać w nowym, pokrewnym telepatii języku. Pomocą służą nam tu zazwyczaj Duch Opiekuńczy (thelemiczny Święty Anioł Stróż) i oddane nam dzięki sile naszej świątyni moce w postaci pomniejszych istot.

Często zapewniają one także tłumaczenie z nieraz niezrozumiałego dla nas, „demonicznego” języka na ludzki. Udana podróż w górę lub w dół Drzewa Życia zależy wszakże od poprawnej komunikacji i rozumienia tego co się wokół nas dzieje. Z analizy tej można także wyprowadzić wstępną hipotezę, iż komunikacja symboliczna i następujący po niej rozwój mediów werbalnych tj. pismo, był skutkiem deprywacji typu szamańskiego lub w uproszczeniu, silnego przeżycia psychedelicznego.

* * *

Jak pisze jeden z moich ulubionych teoretyków nowych mediów, Mark Pesce, w swojej książce Hyperpeople: Świat nie zmieni się tylko po to, żeby dostosować się do wymagań ekonomicznych, stawianych przez przemysł muzyczny czy filmowy; żaden rodzaj targów prawnych, kupowania politycznych wpływów czy też straszenia artystyczną apokalipsą nie spowolni trendu zmierzajacego ku coraz szerszej dystrybucji cyfrowych mediów.

Dobra te będą kopiowane raz po raz, ponieważ ludzie pożądają doświadczeń, które one wyrażają, a także dlatego iż esencja natury cyfrowego medium pozwala na niezwykle łatwe spełnianie tych pożądań. W jaki więc sposób artyści mogą zaadaptować się do nowego świata, w którym modele ekonomiczne, wynalezione w Erze Industrialnej, przestały pełnić swoją rolę? Rozwiązanie jest proste: rzućcie się w objęcia piractwa.

Nie można się tu nie zgodzić z Markiem Pesce, który w tych kilku zdaniach uwalnia wszystkich wahajacych się jeszcze jaki stosunek obrać wobec wymiany mediów i dóbr informacyjnych w sieci. Jełli starzy bogowie przestali pełnić swoją rolę, należy obrać nowych, właściwych naszym czasom. Dokadnie to samo zdaje się mówić Liber AL II: 5 – Spójrzcie! rytuały starych czasów są czarne. Niechaj złe zostaną odrzucone; a dobre niech oczyści ten oto prorok! Wtedy Wiedza ta będzie właściwie stosowana.

Jeśli więc protokół BitTorrent niszczy tradycyjny broadcasting i sprzedaż detaliczną, ma się on przyczynić do przekroczenia przez człowieka kolejnej granicy, poza którą spoczywać będą nowe perspektywy i nowe rozwiązania. Walka wielkich koncernów w oceanie hiperdystrybucji zdaje się z góry przegrana, gdyż generowany przez Sieć chaos sprzyja rewolucjonistom, nowatorom i hakerom, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, iż pomimo niemożności bycia anonimowym, wciąż można „wziąć do ręki broń” i znaleźć wsparcie ze strony innych, podobnie myślących jednostek. Siła piratów nowych czasów leży przede wszystkim we współdziałaniu.

Decentralizacja mediów stworzyła dla wszystkich aktywistów niezwykle skuteczne narzędzie w postaci natychmiastowego feedbacku na każdy atak ze strony gnijącego trupa karteli, monopoli i korporacyjnych lobby. Zgodnie z „logiką ośmiornicy”, na każdą odciętą przez nie mackę przypadają dwie nowe, jeszcze silniejsze. Ostatecznie nie można zlikwidować ludzkiej woli do bycia cały czas przed innymi, informacyjny popęd jest sam swoim najlepszym gwarantem, tak jak w starym powiedzeniu ZEN, umysł sam jest swoim najlepszym obrońcą.

Przy okazji nie można zauważyć, że wielkie koncerny same posiłkują się magią i nie robią tego bynajmniej nieświadomie. W ciągu ostatnich 30 lat obserwowaliśmy wyraźnie, jak w swoje szeregi werbują szamanów zarządzania, guru martketingu, trenerów NLP i wszelkich magów, którzy zdecydowali się zboczyć na ścieżkę, prowadzącą nieuchronnie ku przyobleczeniu szaty Czarnego Brata. Jedną z najistotniejszych form magii, które stosują wobec mas ludzi wielkie koncerny jest oczywiście najskuteczniejsza zdobycz magii chaosu – sigil, znany powszechnie jako logo.

Jak pisze Grant Morrison w swoim edukacyjnym eseju, Pop Magic Zero: Wirusowy sigil, znany także jako BRAND lub LOGO nie jest współczesnym wynalazkiem (zobacz chrześcijaństwo, nazizm i każdą z flag narodowych), ale stał się otaczającym nas zewsząd, globalnym fenomenem w ciągu ostatnich lat. Łatwo dostrzec, że ruch nazistowski to ostatni triumf myślenia w kategoriach Ery Imperialnej; wizjonerscy barbarzyńcy wciąż myślą, że dominacja nad światem oznacza wejście na terytorium wroga i zdobycie jego państwa.

Jeśli tylko zdołaliby dostrzec, że globalna dominacja nie ma nic wspólnego z murawą, ale za to wiele wspólnego z mediami, wyprzedziliby korporacyjne metody, korzystające ze skrytej przemocy i połączyliby je z niewątpliwym zmysłem dizajnerskim; odrzuceni artyści, którzy zaprojektowali Trzecią Rzeszę, mogliby stworzyć pierwszą dziesięciowieczną, globalną supermarkę i oszczędzić żywota wielu potencjalnym konsumentom. Złote łuki McDonalda, swoosh Nike i autograf Virgin, to same korporacyjne, wirusowe sigile.

Jeśli atakuje się nas tak złowrogą magią, nie powinnismy mieć skrupułów w tworzeniu naszych własnych planów kontruderzenia, np. blogów tryskających sprytnie skonstrowanymi, memetycznymi zestawami wirusów, które siły czerpać będą ze źródeł, spoczywających wewnątrz naszej, silnie chronionej świątyni.

Hakim Bey proponował w Tymczasowej Strefie Autonomicznej tworzenie hudusitycznych przesyłek, które wysyłane do siedzib banków i korporacji powodowałyby chaos organizacyjny. Trzeba jednak spytać czym jest materialna placówka w porównaniu z wielką siecią organizacyjną? Jeśli mamy coś niszczyć, to wewnętrzną strukturę, a nie zewnętrzną powłokę – atakować duchowe źródła, skażone gorączką władzy i posiadania. W innym wypadku wracamy do „zasady ośmiornicy”.

Zupełnie tak, jak The Invisibles walczyli z porządkiem, narzuconym przez bezlitosne, tajne sprzysiężenie, pragnące objąć całkowitą kontrolę nad ludzkimi umysłami, tak nowe media dają nam wiele możliwości walki o świat, który naginałby się bardziej do reguł magicznych, aniżeli do sztywnych, technokratycznych reguł zarządzania robotami, sterowanymi z daleka dzięki chipom RFID.

Czy siedzicie w sieci, czy chodzicie po ulicy, pamiętajcie więc, że wszechświat przepełniony jest magią, po którą wystarczy tylko wyciągnąć rękę, by zaczerpnąć z nieskończonego źródła duchowej mocy, by następnie pokierować nią z koniecznym wyczuciem. Nowe media mogą być bramą do lepszego, wyzwolonego z sideł chciwości świata, ale wszystko zależy tu od was…

Conradino Beb

Londyn, 27 października 2007

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

4 komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s