Grzyby z gatunku psilocybe w naturalnym środowisku

Psy­cho­de­liki to grupa substancji chemicznych,  wystę­pu­ją­cych naturalnie w przy­ro­dzie lub zsyn­te­ty­zo­wa­nych labo­ra­to­ryj­nie, które wywo­łu­ją­ stan psychede­liczny czyli „otwierają umysł”. Określeniami eufemistycznymi dla tych środków są: substancje halucynogenne, enteogenne, psychoaktywne, psychedeliczne, psychomimetyczne lub po prostu poszerzające świadomość.

Kluczowa część frazy – wyraz „psychedeliczny”, jest tłumaczeniem angielskiego słowa psychedelic, pochodzącego z greckiego ψυχή (psyche, „umysł”) i δηλείν (delein, „ukazywać, objawiać”),  co w wolnym tłumaczeniu oznacza „objawiający umysł”. Skojarzenie tych dwóch słów sugeruje, że psychodeliki mogą być pomocne w odkrywaniu i rozwijaniu pełnego potencjału ludzkiego umysłu.

Słowo „psychedelic” jest neologizmem i zostało użyte po raz pierwszy przez brytyjskiego psychologa klinicznego, Humphry’ego Osmonda, w odpowiedzi na propozycję Aldousa Huxleya, który wymyślił własną nazwę dla tych środków – ta brzmiała phanerothyme.

Osmond odpowiedział na propozycję Huxleya wierszem: To fathom hell or soar angelic, just take a pinch of psychedelic, co wprowadzilo jego wersję na stałe do języka angielskiego. W języku polskim obydwie formy słowa: „psychedeliczny” i „psychodeliczny”, są prawidłowe i mogą być używane zamiennie.

Substancje psychedeliczne od zarania dziejów ludzkości wykorzystywane były w celu uzdrawiania, przepowiadania przyszłości, bądź nawiązywania kontaktu ze sferami nadnaturalnymi czy duchowymi.

Od niepamiętnych czasów rośliny, a także substancje zwierzęce, które zawierały psychoaktywne alkaloidy, były używane do rytualnych i magicznych celów przez tradycyjne, wysoko rozwinięte duchowo kultury w różnych częściach świata, w ramach paradygmatu szamańsko-animistycznego.

Szamani Jivaro z Ekwadoru pod wpływem ayahuaski  widzą na przykład odległe osoby i wykonywane przez nich czynności. Jednak używanie halucynogenów jest w społecznościach plemiennych dostępne dla wszystkich.

Poparta wieloma antropologicznymi dowodami jest dzisiaj teza, że szamanizm zawsze wykorzystuje halucynogeny, jeśli tylko ma do nich dostęp. Jeśli na terytorium zamieszkania danej społeczności rośliny lub środki takie nie występują, szaman zwraca się wtedy w stronę oddziaływania instrumentów muzycznych, tańca, modyfikacji ciała, deprywacji sensorycznej, dzięki którym osiąga cenny stan transu. Z drugiej strony bardzo częste i poświadczone przez naukowców jest łączenie obydwóch metod. 

Substancją, którą świat Zachodu poznał najwcześniej, jest oczywiście marihuana (zawierająca THC) – należy ona jednak do najlżejszych. Wśrod najbardziej znanych substancji psychedelicznych znajdują się: LSD-25, LSD-6, LSA, psylocybina, psylocyna,  dimetylotryptamina (DMT), harmalina, meskalina, IT-290 (AMT), skopolamina, ibogaina, muskaryna, mirystycyna oraz wiele innych.

Wynalezienie wielu z nich jest związane z rozwojem współczesnego przemysłu farmaceutycznego – LSD oraz psylocybina zostały zsyntetyzowane w laboratoriach szwajcarskiej firmy Sandoz.

Historia medycyny informuje o substancjach psychedelicznych wykorzystywanych już 3500 lat temu. Szczególnym zainteresowaniem cieszy się legendarna boska roślina albo napój, w staroperskim tekście Zendawesta, zwany haomą, a w literaturze staroindyjskiej somą.

Przywieziona do Indii przez jedno z plemion indoeuropejskich – najprawdopodobne na skutek wymiany handlowej – miała poważny wpływ na rozwój hinduskiej religii i myśli filozoficznej.

Aż sto dwadzieścia wersów Rygwedy poświęconych zostało somie. Wychwalają one nadzwyczajne efekty, jakie ten boski napój wywoływał u wyznawców. Ci, którzy go pili, poddawali się ekstatycznemu uniesieniu, w którym „w połowie znajdowali się na ziemi, a w połowie w niebiosach”. Ciała ich były wzmocnione, serca przepełnione męstwem, radością i entuzjazmem, umysły były jasne, a oni pewni swojej nieśmiertelności.

Jak wiemy dzisiaj, większość historycznych kultur niechrześcijańskich wykazywała przez długi czas podobny, niezwykle pozytywny stosunek do substancji psychoaktywnych w tym: Majowie, Toltekowie, Aztekowie, Egipcjanie, Goci, Skandynawowie, Chińczycy, Trakowie, antyczni Grecy i Rzymianie.

Psychedeliczna farmakopea szczególnie bogata była w środkowej Ameryce, gdzie wymienione kultury prekolumbijskie używały przynajmniej szesnastu różnych roślin o szerokich właściwościach odmieniających umysł. Najbardziej znanymi z nich są kaktus pejotl (Lophophora williamsii), święte grzyby teonanacatl czyli „ciało bogów” (Psilocibe mexicana cubensis) oraz ololiuqui (rdzenna nazwa nasion porannej chwały Turbina corymbosa).

Pejotl (Lophophora williamsii) na pustyni

Naukowe zainteresowanie psychodelikami ma jednak stosunkowo krótką historię. Louis Lewin – ojciec nowoczesnej psychofarmakologii, zebrał kilka okazów pejotlu, wysłał je do Niemiec i wydzielił kilka alkaloidów. W roku 1897 jego kolega i rywal, Arthur Heffter, zidentyfikował psychoaktywne źródło pejotlu i nazwał je mezcaline (meskalina).

Pionierskie eksperymenty z pejotlem przeprowadzone zostały przez Weira Mitchella, Havelocka Ellisa i Heinricha Kluvera. Badania te osiągnęły swoją kulminację w 1927 roku, kiedy to opublikowano książkę pod tytułem Der Meskalinrausch (Upojenie meskaliną), napisaną przez Kurta Beringera. W tym samym okresie swoje eksperymenty z pejotlem w Meksyku przeprowadzał Antonin Artaud.

Do przełomu doszło wraz z odkryciem LSD-25 przez Alberta Hofmanna, który pisze o tym zdarzeniu w ten sposób: Rozwiązanie problemu ergotoksyny miało bardzo korzystne następstwa, opisane tu tylko w zarysie, i otworzyło drogę do szerzej zakrojonych badań. A ja wciąż nie mogłem zapomnieć stosunkowo mało interesującego LSD-25.

Szczególne przeczucie, że substancja ta może mieć jeszcze inne właściwości, niż te ujawnione po pierwszych badaniach – tknęło mnie w pięć lat po pierwszej syntezie i skłoniło do tego, aby jeszcze raz wyprodukować LSD-25 w celu przesłania próbki do dalszych testów w wydziale leków. Było to całkiem niezwykłe – z reguły substancje eksperymentalne były raz na zawsze skreślane z programu badań, jeśli tylko uznano, że nie mają zastosowania przy produkcji leków. Tak więc na wiosnę 1943 roku powtórzyłem syntezę LSD-25.

Odkrycie tego słynnego psychodeliku faktycznie okazało się mieć kolosalne znaczenie dla kultury współczesnej, wpłynęło bowiem zarówno na twórczość literacką Beat Generation (przede wszystkim poezję Allena Ginsberga i Alana Wattsa) dało impuls kontrkulturze lat ’60 – w tym ekologii, rockowi psychedelicznemu, jazzowi, malarstwu, teatrowi i filmowi eksperymentalnemu oraz modzie – jak też rozpoczęło również nowy etap badań naukowych nad ludzką konstytucją psycho-neurologiczną. Jego wpływ na kreatywność jest w zasadzie bezdyskusyjny.

Timothy Leary nazwał LSD „bombą atomową przestrzeni wewnętrznej”, a w jednym z wywiadów mówi następujące słowa: Trzy niemożliwe do uniknięcia cele sesji LSD to: odkrycie i miłość z Bogiem, odkrycie i miłość z samym sobą, oraz odkrycie i miłość z kobietą.

Nie możesz tego dokonać z samym sobą, jeżeli nie uczyniłeś tego z nieskończonym, otaczającym cię procesem energii i nie możesz zrobić tego z kobietą, dopóki nie zrobisz tego z sobą. Naturalnym i oczywistym sposobem brania LSD, jest sesja z przedstawicielem płci przeciwnej, a sesja LSD, która nie powoduje w ostateczności połączenia się z osobą płci przeciwnej, jest niecałkowita.

Pomimo tego LSD w USA zdelegalizowano całkowicie w 1970 r. z powodów polityczno-obyczajowych, co automatycznie zastopowało wszelkie badania naukowe! Stan ten utrzymywał się aż do końca lat ’80.

Drogę powrotowi psychodelików do badań naukowych utorował dr Rick Strassman w 1990, który pierwszy raz po 20 latach ścisłego zakazu rozpoczął je nad N,N-dimetylotryptaminą (DMT). Trwały one do 1995 i objęły 60 ochotników. Potem przyszedł czas na badania dr Charlesa Groba nad efektami, wywoływanymi przez psylocybinę, które jednak amerykańska FDA pozwoliła przeprowadzać jedynie na pacjentach, będących w IV stadium raka. Badacz ten wcześniej pracował przez kilka lat w Brazylii nad wykorzystaniem religijnego wywaru ayahuasca do zapobiegania narkomanii.

Obok nich warto wspomnieć także o zakończonym w 2006 roku projekcie badawczym dr Francisco Moreno, który badał stosowanie psylocybiny w celu leczenia chronicznego, trudnego do wyleczenia zespołu obsesyjno-kompulsywnego.

Ponadto, niezwykle obiecujące są badania przeprowadzane przez dr Deborah Mash nad wykorzystaniem ibogainy w terapii uzależnień, prowadzone od 1993. W 2008 wznowiono przy tym w Szwajcarii badania nad LSD pod kierunkiem dr Petera Gassera, który przekonywał, że: Specyfik ten znów powinien znaleźć się w rękach lekarzy.

Zaaprobowany przez szwajcarskie władze medyczne (Bundesamt für Gesundheit) projekt, kosztujący $190 tys, został niemal w całości sfinansowany przez amerykańską fundację Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies.

Szwajcarski eksperyment rozpoczął się w miejscu, do którego doszli badacze przed kilkoma dekadami – rozważa się zastosowanie LSD w celu uśmierzania silnego lęku, jakiego doświadczają chorzy terminalnie, na przykład na raka.

Conradino Beb

 

Zobacz także w MGV:

Środki psychodeliczne w psychoterapii i samoeksploracji [Stanislav Grof]

Środki psychedeliczne i doświadczenie religijne [Alan W. Watts]

Powstańcie hedoniści czyli manifest wyklętych [Conradino Beb]

Powszechne motywy doświadczeń z yage wśród Indian południowoamerykańskich [Michael Harner]

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

5 komentarzy

  1. Przyjemny tekst, kłuje jednak w oczy jeden drobiazg – psylocybina nie została stworzona w laboratorium, została tam wyekstrahowana z przywiezionych z Ameryki południowej grzybków 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s