Mieszkańcy odizolowanego od reszty świata pustynnego miasteczka zmagają się z zagrożeniem, które atakuje ludzi z zaskoczenia wyłażąc spod ziemi. To zmutowane, wężopodobne gady, które są wyjątkowo silne i potrafią nawet wciągnąć pod ziemię samochód. Film zrobiony zgodnie z regułami gatunku horroru czyli najpierw obserwujemy tajemniczą śmierć okolicznych mieszkańców oraz ujęcia z żabiej perspektywy, z punktu widzenia czającego się zagrożenia, a potem, kiedy potwory zostają zidentyfikowane, rozpoczyna się walka na śmierć i życie.

Na pozór jest to typowy monster movie, który okazuje się produkcją zaskakująco świeżą – wszystkie elementy świetnie ze sobą współgrają. Dzięki temu jest to film wyjątkowo solidnie zrealizowany i wyróżniający się spośród innych bezmyślnych, krwawych lub kiczowatych filmów tego gatunku.

To co wyróżnia obraz, to przede wszystkim humor, który sprawia, że film nie jest typowym horrorem nastawionym na straszenie i szokowanie. Ten film to rozrywka, której trudno cokolwiek zarzucić. Aktorstwo jest znakomite, w szczególności Kevin Bacon i Fred Ward grają na luzie, z ogromnym dystansem, przez co widz także nie traktuje poważnie tej historii. Film oprócz pełnych napięcia sekwencji z potworami zawiera momenty relaksu, jak np. sekwencja ze skakaniem o tyczce albo świetnie pomyślany moment wejścia do nory pieska preriowego.

Efekty są genialne i nikt mnie nie przekona, że potwory wyglądają sztucznie i nienaturalnie. Tom Woodruff Jr i Alec Gillis odwalili kawał dobrej roboty, stworzyli kreatury, które wyglądają przerażająco i obrzydliwie. W budowaniu napięcia i klimatu pomogła ciekawa praca kamery – ujęcia z dołu, z góry, a nawet pod ziemią w końcówce filmu. A podczas napisów końcowych można usłyszeć znakomitą piosenkę country Why Not Tonight w wykonaniu Reby McEntire, grającej jedną z ról drugoplanowych.

Nie ma w tym filmie ładnych i głupich blondynek piszczących co chwilę ze strachu i czekających bezmyślnie na ratunek. Widać, że scenarzyści i reżyser używali mózgu, a nie myśleli wyłącznie o pieniądzach. Stworzyli fantastyczny świat pełen niezwykłych istot i pomyśleli o żelaznych regułach, które rządzą tym światem. Tak więc krwiożercze bestie nie mają oczu, reagują tylko na drgania i tylko od bohaterów zależy, czy będą na tyle inteligentni, by znaleźć sposób na pokonanie ich.

Ucieczka i strzelanie nie są najlepszymi sposobami rozwiązania problemu – taki morał wynika z tej historii. Inny morał jest taki, że nie należy ludzi oceniać po wyglądzie – jeden z bohaterów jest rozczarowany, że kobieta-sejsmolog nie ma wyglądu seksbomby, ale z czasem przekonuje się, że jest kobietą inteligentną i wartościową.

Naprawdę jest to udany horror komediowy, który nie wszystkim przypadnie do gustu. Mnie się podobał, chociaż nie przepadam za podgatunkiem monster movie. Jest to jednak trzymający w napięciu od początku do końca dreszczowiec, a zarazem hołd złożony niskobudżetowym filmom o potworach, jakie robił m.in. Roger Corman w latach 50-tych.

Corman kręcił także komedie grozy – gatunek, dzięki któremu możemy śmiać się z własnych lęków. Taki sam cel przyświecał twórcom recenzowanego filmu, bo najlepszym sposobem na koszmary czy strach jest humor i ironia. Myślę, że film Rona Underwooda  nie tylko przewyższa jakością tamte stare filmy, ale w niczym nie ustępuje cenionej i wyróżnianej serii Obcy (1979-97).

Mariusz Czernic

 

Oryginalny tytuł: Tremors
Produkcja: USA, 1990
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 3,5/5

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.