Aż pięć lat musieliśmy czekać na kolejne wydawnictwo DOWN, ale było warto! Panowie zebrali się w końcu do kupy, przysiedli w prywatnym studiu Phila Anselmo (Nodferatu’s Lair) i wygrzmocili sześć srogich kawałków, tworzących pierwszą z czterech EPek, które mają wyjść w ciągu następnych dwóch lat zamiast jednego albumu. Jak twierdzą muzycy, ze względu na to że większość jest zaangażowana w swoje własne projekty (Crowbar, Eyehategod, Kingdom Of Sorrow), było to rozwiązanie najłatwiejsze i najszybsze, ale gwarantujące też większą integralność materiału!

W sferze aranżacyjno-brzmieniowej The Purple EP jest zdecydowanym powrótem do korzeni. DOWN omija krainę overdubów i skomplikowanych pejzaży muzycznych, które legły u podstaw III (2007). Jak piękne by nie były – a III wielbię tak samo jak debiut – prostota okazuje się zwykle najlepszą drogą ku nagraniu nieprzeciętnego albumu. Tak jest, surowość NOLA to główny język The Purple EP. Nowe kawałki obywają się bez ściany pogłosu i dodawania dodatkowych gitar do miksu, ale doskonale łamią dupę. DOWN nie próbuje stylizować brzmienia w stronę wczesnych lat ’70, co czyni w tej chwili dużo kapel stronerowych, robi za to użytek z własnych koncepcji muzycznych.

Otwierający płytkę Levitation jest walcem na trzy akordy z wkradającym się w połowie pięknym, ale oszczędnym riffem gitarowym, który wraz z perkusją podbija wolne z początku tempo. Wokal Anselmo znacznie wzbogaca te pięć minut piłowania czaszki. Po nim pojawia się główny hicior Witchtripper z bardziej southernowym zacięciem. Dostajemy tu więcej upalonych riffów, a Phil Anselmo zaczyna diabelsko wrzeszczeć. To najlżejsza kompozycja na całej płycie, ale z fantastyczną dynamiką – rzekłbym, doskonała na otwarcie dnia. Dalej dostajemy Open Coffins, który jest wysmakowanym aranżacyjnie kawałkiem EPki, z rozbudowanymi liniami gitarowymi, synkopowaną perkusją i dużą kombinacją przy produkowaniu wokalu.

The Curse Is A Lie może się po nim wydawać melancholijny i zrównoważony. Muzycy polecieli tu w pewną prostotę i kawałek w pierwszej połowie jest nieco nudny, ale w drugiej nabiera rozpędu wraz z pojawieniem się natężenia gitarowych riffów aż do klasycznych thrashowych solówek. This Work Is Timeless ma podobny charakter, ale ciągnie tempo jeszcze bardziej w dół z brudnymi, sludge’owymi repetycjami akordów pod sam koniec. To również najkrótszy kawałek EPki, którą zamyka doskonały Misfortune Teller, przywodzący automatycznie na myśl Panterę z okresu Cowboys From Hell (1990), jednak nie ze względu na tempo czy aranżację, ale wokal Phila Anselmo. Można jeszcze szukać na boki, ale The Purple EP to jedno z najsolidniejszych, ciężkich gitarowych wydawnictw tego roku. Jak znalazł, na koniec świata!

Conradino Beb

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.