nawiedzony_dom_1963_poster

Obsypany Oscarami musical West Side Story uczynił z Roberta Wise’a fachowca od plenerowych, z rozmachem nakręconych barwnych produkcji, zaś zrealizowane pięć lat później znakomite Ziarnka piasku potwierdziły biegłość reżysera w tworzeniu spektakularnych widowisk. Jednak pomiędzy tymi filmami Wise nakręcił dzieło skromniejsze, pozbawione jaskrawych kolorów, skupiające się wokół jednego miejsca akcji.

Wiele było filmów o nawiedzonych domach, lecz zrealizowana w latach ’60 adaptacja fascynującej i niebanalnej powieści Shirley Jackson to horror wyjątkowy, gdyż zagrożenie jest w nim sugerowane i nie ma pewności, czy faktycznie dom jest nawiedzony. Drewniane posadzki i kamienne ściany wydają się żyć własnym życiem, ale czy są dowodem na istnienie duchów? Jedno jest pewne, w nienaturalnych okolicznościach ginęli tu ludzie, przez co dom zyskał złą sławę i nikt nie chciał w nim mieszkać.

Atutem filmu są postacie – zróżnicowane, obdarzone wyrazistą osobowością, ulegające w odmienny sposób sile tajemniczego domostwa. Dr John Markway jest antropologiem, który próbuje nie tylko dowieść istnienia zjawisk nadprzyrodzonych, ale ma też nadzieję zbadać jak funkcjonują takie zjawiska. W tym celu dobiera odpowiednią grupę ludzi, która ma pomóc mu w dokonaniu eksperymentu. I na scenę wkraczają kolejne postacie. Luke Sanderson jest niefrasobliwym spadkobiercą, a także niedowiarkiem, który sam siebie chce przekonać że duchów nie ma.

Theodora jest ładną i trochę bezczelną damulką, która chyba woli towarzystwo kobiet niż mężczyzn. No i najważniejsza postać, niezbyt atrakcyjna Eleanor Lance zwana Nell, to dręczona wyrzutami sumienia samotna i nieszczęśliwa kobieta, na której dom wywiera silne wrażenie. Zostaje ona doprowadzona niemal do szaleństwa. Wszelkie odgłosy, znaki, wydarzenia z przeszłości powodują, że Nell chce połączyć się z tajemniczymi mieszkańcami, którzy wędrują samotnie po budynku nie mogąc odnaleźć spokoju.

Ta wyróżniona czwórka bohaterów pełni w filmie istotną rolę, równie ważną co sekret tytułowego domostwa i zamieszkujących go duchów. Wzorując się na literackim pierwowzorze scenarzysta zadbał o wiarygodną psychologię pierwszoplanowych bohaterów. Są to charaktery wieloznaczne i ciekawe, które nie ujawniają od razu swoich słabości. Próbują zachować zimną krew, lecz okazuje się że mogą ich przestraszyć nawet zwykłe hałasy, których źródła nie znają.

Nawet osoba nie wierząca w przesądy i zjawiska paranormalne może uwierzyć w duchy, gdy słyszy tajemnicze dźwięki i nie może zlokalizować skąd one pochodzą. Wise wykreował wyjątkowo mroczną opowieść i stworzył kilka wybornych scen, które trzymają w niepewności. Niepokojące są szczególnie kręte schody w bibliotece, które chwieją się jakby nie chciały by ktoś po nich chodził. Natomiast jedną z najbardziej rozpoznawalnych scen jest fragment, w którym Nell z przerażeniem stwierdza, że Theo nie trzymała jej za rękę.

Nawiedzony dom to nie tylko jeden z najciekawszych klasycznych horrorów, ale i jedna z najlepszych ekranizacji – pomysły amerykańskiej autorki znakomicie wpisały się w nurt subtelnej i sugestywnej psychologicznej grozy preferowanej przez Vala Lewtona. Dowodem na istnienie duchów jest właśnie fakt, że duch owego producenta z RKO wyraźnie unosi się nad filmem Wise’a. Nieżyjący Lewton z pewnością przyczynił się do tego, że film został pozbawiony zbędnych efektów, które odarłyby go z tajemniczości i niepokojącej atmosfery.

Remake Jana de Bonta z 1999 roku jest idealnym potwierdzeniem, że zbytnia dosłowność i przywiązywanie większej wagi do efektów zamiast budowania klimatu są największym grzechem twórców horrorów. Najbardziej boimy się tego czego nie widzimy lub czego nie rozumiemy, a brytyjski film Wise’a w niezwykle wymowny sposób obrazuje tę teorię. Przepełniony złowieszczą ciszą, osobliwymi dźwiękami i zimnym klimatem psychologiczny dreszczowiec ma również bardzo udane role kobiece (szczególnie Claire Bloom w roli Theo).

Realizatorom udało się uchwycić tajemniczość i chłód bijące od tytułowej budowli. Dom jednocześnie napawa lękiem i niepokojem, ale też fascynuje i przyciąga swoistym urokiem. Rozsądek podpowiada aby stąd uciekać jak najszybciej, lecz ciekawość bierze górę i ostatecznie chce się tu zostać by zgłębić tajemnicę. To horror inteligentnie napisany, stylowo fotografowany, rozważnie prowadzony i nie ukazujący więcej niż trzeba by zaintrygować odbiorców. Efekty dźwiękowe są tu ważniejsze od wizualnych trików, a sugerowane i niewidzialne zagrożenie bardziej istotne niż ukazywanie prawdziwego źródła strachu.

Wśród współczesnych fanów horrorów film ma etykietkę „niestrasznego i nudnego starocia”, jednak jest niewyczerpanym źródłem inspiracji i wartościowym klasykiem. Wśród wielbicieli filmu znajdują się mistrz literackiej grozy Stephen King oraz nie kojarzony z horrorami reżyser Martin Scorsese. Jeśli kogoś nie przekonuje moja opinia to przynajmniej rekomendacja tych dwóch mistrzów (i znawców kina) powinna przyczynić się do szybkiego zapoznania się z tą mistrzowską adaptacją a przy okazji także z jej literackim pierwowzorem.

Mariusz Czernic

 

Oryginalny tytuł: The Haunting
Produkcja: Wielka Brytania, 1963
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4,5/5

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.