I powrócili szpiedzy: rzecz o „The Americans”

the_americans_2013_kadr
Matthew Rhys i Kerri Russell jaka para radzieckich szpiegów

Na fali modnych dramatów epokowych tj. Mad Men, Zakazane imperium czy Masters Of Sex, które ewokują pragnienie ponownego przeżycia świetności czasów minionych – w epoce kultury retro teraźniejszość jeszcze się jakoś trzyma, ale przyszłość zdaje się zupełnie irrelewantna – The Americans są pewnym ciekawym wyjątkiem przenosząc aktualny politycznie wątek zagrożenia w niedaleką przeszłość, gdzie może być on rozegrany jeszcze raz w oparciu o współczesną perspektywę.

Jest styczeń 1981 i urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych objął właśnie Ronald Reagan, który zmiażdżył w wyborach Jimmy’ego Cartera – idealistycznego prawnika, dobrego pasterza chrześcijańskiego liberalizmu i człowieka, który jeszcze pięć lat wcześniej cytował Boba Dylana i chciał bez pardonu zalegalizować marihuanę – stosunkiem 50,7% do 41% głosów. Tym samym do głosu za Oceanem doszła konserwatywna, purytańska prawica z mrocznym podbrzuszem.

Dla społeczności międzynarodowej nastała nowa era, która do historii przeszła jako ostatni etap Zimnej Wojny, z której Amerykanie wyszli zwycięsko dzięki naciśnięciu na pedał wyścigu zbrojeń. Związek Radziecki ze swoją niewydolną gospodarką planową musiał się oficjalnie poddać pięć lat później, ogłaszając ustami Gorbaczowa pierestrojkę, a w tym samym czasie zaczęło się także demontowanie Bloku Wschodniego (tak, w jednym z odcinków obecne są polskie akcenty).

The Americans to dramat telewizyjny, który przywołuje klimat tych mrocznych lat, w których KGB i CIA prowadziły ze sobą bezwzględne pojedynki w cieniu, a oba państwa rywalizowały ze sobą na wszystkich szczeblach, używając szpiegostwa jako głównej techniki zdobywania informacji na temat planów i nowych technologii przeciwnika. Jego twórca, Joe Weisberg, jest emerytowanym oficerem CIA, który już wcześniej pracował dla telewizji pisząc m.in. scenariusze do Falling Skies i Damages.

Na pomysł stworzenia serialu Weisberg wpadł obserwując sukces Homeland, którego akcja osadzona jest wokół Wojny w Iraku, a ogólnie oscyluje wokół jednego wątku centralnego – niewidzialnego zagrożenia. Jak Weisberg powiedział magazynowi Time: Najciekawszą rzeczą, którą obserwowałem podczas mojej pracy w CIA, było życie rodzinne agentów, którzy służyli za granicą razem z dziećmi i krewnymi. W rzeczywistości są to ludzie, którzy żyją własnym życiem.

I tak w centrum gorąco przyjętego przez krytyków serialu znalazła się para uśpionych szpiegów: Phillip (Matthew Rhys) i Elizabeth (Kerri Russell), którzy starannie wcześniej przygotowani przez KGB do pełnienia swojej funkcji, zostają przerzuceni do USA w połowie lat ’60, gdzie mają wtopić się w lokalną społeczność. Pracować i wychowywać dzieci, jak wszyscy wokół nich, pomimo tego że cały czas będą prowadzić podwójne życie, wykonując priorytetowe zadania dla radzieckiego wywiadu.

Co jednak zdumiewające to fakt, że akcja serialu została oparta o scenariusz rodem z życia, istnienie prawdziwej siatki uśpionych agentów rosyjskich o kryptonimie Illegals Program, która została przez Amerykanów zneutralizowana dopiero w 2010… nikt nie spodziewał się bowiem, że Rosja jest wciąż zainteresowana szpiegostwem na taką skalę po upadku swojego Imperium. A w ramach programu Rosjanie umieścili przynajmniej setkę szpiegów na terytorium USA, których zadaniem było zbudowanie osobistych kontaktów z inżynierami, politykami i biznesmenami.

The Americans łączy wysokooktanowy scenariusz szpiegowski z dramatem rodzinnym i thrillerem politycznym, co sprawia, że serial autentycznie wciąga. Retro-świat nie jest tu tak drobiazgowo zbudowany, jak w Mad Men czy Zakazanym imperium, a aktorstwo mimo swoich zalet nie dorównuje kreacjom Kevina Spacey’a (House of Cards) czy Glenn Close (Damages), ale serial nadrabia te niedociągnięcia woltami w stylu filmów z Jamesem Bondem i dużą ilością świetnie wyreżyserowanych scen bijatyk, w których agenci demonstrują mieszankę wszystkich możliwych sztuk walki.

W ogólny retro-klimat pięknie wpasowuje się także klasyczny synth pop z lat ’80 (a jakże!) Już w pilocie mamy do czynienia z erupcją dźwięków plastik fantastik wygrzebanych przez muzycznego nadzorcę serialu, Janice Ginsberg. Nie zabraknie Phila Collinsa, Quarterflash i innych rewelacji, które już na samym początku niewinnie unoszą się w cocktail barowej przestrzeni, gdzie Elizabeth wyrusza na łowy. Ta japiszonowska słodycz pozostaje ważnym elementem The Americans – doskonałego produktu, który pozwala zarówno na nostalgiczną podróż w czasie, co i kilka głupich chichotów z bardziej przerysowanych wątków scenariusza.

Conradino Beb

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: