turntable

2013 nie przejdzie pewnie do historii muzyki jako rok przełomowy, ale czy przełomowy był 2012 lub 2011? Z perspektywy zaledwie kilku lat druga dekada nowego milenium wydaje się przede wszystkim okresem retro rockowej podróży w złotą przeszłość muzyki gitarowej, ekstremalnego eklektyzmu stylistycznego, który zbliża gatunki tak pozornie przeciwstawne, jak krautrock i afrobeat, a także kurczowego poszukiwania nowych dróg w tanecznej elektronice, co czasem doprowadza do bardzo ciekawych efektów.

Jednak prawdziwe talenty, które mają szansę zostać zapamiętane przez następne pokolenia, można policzyć na palcach dwóch rąk. Większość tego, co zostało stworzone w kończącym się roku to zjadanie własnego ogona lub niezdarne próby emulowania niszowych gatunków muzycznych, które nigdy nie dotarły do przeciętnego odbiorcy muzyki, a więc mogą zostać wyeksploatowane przez hipsterskich muzyków… rzadko z jajami, a jeszcze rzadziej z artystyczną iskrą.

Z kilkunastu tysięcy nagranych w 2013 płyt przesłuchaliśmy w dwójkę zaledwie garstkę – nie miejcie do nas o to pretensji – by sklasyfikować jako najbardziej ulubione 11 z nich. Kolejność jest zupełnie przypadkowa.

The Growlers – Hung At Heart

Atak fuzji retro gatunków w wykonaniu kalifornijskich szczurów plażowych zakończony został tu pełnym sukcesem. Surfowa gitara przeplata się na płycie z chwytającym za serce, zręcznie dawkowanym smutkiem i country rockowymi harmoniami, czasem odkrywając garażową prostotę, a czasem brudny honky tonk. Muzykę The Growlers bardzo ciężko określić w dwóch słowach i choć nad stylem grupy zawisła etykietka gotyckiego surfu, dźwięki z Hung At Heart to coś znacznie bardziej nieuchwytnego, głęboko przemyślanego, ale naturalnie pięknego.

Beastmilk – Climax

Climax to bez wątpienia jeden z najciekawszych albumów ze smutnymi piosenkami, jaki został wydany w 2013. Przywołanie atmosfery nuklearnego holocaustu w zimnych rytmach post-punku okazało się strzałem w dziesiątkę.  Niezależnie od tego, czy smucą na modłę The Cure, czy pędzą jak wierni wyznawcy Misfits, Beastmilk pokazują niebywały kunszt pisania nieprzyzwoicie przebojowych numerów.  Genocidal Crush  czy Nuclear Winter mają potencjał, by zostać czymś więcej niż hitami jednej jesieni.

Corrections House – Last City Zero

Militarystyczna supergrupa złożona z członków Neuerosis, Eyehategod, Minsk i Yakuza zajebała jeden z najcięższych strzałów tego roku. Dystopijny debiut Correction House rozpierdala noise’owym szumem, industrialnym ciężarem, crustową  agresją, free jazzowymi wkrętami czy neofolkową deprechą, idealnie pokazując to, z czego znani są członkowie projektu oraz bogatą paletę ich inspiracji. Last Ciy Zero brzmi niezwykle aktualnie i świeżo,  idealnie oddając wszystkie paranoje, które nawiedzały nas w bieżącym roku, pokazując, że w następnym wcale nie musi być lepiej, a wręcz przeciwnie, będzie jeszcze gorzej.

Fat White Family – Champagne Holocaust  

Fat White Family przebyli niezwykle szybko długa drogę ze skłotów wschodniego Londynu na łamy Guardiana. Champagne Holocaust  to lewacko-neopsychedeliczny bękart The Fall i The Gun Club trawiony szaleństwem Charlesa Mansona i epicką poetyką spaghetti westernów. Członkowi FWF nie tylko zasysają morze koksu, lecz również większość konkurencji na indie rockowej scenie, plując przy tym w twarz   przymilającym się zespołowi mainstremowym mediom i kalectwu muzycznej branży. Nie wiem czy to jest tylko poza, czy na serio są tak zjebani, ale Champagne Holocaust biorę w ciemno!

Chelsea Wolfe – Pain is Beauty

Od nawiedzonego spotkania Neurosis i Portishead na debiucie, przez neofolkowe ballady, po anarcho-punkowe covery, na każdym ze swoich wydawnictw Chelsea przemycała black metalową atmosferę. Nie inaczej jest i tym razem. Pain is Beuaty jest albumem, na którym najwyraźniej widać ciężkie, elektroniczne oblicze opętanej Amerykanki, które zostało zbalansowane dream popową łagodnością w stylu 4AD. Z płyty na płytę Chelsea pisze zdecydowanie coraz lepsze piosenki pełne coraz szlachetniejszego smutku.

Obliteration Black Death Horizon

To zdecydowanie najlepszy metalowy LP, jaki było mi dane usłyszeć w tym roku, bo wszystko i tak zostało zmiecione przez EP-kę szwajcarskiego Bölzer. Młodzi Norwedzy coraz bardziej oddalają się od necrosound Autopsy, czy debiutu Darkthorne, prezentując coraz bardziej indywidualna wizję black i death metalowej fuzji. Oprócz potężnych numerów, przepełnionych wręcz noise rockową agresją, głównym atutem Black Death Horizon jest jego produkcja. Album zabija brzmieniem, które jest głębokie, pięknie przegniłe, bez plastikowego trykania stopek, które zabija większość albumów metalowych.

Daft Punk – Random Access Memories

Ośmioletnia przerwa Francuzów w nagrywaniu posłużyła im wyjątkowo dobrze, bo Random Access Memories to płyta wyjątkowa! Przykład perfekcyjnie zrealizowanej koncepcji artystycznej – rekonstrukcji  oryginalnego brzmienie electro i disco funkowego późnych lat ’70. Album zręcznie lawiruje pomiędzy elektronicznym chill outem a là Touch i popowymi smasherami w stylu Get Lucky czy Lose Yourself To Dance, które przywołują słodko-ekstatyczną energię didżejskich setów Larry’ego Levana. Wszystko zaś tonie w sosie fantastycznej produkcji i genialnych aranżacji! Hipsterzy spod znaku nu disco mogą tylko topić zazdrość w kieliszku szampana.

Death Grips – Government Plates

Amerykański duet drugi rok z rzędu rozpierdolił stawkę w elektroniczno-eksperymentalnym światku. Podczas gdy wszyscy płakali nad końcem muzyki złożonej z bitów zjadając własny ogon, Death Grips dokonali prawdziwego szturmu, biorąc to co najlepsze z rapu, dubstepu, mashupu, postindustrialu, post-techno i filtrując to przez maszynkę mrocznych free jazzowych harmonii. A cały materiał wylądował w sieci w postaci empetrójek. W momencie, kiedy eksperyment w muzyce staje się w zasadzie swoim zaprzeczeniem, zaledwie utrwalając zdobycze dekad minionych, terroryści z Miasta Aniołów pokazują pazur wstrzykując do obiegu adrenalinowo-cybernetyczny koktajl, któremu w żaden sposób nie można zarzucić pretensjonalności.

The Black Heart Rebellion – Har Nevo

Już pierwsze dźwięki tego mrocznego albumu belgijskich post hard core’owców zwiastują niecodzienny klimat. Ciężko wyprodukowana perkusja spotyka się z agresywnym wokalem noszącym ślady inspiracji klasycznym screamo. Dalej zaś neofolk wpada w minimalnie potraktowany gotyk i to, co zostało z hard core’owej tradycji, gdy spotkała się ona ze światem etniczno-inicjacyjnych inspiracji. Har Nevo to płyta słodko-gorzka, przywołująca bestię w ludzkiej postaci oraz duchowe światło na końcu drogi. Zbalansowana, transowa, a jednocześnie żywa i emocjonalna.

The Knife – Shaking The Habitual

Dwupłytowy album The Knife świetnie pokazuje, w jakim kieruku zmierza muzyka w Skandynawii. Na początek dostajemy etno-elektroniczny A Tooth For An Eye, niemal w stylu Goat, by za chwilę dostać po głowie porcją ciężkiego breakbeatu, zapętlonymi dronami, a w końcu wylądować na dark ambientowym pustkowiu, które eksplorował kiedyś zawodnik z pierwszej ligi znany jako Lustmord. The Knife preferują szamańskie sample i neoprymitywistyczne rytmy, ale nie zapominają o dobrym wyprodukowaniu wokalu Shannon Funchess (prawdziwe odkrycie!), która pojawia się w dwóch numerach. Idealnie wykonany miks najmodniejszych inspiracji na rynku!

Stara Rzeka – Cień chmury nad ukrytym polem

Debiut Starej Rzeki stanowi najlepszy przykład, że polska scena w tym roku pokazała klasę, wypluwając wiele świetnych albumów. Kuba Ziołek odwołując się do uniwersalnych dźwięków prymitywnego folku, black metalu spod znaku Leviathan i legend krautrockowej sceny stworzył monumentalna narrację muzyczną przetkaną nicią słowiańskiej melancholii. Niepowtarzalna atmosfera Cienia chmury nad ukrytym polem pozostaje na długo, po tym gdy wybrzmi ostatni akord My Only Child.

Conradino Beb / Jakub Gleń

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s