Il potere logora chi non ce l’ha

– Giulio Andreotti –

W kręgu dyktatorów i psychopatów

Pytanie o to, dlaczego ludzi pociąga władza, jest jednym z najstarszych pytań zadawanych sobie przez cywilizację Zachodu. Kwestia ta interesowała już Platona, który w Państwie stwierdził, że władza idealna to władza absolutna (sic!) Po upadku Cesarstwa Rzymskiego władza stała się jednak tematem marginalnym w filozofii i literaturze, a na przestrzeni dziejów pojawiło się jedynie dwóch wybitnych teoretyków władzy: Machiavelli i Hobbes, których zaliczamy dzisiaj do wczesnej socjologii politycznej.

Ten stan zmienił się dopiero wraz ze stworzeniem psychonalizy przez Freuda na początku XX w., od którego niemal wszyscy jego wybitni uczniowie (Jung, Adler, Reich) przejęli zainteresowanie mechanizmami władzy, bardzo twórczo rozwijając teorie swojego nauczyciela. Warto zwrócić przy tym uwagę, że kształowanie się postfreudowskiej myśli psychoanalitycznej przypada na lata rozwoju faszyzmu, antysemityzmu i nacjonalizmu w Europie.

Sam Carl Gustav Jung miał wyjątkowe szczęście, gdyż był w stanie przeprowadzić własnoręczną analizę psychologiczną dwóch z trzech największych dyktatorów swoich czasów: Hitlera i Mussoliniego, podczas ich spotkania w Berlinie w 1939. Wg Junga Hitler nigdy się nie śmiał i miał cały czas wisielczy, ponury nastrój. Wydał się także Jungowi aseksualny i nieludzki z jednym tylko celem w głowie, zbudowaniem Trzeciej Rzeszy, która miała w mistyczny sposób zjednoczyć wszystkich Niemców, zniwelować wszystkich wrogów oraz wymazać obelgi historyczne.

Jak przyznał Jung, jedyną emocją, którą wywoływał w nim Hitler, był strach. Co ciekawe, Mussolini wydał się psychologowi bardzo oryginalnym człowiekiem pełnym ciepła i wigoru (Włosi byli w tej sprawie znacznie bardziej podzieleni). Z późniejszej perspektywy, obydwoje skończyli bardzo podobnie. Hitler zastrzelił się w berlińskim bunkrze pod kancelarią III Rzeszy przed wkroczeniem do miasta Armii Czerwonej, a Mussolini został rozstrzelany przez partyzantów w Giulino di Mezzegra, zaś jego ciało zostało wystawione na widok publiczny na mediolańskim placu. Pomimo wielkich zdolności przywódczych, obydwóch przerosła więc własna wizja.

W 2007 obserwacje Junga stały się podstawą badania przeprowadzonego przez Coolidge’a i Segala, które miało na celu zbadanie psychopatologicznych syndromów osobowości Hitlera przy pomocy czwartej edycji Diagnostyczego i Statystycznego Podręcznika Zaburzeń Psychicznych (DSM-IV). Dzięki wspomnieniom Junga i opiniom pięciu innych wybitnych ekspertów, psychologowie byli w stanie stwierdzić, że u faszystowskiego dyktatora można wyróżnić następujące zaburzenia psychologiczne: paranoję, osobowość antyspołeczną, narcyzm i sadyzm. W ogólnym rozrachunku Hitler mógł również przejawiać tendencje do schizofrenii, megalomanii i aberracyjnego myślenia.

Coolidge i Segal potwórzyli swoje badanie w tym samym roku, jednak pod lupę wzięli tym razem Saddama Husseina, posługując się jako materiałem badawczym zeznaniami 11 osób, które znały go osobiście przez jakieś 24 lata. Jakie było zdziwienie badaczy, gdy Hussein wykazał profil niezwykle zbieżny z profilem Hitlera (korelacja zaburzeń u obydwóch z nich wyniosła 79%). Kolejne badanie przeprowadzone w 2009 obrało sobie z kolei za przedmiot koreańskiego dyktatora Kim Jong-Ila, który ponownie wykazał te same zaburzenia osobowości.

Na podstawie tych trzech badań Coolidge i Segal stworzyli teorię „wielkiej szóstki”, konstelacji zaburzeń nagminnie występujących u dyktatorów, do których należą: sadyzm, osobowość antyspołeczna, paranoja, narcyzm, osobowość schizoidalna i osobowość schizotypowa. Pytaniem, które wymagało jednak szybkiej odpowiedzi, było to, w jaki sposób jednostki z tak poważnymi zaburzeniami psychologicznymi, były w stanie osiągnąć tak wysoką pozycję społeczną? Pozycję, w której mogły bez żadnej konsekwencji decydować o życu innych?

holocaust
Holocaust – jeden z najbardziej przerażających efektów psychopatii Adolfa Hitlera

Odpowiedź na to pytanie jest znacznie mniej przekonująca od wyników samych badań. Wg Coolidge’a i Segala psychopaci są generalnie znani z podporządkowywania sobie innych ludzi, którzy w ich obecności tracą wszelki zmysł krytyczny i tu podają przykład Charlesa Mansona oraz Jima Jonesa. Z drugiej strony psychopaci nie zawsze wybierają karierę polityczną, ale egzystują także w innych sferach życia społecznego, z których najbardziej znaną jest biznes! Okazuje się bowiem, że w wielkich korporacjach psychopaci stanowią 3% populacji, co przebija medianę społeczną o 2%. Psychopatia ułatwia, jak się okazuje, karierę zawodową!

Jakkolwiek przerażająco miałoby to brzmieć, intuicyjnie czujemy, że nie ma w tym nic dziwnego. Wtóruje zaś temu w swojej kultowej książce Psychopaths Alan Harrington – mniej znany ziomal Timothy Leary’ego, Jacka Kerouaca i Allena Ginsberga – który stworzył jedną z najbardziej romantycznych i fascynujących teorii na ten temat. Psychopata to wg niego nikt inny, ale człowiek przyszłości, efekt cywilizacyjnej presji – istota obdarzona wszystkimi niezbędnym cechami zapewniającymi życiowy sukces.

I nawet jeśli wizję Harringtona potraktować jako niepokojący trip, zawiera ona pięć funtów prawdy, od której bardzo trudno uciec… a potwierdzonej również przez psychologów społecznych, którzy w ostatnich latach wzięli pod lupę mechanizmy ustalania hierarchii w międzynarodowych korporacjach. Jednym z tych badaczy jest Jon Ronson, który swoje badania szczytu korporacyjnej drabiny opisał w książce The Psychopath Test. Inną książką, która drąży ten sam temat, jest zaś Snakes In Suits: When Psychopaths Go To Work Paula Babiaka i Roberta Hare’a.

Obydwie z nich opierają się na analizie osobowości i zachowań menedżerów wyższego szczebla, którzy idealnie wpasowują się w standardową definicję psychopatii. Jak czytamy w książce Babiaka i Hare’a: Kilka zdolności – a właściwie umiejętności – sprawia, że ciężko jest przejrzeć na wylot prawdziwego psychopatę. Po pierwsze, są zmotywowani oraz mają talent do „czytania ludzi” i szybkiej ich oceny. Identyfikują to, co ludzie lubią i czego nie lubią, ich motywy, potrzeby, słabe strony i wrażliwe punkty. Po drugie, wielu psychopatów okazuje się mieć doskonałe ustne umiejętności komunikacyjne.

W wielu przypadkach umiejętności te są nad wyraz oczywiste ze względu na to, że są oni w stanie wskoczyć w środek rozmowy bez żadnych społecznych oporów, które powstrzymują wielu innych ludzi. Po trzecie, są mistrzami kreowania wrażenia; ich wgląd w psyche innych połączony z powierzchowną – ale przekonującą – płynnością werbalną, pozwala im na zręczną zmianę sytuacji w taki sposób, żeby odpowiadała ich własnej, a także planowi gry.

Autorzy dokonują w swojej książce jednej ważnej konkluzji, psychopaci nie powinni być zatrudniani w biznesie z następujących powodów: Niektórzy z nich nie mają wystarczających zdolności społecznych, komunikacyjnych lub edukacji, by efektywnie współżyć z innymi i polegają zamiast tego na zastraszaniu, wymuszaniu, szantażu i przemocy w celu dominowania innych lub by dostać to, czego chcą. Jednostki tego typu są zwykle nachalnie agresywne i raczej nieprzyjemne. Ale wystarczy, by opanowały podstawy tworzenia więzi społecznych i stają się śmiertelnie niebezpiecznymi osobnikami, których większość ze współpracowników nie jest nawet w stanie skojarzyć z zaburzeniami psychicznymi.

Jak pokazuje powyższy przykład dyktatorów, psychopaci bardzo często kierują się w stronę polityki. Z drugiej strony można ich także znaleźć na szczytach drabiny korporacyjnego biznesu… trzecia droga to zaś ścieżka seryjnego mordercy lub gwałciciela. We wszystkich przypadkach psychopaci grają jednak w tę samą grę władzy i dominacji, a ostatecznie sadyzmu, przemocy i zniszczenia, biorąc we własne ręce losy innych, jednak wyrzekając się przy tym wszelkich konsekwencji za swoje postępowanie… ale jak pokazują badania, są za to kochani.

W kręgu polityków i makaków

makaki
Makaki japońskie

Pomimo potu na czole lewicowych myślicieli, by znaleźć przekonujący przykład grupy ludzi lub nie-ludzi, która obywa się bez hierarchii (ergo bez nierówności), a więc mogłaby zapewnić oparcie teoretyczne dla społeczeństwa bezklasowego, badania antropologów, biologów i psychologów ewolucyjnych nieustannie te fantazje obalają. Walka polityczna to nasze zwierzęce dziedzictwo, część kodu DNA i nawet pomimo szczerej chęci wyeliminowania jej z systemu, nie da się tego zrobić.

Fenomen ustalania hierarchii jest znany u wszystkich zwierząt, ale najważniejszy dla ludzi pozostaje przykład małp człekokształtnych, przede wszystkim szympansów Bonobo i makaków. Te drugie wykazują zdumiewająco skomplikowany układ związków hierarchicznych, który aktywowany zostaje szczególnie w trakcie sporu o status w grupie lub, jak można powiedzieć, w walce o władzę polityczną. Makaki okazują się bowiem dysponować nie tylko zwierzęcą siłą, ale także sprytem politycznym.

Jak pisze psycholog Dario Maestripieri, walka u makaków nigdy nie odbywa się w próżni, a pojedynek pomiędzy dwoma samcami to zawsze pojedynek dwóch stronnictw, obserwowany uważnie przez neutralnych widzów, ale przede wszystkim przez wrogów i sprzymierzeńców. Wynik walki pomiędzy makakami jest przy tym zwykle zdeterminowany przez siłę danego stronnictwa. Jeśli napastnik nie dysponuje przeważającym zmysłem strategicznym i nie wygenerował wcześniej poparcia w stadzie, słabszy fizycznie przeciwnik może wygrać pojedynek poprzez wciągnięcie do sporu swoich protektorów.

Makaki rzadko tylko bowiem obserwują spór, a znacznie częściej spontanicznie włączają się do walki. Jednak najczęściej są do niej wzywane przez samców, którzy nie są w stanie poradzić sobie sami. W momencie pojawienia się samca alfa decyzja o rozsądzenie sporu zostaje mu oddana automatycznie, ale ta zależy od wielu czynników, przede wszystkim od pokrewieństwa, ale również od bliskości w hierarchii małpy proszącej o pomoc.

Jeśli obydwa czynniki faworyzują wygraną proszącego o pomoc, agresor musi zejść z ringu, ale jeśli słabszy makak znajduje się na dole drabiny społecznej i nie jest z samcem alfa spokrewniony, dostaje jeszcze dodatkowe cięgi za prośbę o interwencję, gdyż nie jest niej godny. W praktyce, samce alfa zajmujące wysoką pozycję w hierarchii stadnej zwykle pomagają silniejszym i bardziej wpływowym agresorom, od których oczekują lojalności na wypadek własnych kłopotów w przyszłości. Ci pomagają im zaś w sporach ze słabszymi małpami, które i tak zostaną z góry wygrane przez samców alfa, w ten sposób podlizując się i kupując sobie wpływy.

Walka o dominację wśród makaków to podstawa tego, co nazwalibyśmy w demokratycznym społeczeństwie, budowaniem stronnictw politycznych. Ich głównym mechanizmem, zarówno u małp człekokształtnych, jak i ludzi, jest kalkulacja potencjalnego zysku i straty oraz kosztów interwencji. Jeśli zysk przewyższa straty, a koszt jest mały, decyzja jest bardzo prosta. W innym wypadku zaczyna się niebezpieczna gra, w której o zwycięstwie decyduje spryt i inteligencja. Walka może bowiem zostać teoretycznie wygrana przez słabszego, jeśli ten znajdzie kozła ofiarnego, na którego można zrzucić ciężar sporu.

barclays_diamond
Bob Diamond – były CEO Barclays Bank, postawiony przed brytyjskim sądem za manipulowanie międzybankowymi stopami procentowymi i zmuszony do rezygnacji ze stanowiska

Zdumiewające jest to, że dokładnie te same reguły znajdziemy w naszych własnych procesach walki o władzę polityczną. Mała partia zawsze będzie szukała wsparcia dużej, szczególnie jeśli jej działacze nie mają doświadczenia politycznego. Z czasem może ona jednak powiększać poparcie i ostatecznie zaatakować swojego sprzymierzeńca z pomocą innego ugrupowania, dla którego połączenie sił będzie oznaczać wymierne korzyści. Duża partia z kolei będzie zawsze atakowała małe ugrupowania, by nie doprowadzić do ich rozwoju politycznego, co może zagrozić w przyszłości jej własnej pozycji.

Ze względu na to, że psychopaci posiadają wszystkie cechy pomagające w karierze politycznej, bardzo często zasilają oni górne szczeble drabin partyjnych, gdzie mogą swobodnie realizować swoje cele. Po zdobyciu władzy zaczyna się zaś niebezpieczny upadek standardów znany powszechnie jako relatywizm sytuacyjny, który jednak nie jest próbą usprawiedliwiania się przed światem. Jak pokazują bowiem badania psychologiczne wpływu władzy na ocenę etyczną, jednostki na górze hierarchii bezgranicznie wierzą w to, że mają wszelkie prawo do jej nadużywania.

Takie właśnie wnioski płyną z połączonych badań przeprowadzonych przez Adama Galinsky’ego z amerykańskiego Uniwersytetu Northwestern w Illinois oraz Jorisa Lammersa z holenderskiego Uniwersytetu w Tilburgu. W swoim teście psychologowie podzieli ochotników na dwie grupy, tę u władzy i tę bez władzy, poprzez zaszczepienie idei siły lub bezsilności. A poprzez serię pytań dotyczących m.in. naciągnięcia wydatków podróżnych, przekroczenia limitu prędkości w przypadku śpieszenia się na spotkanie oraz przywłaszczenia sobie roweru, uzyskali bardzo ciekawe odpowiedzi.

Podczas gdy grupa ludzi z niskim statusem społecznym była dla siebie bardzo surowa za przekraczanie etycznej granicy zachowania, grupa z wysokim statusem społecznym ciągle to bagatelizowała i za wszelką cenę się usprawiedliwiała. Jak konkludują więc psychologowie, władza faktycznie zmienia optykę i usprawiedliwia w oczach jej posiadaczy łamanie wszelkich reguł. Badacze sądzą, że kluczowym słowem dla takiego zachowania jest przywilej, w którego istnienie święcie wierzą ci, którzy sprawują wysokie stanowiska społeczne.

Jednocześnie z udowodniem istnienia hipokryzji w ocenie działań etycznych przez jednostki sprawujące władzę, psychologowie odkryli także istnienie innego ciekawego zjawiska, tzw. hiperkryzji, przez którą rozumieją wysoką samokrytykę jednostek na górze drabiny, jednak wciąż identyfikujących się z niższą grupą społeczną. Te mają wg nich tendencję do wybaczania przedstawicielom grup o niższym statusie czynów uważanych powszechnie za niemoralne.

Wniosek jest więc taki, że sprawować władzę efektywnie mogą jedynie jednostki, które są bezwględne w jej nadużywaniu. Innymi słowy, władza zawsze prowadzi do jej nadużywania i nie ma żadnej jasnej linii, która oddzielałaby dobrych polityków od złych polityków, dobrych menedżerów od złych menedżerów. Jeśli ktoś ląduje na szczycie przez przypadek, będzie zawsze dążył do projekcji swoich słabości poprzez psychologiczne przyznawanie swoich przywilejów innym, żeby odkupić wewnętrzną winę bycia przy władzy, a tym samym staje się łatwym celem dla konkurencji i raczej nie zagrzeje długo miejsca na szczycie.

W kręgu mediów, mitologii i teorii dominacji społecznej

Nixon-Hopkins
Anthony Hopkins jako Richard Nixon w paranoicznej biografii Olivera Stone’a

Jednym z najciekawszych osiągnięć psychologii społecznej ostatnich lat jest teoria dominacji społecznej (social dominance theory, SDT) stworzona w 1999 przez profesora Jima Sidaniusa i Felicię Pratto, która zajmuje się procesami UTRWALANIA hierarchii grupowych. Na poziomie ideologicznym jest to spotkanie neomarksizmu i psychologii ewolucyjnej, które ląduje jednak nie w optymistycznych rejonach wiecznego naprzód tak kochanego przez myślicieli lewicowych, ale w piekle przekonania, że jakiekolwiek fundamentalne zmiany są niemożliwe do przeprowadzenia.

Zasadniczą tezą teorii dominacji społecznej jest to, że ludzie sami utwalają nierówności społeczne poprzez trzy rodzaje zachowań: instytucjonalną dyskryminację, agregacyjną indywidualną dyskryminację i asymetrię behawioralną. Za ich legitymizację odpowiadają zaś społeczne mity, które są dystrybuowane przez różne grupy wpływów. Te mity należałyby z kolei do dwóch kategorii: wzmacniających hierarchię i osłabiających hierarchię. Do pierwszych z nich należy przykładowo rasizm i nacjonalizm, zaś do drugich socjalizm i antyseksizm.

Jednostki opowiadają się za jedną grupą mitów ze względu na swoją orientację dominacji społecznej, która z kolei zależy w dużej mierze od pozycji w hierarchii społecznej. Ci na dole będą wspierać mitologię osłabiającą hierarchię, podczas gdy ci drudzy będą się opowiadać za mitologią wzmacniającą hierarchię. Wynikiem walki tych dwóch mitologii jest zaś szereg nierówności społecznych będących w generalnym rozrachunku strukturalną częścią naszej natury lub zwierzęcego dziedzictwa, które nie pozwala na usunięcie hierarchii poza ramy społeczne.

O ile teoria ta jest kolejnym kamyczkiem do worka zwolenników „naturalnego stanu rzeczy” zawiera ona w sobie ciekawy opis walki społecznej, która sprzyja zachowaniu względnego stanu równowagi, gdyż jeśli obydwie zwalczające się mitologie pozostają aktywne, nie pozwalają sobie nawzajem na uzyskanie absolutnej hegemonii. Teoria ta jest także o tyle ciekawa, że jest względnie neutralna politycznie. Może ją w równym stopniu zaakceptować idealistyczny, lewicowy marzyciel wierzący, że walka ta zostanie wygrana w dalekiej przyszłości lub prawicowy konserwatysta marzący o utrwaleniu pewnego stanu rzeczy na wieki.

W każdym wypadku teoria dominacji społecznej nie daje szansy pozostawienia rzeczy samym sobie i wskazuje na człowieka jako bezwzględnego homo politicusa, który w walce o hierarchię widzi zmaganie o ład społeczny zgodny z jego osobistymi przekonaniami, mającymi jednak więcej wspólnego z neurologią niż ekonomią. To zostaje zaś opisane przez profesora Sidaniusa w formule asymetrii behawioralnej, która oznacza wieczne faworyzowanie własnej grupy, a w efekcie podtrzymywanie władzy nad innymi grupami.

Jeden z najciekawszych przykładów działania asymetrii behawioralnej Sidanius widzi jednak nie w zachowaniach przedstawicieli grupy dominującej, ale w zachowaniach jednostek należących do grup podporządkowanych. Ten typ zachowania Sidanius nazywa asymetryczną fobią wobec własnej grupy (asymetrical ingroup bias). Polega ona wg niego na faworyzowaniu przedstawicieli grupy dominującej przez przedstawiciela grupy podległej… a idealnym przykładem byłby Stephen, czarny niewolnik z Django Unchained Quentina Tarantino, co ponownie odsyła nas do części o mitologiach, gdyż żadna nie jest tak silna, jak mitologia filmowa.

Należy sobie bowiem zdać sprawę, że mitologie, które kiedyś były dystrybuowane wyłącznie dzięki ustnym przekazom pokoleniowym i świętym księgom (Biblia, Talmud, Koran, Bhagavadgītā) obecnie rozpowszechniają się głównie dzięki mediom (telewizja, gry komputerowe, radio, kino, Internet), których treść pozostaje generalnie tożsama z przekazem (medium is the messsage). Media są zaś zasadniczo komunikacyjnymi ekstensjami zmysłów (głównie wzroku, słuchu i dotyku) umożliwiającymi przyśpieszoną absorbcję informacji, która pozostaje z kolei podstawowym składnikiem każdej mitologii.

Wyłonienie się silnej kultury obrazkowej w drugiej połowie XX w. lub jak woli duża część medioznawców zwyczajny powrót do źródła kultury homo sapiens, pewnego rodzaju uwspółcześnienie czy też powrót archaicznych wątków, które zawsze pozostawały nam dostępne poprzez sny, doświadczenia psychedeliczne, malarstwo, rzeźbę i pogańskie rytuały, zdominował nagle faworyzowaną przez średniowieczno-renesansowo-oświeceniową kulturę słowa pisanego, funkcjonującą w dużej mierze na zasadzie negatywnego feedbacku, a więc dokonującą memetycznej repetycji.

Jak pisze w Present Shock Douglas Rushkoff (zainspirowany teoriami Korzybskiego): Istoty ludzkie mogą wiązać czas. Możemy wziąć doświadczenie jednego pokolenia i przekazać je następnemu dzięki językowi i symbolom. Możemy wciąż nauczyć nasze dzieci polowania czy łowienia w czasie rzeczywistym, ale nasze lekcje mogą również zostać skompresowane w formie historii, instrukcji czy diagramów. Informacja uzyskana przez jedno pokolenie może zostać przekazana wydajniej niż w przypadku, gdyby każde pokolenie miało nauczyć się wszystkiego z doświadczenia.

alfred_korzybski
Alfred Korzybski – twórca semantyki ogólnej

Elektroniczne media są oczywiście najbardziej efektywnym akceleratorem, jaki został stworzony do tej pory przez człowieka, nie tylko pozwalając na natychmiastowy dostęp do informacji, ale także na symultaniczny dostęp do wielu informacji naraz, co odróżnia je od jednokierunkowych mediów tj. książka czy telewizja. Mark Pesce określił tę właściwość jako hiperdystrybucję, wielokierunkowy układ rozpowszechniania informacji, która nie musi, ale w dużej mierze zostaje uporządkowana przez różnego rodzaju aktorów świadomie wchodzących do tego strumienia i przesiewających piasek w poszukiwaniu złota.

U podłoża tego zachowania leży zaś potrzeba narracji, która nadawałaby sens ludzkim poczynaniom, mitologii życia codziennego, która nawet jeśli nie posiada natury religijnej lub duchowej, musi zawierać ładunek bezpośredniego doświadczenia aktywującego nasze obwody neurologiczne przystosowane w trakcie długiej ewolucji gatunku do wiązania czasu (jak powiedziałby Korzybski). Ta intuicyjna symbolizacja rzeczywistości jest zaś odzwierciedlana w dużej mierze przez naukę, filozofię i wszelkie rodzaje sztuki, z których najbardziej wpływową jest prawdopodobnie film.

Kino odzwierciedla nie tylko wartości i napięcia społeczne, ale obrazuje również zasady ustalania hierarchii i reguły rządzące życiem stadnym. Jako medium film może kierować się zarówno w stronę absolutnej fantazji, eskapistycznej rozrywki, personalnego eksperymentu, dramatycznego mimetyzmu, społecznego komentarza, a nawet swoistego rodzaju psychoterapii. W każdym wypadku zobaczymy na ekranie jakiś składnik kulturowej mitologii, który im mniej zawiera elementów przyczynowo-skutkowych, tym szerszą posiada podatność na interpretację. Innymi słowy, nie ma obrazów nic nie znaczących…

Oczywiście, film abstrakcyjno-eksperymentalny to mała nisza, którą docenia nieliczna grupa kinomanów z artystyczno-intelektualnymi zamiłowaniami. Masowy sukces osiągają jedynie filmy naracyjne, fabularne, które mogą być oglądane z przyjemnością przez umysł nieprzystosowany do zawieszania zasad rządzących codzienną rzeczywistością. Arystotelesowska logika, jakkolwiek sztuczna i nieprzydatna do opisywania rzeczywistości, posiada jeden zasadniczy atut: jest prosta i niepodatna na paradoksy. Wszystkie nielinearne chwyty stosowane przez filmowców tę logikę zaś niszczą, co skutkuje narzekaniem publiki i niskimi wpływami do kasy.

Jak powiedział Paul Schrader (Taksówkarz) w Dekadzie pod wpływem: Zasadniczym założeniem filmów jest to, że mają być lekkie i zarabiać pieniądze. Oczywiście, kino europejskie wyrasta z kompletnie innej tradycji niż kino amerykańskie, gdyż na Starym Kontynencie film traktowało się od zawsze jako sztukę w przeciwieństwie do zwykłej rozrywki. I ten konflikt cały czas jest obecny w myśleniu krytyków z obydwóch stron Oceanu. Ci europejscy będą zawsze próbowali doszukiwać się elementów artystycznych w każdym filmie, nawet tam gdzie ich nie ma i w przypadku ich braku pozostaną zawiedzeni.

Z drugiej strony Amerykanie już dawno wpadli na koncept hybrydowy, połączenia sztuki z rozrywką. Tu szczególne zasługi położył Papież Kina Klasy B, Roger Corman, który stwierdził, że: Kino to w 50% handel i w 50% sztuka. W tym wypadku film nie rezygnuje z walki o wpływy finansowe, ale nie rezygnuje także z pewnych ambicji artystycznych. Idealnym przykładem są tu zaś oprócz kultowych filmów Cormana zrealizowanych dla AIP lub NWP, współczesne produkcje oscarowe. Mniej lub bardziej niezależne realizują one koncept ambitnej rozrywki… wystarczy obejrzeć Operację Argo.

Na tym, jakże politycznie uzasadnionym gruncie, przemysł filmowy przetwarza większość mitologii kulturowych, z których jedną z najważniejszych pozostaje mitologia psychopaty. Kto z nas nie oglądał Lśnienia, Milczenia owiec lub Siedem, nie wspominając o całej masie innych filmów? Fascynacja osobowością psychopaty to jeden z najważniejszych przedmiotów hollywoodzkiej eksploatacji, a dzisiaj wiemy z jakiego powodu. Psychopaci są sexy i nie tylko w glamourowym sensie, ale w sensie czysto psychologicznym. Kochamy psychopatów, gdyż symbolizują jakość alfa. Współczesny Übermensch to psychopata!

Psychopatyczny sex appeal został zbadany przez psychologów Nicholasa Holtzmana i Michaela Strube’a z Uniwersytetu w Sant Louis. W ramach eksperymentu przebadali oni 111 ochotników (w tym 64% kobiet), którym kazali się najpierw sfotografować w swoich ulubionych ciuchach i z makijażem, a następnie w szarych ciuchach bez żadnych elementów wyróżniających. Te fotografie zostały następnie ocenione przez ludzi, którzy nie znali ochotników osobiście.

W dalszej kolejności ochotnicy zostali przebadani pod kątem cech konstytuujących osobowość psychopatyczną, narcyzm i machiavellizm. Byli oni proszeni o własne deklaracje, ale ich cechy osobowości zostały także zweryfikowane poprzez wywiad środowiskowy. Wyniki zostały ostatecznie połączone w formie „mrocznej triady” i okazały się pozytywnie korelować z „przebraną atrakcyjnością”. Jednak triada okazała się nie skutkować w połączeniu z oceną fotek, na których ochotnicy pozowali bez swojego ulubionego ubrania i makijażu.

Badacze wyciągnęli z doświadczenia następujacy wniosek. Ludzie z psychopatycznymi cechami nie są seksowni w swoim naturalnym stanie, są za to bardzo skuteczni w kreowaniu seksownego wrażenia, które wywołuje w zwierzęcej części naszego mózgu tzw. efekt halo. Chodzi o to, że człowiek automatycznie dokonuje całego szeregu pozytywnych asocjacji na temat inteligencji, humoru, samopoczucia i pewności siebie danej osoby w oparciu o jej fizyczną atrakcyjność, co jest często wykorzystywane przez psychopatów do roztaczania kontroli nad innymi jednostkami.

Doświadczenie to potwierdza, że umiejętnie skonstruowany, kinowy portret psychopaty może być bardzo skutecznym magnesem zachęcającym publiczność do obejrzenia filmu. W przypadku połączenia zaś dobrego scenariusza z dobrym aktorstwem i kostiumami efekt jest niemal gwarantowany. Ludzie chcą bowiem pozostawać pod wpływem jednostki uznawanej za silniejszą, inteligentniejszą i przewrotniejszą, a to może być z pewnym wysiłkiem zrealizowane w formie filmu, który dostarcza tych samych emocji, ale z gwarancją osobistego bezpieczeństwa.

tony_soprano
Tony Soprano – archetyp współczesnego psychopaty

Ten sam mechanizm działa w przypadku figur polityków, mafiosów i gangsterów, których ekranowa charyzma apeluje do tych samych struktur mózgowych nieświadomie krzyczących o podporządkowanie się jednostkom wyższym w hierarchii. Stąd zaś rosnąca obsesja współczesnymi dramatami telewizyjnymi (Rodzina Soprano, Breaking Bad, House of Cards, True Detective), w których psychopatyczne figury symbolizujące władzę i bezwzględność stają się największym wabikiem, jednocześnie kreując wysokie wyniki oglądalności, bo to władza stała się w ostatnich latach głównym powodem renesansu serialu telewizyjnego jako formy medialnej.

Należy podkreślić, że nasza uwaga (lub nasze gusta) mówi nam bardzo ważną prawdę o współczesnej kulturze, psychopatia jest cechą nie tylko pożądaną, ale jest ona także podstawą biznesu rozrywkowego, który dosłownie podpięty jest do naszych neuronów mózgowych. To feedback pomiędzy naszym systemem nerwowym, a mediami, kreuje rzeczywistość. W niej główne miejsce zajmuje zaś poza jedzeniem, snem i seksem, walka o status i szukanie nowych przymierzy politycznych.

A życie w sieci tylko to zadanie ułatwia, a wręcz czyni z niego obowiązek. W czasie rzeczywistym, w wiecznym teraz, w globalnej skali, z dostępem do wszelkiej informacji, jak małpy wystrzelone w kosmos, porzucamy w końcu ideę własnych ograniczeń i wracamy do zwierzęcego źródła, którego nie da się postawić poza kulturą. Innymi słowy, natura musi zostać zastąpiona zupełnie innym terminem.

Conradino Beb

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

9 komentarzy

  1. Conradino, moglbys napisac co oznacza motto artykulu?

    Jak jest gdzies w srodku, to sorry, ale bede czytal jak wroce z kolhozu,
    pzdr

    Polubienie

  2. gwoli ścisłości: hitler zastrzelił się w bunkrze pod kancelarią rzeszy. mussoliniego, clare petacci i tego trzeciego (nie pamiętam jak się nazywał) rozstrzelali włoscy partyzanci i rzeczywiście zwłoki do góry nogami na rusztowaniu na placu powiesili.

    Polubienie

  3. „O ile teoria ta jest kolejnym kamyczkiem do worka zwolenników „naturalnego stanu rzeczy” zawiera ona w sobie ciekawy opis walki społecznej, która sprzyja zachowaniu względnego stanu równowagi, gdyż jeśli obydwie zwalczające się mitologie pozostają aktywne, nie pozwalają sobie nawzajem na uzyskanie absolutnej hegemonii.”

    Chyba któryś z papieży powiedział, że największym zwycięstwem szatana jest to, że ludzie uwierzyli w jego nieistnienie.
    Dzisiaj wypadałoby powiedzieć, że największym zwycięstwem bogatych jest to, że biedni uwierzyli, iż polityka nie ma najmniejszego sensu.

    Dobry artykuł!

    Polubienie

  4. Czy od władzy nie ma ucieczki to tego akurat nie można być pewnym. Kiedyś ludzie wierzyli, że lot w kosmos to science fiction, a udało się nawet na księżycu wylądować. 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s