Podoba mi się generalnie to, że Goat nie przeciągnęli nagrania drugiego albumu o następne 2 czy 3 lata, bo zespół który dużo siedzi w studiu, jest albo bardzo kreatywny, albo ma dużo materiału, co dobrze oczywiście świadczy o muzykach. A materiał z Commune jest rewelacyjny, choć bardzo odmienny od numerów z debiutu, bo Szwedzi zdążyli porzucić space rockowe fusion i mocniej zagrzebać się w afrobeatowych rytmach i nordyckim folku. I nawet pomimo tego, że instrumentalny piard The Light Within w ogóle wywaliłbym z tej płyty, reszta to w miarę spójny materiał, który daje wielką satysfakcję w trakcie kanapowego transu.

Goat pozostawili jako szkielet mocny, dudniący bas, udającą afrykańskie polirytmie sekcję rytmiczną i równie repetycyjne frazy kalimby, na gruncie których wykwitają psychedelizujące solówki gitarowe, które jak trampolinę wykorzystuje wysoki, krzykliwy głos wokalistki zespołu. Dużo tu także grzechotek, sampli, pogłosów i pętli, a czasem nawet jakiś skrzypce i chórki, co ma jednak swoje uzasadnienie, gdyż Goat komponują swoje numery w trakcie jamów. To oczywiście zbliża zespół do krautrockowej klasyki spod znaku Amon Düül czy Popol Vuh, tyle że Szwedzi pozostają przy tym oddani upbeatowi i upojnemu maksymalizmowi.

W praktyce większość numerów na Commune wpasowuje się w formułę Orchestra Baobab spotyka Kaleidoscope, a Bondye niemal do złudzenia przypomina Taxim na przyśpieszonych obrotach. Ale jak się gra world music, to bardzo ciężko uciec od ojców gatunku i Goat świadomie, czy nie, przerabiają po raz kolejny klasyczne inspiracje. Wyróżniają się z w tej barwnej masie hiciory Gathering of Ancient Tribes i otwierający płytę Talk to God. Obydwa kawałki to udane spotkanie Hednigarny z Big Brother & The Holding Company.

Pomimo tej archeologii płyty słucha się jednak bardzo dobrze, bo zbudowana została na bezpretensjonalnym, muzycznym pałerze – chciałbym pominąć cały ten teatrzyk masek, bo nie wnosi on tak naprawdę nic do samej muzyki – który z całą pewnością w pełni objawia się podczas koncertów. Czy gdyby Goat staranniej zaaranżowali swoje kawałki lub mocniej popracowali nad produkcją, wyszłaby lepsza płyta? Obawiam się, że duch mógłby zostać stracony i mielibyśmy kolejny drętwo-eksperymentalny materiał, który można by spłukać w kiblu po jednym wysłuchaniu. A Commune daje dużo radości głównie dlatego, że muzycy nie próbują skakać wyżej własnej dupy.

Conradino Beb  

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

2 komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s