1935 był dziwnym rokiem dla 30-letniego Jean-Paula Sartre’a. Młody intelektualista pozostawał nikomu nieznanym filozofem, któremu właśnie zaoferowano pozycję nauczyciela w portowym miasteczku Le Havre, dalekim od paryskiego zgiełku. To tu studiował on z nabożną czcią dzieła Husserla i Heideggera, których styl był jednak daleki od jego własnych fantazji literackich, w tym punkcie wciąż niezrealizowanych i czekających na przelanie na papier.

Ten sam rok miał się jednak okazać dla Sartre’a przełomowym, gdyż pod nadzorem lekarza przyjął wtedy zastrzyk z meskaliną, po którym przeżył prawdziwy – co jest mniej lub bardziej oczywiste – badtrip. W jego trakcie, jak donosi w swojej autobiografii The Prime of Life jego kochanka Simone de Beauvoir, doznał on niepokojących wizji krabów, orangutanów oraz domów szczękających szczękami.

Kraby prześladowały Sartre’a prawie rok po meskalinowym tripie, co filozof przyznał w wywiadzie z Johnem Gerassim, w którym wspomina: Śledziły mnie na ulicy, na zajęcia. Przywykłem do nich. Budziłem się rano i mówiłem: „Dzień dobry moje maleńkie, jak spałyście?” Cały czas z nimi rozmawiałem. Jego następnym krokiem było podjęcie terapii psychoanalitycznej pod nadzorem samego Jacquesa Lacana.

Pomimo tego, że wykręcony przez swoje doświadczenie psychedeliczne filozof nie podjął się już nigdy kolejnych eksperymentów z halucynogenami, jego dieta była bogata w inne dragi, które spożywał codziennie z wielką pasją. Jak pisze Annie Cohen-Solal w swojej biografii Sartre’a, codziennie wypalał on dwie paczki papierosów, kilka fajek tytoniu, wypijał ćwierć litra alkoholu (wina, piwa, wódki lub whisky), kilka szklanek kawy i herbaty, a do tego przyjmował 200 mg amfetaminy, 15 g aspiryny i garść barbituranów.

sartre_graffiti
Graffiti z Jean-Paulem Sartrem

Samo przeżycie meskalinowe wstrząsnęło jednak pisarzem na tyle, że znalazło ostatecznie drogę do jego pierwszej powieści, Mdłości (1938), której czytanie pod kątem badtripu odsłania dopiero wszystkie tajemnice. Świat zawieszony pomiędzy różnymi sensualnymi doznaniami, swobodnie mieszającymi się ze sobą, przepełniony strachem przed zwyczajnymi obiektami tj. szklanka piwa, czy ataki tytułowych mdłości – będących bardzo częstym efektem ubocznym meskaliny – są w tej perspektywie jasnym efektem jego doświadczenia psychedelicznego.

Na potwierdzenie wystarczy zresztą przytoczyć jeden fragment z ww. powieści: Widzę przyszłość. Jest tam, już gotowa, na ulicy, zaledwie trochę bledsza niż teraźniejszość. Czego potrzebuje, żeby się zrealizować? Czego to jej doda? Starucha oddala się, utykając, zatrzymuje się, poprawia siwy kosmyk wyślizgujący się spod chusteczki. Kroczy, była tam, teraz jest tutaj… zgubiłem się: nie wiem, czy widzę jej ruchy, czy je przewiduję? JUŻ nie rozróżniam teraźniejszości od przyszłości, a jednak to trwa, to spełnia się po trochu; stara posuwa się wyludnioną ulicą; szura swoimi męskimi buciorami.

To właśnie czas, czas zupełnie nagi, to powoli staje się istnieniem, to każe czekać na siebie i gdy to przychodzi, napawa obrzydzeniem, bo spostrzegamy, że to znajdowało się tam już od dawna. Stara zbliża się do rogu ulicy, jest już tylko kupką czarnych szmat. No proszę, tak, oczywiście, to nowość, nie było jej tam przed chwilą. Ale to nowość już matowa, zdeflorowana, nie mogąca zgoła zadziwić. Skręci za róg ulicy, skręca – trwa to całą wieczność.

Conradino Beb

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

5 komentarzy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s