duke_of_burgundy_2014 poster

Peter Strickland to imię, które dopiero zaczyna wychodzić poza krąg fanatyków, obserwujących rozwój artystycznego kina gatunkowego, neoeksploatacji, indie horroru i innych ciekawych hybryd, stających się powoli rozpoznawalnymi składnikami ekspresji filmowej naszych czasów. Strickland wystartował ciepławo przyjętym dramatem/thrillerem Katalin Varga w 2009, ale już trzy lata później wjechał głęboko w potylicę fanów giallo pokręconym Berberian Sound Studio – hołdem dla klasycznego gatunku włoskiej kinematografii.

W The Duke of Burgundy obserwujemy jak artysta dokonuje błyskotliwej reinterpretacji euro sexploitation w stylu Jesusa Franco, enfant terrible lat ‘60/’70, który dokonał tylu adaptacji dzieł de Sade’a, że równie dobrze może być uznany za jego spadkobiercę. W istocie, film Stricklanda delikatnie przypomina o takich dziełach hiszpańskiego filmowca, jak Seksualna macumbaSukkub czy Eugenia, ale robi to z wielkim wdziękiem, nie dając zwyciężyć zwykłej trawestacji. W filmie Stricklanda sex jest mało istotny wizualnie – bo odrzucona została czysta eksploatacja – staje się za to budulcem miłosnej więzi.

Reżyser przywraca jednak charakterystyczny klimat produkcji lat ’70, osadzając akcję w alternatywnej czasoprzestrzeni, która ma jakiś związek z historią, ale w tym samym sensie, w jakim jej nie ma, więc scenariusz może eksplorować chwyty niemal fantasmagoryczne, balansujące na granicy obrazu erotycznego i psychedelicznej grozy.

Wszystko jednak w granicach specyficznej wizji, która jest na tyle oryginalna, że widz otwiera się szybko na przemożną sensualność dwóch bohaterek-entomolożek, wzajemnie zaspokajających swoje najskrytsze pragnienia w tajemniczym wiejskim dworku.

I tu można by zacytować samego de Sade’a, który te oto słowa wkłada w usta Durceta w 120 dniach sodomy: – Jakże możesz być szczęśliwy, skoro w każdej chwili możesz się zaspokoić? Szczęście nie polega na przyjemności, lecz na pożądaniu, na pokonywaniu stawianych mu przeszkód. Tak, bohaterki The Duke of Burgundy są ucieleśnieniem ducha libertynizmu, zdając sobie sprawę z zasad doznawania najwyższej przyjemności, ale które – raczej ze względu na własne, ludzkie ograniczenia – wpadają przy tym w rutynę.

Ale nie jest to zbyt oczywiste, gdyż obserwujemy je tylko w kontekście jednego sezonu, trzech pór roku, które otwiera wiosna, gdy larwy w końcu zamieniają się w motyle – a tytuł to przecież nazwa motyla – co reprezentuje wykwit kreatywności i wysoki punkt dla hormonalnego napięcia.

Gdy tylko bowiem z drzew zaczynają opadać liście, żywotność zamienia się w marazm… ale życie ciągnie się niewątpliwie pod śnieżnym puchem i przyjmuje bardziej senną formę, czego jednak nigdy nie zobaczymy w filmie, jak też nie dowiemy się nigdy dlaczego i po co, bo reżyser nie dąży do rozwiązania akcji, która bardziej przypomina klasyczne dzieła autorskie tj. Obrazy Altmana, czy niektóre horrory Fulciego… czyli jest jej w zasadzie niewiele.

Zamiast tego film mocno angażuje wizualnie. Mamy więc piękne, niemal psychedeliczne momenty, które mocno przypominają klasyczne filmy Cormana (X- człowiek, który widział więcej, Podróż), czy trochę tajemnicy i napięcią, choć zwycięża tu mimo wszystko studium charakterologiczne, a emocjonalny ładunek pokrewny jest bardziej dziełom Bergmana (Persona, Sceny z życia małżeńskiego), czy „teatrowi dwóch aktorów”. Jesteśmy świadkami bardzo dobrze wyreżyserowanego pękania masek… bo są w życiu momenty, w których nawet ludzka toaleta przestaje robić frajdę i wtedy dostajemy lanie.

To, swoją drogą, jest jak najbardziej pożądane, bo sadomasochistyczny kompleks wymaga, by ból stale zwiększać. Bez zwiększania dawki mózg, zarówno sadysty, jak i masochisty, szaleje z nudy, a harmonia staje się niemożliwa do osiągnięcia. Ale film Stricklanda idzie nieco dalej i sugeruje, że związek oparty na wzajemnej dominacji i uległości seksualnej przeżywa te same rozterki i wjeżdża w te same uliczki, co każdy inny związek – nieważne czy hetero, bi, czy homoseksualny.

Związek Cynthii i Evelyn, z całą pewnością żarliwy i oryginalny, wymaga mimo wszystko ciągłej reżyserii, bo jego mroczny charakter oparty jest głównie na perfekcyjnym odgrywaniu ról, które mają sens tylko wtedy, gdy w ich prawdziwość wierzą obydwie strony.

W innym wypadku życie przestaje być teatrem i staje się życiem po prostu, które pisze swój własny scenariusz. Dobre to filmidło, zbudowane na kunsztownym klimacie retro, nastrojowej muzyce i doskonałych kreacjach aktorskich Sidse Babett Knudsen i Chiary D’Anny, które atakuje zarówno zmysły, jak i narząd służący do myślenia.

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: The Duke of Burgundy
Produkcja: Wielka Brytania, 2014
Dystrybucja w Polsce: Gutek Film
Ocena MGV: 4/5

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

3 komentarze

  1. Jak dla mnie , póki co rozczarowanie roku. Ten film, to jedno wielkie artystowskie ,rigor mortis’ . Aseksualne, pretensjonalne i mdłe, jak fantazje jakiegoś zawieszonego buca po ASP , który mając pomysł na etiudę rozdął go do pełnego metrażu . Szkoda tylko tej imponującej operatorskiej roboty w służbie takiego flaka.
    Nie wiem, skąd te trzy pory roku, przecież cała akcja zamyka się w jesieni.
    Jeszcze ten rój CGI motyli , masakra 😦
    Mówię temu filmowi kategoryczne ,Pinastri’ i jedyne , co przychodzi po nim do głowy, to nieodparta chęć na jakiś spaghetti western albo horror survivalowy.

    Polubienie

    1. No jest film artystyczny, ale ze pretensjonalny to sie nie zgodze. No bo co tam jest pretensjonalnego, zloty deszcz za kurtyna? Nawiasem mowiac nie ma zadnego sensu porownywac tego do gatunkowych klasykow, bo nie widac w tym filmie proby zrobienia neoeksploatacji na przyklad. A de Sade’a jest tam wg mnie calkiem sporo, tyle ze wizualnie to oczywiscie nie sa „120 dni sodomy”. Tez sie spodziewalem wiekszego hardkoru szczerze mowiac, ale awantury o jego brak nie bede robic. Teraz trzeba czekac na „Love” Gaspara Noé 🙂 A CGI bylo calkiem calkiem, taki akcent cormanowski, jak napisalem.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s