Pewnego razu… w Hollywood (2019)

Quentin Tarantino zawieszał swoją reżyserską karierę praktycznie od zawsze. Już w 2004 roku deklarował, że przed sześćdziesiątką na pewno porzuci reżyserię, skupiając się na pisaniu scenariuszy i powieści.

Około 2014 roku zaczęto plotkować, że Quentin ma w planach dziesięć filmów, po nakręceniu których ma przejść na emeryturę. Jego dziewiąty film (zakładając, że traktujemy obie części Kill Billa jako pojedynczą produkcję i zapomnimy o jego noweli w Czterech pokojach 1995), stanowi jednak dowód na to, że Tarantino zbyt wiele ma wciąż do powiedzenia.

Pewnego razu… w Hollywood to list miłosny adresowany do Los Angeles lat ‘60. I choć nie jest on skierowany bezpośrednio do nas, publiczności, nie można go na pewno nazwać poufnym czy prywatnym, bo przecież my, widzowie i miłośnicy kina, jesteśmy fundamentem przemysłu filmowego! Tarantino daje nam wgląd w „dobre, złe i brzydkie” aspekty branży filmowej.

Historia kręci się wokół życia i kariery Ricka Daltona (Leonardo DiCaprio) oraz jego przyjaciela i kaskadera Cliffa Bootha (Brad Pitt). Niemogący się odnaleźć w galopującym przemyśle filmowym Dalton marzy o prawdziwej karierze filmowej, klepiąc kolejne piloty telewizyjnych seriali.

Choć wszyscy wokół, nawet Booth, namawiają go, by poleciał do Włoch podreperować budżet i renomę w tamtejszych spaghetti westernach, Rick dalej wierzy, że jego gwiazda zabłyśnie powtórnie w Hollywood.

Pod pewnymi względami Pewnego razu… przypomina wcześniejsze filmy Tarantino, zwłaszcza kultowe Wściekłe psy (1992) czy Pulp Fiction (1994). Jego dziewiąte dzieło nie posiada poukładanej, zamkniętej historii, składając się z obszernych dialogów, łamiących liniowość opowieści, retrospekcji, oraz ekspozycyjnych wstawek, mających na celu przybliżyć nam bohaterów, niekoniecznie pchając przy tym fabułę.

Nawet te wolniejsze, nieco bardziej pobłażliwe sceny ogląda się ze szczerą radością. Wszystko dzięki poczuciu rezonowania widza z wykreowanym przez reżysera światem, estetyką zbudowaną na uwielbieniu dla aktorskiego fachu i kina w ogóle.

Poimo tego, że jest to prawdopodobnie „najprzyjemniejszy” czy najlżejszy film, jaki wyszedł spod ręki Tarantino, znajdziemy tutaj parę momentów, w których rosnące napięcie zjeży nam włos na plecach!

Choć w dorobku Quentina próżno szukać filmów grozy – oprócz slasherowego Grindhouse: Death Proof (2007) – jego produkcje znane są z potężnej dawki suspensu i hektolitrów krwi. Tych dwóch elementów nie zabrakło również w jego nowym obrazie.

Żeby jednak nie spojlerować, powiem tylko, że przybycie Cliffa na Spahn Ranch, gdzie Rodzina Charlesa Mansona założyła swoją komunę, to chyba najbardziej „horrorowa” sekwencja w całym dorobku Tarantino.

Z wątkiem zbrodni na Cielo Drive związana jest oczywiście postać Sharon Tate (Margot Robbie) oraz Romana Polańskiego (Rafał Zawierucha). Ten drugi pojawia się w filmie dosłownie na moment, a jego partnerka niewiele dłużej.

Rick Dalton reprezentuje stare, podczas gdy Sharon Tate nowe Hollywood. Powód, dla którego dualizm ten wydaje się wyjątkowo symboliczny, wynika z tego, że zarówno Margot, jak i Leonardo grają w zasadzie swoje postacie. On jest w grze od kilkudziesięciu lat, ona praktycznie dopiero ją zaczęła. Ten meta-pierwiastek pozycjonuje film na naprawdę wysokim piedestale.

Pewnego razu… w Hollywood to naprawdę zabawne, imponujące technicznie (zdjęcia, scenografia) i tak po ludzku szczere kino. Być może zakończenie i potraktowanie pewnych postaci z kreskówkową wręcz manierą może stanąć niektórym kością w gardle, trudno odmówić jednak Tarantino umiejętności zarażania miłością do amerykańskiej popkultury każdego człowieka na Ziemi.

Niezależnie od tego, czy spełnieniem amerykańskiego snu jest kariera w Hollywood, czy masowe morderstwo na rzecz statusu Boga, pięćdziesiąt lat później całe to spektrum marzeń wciąż jest niezwykle żywe.

Tarantino pokazuje nam fikcyjny świat, który jest bardzo sugestywny i wiarygodny z tego względu, że odzwierciedla podszewkę Holywood. A powtarzane jak mantra przez reżysera „co jeśli…?” pozwala manipulować historią, generując promyk szczęścia tam, gdzie wszystko pochłania mrok.

Oskar „Dziku” Dziki

 

Oryginalny tytuł: Once Upon a Time in… Hollywood
Produkcja: USA, 2019
Dystrybucja w Polsce: Tylkohity.pl
Ocena MGV: 4,5/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: