Nuggets: Original Artyfacts from the First Psychedelic Era (2 x LP, Elektra, 1972)

Rock garażowy jest stylem muzyki gitarowej, który wyodrębnił się z rock’n’rolla i rhythm’n’bluesa na początku lat ’60. Jako osobne zjawisko muzyczne został jednak dostrzeżony dopiero na początku lat ’70 przez Lenny’ego Kaye’a, późniejszego gitarzystę Patti Smith Group oraz Jaca Holzmana – założyciela Elektra Records.

Pasją obu gości były niedoceniane zespoły z połowy lat ’60, więc gdy epoka się skończyła, zaczęli we współpracy przegrywać z winyla na taśmę swoje ulubione kawałki z rzadkich i mało znanych albumów z tego okresu. Efektem stała się klasyczna składanka The Nuggets (1972), wydana na dwóch winylach przez Elektrę w 1972. Kompilacja uformowała zręby percepcji rocka garażowego wśród fanów, muzyków i dziennikarzy muzycznych, ale sam termin wszedł do powszechnego użytku dopiero na początku lat ’80. Paradoksalnie, termin punk rock został stworzony wcześniej, w 1971, przez Dave’a Marsha, dziennikarza amerykańskiego magazynu Creem na określenie muzyki grupy ? & The Mysterians – znanej z wielkiego przeboju 96 Tears – która dzisiaj jest uważany za typowy skład garażowy.

Punk garażowy można bez większych sporów uznać za kontynuację sceny surfowej – nie tylko w sensie muzycznym, ale także kulturowym, gdyż styl od samego początku apelował do lokalnych gustów asymilując popyt na gitarowe przeboje taneczne, choć gotując je we własnym, amatorskim sosie. Gatunek wykształcił się przede wszystkim jako styl grania młodych, niedoświadczonych muzyków (często nastolatków) i był przeznaczony do odbioru przez tą samą grupę wiekową, co w konsekwencji dało początek młodzieżowym scenom garażowym na całym świecie. Z małymi wyjątkami zachowały one swoją lokalną specyfikę i brzmienie aż do końca lat ’60, kiedy styl został zepchnięty przez rock psychedeliczny, hard rock i rock progresywny.

Na bardzo wczesny przykład rocka garażowego, który znany jest powszechnie jako frat rock, można wskazać w roku 1961, gdy grupa Rockin’ Robin & The Wailers, pochodząca z Tacoma (okolice Seattle) nagrywa przeróbkę czarnego, rhythm’n’bluesowego kawałka Louie, Louie autorstwa Richarda Berry’ego. Ich wersja okazuje się lokalnym hitem, a przebój w efekcie dociera do innych części Stanów Zjednoczonych, gdzie w okresie 1963-64 chwytają go na warsztat takie grupy, jak Paul Revere & The Raiders, The Kingsmen, The Pyramids i wiele innych. Kluczowy dla gatunku jest właśnie rok 1964, kiedy wiele grup surfowych z obszaru Stanów Zjednoczonych porzuca granie wyłącznie utwórów instrumentalnych i rezygnuje powoli z przepuszczania gitar przez reverb Fendera decydując się brzmieć prościej i bardziej surowo.

The Sonics

W lutym 1964 w Stany Zjednoczony uderza jednak bomba – Brytyjska Inwazja, która zaczyna się oficjalnie od występu The Beatles w programie Eda Sullivana. Zespół okaże się ważną inspiracją dla wielu młodych muzyków, choć nie tyle w kwestii brzmienia, co raczej wizualnego stylu, jako że muzycznie garaż zdobędzie ważniejszą inspirację w postaci pierwszych płyt bardziej zadziornych zespołów blues rockowych tj. The Yardbirds, The Rolling Stones, Them czy The Animals. Grupy te wskazują Amerykanom (jak też Europejczykom) nowy kierunek w muzyce głównie poprzez wykorzystanie awangardowych, jak na swój czas, technik gitarowych i zachrypniętych, szorstkich wokali, będących odzwierciedleniem prostego charakteru angielskiej czy irlandzkiej klasy robotniczej, z której wywodzili się muzycy. W sierpniu 1964 sami Brytyjczycy są także świadkami narodzin wielkiej gwiazdy garażowej na własnym terytorium. Chodzi oczywiście o The Kinks, których znany klasyk You Really Got Me został zaaranżowany w oparciu o trzyakordową strukturę Louie, Louie.

W tym punkcie można wskazać na dwie gałęzi rozwoju rocka garażowego w USA, które w ciągu zaledwie dwóch lat mają jednak ulec powszechnej homogenizacji i zlać się w jedną całość na całym świecie. Pierwszą z nich jest gałąź surfowo/hot rodowa, reprezentowana przez grupy z Kalifornii, Indiany, Colorado i Minneapolis tj: The Pyramids, The Rivieras, The Trashmen, The Astronauts i The Surfaris oraz wiele innych zespołów, które wydały jednak zaledwie kilka singli 7″ i nie miały większego wpływu na kształtowanie się stylu. Drugą jest gałąź rhythm’n’bluesowo/rock’n’rollowa, rozwijana przede wszystkim w kolebce stylu, w stanie Washington, przez pionierów z The Wailers oraz ich wychowanków The Sonics. Warto także wspomnieć o The Barbarians ze Wschodniego Wybrzeża, którzy brzmieli pod koniec 1964 równie ciężko jak The Kinks i posiadali ciekawy, proto-punkowy image.

Sukces wszystkich z nich został jednak wkrótce przebity przez masową popularność dwóch kapel z Oregonu: The Kingsmen oraz Paul Revere & The Raiders, które bazując na tych samych czarnych standardach i rock’n’rollowej energii zmiękczyły brzmienie i za sprawą odpowiedniego kierownictwa scenicznego dodały proste elementy choreografii oraz barokowe kostiumy. Drugi z nich miał się również przyłożyć do stworzenia mutacji stylu – garażowego popu. Ten zwrócił jednak swóją przystępnością uwagę mediów na energię rodzimej sceny i pozwolił wypłynąć wielu innym zespołom rok czy dwa lata później, kiedy siła Brytyjskiej Inwazji sama się wyczerpała. Trzeba dodać, że w tym samym okresie, w Kalifornii i Teksasie kształtował się rock psychedeliczny przynajmniej po części mający swoje korzenie w graniu garażowym. Najlepszym przykładem jest zespół The Spades z Rokym Ericksonem na wokalu/gitarze, którego chropowaty, postbluesowy utwór You’re Gonna Miss Me stał się w końcu jednym z pierwszych przebojów psychedelicznych.

The Monks

Lata 1965-66 to okres klaryfikacji stylu, kiedy osiągnął on najwyższą popularność i stał się właściwie wszechobecny na wszystkich kontynentach. Właśnie w połowie 1965 The Sonics nagrali swój pierwszy LP dla Etiquette – legendarny, buzujący przesterem Here Are The Sonics. W tym samym okresie swoje skrajne eksperymenty muzyczne zaczęli też w Niemczech The Monks nagrywając niewiele później swój wielki album Black Monk Time (1966). Zmasowany atak prymitywnego rytmu na dwa, krzykliwych, drapieżnych wokali, ciężkiego basu i przesterowanej gitary był fuzją, która w połowie lat ’60 nie miała precedensu. Co bardzo ciekawe, The Monks mieli okazję koncertować w 1967 z The Jimi Hendrix Experience w Niemczech, w Kiel, w klubie Star Palast rozgrzewając publikę przed głównym występem, inspirując samego Jimiego Hendrixa do skrajnego wykorzystania feedbacku gitarowego! Także w Polsce grało w tym czasie kilka grup garażowych, do najpopularniejszych należeli Polanie.

Innymi dzikusami byli Zakary Thaks, pochodzący z małego miasteczka Corpus Christi w Teksasie. Grupa nigdy nie nagrała albumu, ale za to wiele fantastycznych singli 7″, wśród których znajdziemy m.in. prymitywistyczny Bad Girl / I Need You. Pierwszy kawałek to pędzący w niemal punkowym tempie, równo zagrany rocker, wykorzystujący charakterystyczną monadę rytmiczną. Do tych rzeźników należy jeszcze dodać kalifornijskich The Music Machine, których przebój Talk, Talk należy do najciekawszych kawałków garażowych wszech czasów z pędzącą perkusją, piękną partią gitary i eksperymentalnym wokalem. Zespół nagrał również bardzo nietypową wersję Hey Joe. Trzeba także obowiązkowo wspomnieć o The Sons Of Adam – grupie Randy’ego Holdena utworzonej w 1965, która zaledwie rok wcześniej znana była jako surfowe kombo The Fender IV. Zespół zarejestrował jeden z cięższych kawałków garażowych tego okresu: Feathered Fish.

Pomimo tego, że rock garażowy rzadko przejawiał wysoką kreatywność muzyczną w sensie kompozycyjnym, a technicznie bardzo kulał w stosunku do surfu – choć obydwa style były rozwijane głównie przez młodych zapaleńców – zespoły te do perfekcji doprowadziły w krótkim czasie minimalizm aranżacyjny i surowość brzmienia. To sprawiło z kolei, że styl z powodu swojej przystępności stał się najpopularniejszym, amatorskim kierunkiem muzycznym w Stanach Zjednoczonych, który długo miał królować na scenach lokalnych. Garaż był więc niezwykle twórczy w tym sensie, że wprowadził powszechną wrażliwość muzyczną opartą jedynie na zapale, bez jakiegokolwiek przygotowania technicznego i wiedzy teoretycznej. I tutaj należy właśnie upatrywać siły rocka garażowego, którą przejmie później punk rock!

Gatunek zaczął się raptownie wyczerpywać dopiero około 1968-69, kiedy zbiorową wyobraźnię miały opanować proto-prog i hard rock w stylu Spirit, Steppenwolf, Spooky Tooth, Led Zeppelin, Pink Floyd i Iron Butterfly, które zrywały z psychedelicznym pędem do szaleńczej improwizacji zamiast tego proponując matematycznie niemal zaaranżowane, quasi symfoniczne kompozycje. Rock garażowy miał wprawdzie przeżyć jeszcze kilka lat w Detroit, gdzie był wciąż szlifowany przez grupy MC5 oraz The Stooges, które stworzyły samodzielnie kolejną mutację stylu – proto punk. Wkrótce problemy z twardymi narkotykami podniszczyły jednak obydwie z nich, co miało katastofalne skutki dla samej sceny! The Stooges przetrwali wprawdzie bardzo długo jako nazwa, ale nowy skład z połowy lat ’70 nigdy nie dorównał poziomowi debiutu z 1969 – choć grupa gra do dzisiaj i pozostaje pewnego rodzaju kuriozum (niektórzy w ogóle nie wiążą jej z punkiem garażowym).

The Wailers

Na gruzach sceny garażowej z Detroit – około 1972-73 – narodził się nowy styl: punk rock (The Punks, The Dogs). Gatunek miał się bardzo szybko ukształtować, ale nie za sprawą zepchniętej wkrótce na bok sceny z Motor City, lecz nowojorskiego zespołu The Ramones, którego członkowie sami grali garaż jeszcze kilka lat wcześniej jako Tangerine Puppets, choć po działalności grupy nie pozostał nawet singiel. The Ramones stali się popularni w Europie po wydaniu swojej pierwszej płyty w 1976, a reszta jest historią. Rock garażowy jest dzisiaj uważany przez ekspertów za klucz do łańcucha rozwoju muzyki gitarowej łącząc ze soba bezpośrednio rock’n’roll lat ’50 z punk rockiem lat ’70. W latach ’80 styl przeżył pierwszy renesans (garage revival), a obecnie mamy do czynienia z nową falą zainteresowania, która zdaje się jedynie przybierać na sile!

Conradino Beb

 

Przeczytaj też na łamach MGV:

Kamikaze szarpania drutów – surf, hot rod, 60′s garage i biker sound

Surfing, bitnicy i totalna eksploatacja kontrkultury

Garażowa eksplozja

 

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

4 comments

  1. A tego ,, Bad Girl”, to czasem the New York Dolls nie coverował?
    The Monks to przekocury ( zapomniałeś wspomniec o przeszywających organach ) ostatnio zapuścilem Bad Monk Time na imprezie u znajomych, to się kurwa autentycznie niektórzy przestraszyli 😀 Nie widziałem nigdy ich foty, nie sądziłem, że aż tak zobowiązująco traktują swój label 😀
    Z kolei cała płyta Thrashmen, to taki luzacki surf, jakich wiele, ale TEN JEDEN numer to jest coś! Pierwszy raz w życiu usłyszałem ,, Surfin’ Birda” na filmie ,, Full Metal Jacket” i z wrażenia zbaraniałem totalnie.
    Swego czasu czytałem w ,,Classic Rock” duży art o MC5, to też byli nieżli zawodnicy. Dupczyli dosłownie wszystko, najkoszmarniejszemu kaszalotowi nie przepuszczając. Podobnie z dragami, jak im się już wszystko przejadło, zaczęli wpierdalac DDT – gitarzysta Wayne Kramer baardzo sobie to chwalił, mówił, że biały dżwięk po niczym innym tak dobrze nie brzmi 😀 😀
    Słynęli też z niesamowitej agresji w stosunku do innych kapel, zespoły odmawiały grania na wspólnych koncertach z MC5, bojąc się obskoczyc wpierdol.
    Z tego też powodu byli ponoc jedynym bandem, który grał na żywo w Chicago podczas giga zadymy w 68, kiedy Gwardia Narodowa masakrowała tłumy protestujących przy konwencji Demokratów. Ich muzyka w oparach gazu łzawiącego idealnie podsumowywała ten moment, kiedy ,, Era Wodnika, nim się zaczęła, przeszła w Erę Saturna” . Jest o tym film fabularny – ,, Chłodnym Okiem” w reżyserii słynnego operatora Haskela Wexlera, ale muzę do niego robił Mike Bloomfield. Nie widziałem.
    Teraz czytam właśnie biografię Iggy Popa, to i Stoogesów sobie z przyjemnością odświeżam. Trzy pierwsze studyjne płyty są rewelacyjne.

    Polubienie

  2. Kawalek „Bad Girl” New York Dolls nie niestety ma zwiazku z kawalkiem Zakary Thaks… a The Monks to byli mocarze, wyprzedzili wszystkich ze swoim stylem: punk rock, kraut rock, noise rock, EBM – na ich plycie mozna znalezc tak pionierskie aranzacje, ze pala boli! Nie dziwie sie, ze twoi zanjomi sie wystraszyli, te dzwieki nawet dzisiaj sa schizolskie 🙂

    MC5 to w ogole pretekst na osobny artykul, zbior bardzo ciekawych indywiduow: Chicago ’68, Biale Pantery Johna Sinclaira, heroina – duzo tego bylo w ich karierze. Pozostawili jeden z najlepszych albumow live wszech czasow, ktoremu nigdy nie dorownali w studiu, bo „Back In The USA”, to fajna plytka punk’n’rollowa, ale juz nie ten sam ciezar i charyzma.

    Dzieki za „Chlodnym Okiem”, chetnie sprawdze, szczegolnie ze uwielbiam Bloomfielda, ale musisz mi podac tytul oryginalu, bo po polsku to do usranej smierci bede szukal 😀

    Polubienie

  3. ,, Medium Cool”. Nie przesadzaj, wszedłbyś na filmografię Wexlera na imdb i zaraz byś znalazł. Tym bardziej, że ten film szedł w Polsce w kinach na początku 70-tych, więc tam powinien nawet byc pod polskim tytułem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s