pink_angels_poster_1972

Chociaż w kinie drive-inowym lat ’70 z pewnością nie brakuje kultowych ciekawostek, w koszyku tym pełno również owoców, które mogą sprawić że pewnym widzom opadnie szczęka ze zdumienia. Jedną z tych przedziwnych rozkoszy jest mało znany – nawet wśród maniaków filmów motocyklowych – obraz pt. Różowe anioły, który łączy standardową tematykę brutali na Harleyach z prawdziwie wizjonerskim kinem queerowym.

Film miał zostać zrealizowany przez studentów wydziału filmowego UCLA pod wodzą Larry’ego G. Browna, który kilka lat później ustrzelił rzadki slasher Psychopata (1975) i odpłynął w niepamięć, by wynurzyć się raz jeszcze spod ziemi w połowie lat ’80. Jego eksploatacyjny debiut to jeden z tych smakołyków, które być może nie są idealną propozycją do obejrzenia z mamą, tatą, dziadkiem, psem, ale są wystarczająco dobre, by sprawdzić jej samemu rozsiadając się wygodnie na kanapie z grubym lolkiem w dłoni. Film można ze szczerym serecem polecić zarówno kompletystom gatunku, jak i wspólnocie gejowskiej!

W klasycznej tradycji kina motocyklowego, historia osnuta jest wokół losów małej grupy barczystych miśków, którzy właśnie uderzają w drogę. Jednak scenariusz odstaje nieco od innych produkcji motocyklowych, jako że szybko dowiadujemy się, iż nasi brutale to w istocie grupa drag queens, która udaje się do Los Angeles, by wziąć tam udział w hucznej imprezie przebieranej. Oprócz jeżdzenia na swoich ciężkich maszynach bohaterowie kochają shopping, a prawdziwa gorączka zaczyna się gdy dorwą jakieś naprawdę ładne szpilki, gustowną sukienkę czy nową szminkę (jedna z najlepszych scen w filmie rozgrywa się w sklepie odzieżowym).

Jednak życie ciot-motocyklistów nie jest łatwe w nixonowskiej Ameryce, przepełnionej walką o zachowanie tradycyjnych, chrześcijańskich wartości i chłopcy muszą naprawdę mieć się na baczności, by przeżyć kolejny dzień. To jednak nie zawsze się udaje, gdyż ich przygody w drodze obfitują w przypadkowe – nie zawsze mile widziane – spotkania z policją, dziwkami barowymi, porterami hotelowymi, a także innymi motocyklistami, którzy nie mają zamiaru odstawać od wzoru połykania kilometrów w pełnej aurze machismo i są groźbą demistyfikacji!

Różowe anioły to bardzo zręcznie zrealizowany, wczesny przykład queerowej eksploatacji (jeśli tą fantazję można w ogóle sklasyfikować jako osobny podgatunek) i jeden z mało znanych skarbów kina gejowskiego, który rubasznie podważa schemat bezwzględnych twardzieli jebiących piwem i benzyną oraz zawiera kilka naprawdę zabawnych scen. Pomimo że początek może nieco mylić typowymi kostiumami i scenografią, a schemat rozwoju akcji przypomina wszystkie inne klasyczne produkcje z jazdą, jazdą, jazdą i obowiązkowym love-inem gdzieś w środku, tym razem bohaterowie wożą ze sobą obrusy i lubują się w degustacjach czerwonego wina, zagryzanych dobrym serem.

Lecz czujne oko reżimu będzie śledzić poczynania różowych aniołów – zupełnie jak w produkcjach blacksploitation, gdzie The Man (Wielki Brat) jest zwykle symbolem władzy i opresji. Siły porządkowe w istocie czekają za kulisami, by dorwać wszystkich długowłosych frików, wyrzutków i narkomanów, po czym powiesić ich na najbliższej gałęzi. Jako personifikacja prawicowo-konserwatywnego reżimu w USA początku lat ’70, służy w Różowych aniołach bezlitosny generał, rezydujący w swoim anonimowym biurze, którego poznajemy poprzez króciutkie sceny.

Generał praktycznie nie bierze udziału w akcji pozostając bardziej metaforycznym narzędziem władzy, ale jest bezwględny w wykonywaniu rozkazów, zawsze z amerykańską flagą w tle. Przez większą część czasu rozmawia ze swoimi podwładnymi lub przyjmuje rozkazy z góry, co jest kontrkulturową satyrą czy też krzywym zwierciadłem moralności establishmentu, czy też pewnego sposobu uprawiania polityki. Kiedy różowe anioły zawijają w końcu do Los Angeles, ścigane przez brutalnych motocyklistów, z którymi imprezowały jeszcze dzień wcześniej zostawiając ich skacowanych z odrobiną make-upu na ustach, nieustępliwa siła autorytetu moralnego zostaje wprawiona w ostateczny ruch, by chwycić słodkie zwierzaczki za dupę!

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: The Pink Angels
Produkcja: USA, 1972
Dystrybucja w Polsce: Magivanga Vaults
Ocena MGV: 3/5

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.