The-Place-Beyond-the-Pines-Poster

Ryan Gosling, Eva Mendes i Bradley Cooper grają pierwsze skrzypce w tym fascynującym tryptyku lawirującym pomiędzy sagą rodzinną i dramatem obyczajowo-kryminalnym, osadzonym w małym amerykańskim miasteczku w stanie Nowy Jork. Polski tytuł nieco odbiega przy tym od oryginalnego, który jest tłumaczeniem rdzennej, indiańskiej nazwy o bardzo poetyckiej wymowie: Miejsce Poza Sosnami. A miejsce to jest o tyle ważne, że staje się bohaterem, czy też świadkiem tragicznych wydarzeń zachodzących na przestrzeni 15 lat.

Pierwszy akt to urywek z życia wydziaranego blond-autsajdera Luke’a Glantona (Ryan Gosling), który w nieśmiertelnej koszulce Metalliki (Ride The Lightning) odprawia co noc rytuał, z którego utrzymuje się przy życiu, jeżdząc po klatce Enduro z dwoma innymi moto-akrobatami. Ale pewnej nocy Luke’a odwiedza była kochanka Ro (Eva Mendes), która przypomina mu o mało znaczącym epizodzie jego życia i cały luz idzie w cholerę. Luke okazuje się mieć syna, o którym wcześniej nie miał pojęcia, ale który teraz nadaje nowy sens jego życiu.

Luke niedługo potem rzuca zajęcie kaskadera, a na jego drodze pojawia się drobny bandyta Jack, który namawia go do zmiany profilu na bardziej ryzykowny. Kuszony przez możliwość łatwego zarobku, który dałby mu szansę na pomoc swojej „rodzinie” i zrehabilitowanie się w oczach Ro, Luke wchodzi w układ, ale pomimo kilku udanych rund, ostatecznie kończy zastrzelony przez goniącego go policjanta, którego pojawienie się na scenie rozpoczyna jednocześnie drugi akt. Będą się w nim mieszały wina, korupcja i ambicja polityczna.

Avery (Bradley Cooper) to z wykształcenia prawnik, który wybrał jednak karierę policjanta w swoim małym masteczku. Na skutek strzelaniny wplątuje się on w sieć cichociemnych układzików, które pozwalają jego starszym kolegom fabrykować dowody i konfiskować pieniądze z nielegalnych transakcji, a wszystko za cichym pozwoleniem komendanta. Ale Avery ma delikatne sumienie i wina odczuwana wobec małego synka Luke’a każe mu w końcu oddać kolegów w ręce sprawiedliwości, co pozwala także na targowanie się o wyższe stanowisko.

Mija 15 lat i reżyser odsłania przed nami trzeci akt historii, w której Avery po błyskotliwej karierze prokuratorskiej kandyduje teraz na gubernatora stanu Nowy Jork. Jest po rozwodzie ze swoją żoną Jennifer (Rose Byrne), a jego syn AJ chce zamieszkać razem z nim w środku kampanii wyborczej. Przeniesiony do nowej szkoły, poznaje gościa o imieniu Jason, z którym idzie na wagary i jara trawę, by tego samego dnia zostać nakryty przez policję na kupieniu grama MDMA. Zawiadomiony o aresztowaniu swojego syna, Avery pociąga za sznurki, żeby go uwolnić, ale odkrywa przy tym, że został on złapany z dzieckiem zabitego przez niego 15 lat wcześniej Luke’a Glantona.

Derek Cianfrance efektownie złapał w Drugim obliczu zależności, jakie rządzą małomiasteczkową społecznością, pokazując karmiczny wymiar losu jednostki w oparciu o strukturę greckiej tragedii. Zabicie Glantona przez Avery’ego wplątuje go w bałagan etyczny, który zostaje rozwiązany przez poświęcenie zawodowej solidarności na rzecz osobistej ambicji, ale po skłamaniu w sprawie własnego postępku, co z kolei prowadzi do sukcesów politycznych, które okupione zostają jednak osobistym dramatem i trwogą. A na końcu staje się jasne, że Avery nigdy nie pogodził się z tym, co zrobił 15 lat wcześniej.

Reżyser nie stroni także od portretowania życia codziennego, co udaje mu się wyjątkowo dobrze. Czy obserwujemy pustkę marginesu, na który z własnej woli usuwają się jednostki nie chcące przystosować się do życia w społeczeństwie sukcesu, czy podwójne życie stróżów prawa, czy też koszmar dorastania nastolatków pod presją otoczenia, obrazy te odsłaniają skomplikowane mechanizmy psychologiczne i uwikłanie się jednostek w gry, których same często nie są świadome lub zwyczajnie nie są w stanie kontrolować. Ta mini-saga jest koniec końców opowieścią o nieuchronności losu.

Drugie oblicze to również galeria nieprzeciętnych kreacji aktorskich. Dostrzega się dojrzewający talent Goslinga – gwiazda ma wciąż problemy z mimiką i pokazywaniem bardziej skomplikowanych emocji, ale jest coraz lepiej – oraz Bradleya Coopera, który dużą część swojej kariery spędził w telewizji, a potem dał się wciągnąć w serię romantycznych komedii tj. nagrodzony Oscarem Poradnik pozytywnego myślenia, ale ostatnio szuka bardziej ambitnych ról. Mimo że drugoplanowe, bardzo dobre są w filmie także role kobiece. Eva Mendes daje z siebie wszystko, a Rose Byrne (znana z Damages) pokazuje wielki talent nawet pomimo tego, że dostała na ekranie kilka minut.

Conradino Beb

Oryginalny tytuł: The Place Beyond The Pines
Produkcja: USA, 2012
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 4/5

Reklamy

4 komentarze

  1. Postaram się na tygodniu obejrzeć ten film. Tak myślałem, że Rose zagrała niedużą rolę, gdyż jej nazwisko w czołówce pojawia się dopiero na miejscu szóstym, ale dla mnie już sama obecność tej aktorki w obsadzie sugeruje ponadprzeciętne kino, gdyż ona w badziewiach nie występuje 😉 Co do facetów, to Bradley Cooper ma spory potencjał i możliwe, że wkrótce zepchnie Goslinga z piedestału. Na razie jednak mam wrażenie, że Goslinga jest zdecydowanie za dużo. Gdy oglądałem „Drive” uznałem że zagrał dobrze, bo brak emocji do tej roli pasował, ale potem się zorientowałem, że on każdą rolę gra tak samo.
    W powyższej recenzji zauważyłem błąd – „konwiskować” pisze się przez „f”.

    Polubienie

    1. Literowka poprawiona, dzieki… nie ma jak szybkie pisanie i redagowanie 🙂

      Bradley Cooper ma jeszcze troche czasu i faktycznie z czasem zaczyna usprawniac warsztat, wiec mozesz miec racje, bo Gosling ewoluuje znacznie wolniej i wbrew wielu opiniom nie ma duzo naturalnego talentu aktorskiego. Ma duza charyzme, co w duzej mierze pomoglo mu w osiagnieciu swoistego statusu gwiazdy, ale brakuje mu niestety podstaw, czyli szkoly aktorskiej jednym slowem!

      A Rose Byrne to faktycznie niecodzienna aktorka, a obserwowalem w ciagu ostatnich miesiecy wiele z tzw. gwiazdek nowego pokolenia i nie dorownuje jej w mojej opinii nikt. Ona juz w 2000 dostala nagrode na Festiwalu w Wenecji za „The Goddess of 1967”, ktory musze zreszta sprawdzic, bo nie mialem wczesniej okazji i duzo jeszcze przed nia. Moja osobista faworytka!

      Polubienie

  2. nawet nie próbuję tego czytać, bo film obejrzałem i zwyczajnie nie ma tu w mojej opinii o czym pisać =) zrecenzujta A Field in England lub coś innego tej rangi, a nie takie kinowe klamoty dla ciemnoty

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.