Psycho Tropical Berlin francuskiego bandu La Femme to kolejny przykład zataczającego coraz szersze kręgi maksymalizmu, ADHD rocka czy muzyki kolekcjonerów płyt. Kluczem do jej zrozumienia jest informacyjne przeładowanie związane z natychmiastową dostępnością każdego gatunku muzycznego, który został stworzony na przestrzeni ostatnich stu lat, co sprawia, że źródła inspiracji multiplikują się, a efektem jest styl coraz częściej określany jako bezgatunkowy (genreless).

Debiut La Femme to produkt ery, w której rządzi retrofuturyzm (retro jako ciągłe odkrywanie rzeczy, które wcześniej nie zostały odkryte i futuryzm jako pragnienie stworzenia z tych składników nowego stylu), a popychanie muzyki do przodu nie jest już dłużej domeną awangardy (ta straciła bowiem intelektualną rację bytu), ale polega na korzystaniu z tylu inspiracji, ile tylko da się upchnąć w ostatecznym miksie, co skutkuje rokokową obfitością estetyczną i swoistym efektem déjà vu.

Dzięki temu na debiucie La Femme – bardzo dobrym, nawet jeśli ultraeklektycznym – surfowa gitara Dicka Dale’a (zespół przyznaje, że jest zakochany w Kalifornii) miesza się z typowo francuskim brzmieniem electro (The Comets?), choć mocno przefiltrowanym przez berliński electroclash circa 2005-2007, post-punkowym łupaniem (The Units?), romantycznie potraktowaną neopsychedelią, a wszystko w oparach seksownej chanson w stylu Serge’a Gainsbourga. W duchu maksymalizmu muzyka La Femme nie jest jednak ani taneczna, ani transowa, ani medytacyjna, ani nastrojowa, ale jest wszystkim tym po trochu.

Tego ducha idealnie oddaje kawałek Interlude, w którym barokowy klawesyn (czy tylko MIDI?) a là The Zombies z okresu Odessey and Oracle zostaje nagle wyparty przez wysokie drony, by zamienić się w balladę recytowaną na tle surfowego reverbu. Hypsoline (jeden z ciekawszych kawałków na płycie) brzmi zaś jak Killing Joke spotykający Spacemen 3 w poczekalni na lotnisku, bo tego typu mieszanka nie byłaby oczywiście możliwa bez wpływu avant popu lat ’90. Znajdziemy tu również niestety trochę zapychaczy, które można by wyciąć z pozytywnym skutkiem dla całości, ale słabe punkty nie powinny przysłaniać bardzo efektownie zrealizowanej koncepcji muzycznej.

Conradino Beb

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s