Biznes i chciwość zabijają przemysł artystyczny. W Velvet Buzzsaw, wyświechtanym powrocie do tandetnego horroru z lat ‘80, reżyser Dan Gilroy ubiera tę maksymę w ramy dosłowności. Wynikiem jest irytująca satyra, uważająca się za mądrzejszą, niż jest w rzeczywistości, i tak samo nieznośna, jak nakreśleni w niej grubą kreską krytycy sztuki, właściciele galerii i artyści. To bałagan, ale bynajmniej nie w artystycznym sensie.

Film rozgrywa się wśród kameralnej grupy bogatych elit o nienagannych gustach i wielkich ambicjach. Wydaje się jednak, że wszystkim brakuje talentu. Dla Josephiny (Zawe Ashton), biletem do tego hermetycznego świata okazuje się kolekcja obrazów zmarłego w tajemniczych okolicznościach sąsiada.

Nie żyjemy jednak w roku 1987, kiedy łatwo się było natknąć na kolejną ekranizację opowiadania Stephena Kinga o ludziach terroryzowanych przez przedmioty nieożywione. Wówczas taki scenariusz nie trafiłby raczej do jednej z największych wytwórni oraz nie przyciągnął talentów pokroju Jake’a Gyllenhaala, Johna Malkovicha i operatora Roberta Elswita.

W dzisiejszym kontekście film można więc odbierać jako żart. Tyle, że ten może być niestrawny dla wszystkich, którym obcy jest świat sztuki współczesnej, bo opiera się na prostej – żeby nie powiedzieć prostackiej – satyrze o głupocie elit, dopatrujących się artystycznej instalacji w porzuconych workach na śmieci. I nawet jeśli jest to krytyka ostra, patrząc na stan sztuki współczesnej, całość przypomina metaforyczne kopanie leżącego.

Kilka trafnych komentarzy, jakie się w filmie znalazły, są niekoniecznie podyktowane scenariuszem, ale raczej postaciami wykreowanymi przez aktorów, z Jakem Gyllenhaalem na czele, który wydaje się świadomy tego, w jak absurdalnym projekcie przyszło mu grać. Jego efemeryczna postawa i przebłyski nieskrępowanych niczym małych gestów wyróżniają się na tle pozostałych aktorów, grających z karykaturalną wręcz powagą.

Dan Gilroy, odpowiedzialny również za scenariusz, pracował wcześniej z Gyllenhaalem nad mroczną i przenikliwą satyrą dotyczącą telewizyjnych technik zbierania wideoklipów. Ale Wolny strzelec (2014) zapuszczał się o wiele głębiej w odmęty nieczystych zależności rządzących się obranym na cel środowiskiem.

Sam motyw sztuki, która mści się na tych, którzy ją wykorzystują, jest fantastyczny, ale film zupełnie nie potrafi go wykorzystać. Choć ekranowa ekipa nadętych snobów zostaje dość mocno przetrzebiona, pierwiastek grozy, jaki znalazł się w filmie, jest chyba jego największą bolączką.

Twórcom nie udało się niestety wyznaczyć granicy zdrowego balansu między groteską a kąśliwym komentarzem. Z drugiej strony Gilroy idealnie wpasował się jednak w reguły gry Netfliksa, dla którego opus magnum takie jak Roma (2018) wart jest tyle samo co komedia o dzieciaku, któremu odcięto kutasa, a filmy w stylu Nie otwieraj oczu (2018) zaistnieć mogą wyłącznie dzięki internetowym memom.

Oskar „Dziku” Dziki

 

Tytuł oryginalny: Velvet Buzzsaw
Produkcja: USA, 2019
Dystrybucja w Polsce: Netflix
Ocena MGV: 1,5/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.