nekromantik_poster

Jak głosi motto filmu: Wszystko co żywe, ma swój początek w śmierci, co w subtelny sposób odsyła nas do treści Nekromantika – nekrofilii, dewiacji seksualnej polegającej na odbywaniu stosunku płciowego z osobą zmarłą (nazwa znana jest od XIX wieku). Temat obecny w kinie głównie w obrazach klasy B, stał się nieprzejednanym tabu dla wielu autorów, nawet spod znaku kina eksploatacji.

Oczywiście, nie możemy zapominać o Włoszech, gdzie m.in. Riccardo Freda próbował zgłębić temat swoim dyptykiem o doktorze Hichcocku, zaś w późniejszych latach tą tematyką próbował interesować widza Joe D’Amato w doskonałym Buio Omega. Ich śladami poszedł Jörg Buttgereit, który najpierw w krótkim metrażu Hot Love zarysował ów temat, by w pełni go rozwinąć w swoim najbardziej znanym dziele, Nekromantiku. Należy z góry zaznaczyć, iż nie bawił się w on w żadne metafory czy mgliste nawiązania – w obrazie śmierć widzimy w jej pełnej, jakże rzeczywistej formie.

Postacią centralną filmu jest Robert Schmadtke (Daktari Lorenz), pracownik Agencji Oczyszczania Miasta Joego (JSA). Jego praca polega na sprzątaniu miejsc po wypadkach samochodowych i zabójstwach. Nielubiany przez kolegów z pracy, Rob ma niezwykłe hobby, kolekcjonuje wraz ze swoją dziewczyną Betty (Beatrice M.) fragmenty ludzkich zwłok, które konserwuje w swoim mieszkaniu w słojach z formaliną.

Gdy pewnego dnia ma przetransportować ciało zabitego mężczyzny, Robert wpada jednak na pomysł sprawienia prezentu swojej nienasyconej ukochanej – oto gnijące zwłoki przynosi do domu i składa do wspólnego łoża, rozpoczynając niesamowite pożycie między trojgiem ciał. W przerwach między erotycznymi figlami kościotrup zawisa na ścianie ich mieszkania, tuż obok plakatu nagiej kobiety, jako swoisty stymulant erotycznych doznań pary nekrofilów. Pech chce jednak, że prześladowany przez kolegów Robert traci pracę, głównie z powodu swej alienacji.

Brak pracy równa się brakowi dostaw świeżych zwłok, a to za dużo dla Betty, która zabiera kościotrupa i pewnego dnia opuszcza zaciszny kącik zakochanych, kierując swe kroki ku bogatszemu partnerowi. Robert, nie mogąc pogodzić się z samotnością, zaczyna coraz bardziej oswajać się z myślami o śmierci. Niezrozumiany przez innych, chce w jak najbardziej bolesny sposób rozstać się ze światem.

Pełnometrażowy debiut Buttgereita to obraz kultowy w pełnym tego słowa znaczeniu. Tuż po premierze wywołał on obyczajowy skandal, zyskując status dzieła zakazanego w większości krajów, do których trafił, oraz miano najbardziej chorego, groteskowego i jednocześnie rewolucyjnego horroru wszech czasów. Trudno było jednak spodziewać się innej reakcji widzów, recenzentów, a przede wszystkim strażników moralności.

Film łamie wszelkie możliwe tabu związane ze śmiercią, każąc widzowi wpatrywać się w zwłoki, czyniąc to w sposób beznamiętny, koncentrując się na ukazywaniu scen agonii. Ale dokumentalne sekwencje patroszenia królika są moim zdaniem niepotrzebne, nawet jeśli w teorii mają zrównywać rzeczywistość filmową z prawdziwym życiem, dając mu posmak dzieła eksperymentalnego, do pewnego stopnia transgresyjnego, niczym w filmach Nicka Zedda czy Richarda Kerna.

Co bardzo charakterystyczne, to że obserwując kolejne próby bohatera zbliżające go do upragnionego końca, nie jesteśmy w stanie się z nim utożsamić, nawet mimo subiektywizacji narracji oraz pewnego rodzaju współczucia okazywanego mu przez reżysera. Zostawiony przez kochankę na rzecz zwłok, całkowicie osamotniony ze swoimi ponurymi myślami, Robert nie jest w stanie powrócić do normalnej życiowej aktywności (choć czy takową osiągnął nie jesteśmy w stanie stwierdzić).

Wyzwoleniem dla niego może być tylko śmierć i w krwawym, choć groteskowym finale, reżyser nie pozostawia nam co do tego żadnych złudzeń. O ile pierwsze uniesienia, związane z bliskością śmierci, mogły być w pewien sposób odbierane jako romantyczne, o tyle sama śmierć takowa nie jest – to pełen krwi i innych płynów ustrojowych odpychający spektakl, z którym nigdy nie będziemy w stanie się oswoić. Choć dziś, 27 lat po premierze, współczesny widz widział na ekranie dużo gorsze rzeczy, debiut  Buttgereita nadal powoduje obrzydzenie i szok wśród publiczności, pozostając niechcianym wyrzutkiem kina.

Sam reżyser, mówiąc o kulisach powstawania debiutu, wyraźnie zaznacza, iż w finałowej scenie chciał ukazać relację między życiem, śmiercią, a seksualnym momentem uniesienia: Wraz z Franzem Rodenkirchenem (współscenarzystą obrazu – przyp. autor) rozmawialiśmy o związku między życiem, śmiercią, a miłością. Orgazm jako forma ekscytacji równa momentowi śmierci – czy to podobne uniesienie? Idea osoby przeżywającej swoją śmierć w formie radosnej, z samobójstwem rozumianym jako pozytywna rzecz, była dla nas bardzo kusząca.

Rozpatrywanego w ten sposób Nekromantika można podzielić na dwie części. W pierwszej poznajemy parę głównych bohaterów – nieśmiałego, zamkniętego w sobie Roba i ekstrawertyczną, pewną siebie Betty, której związek z chłopakiem jest spowodowany jedynie perwersyjną przyjemnością, jaką czerpie z widoku i bliskości zwłok. Tu obserwujemy codzienne zmagania Roba, polegające na czyszczeniu miejsc wypadków, brak bliższych znajomości, nieumiejętność wyjścia z pancerza dziwaka–samotnika. Na jego twarzy nie gości nigdy uśmiech, nie odczuwa on żadnych przyjemności – to typowy przedstawiciel klasy robotniczej, wieczorami oddający się swojemu hobby, które sprawia, że odżywa.

Druga część obrazu rozpoczyna się zaś wraz z odejściem Betty. Rob popada w depresję spowodowaną brakiem ukochanej, która kończy się w tragiczny sposób, by snuć się po mieście, nie mogąc poradzić sobie z odrzuceniem i samotnością. Przypadkowa wizyta w kinie, na seansie krwawego slashera, tylko pogłębia jego stan. Oddając się w objęcia prostytutki, ma już wyraźnie zarysowany plan działania, w którym jej śmierć jest tylko początkiem większego planu. Finałowe sceny są nieuchronnym następstwem działań bohatera. Obrzydliwe zakończenie obrazu pozostawia w widzu duży niesmak, jednocześnie zostawiając ostatnią sceną otwartą furtkę do realizacji sequela.

Co zaś, po prawie 30 lat od powstania filmu, można powiedzieć o nim dziś? Sama tematyka dawno przestała być kontrowersyjna, jak i też sposób jej ukazania. W kinie amerykańskim mamy np. Freda Vogela, który w swoich podziemnych obrazach z serii August Underground posunął się jeszcze dalej w kwestii ukazywania śmierci. Widza nieobytego z kinem klasy B na pewno razić będzie też słaby montaż, jak i surowość samego obrazu. Jednak minimalistyczna muzyka fortepianowa przetrwała próbę czasu, choć udźwiękowienie również pozostawia wiele do życzenia. To są jednak uroki realizowania filmu prawie bez żadnych pieniędzy, nad którymi po prostu należy przejść do porządku dziennego.

Współczesna interpretacja obrazu wydaje się odzwierciedlać zmiany społeczne ostatnich 30 lat. Obecnie przedstawia się go jako „przewrotną i makabryczną fantazję, pozbawioną odniesień do rzeczywistości” (Piotr Sawicki, Odrażające, brudne, złe. 100 filmów gore), czy „chory, seksualny żart, będący ostateczną obroną najczarniejszych snów twórców horroru, będących katartyczną terapią dla artysty i widza” (Bryant Frazer w swojej recenzji obrazu, zamieszczonej na oficjalnej stronie reżysera). Tak czy owak, każdy z nas powinien sam zadecydować, czy jest sens doszukiwać się w tym obrazie drugiego dna.

Kuba Haczek (The Blog That Screamed)

 

Oryginalny tytuł: Nekromantik
Produkcja: Niemcy, 1987
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 5/5

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

3 komentarze

  1. Moim zdaniem słaby to film. „Schramm” to dopiero było dzieło!

    Ale szacun za ten wpis – miło widzieć takie tematy na łamach „Magivangi”:)

    Polubienie

  2. Schramm jest zdecydowanie moim ulubionym filmem Niemca, w porównaniu do Nekromantika pozbawiony jest właściwie w ogóle czarnego humoru. Poważny, oszczędny, mocno pesymistyczny.
    Ale że Nekromantik słaby to się nie zgodzę – chyba że od strony technicznej.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s