Pięć łatwych utworów to jeden z moich osobistych faworytów. Pięknie wyreżyserowany, elektryzujący dramat społeczny, nasiąknięty specyficznym, słodko-gorzkim posmakiem końca dekady ekscesu, który nie stracił do dziś absolutnie nic ze swojej jakości! Jak w żadnym innym obrazie resensansu kina autorskiego, kulturowa transformacja lat ’60 właśnie tutaj zyskała swoją insajderską interpretację filmową.

Dzieło zyskało wizjonerski scenariusz głównie dzięki Carole Eastman – która została potem ograbiona z glorii – genialną oprawę wizualną dzięki zabiegom Laszlo Kovacsa (Easy Rider, Aniołowie piekieł na kołach) i sprawną narrację dzięki reżyserii Boba Rafelsona. To dało projektowi niezwykle solidne ramy, w których idealnie zmieściły się kreacje Jacka Nicholsona i Karen Black.

Ten kultowy film, to praktycznie najlepsze co załoga BBS była w stanie zaoferować, a co zostało potwierdzone przez Oscary, które posypały się na niego po premierze. Bogaty emocjonalnie, z nieprzeciętnymi rolami i zaskakująco prostą historią, która została jednak opowiedziana niczym prawdziwy, grecki mit. Do tego dochodzą zaś, unikalna wizja Rafelsona głównych charakterów, służących zamanifestowaniu transgresji społecznej oraz chwytające za gardło ujęcia Kovacsa z bardzo ciekawych kątów.

Antyczne konotacje sprawiają przy tym, że film oferuje nieco więcej niż krytykę społeczną, podczas gdy enigmatyczne zakończenie jest wcieleniem prawdziwego geniuszu artystycznego, pozostawiającego miejsce na szeroką interpretację. O ile jest to zaledwie jedna z bryłek ze stosu złota całej epoki, tylko kilku obrazom udało się dorównać Pięciu łatwym utworom ze swoją pasją i głębią narracyjną.

BBS z Rafelsonem na czele byli prawdopodobnie najważniejszą siła w kinie amerykańskim końca lat ’60 i początku lat ’70, która później się wyczerpała i została częściowo przyćmiona przez sukces filmów Francisa Forda Coppoli, Martina Scorsese i George’a Lucasa, ale raczej ciężko jest o niej zupełnie zapomnieć ze względu na świeżą krew, którą ci goście wstrzyknęli do systemu.

Głowa Rafelsona jest dzisiaj traktowana jako jeden z najbardziej oryginalnych filmów surrealistycznych tego okresu – trzeba tylko umieć patrzeć poza The Monkees – a od niego zaczyna się właśnie artystyczna współpraca BBS z Jackiem Nicholsonem, który współtworzył scenariusz do Głowy i mocno przyłożył się do sukcesu Pięciu łatwych utworach.

Rafelson został nominowany do Oscara za scenariusz (dzieląc kredyt z Carole Eastman) i reżyserię, za którą go ostatecznie dostał. To zaś w moich oczach staje się smutną refleksją na temat Nagród Akademii rozdawanych dzisiaj filmom, które 40 lat temu miałyby problem z dostaniem nominacji – części z dzisiejszych filmów oscarowych nie jestem w stanie nawet oglądać!

Pięć łatwych utworów to osobista historia Roberta Eroiki Dupei (w tej roli Jack Nicholson) – romantycznego buntownika z klasy średniej, pochodzącego z nieprzeciętnie uzdolnionej rodziny muzyków klasycznych. Bobby – jak nazywany jest zazwyczaj w filmie – odciął się niemal całkowicie od dziedzictwa swojej rodziny i wyemigrował na południe USA, gdzie wiedzie żywot robotnika naftowego dryfując z miejsca na miejsce.

Mimo że Bobby w pewnym momencie całkowicie porzucił swój talent pianisty przekreślając tradycyjną rolę, przypisaną mu przez artystyczne pochodzenie (jego brat i siostra zaakceptowali przy tym swój los bez mrugnięcia okiem), nie może znaleźć spokoju umysłu jako naturalizowany członek klasy robotniczej, czy to w pracy, czy po pracy, grając w kręgle i obalając piwko za piwkiem ze swoim ziomkiem od śrubokrętu.

Jego dziewczyna Rafayette (genialnie zagrana przez Karen Black) wydaje się idealnym symbolem tego, w co Bobby z własnej woli próbuje się wcielić. Jest prostą, choć ciepłą i ładną kobietą, ale bez mózgu i pozbawioną w zasadzie życiowych ambicji. Przeżywający kryzys tożsamości – co jest pięknie podkreślone przez dwie wersje imiona głównego bohatera: pełna jest używana przez rodzinę, a krótka przez Rafayette – Robert próbuje z całych sił, ale targany przez winę wyparcia się swojego przeznaczenia w końcu wybucha, prowokuje bójkę ze swoim kumplem z pracy i wyładowuje się na Rafayette. W efekcie zaczynamy go poznawać jako dobrowolnego wyrzutka, który pomiędzy swoimi zdecydowanymi oddechami wciąż żyje jednak na granicy strachu, zawieszony pomiędzy dwoma światami.

W końcu przychodzi dzień, kiedy Bobby nie jest w stanie dłużej dźwigać brzemienia i odwiedza swoją siostrę Titę w studiu nagraniowym. Narrator konkluduje, że jego siostra nie należy do najbardziej uzdolnionych, ale pozostawia otwarte pytanie o talent jej brata. Tita bardzo się cieszy z odwiedzin, ale przekazuje mu smutną wiadomośc. Ich ojciec miał dwa zawały i został sparaliżowany… może wkrótce umrzeć. Powracają uczucia winy, rozpaczy i melancholii, a Bobby decyduje się w końcu przejechać cały kraj samochodem aż do stanu Waszyngton, gdzie w starym domu mieszka jego cała rodzina.

W międzyczasie decyduje się także zostawić swoją dziewczynę, ale Rafayette robi scenę i plan szybkiej ucieczki schodzi na manowce. Gdy są już blisko rodzinnego gniazda, Robert mimo wszystko decyduje się zostawić ją w pobliskim motelu, zawstydzony przez jej proste, robotnicze pochodzenie, a ostatni odcinek drogi kontynuuje sam.

Gdy w końcu pojawia się w rodzinnym domu – który został wybudowany na małej wyspie – znajduje w nim nową lokatorkę: młodą pianistkę, a zarazem dziewczynę swojego brata. Kobieta budzi w nim zarówno chęć na nowy romans, jak też ponowną pasję do gry na pianinie. W jednej z kolejnych scen Robert zaczyna wygrywać z pasją przepiękny utwór Chopina – podczas gdy kamera Kovacsa powoli turla się po ścianie wypełnionej zdjęciami rodzinnymi, aż spocznie na fotce Bobby’ego, umieszczonej tuż obok zdjęcia ojca. Tym samym jego status jako najbardziej uzdolnionego muzyka w całym klanie staje się oczywisty jeszcze bardziej zwiększając kontrast pomiędzy artystycznym darem, a wyborem życiowym, którego dokonał.

Mimo że jego dzika natura i nieprzewidywalny, wybuchowy charakter nie ułatwią mu drogi do serca nowej kochanki, Bobby’emu udaje się z nią w końcu przespać… co prowadzi jednak tylko do kolejnego wyrzeczenia się przyznanej mu przez los tożsamości. Robert nie jest w stanie wrócić na porzuconą ścieżkę i rusza w drogę z Rafayette, by „zakończyć” swoją wewnętrzną walkę w bardzo wieloznaczny sposób…

Film Rafelsona to żelazny klasyk amerykańskiego kina autorskiego lat ’60/’70 i prawdopodobnie jeden z najważniejszych filmów XX wieku. Obraz niezwykle istotny dla samego Jacka Nicholsona, który na skutek jego sukcesu zdecydował się aktywnie wrócić do aktorstwa, by stać się wkrótce prawdziwą gwiazdą. Rafelson i Schneider manipulowali zachowaniami aktora na planie Pięciu łatwych utworów podsuwając mu różne dragi zależnie od nacechowania emocjonalnego danej sceny, co okazało się w efekcie doskonałą taktyką – Jack był w stanie oddać całe spektrum ludzkich uczuć.

Była to także pierwsza duża rola pierwszoplanowa Nicholsona, który od tej pory miał już grać pierwsze skrzypce prawie zawsze zaczynajac od takich kultowych filmów, jak: Ostatnie zadanie, Porozmawiajmy o kobietach, Król Marvin Gardens czy Lot na kukułczym gniazdem. W wielu z nich przekroczył w moim mniemaniu poziom kreacji z Pięciu łatwych utworów, ale właśnie tutaj odnalazł swoją histeryczną energię, swoje aktorskie ja, które umożliwiło mu umiejętne oddawanie duchowej metamorfozy w filmach, skupionych przede wszystkim na ewolucji charakteru.

Nie możemy też zapomnieć o wspaniałych zdjęciach Laszlo Kovacsa, którego dokładność i paradokumentalne tendencje wzniosły film na tak wysoki poziom. Oczywiście nie stałoby się to także bez geniuszu storytellingowego Carole Eastman i kontrkulturowego ładunku Rafelsona (grającego cameo w filmie, w scenie z windą), którego zainteresowanie konfliktem pomiędzy jednostką, a społeczeństwem stało się główną osią napięcia Pięciu łatwych utworów.

Artysta był głęboko zainteresowany, tym co Timothy Leary określił jako „odpadnięcie”, a socjologowie amerykańscy określają jako wsteczna mobilność (downward mobility) – rezygnacją z aspiracji zawodowych przez jednostkę znajdującą się w miarę wysoko na drabinie społecznej i skierowanie na tory tłumienia oczekiwań społecznych, na rzecz szukania wolności poza ścieżką kariery, w rejonie walki z przeznaczeniem. Obowiązkowa pozycja dla fanów kina autorskiego, historyków kontrkultury i wszystkich domorosłych krytków filmowych!

Conradino Beb

 

Oryginalny tytuł: Five Easy Pieces
Produkcja: USA, 1970
Dystrybucja w Polsce: Imperial CinePix
Ocena MGV: 4,5/5

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.