Większość westernów pokazuje Dziki Zachód jako kraj ludzi „wyrywnych”, którzy lubią wszczynać awantury, bijatyki, strzelaniny nie licząc się z konsekwencjami. Chociaż nazwa „dziki zachód” sugeruje, że taki świat awanturników i wszechobecnej przemocy naprawdę istniał to Fred Zinnemann i scenarzysta Carl Foreman mieli duże zastrzeżenia co do takiego obrazu dawnego Zachodu.

W samo południe to western, w którym poznajemy mieszkańców Dzikiego Zachodu jako ludzi, którzy boją się walczyć nawet kiedy mają liczebną przewagę. Ludzie Zachodu w tym filmie nie są ludźmi czynu, a zamiast działać wolą przesiadywać w barach albo w ciepłym i bezpiecznym domu nie wychylając głowy na odstrzał.

W czołówce widzimy trzech podejrzanych typów o wyrazistej, budzącej niepokój, fizjonomii – są oni zapowiedzią terroru, który ma przybyć pociągiem do miasteczka Hadleyville wraz z wybiciem godziny dwunastej. Bandyci czekają na stacji na zbliżający się pociąg, którym ma przyjechać ich szef. W czwórkę zamierzają opanować miasteczko i wyrównać rachunki z tutejszym szeryfem.

Na początku mamy także scenę, która delikatnie sugeruje, że to nie jest klasyczny western, bo tu gdzie kończy się klasyczny western Zinnemann zaczyna swój film – szeryf właśnie żeni się z piękną kobietą i zamierza skończyć pełną sukcesów karierę, by wspólnie z żoną rozpocząć nowe życie z dala od problemów. Jednak człowiek, który schwytał lub zabił wielu przestępców nie może tak łatwo uciec od kłopotów, gdyż te bardzo szybko znajdą go same.

Oprócz pojedynku szeryfa z przestępcą mamy tu psychologiczny pojedynek ze społecznością miasteczka. Kiedy szeryf wychodzi ze swojego biura w poszukiwaniu zastępców wywiesza na drzwiach kartkę z napisem: „Wracam za 5 minut”. Jest naiwny jeśli myśli, że w tak krótkim czasie znajdzie pomocników. W miasteczku zameldował się przeciwnik, który kontroluje wszystkich obywateli – tym przeciwnikiem jest strach. Główny bohater także musi pokonać strach, bo mimo że wygląda na twardego faceta to cały czas się poci, jest zaniepokojony i zawiedziony postępowaniem ludzi, których uważał za swoich przyjaciół.

Dużą rolę w filmie odgrywa czas – nieubłagany, bezlitosny, którego nie da się zatrzymać. Widzom przypomina o tym co chwilę pojawiający się na ekranie zegar, na którym wskazówki coraz bardziej zbliżają się do godziny dwunastej. Powoduje to coraz większe napięcie i coraz większy niepokój głównego bohatera i mieszkańców. A przestępcy są opanowani i cierpliwie czekają na pociąg. Jeden zabija czas grając na organkach, drugi dodaje sobie odwagi alkoholem, a trzeci, bardziej nerwowy, wypatruje pociągu. Są przekonani, że szeryf nie znajdzie pomocników i w czwórkę będą mogli bez przeszkód rozprawić się ze swoim wrogiem.

Ważną rolę pełni także pewien symboliczny rekwizyt – gwiazda szeryfa. Mała, cynowa gwiazdka, będąca symbolem władzy, ale także niebezpieczeństwa i narażania życia dla niewdzięcznej i egoistycznej społeczności. Główny bohater filmu Zinnemanna chroni jednak przede wszystkim siebie, gdyż wie że jeśli wyjedzie z miasteczka to przestępcy będą go ścigać. Zdaje sobie sprawę, że na pustyni sam z żoną nie będzie miał żadnych szans w walce z czterema bandytami. Zostając w Hadleyville liczy na pomoc kolegów, ale spotyka się z wrogością, obojętnością i cynizmem. Przypinając blaszaną gwiazdę przyjmuje na siebie ogromną odpowiedzialność, ale tylko w ten sposób może ostatecznie zakończyć trudny etap w swoim życiu, by rozpocząć nowy.

Gary Cooper w roli szeryfa jest bardzo przekonujący. To właściwy człowiek na właściwym miejscu. Najpierw jest szczęśliwy, że ma kobietę u boku i może założyć rodzinę, potem pojawiają się u niego na zmianę niepewność i stanowczość co do podejmowanych działań, a w krytycznych momentach znajduje się na granicy rozpaczy. Scena, w której wpada do saloonu albo do kościoła, by szukać zastępców to najlepsze przykłady bycia bliskim rozpaczy w obliczu bezsilności i egoizmu obywateli.

Aktor zdobył Oscara za tę rolę – zasłużył na niego, bo widać, że totalnie wczuł się w graną postać. Oprócz Gary’ego Coopera wiarygodni są jeszcze świetnie dobrani do swoich ról odtwórcy postaci przestępców, czekających na pociąg (Lee Van Cleef, Sheb Wooley, Robert Wilke). Główny czarny charakter nie jest zbyt wyrazisty, a z aktorów drugoplanowych nikt się nie wyróżnia, bo społeczność miasteczka miała zapewne pełnić rolę jednego bohatera zbiorowego.

Przy pomocy skromnych środków i symbolicznych rekwizytów tj. zegar i cynowa gwiazda, powstał western, w którym z każdą kolejną minutą napięcie rośnie, wzrasta również atmosfera niepewności i strachu. Można się także dopatrzyć alegorii współczesności. Scen akcji i przemocy jest niewiele – jedna walka na pięści oraz finałowa strzelanina zostały użyte bardzo rozsądnie, chociaż reżyser bez wyczucia zastosował muzykę. Widać to szczególnie w scenie finałowej, która powinna być rozegrana w ciszy, przerywana jedynie odgłosami strzałów z rewolwerów.

W samo południe to głęboka przypowieść o fałszywej przyjaźni, o ludziach, których paraliżuje strach, o stopniowo zanikającym zaufaniu do ludzi i o człowieku, który w obliczu zagrożenia musi pogodzić się z samotnością, brakiem zrozumienia i obojętnością obywateli. Film jest momentami wiarygodny psychologicznie, a czasem irytuje (banalne dialogi, łażenie bez skutku po mieście) i dlatego nie zaliczam go do ulubionych westernów.

Rio Bravo Howarda Hawksa jest na przykład filmem lepiej wyreżyserowanym, z ciekawszym scenariuszem (dialogi, postacie, akcja – wszystko bez zarzutu). Ale porównując High Noon do innego westernu o samotnym szeryfie, Ostatniego pociągu z Gun Hill, film Zinnemanna także przegrywa. Nie zmienia to jednak faktu, że W samo południe to pozycja obowiązkowa dla fanów westernów.

Fred Zinnemann w taki oto sposób opowiadał o swoim filmie: Zarówno ja, jak i autor zdjęć Floyd Crosby, chcieliśmy aby film wyglądał tak, jakby mógł wyglądać dokument lub kronika filmowa z lat ’80 XIX wieku, gdyby istniało już wtedy kino. Wierzę, że zbliżyliśmy się do tego celu używając płaskiego oświetlenia, stawiając na gruboziarnistą fakturę obrazu i pokazując białe niebo bez wykorzystania filtrów. 

I faktycznie, pod względem wizualnym udało się reżyserowi wraz z operatorem uzyskać na ekranie niesamowity efekt. Co do realizmu treści i zachowan bohaterów to widać staranność w przedstawieniu obyczajowości i postępowania ludzi w obliczu zagrożenia. Ale nawet filmy dokumentalne manipulują faktami, by osiągnąć konkretny cel, np. propagandowy. Celem Zinnemanna było studium psychologiczne i to osiągnął, a nawet więcej – film stał się źródłem inspiracji, spowodował liczne polemiki i debaty oraz zasłużenie trafił do grona ambitnych klasyków.

Mariusz Czernic

Oryginalny tytuł: High Noon
Produkcja: USA, 1952
Dystrybucja w Polsce: Brak
Ocena MGV: 3,5/5

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.