ASB_31_5_Promo_4C_6F.indd

Paryż, stolica zakochanych, ma również swoje mroczne oblicze. Tuż pod romantycznymi knajpkami, teatrami i dyskotekami, w ciągnącej się przez prawie  50 kilometrów sieci katakumb, spoczywają szczątki milionów ludzi. Ciasne, wilgotne korytarze, pełne czaszek i piszczeli aż proszą się o bycie scenografią dla horroru. Szkoda, że tytułów korzystających z tego „naturalnego” dobra jest tak mało.

Film to owoc współpracy dwóch braci, Johna Ericka Dowdle’a i Drewa Dowdle’a. Obaj panowie mają na koncie łącznie cztery produkcje, w tym dość udany horror Diabeł (2010) oraz niepotrzebny remake głośnego, hiszpańskiego filmu REC. Jak widać, spodobała im się konwencja zastosowana w historii o kamienicy przeżywającej atak zombie, więc ich najnowsze dzieło kręcone jest ponownie „z ręki”.

Młoda studentka (Perdita Weeks), która w wolnych chwilach staje się nieustraszoną panią archeolog, biegającą po irańskich tunelach, wpada na trop legendarnego kamienia filozoficznego. Okazuje się, że ów artefakt znajduje się w schowanej w paryskich katakumbach krypcie znanego alchemika.

Scarlett, bo tak na imię naszej Larze Croft, zabiera ze sobą byłego chłopaka, czarnoskórego kamerzystę oraz grupę młodych przewodników po francuskiej nekropolii. W podziemiach okazuje się jednak, że nic nie jest tym, czym wydaje się na początku, a nasza grupa, aby wydostać się na powierzchnie, będzie musiała przeżyć prawdziwe piekło pod ziemią.

Polska nazwa filmu na starcie mówi, gdzie dotrą bohaterowie. Początkowo fabuła wydaje się bardzo interesująca:  alchemia i mitologia podlane akcją rodem z gier typu Tomb Raider zapowiadają prawdziwą perełkę na współczesnym rynku horrorów akcji. Niestety, twórcy zamiast iść w kierunku obranym na początku, sami rzucają sobie kłody pod nogi i niepotrzebnie komplikują historię. Cały ten fabularny misz-masz sprowadza się w praktyce do chaotycznego biegania z kamerą po tunelach i darcia mordy.

Starano się tutaj wprowadzić wątki tragicznej przeszłości bohaterów, która sprowadza na nich taki, a nie inny los, jednak to tylko mały detal wśród niewyszukanych linii dialogowych. Znajdują się tu także, wydawać by się mogło, istotne wątki, nieznajdujące puenty w dalszej części filmu, jak na przykład motyw z rytuałem odprawianym na początku przygody w tunelach.

Reżyser zamiast postawić na jeden typ straszenia i skrupulatne budowanie napięcia, rzuca w nas co rusz mniej lub bardziej znanymi kliszami filmowymi. Jeśli kamera upada tak, że doskonale oświetla plan za plecami postaci, to możecie być pewni że zaraz coś tam przeleci. Znajdziemy także masę fatalnych jumpscare’ów i halucynacji, nic nowego. Krwi leje się tutaj także mało, bo sytuacji, w których powinna się pojawić jest niewiele, ale mimo tego cieszą oko. Łeb rozłupany o posadzkę czy przegryziona tętnica wygląda całkiem fajnie, szkoda, że to tylko mały procent całego filmu.

Kolejnym strzałem w dziesiątkę jest umiejscowienie akcji. Niby film kręcony w takiej scenerii nie może wypaść słabo – wyjątek to Katakumby – ale tutaj poprzeczka postawiona zostało wyjątkowo wysoko. Jest ciasno, wilgotno, ciemno i czołgamy się wręcz przez tunel wypełniony kośćmi wraz z bohaterami. Krypty z początku kolorowe, pokryte barwnym graffiti ustępują stopniowo miejscówkom pasującym stylistycznie do Indiany Jonesa.

Technicznie film wypada dobrze, choć nie obyło się bez typowych dla konwencji found footage wpadek. Pomijając to, że w sytuacji, w jakiej znaleźli się poszukiwacze, ostatnią rzeczą, jaka przyszłaby mi do głowy, byłoby nagrywanie wszystkiego kamerą – dla konwencji znacznie lepsze byłyby ujęcia tylko z kamer-czołówek na głowach postaci – główną wadą pozostaje to, że obraz trzęsie się niemiłosiernie, a w tle słyszymy do tego dźwięki lub muzykę niewiadomego pochodzenia.

Na Jako w piekle, tak i na ziemi czekałem z niepewnością i strachem przed końcowym rezultatem. Niestety moje obawy się spełniły i dostaliśmy kolejny przekombinowany horror z otoczką „nagrania z ręki”, aby podnieść jego walory emocjonalne. Ale nie jest to film zły, gdyż aktorstwo i strona techniczna są poprawne, a obejrzeć go można choćby dla mega klimatycznego początku.

Rewolucji jednak nie przynosi i jak na dzisiejsze standardy jest zwyczajnie przeciętny. Twórcy nieba nie sięgnęli, a do czeluści piekieł dużo zabrakło. Mimo to zagwarantowali sobie pewne miejsce w honorowej krypcie gdzieś w paryskich katakumbach.

Oskar ‘Dziku’ Dziki

 

Oryginalny tytuł: As Above, So Below
Produkcja: USA, 2014
Dystrybucja w Polsce: UIP Polska
Ocena MGV: 3/5

Reklamy

Written by conradino23

Redaktor bezczelny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s