Indianie Jivaro

Halucynogenny środek otwiera szamanowi Jivaro przejście do „prawdziwego” świata i daje mu moc by leczyć lub czarować.

Wypił, a teraz delikatnie śpiewa. Stopniowo, w ciemności zaczynają pojawiać się niewyraźne linie i formy, a piskliwa muzyka tsentsak, duchowych pomocników przybiera wokół niego na sile. Moc napoju je karmi. On je przywołuje, a one przychodzą. Najpierw pangi, anakonda, owija się wokół jego głowy zmieniając się w koronę ze złota. Potem wampang, gigantyczny motyl, unosi się w powietrzu na wysokości jego ramion i śpiewa mu za pomocą skrzydeł. Węże, pająki, ptaki i nietoperze tańcują w powietrzu nad nim. Na jego ramieniu pojawiają się tysiące oczu, kiedy jego demoniczni pomocnicy wyłaniają się, by szukać wrogów w otaczającej go nocy.

Odgłos toczącej się wody wypełnia jego uszy, a słuchając jej ryku wie on, że posiadł moc tsungi, pierwszego szamana. Teraz może widzieć. Teraz może znaleźć prawdę. Wpatruje się w żołądek chorego człowieka. Powoli staje się on przezroczysty, jak płytki, górski potok, a on widzi w nim, zwijającego się i rozwijającego makanchi, jadowitego węża, który został przysłany przez wrogiego szamana. Prawdziwa przyczyna choroby została odnaleziona.

Indianie Jivaro, zamieszkujący Amazonię w Ekwadorze wierzą, że czarownictwo jest przyczyną znacznej większości chorób i śmierci naturalnych. Normalny, widzialny świat jest dla Jivaro po prostu „kłamstwem” lub iluzją, podczas gdy prawdziwe moce, determinujące codzienne wydarzenia są ponadnaturalne i mogą być postrzegane i manipulowane jedynie z pomocą środków halucynogennych. Tego rodzaju spojrzenie na świat tworzy szczególnie silne zapotrzebowanie na specjalistów, którzy mogą przekraczać wrota nadnaturalnego świata zgodnie ze swoją wolą, by targować się z mocami, które wpływają czy nawet determinują wydarzenia widzialnego życia.

Ci specjaliści, nazywani przez antropologów „szamanami” są dzieleni przez Jivaro na istoty dwóch typów: szamanów zajmujących się czarownictwem oraz szamanów zajmujących się leczeniem. Przedstawiciele obydwóch typów przyjmują halucynogenny napój, który Jivaro nazywają natema, żeby wkroczyć do nadnaturalnego świata. Ten napitek, zwykle zwany yage lub yaje w Kolumbii, a ayahuasca (u Inków „pnącze umarłych”) w Ekwadorze i Peru oraz caapi w Brazylii, jest przygotowywany z części gatunku liany Banisteriopsis, zaliczanej w systematyce do Malpighiaceae.

Jivaro gotują ją razem z liśćmi kolejnej liany, która najprawdopodobniej jest także gatunkiem Banisteriopsis, by otrzymać napar, który zawiera bardzo silne, halucynogenne alkaloidy: harmalinę, harminę, d-tetrahydroharminę i bardzo możliwe, że dymetylotriptaminę znaną również jako DMT. Te składniki mają chemiczną strukturę i efekty podobne, ale nie identyczne z LSD, meskaliną zawartą w kaktusie peyotlu oraz psylocybiną pochodzącą z psychotropowych grzybów meksykańskich.

Kiedy podjąłem swoją pierwszą wyprawę terenową do Jivaro, w latach 1956-57, nie rozumiałem w pełni psychologicznego wpływu napoju z Banisteriopsis na rdzenny sposób widzenia rzeczywistości, ale w 1961 r. miałem okazję wypić ten halucynogen podczas badań terenowych z innym plemieniem z dorzecza Górnej Amazonki. Przez kilka godzin po wypiciu napitku znalazłem się, mimo że rozbudzony, w świecie dosłownie przekraczającym moje najdziksze sny. Spotykałem ludzi z głowami ptaków, jak również podobne do smoków istoty, które wyjaśniały, że są prawdziwymi bogami tego świata. Pozyskałem usługi innych duchów pomocniczych w próbie przelecenia odległych przestrzeni Galaktyki.

Wprowadzony w trans, w którym nadnaturalne wydawało się naturalne, uświadomiłem sobie, że antropologowie, włączając w to mnie samego, bardzo nie doceniali znaczenia tego środka i jego wpływu na rdzenną ideologię. Dlatego też wróciłem w 1964 r. do Jivaro, by zwrócić szczególną uwagę na użycie tego środka przez szamana Jivaro. Użycie halucynogennego napoju natema pośród Jivaro stwarza prawie każdemu możliwość osiągnięcia stanu transu, niezbędnego dla praktykowania szamanizmu. Przyjmując obecność środka i potrzebę, by skontaktować się z „prawdziwym” czy nadnaturalnym światem, nie jest zaskakujące, że mniej więcej jeden na czterech mężczyzn Jivaro jest szamanem.

Każdy dorosły mężczyzna i kobieta, który pragnie zostać takim praktykującym, po prostu ofiaruje podarek już praktykującemu szamanowi, który podaje napój z Banisteriopsis i oddaje część własnej, nadnaturalnej mocy – w formie duchowych pomocników lub tsentsak – uczniowi/uczennicy. Ci duchowi pomocnicy lub „strzałki”, są główną, nadnaturalną mocą, która jak wierzą Indianie, powoduje chorobę i śmierć w codziennym życiu. Dla nie-szamana są one normalnie niewidzialne i nawet szamani mogą je wykryć jedynie pod wpływem natema.

Szamani wysyłają tych duchowych pomocników, by wniknęli do ciał swoich ofiar w celu spowodowania choroby lub ich śmierci. W innych wypadkach mogą oni wysysać duchy, przysłane przez wrogich szamanów, z ciał współplemieńców, cierpiących z powodu choroby wywołanej czarami. Duchowi pomocnicy formują również tarcze, które chronią ich szamańskich mistrzów przed atakami. Następujące sprawozdanie odkrywa ideologię czarownictwa Jivaro z punktu widzenia samych Indian.

By przekazać nowicjuszom trochę tsentsak, praktykujący szaman wymiotuje coś, co okazuje się – tym, którzy wzięli natema – generalną substancją, w której znajdują się duchowi pomocnicy. Szaman odcina część z nich maczetą i oddaje je nowicjuszowi do połknięcia. Odbiorca doświadcza bólu, gdy substancja dostaje się do żołądka i spędza w łóżku dziesięć dni powtarzając picie natema. Jivaro wierzą, że mogą zatrzymać magiczne strzałki w swoich żołądkach na czas nieokreślony i zwymiotować je zgodnie ze swoją wolą. Szaman darujący tsentsak okresowo pociera całe ciało nowicjusza i dmucha na nie, najwyraźniej po to, by zwiększyć moc transferu.

Nowicjusz musi pozostać bezczynny i nie może się angażować w stosunki seksualne przez co najmniej trzy miesiące. Jeśli zawiedzie w swojej samodyscyplinie, jak zdarza się to niektórym, nie zostanie skutecznym szamanem. Pod koniec pierwszego miesiąca, tsentsak wynurza się z jego ust. Z tą magiczną strzałką na żądanie, nowy szaman doświadcza potwornego pragnienia, by czynić czary. Jeśli użyje swojej tsentsak, by spełnić to pragnienie, wtedy zostaje szamanem zajmującym się czarownictwem. Jeśli z drugiej strony, nowicjusz potrafi kontrolować ten impuls i połyka pierwszą tsentsak, zostaje szamanem zajmującym się leczeniem.

Jeżeli szaman, który oddał tsentsak nowemu człowiekowi był bardziej czarownikiem niż uzdrowicielem, wtedy nowicjusz także będzie miał tendencję do bycia czarownikiem. Dzieje się tak dlatego, iż magiczne strzałki czarownika mają tak silne pragnienie, by zabijać, że ich nowy właściciel będzie miał silne skłonności do zaakceptowania ich postawy. Jeden z informatorów powiedział, że pragnienie, by zabijać, odczuwane przez szamanów zajmujących się czarownictwem przychodzi do nich z siłą i częstotliwością podobną do głodu.

Tylko jeżeli szaman jest w stanie powstrzymać się od stosunków seksualnych przez pięć miesięcy, będzie miał moc zabijania ludzi (jeśli jest czarownikiem) lub leczenia ofiar (jeśli jest uzdrowicielem). Abstynencja przez okrągły rok jest uważana za niezbędną, aby zostać naprawdę skutecznym czarownikiem lub uzdrowicielem. W czasie okresu seksualnej abstynencji, nowy szaman zbiera wszystkie rodzaje owadów, roślin i innych obiektów, dla których posiada teraz siłę na zamianę ich w tsentsak. Prawie każdy obiekt, włączając w to owady i robaki, może stać się tsentsak, jeżeli jest na tyle mały, żeby szaman mógł go połknąć.

Odmienne typy tsentsak są używane do powodowania różnych typów i stopni choroby. Im większa jest różnorodność obiektów, które szaman ma w swoim ciele, tym większe jego możliwości. Zgodnie z koncepcją Jivaro, każda tsentsak ma swój naturalny i nadnaturalny aspekt. Naturalnym aspektem magicznej strzałki jest ten widziany jako zwykły, materialny obiekt bez wypicia samego natema. Ale nadnaturalny i „prawdziwy” aspekt tsentsak jest odsłaniany szamanowi przez wypicie natema. Kiedy go wypija, magiczna strzałka pojawia się w nowych formach jako demony i nosi nowe imiona.

W swoich nadnaturalnych aspektach, tsentsak nie są po prostu obiektami, ale duchowymi pomocnikami w różnych formach, takimi jak: gigantyczne motyle, jaguary czy małpy, które aktywnie asystują szamanowi przy jego zadaniach. Czary są wykonywane przeciwko określonemu, znanemu indywiduum, tak więc są one zawsze czynione sąsiadom lub nawet częściej współplemieńcom. Normalnie, jak ma się sprawa z zabójstwami spoza plemienia, czary są odprawiane w celu pomszczenia szczególnego wykroczenia dokonanego przeciwko czyjejś rodzinie czy przyjaciołom.

Zarówno czarownictwo, jak i indywidualne zabójstwo kontrastują z polowaniami na głowy na wielką skalę, z powodu których Jivaro stali się sławni i które były prowadzone przeciwko całej okolicy, zamieszkiwanej przez wrogie plemiona. By czarować, szaman wypija natema i potajemnie nachodzi dom ofiary. Gdy tylko znajdzie się poza zasięgiem wzroku, w lesie, wypija sok z zielonego tytoniu umożliwiający mu zwymiotowanie tsentsak, którą rzuca w swoją ofiarę, gdy tylko wychodzi ona z domu. Jeżeli tsentsak jest wystarczająco silna i zostaje rzucona z odpowiednią siłą, otworzy ona na tyle duże przejście do ciała ofiary, że spowoduje to śmierć w ciągu kilku dni lub tygodni.

Znacznie częściej jednak magiczna strzałka zaczepia się w ciele ofiary. Jeżeli szaman ze swojej kryjówki nie zobaczy upragnionej ofiary, może zamiast tego rzucić czar na każdego z członków jej rodziny, który pojawia się w zasięgu wzroku, zwykle na żonę lub dziecko. Kiedy misja szamana zostaje wypełniona, wraca on potajemnie do swego domu. Jedna z wyróżniających się cech procesu czarowania wśród Jivaro jest taka, na ile byłem w stanie to stwierdzić, że ofiarom nie daje się żadnego szczególnego znaku o fakcie rzucania na nich czarów. Czarownik nie życzy sobie, aby jego ofiara bała się nadnaturalnego ataku, żeby nie przedsięwzięła ona żadnych środków ochronnych przez natychmiastowe pozyskanie usług szamana zajmującego się leczeniem.

Pomimo tego szamani i laicy, z którymi rozmawiałem, zauważyli że choroba jest zawsze następstwem czarów, mimo tego że stopień choroby może się oczywiście wahać. Specjalny rodzaj duchowego pomocnika, nazywanego pasuk, może pomóc szamanowi zajmującemu się czarownictwem – pozostaje on w pobliżu ofiary w przebraniu owada lub zwierzęcia leśnego po tym, jak czarownik już odszedł. Duchowy pomocnik ma swoje własne przedmioty, którymi może strzelać w ofiarę, a właśnie te tsentsak, należące do czarownika, będącego właścicielem pasuk, musi skutecznie wysysać leczący szaman.

W dodatku, czarownik może pozyskać pomoc wakani („duszy” lub „ducha”) ptaka. Szamani mają moc przywoływania tych ptaków i używania ich jako duchowych pomocników przy zaczarowywaniu swoich ofiar. Szaman dmucha na ptaki wakani i wysyła je do domostwa ofiary, by latały wokół niego i niej samej strasząc ją. Wierzy się, że powoduje to gorączkę i szaleństwo ze śmiercią, będącą skutkiem tego działania. Po tym, jak szaman wróci do domu po odprawieniu czarów, może wysłać ptaka wakani, by przysiadł na gałęzi nieopodal domu ofiary. Wtedy, jeśli leczący szaman zdołał wysłać wrogi obiekt, szaman-czarownik wysyła ptakowi wakani więcej tsentsak, aby ten strzelał nimi ze swojego dzioba wprost w ofiarę. Poprzez nieprzerwane dostarczanie ptakowi wakani zapasów tsentsak, czarownik sprawia, że permanentne pozbycie się magicznych strzałek staje się dla uzdrowiciela niemożliwe.

Podczas gdy ptaki wakani są nadnaturalnymi sługami, dostępnymi dla każdego, kto chciałby je wykorzystać, pasuk – wódz pośród duchowych pomocników, świadczy usługi tylko pojedynczemu szamanowi. Tak więc szaman posiada tylko jednego pasuk. Pasuk, istota wyspecjalizowana w usługach magicznych posiada ochronną tarczę, która chroni ją przed kontratakami ze strony leczącego szamana. Szaman zajmujący się leczeniem, widzi pod wpływem natema pasuk czarownika w ludzkiej formie i o ludzkim rozmiarze, ale „pokrytego żelazem z wyjątkiem oczu”. Leczący szaman może zabić pasuk tylko poprzez wystrzelenie tsentsak w jego oczy, które są jedynym czułym miejscem w pancerzu pasuk. Dla osoby, która nie wypiła halucynogennego napoju, pasuk objawia się zaledwie jako zwykła tarantula.

Szamani mogą także zabić lub zranić osobę dzięki użyciu magicznych strzałek, anamuk, kreując nadnaturalne zwierzęta, atakujące ofiarę. Jeżeli szaman posiada tsentsak w postaci małej, ostro zakończononej kości narmadillo, może ją wystrzelić w kierunku rzeki, w czasie gdy ofiara przekracza ją na tratwie z balsy lub w canoe. Pod wodą kość ta manifestuje się w swoim nadnaturalnym aspekcie jako anakonda, która wstaje i przewraca statek powodując utonięcie ofiary. Szaman może w podobny sposób, jako tsentsak, użyć zęba zabitego węża tworząc jadowitego węża, by ten ugryzł wyznaczoną przez niego ofiarę. W mniej więcej podobny sposób szamani mogą tworzyć jaguary i pumy, by te zabijały ich ofiary.

Około pięć lat po otrzymaniu tsentsak, szaman-czarownik przechodzi test w celu sprawdzenia czy wciąż zachowuje wystarczającą moc tsentsak, by móc zabijać efektywnie. Ten test zawiera zaczarowanie drzewa. Szaman pod wpływem natema podejmuje próbę przerzucenia tsentsak przez drzewo w punkcie, w którym jego dwie główne gałęzie łączą się ze sobą. Jeżeli jego siła i celność są adekwatne, drzewo okazuje się pękać w momencie, kiedy tsentsak jest wysyłana w jego kierunku. Pękanie pozostaje jednak niewidzialne dla obserwatora, który nie jest pod wpływem halucynogenu. Jeśli szaman zawiedzie, wie on, że jest niezdolny do zabijania ludzkich ofiar. To oznacza, że tak szybko jak to tylko możliwe, musi udać się do innego potężnego szamana i nabyć nowy zapas tsentsak.

Dopóki jednak nie zdobędzie dóbr, którymi może płacić za ten nowy zapas, jest w ciągłym niebezpieczeństwie, przy udowodnionej, słabej kondycji, bycia poważnie zaczarowanym przez innych szamanów. Dlatego też, każdego dnia pije on duże ilości natema, soku tytoniowego i ekstraktu z jeszcze innego środka narkotycznego, piripiri. Odpoczywa także w swoim łóżku zbierając siły w domu, ale stara się ukrywać swoją słabą kondycję przed wrogami. Kiedy posiądzie nowy zapas tsentsak, może spokojnie ograniczyć spożywanie tych innych substancji.

Stopień choroby ofiary, spowodowany przez czarownictwo, jest zależny zarówno od siły, z jaką tsentsak jest wstrzeliwan do ciała, jak również charakteru magicznej strzałki samej w sobie. Jeżeli tsentsak zostaje wystrzelona w taki sposób, że przelatuje przez całe ciało ofiary, wtedy „nie ma nic, co leczący szaman mógłby wyssać” i pacjent umiera. Jeżeli magiczna strzałka zahacza się wewnątrz ciała ofiary, jest wtedy teoretycznie możliwe, by uzdrowić ofiarę przez jej wyssanie. Ale w samej praktyce ssanie nie jest uważane za zawsze skuteczne. Praca szamana zajmującego się leczeniem jest komplementarna wobec pracy czarownika. Kiedy uzdrowiciel zostaje wezwany do pomocy pacjentowi, jego pierwszym zadaniem jest sprawdzenie czy choroba ma swoją przyczynę w czarach.

Diagnoza i leczenie zazwyczaj zaczynają się, kiedy szaman pije natema, sok tytoniowy i piripiri późnym popołudniem lub wczesnym wieczorem. Te środki pozwalają mu na prześwietlenie ciała pacjenta, tak jakby stanowiło ono szybę. Jeżeli choroba jest spowodowana czarami, leczący szaman zobaczy wrogi obiekt wewnątrz ciała pacjenta wystarczająco wyraźnie, by stwierdzić czy jest w stanie wyleczyć chorobę. Szaman wysysa magiczną strzałkę z ciała pacjenta tylko w ciągu nocy, w ciemnym zakątku domu, ponieważ tylko w ciemności jest on w stanie doświadczyć wizji wywołanych środkiem, które odsłania mu nadnaturalną rzeczywistość.

Wraz ze wschodem słońca, ostrzega on swojego tsentsak poprzez wygwizdanie tonów pieśni uzdrawiającej: po jakimś kwadransie zaczyna śpiewać. Kiedy jest gotów do ssania, wymiotuje dwa tsentsak umieszczając je po stronie swojego gardła i ust. Muszą być one identyczne z tymi, które widział w ciele pacjenta. Jedna z nich jest trzymany w kąciku ust, a druga z nich wystaje. Spodziewa się, że wyłapią one nadnaturalny czynnik magicznej strzałki, którą szaman wysysa z wewnątrz ciała pacjenta. Tsentsak znajdująca się bliżej ust szamana ma zatrzymać wyssaną esencję wrogiej tsentsak wewnątrz siebie. Jeżeli jednak, ta nadnaturalna esencja nie zostaje zatrzymana, druga magiczna strzałka wewnątrz ust blokuje gardło, tak więc intruz nie może dostać się do wnętrza ciała szamana. Jeżeli obydwa tsentsak uzdrowiciela zawiodą w wyłapaniu nadnaturalnej esencji, zejdzie ona do żołądka szamana i zabije go.

Uwięziona w ten sposób wewnątrz ust esencja zostaje złapana i połączona z materialną substancją, należącą do jednej z szamańskich tsentsak. „Wymiotuje” on ten obiekt i pokazuje pacjentowi oraz jego rodzinie mówiąc: „Teraz ją wreszcie wyssałem. Oto ona”. Nie-szamani myślą, że to sam materialny obiekt zostaje wyssany, a szaman nie rozprasza ich złudzeń. W tym samym czasie nie kłamie, bo wie, że jedyną ważną rzeczą na temat tsentsak jest ich nadnaturalny aspekt czy esencja, o której jest szczerze przekonany, że usunął ją z ciała pacjenta. Wyjaśnienie laikowi, że miał już ten przedmiot w ustach nie dałoby mu żadnego szczególnego efektu i sprawiłoby, że pokazywanie go jako dowodu, iż kuracja została zakończona, byłoby bezużyteczne. Bez niekwestionowanego dowodu nie byłby zaś w stanie przekonać pacjenta wraz z jego rodziną, iż leczenie odniosło skutek i trzeba mu za to uiścić zapłatę.

Zdolność szamana do wysysania zależy w dużej mierze od ilości i siły jego własnych tsentsak, których może mieć setki. Jego magiczne strzałki przybierają nadnaturalny aspekt jako duchowi pomocnicy, kiedy jest pod wpływem natema i widzi je jako zoomorficzne formy, zakreślające nad nim kręgi, siadające na jego ramionach i wystające z jego skóry. Widzi je, jak pomagają mu ssać ciało pacjenta. Co kilka godzin musi pić sok tytoniowy, by „je karmić”, żeby go nie zostawiły. Szaman zajmujący się leczeniem musi także układać się z każdym pasuk, który może znajdować się w pobliżu pacjenta, aby rzucać w niego więcej strzałek. Pije on dodatkowe porcje natema, by zobaczyć i przechwytywać tsentsak, jeżeli są obecne. Podczas gdy pasuk jest chroniony żelazną zbroją, szaman także posiada własną zbroję, którą tworzy wiele tsentsak.

Jak długo jest pod wpływem natema, magiczne strzałki chronią jego ciało, jak magiczna zbroja i rozglądają się za każdym wrogim tsentsak, która próbuje zagrozić ich mistrzowi. Kiedy jego tsentsak widzą nadciągający pocisk, natychmiast zwierają szyki w punkcie, do którego zmierza, tym samym go odpierając. Jeżeli uzdrowiciel natknie się na tsentsak wbijającą się w ciało swojego pacjenta po tym, jak zabił pasuk, będzie podejrzewał obecność ptaka wakani. Szaman wypija maikua (gatunek Datura), halucynogen o wiele potężniejszy niż natema, jak również sok tytoniowy i po cichu zakrada się do lasu, by upolować i zabić ptaka za pomocą tsentsak.

Jeśli mu się to uda, uzdrowiciel powraca do domu pacjenta, dmucha na każdą część domu, aby pozbyć się „wibracji” wytworzonej przez liczne tsentsak, wystrzeliwane przez ptaka i kończy wysysanie swojego pacjenta. Nawet po tym, jak wszystkie tsentsak zostały już wyeliminowane, szaman może pozostać w domu kolejną noc, żeby wyssać każde „zanieczyszczenie” (pahuri), które znajduje się jeszcze wewnątrz. Przy uzdrawianiach, których byłem świadkiem, to ssanie jest bardzo hałaśliwym procesem, akompaniowanym przez głębokie, ale suche wymiotowanie.

Po wyssaniu tsentsak, szaman wrzuca ją do małego pojemnika. Nie połyka jej, gdyż nie jest on jego własną, magiczną strzałką, a zatem zabiłaby go. Później podrzuca tsentsak w powietrze, a ona wraca do szamana, który sam wysłał ją do pacjenta. Tsentsak wracają także do szamana po śmierci byłego ucznia, który otrzymał je oficjalnie od niego. Poza niespodziewanym otrzymywaniem „starych”, magicznych strzałek w ten sposób, szaman może także przywłaszczyć sobie tsentsak, która została rzucona w niego przez czarownika. W związku z tym, szaman nieustannie pije sok tytoniowy przez całą dobę. Mimo, że sok tytoniowy nie jest prawdziwie halucynogenny, indukuje on stan transowy, który według wiary szamana jest niezbędny, by trzymać swoje tsentsak w pogotowiu na odparcie każdej magicznej strzałki.

Szaman nawet nie śmie wybrać się na spacer bez wzięcia ze sobą liści zielonego tytoniu, za pomocą których przygotowuje sok, który trzyma jego duchowych pomocników w pogotowiu. Rzadziej, ale regularnie, musi on pić natema z tych samych powodów i być w kontakcie z nadnaturalną rzeczywistością. Kiedy szaman leczy pod wpływem natema, „widzi” on szamana, który zaczarował jego pacjenta. Generalnie, jest on w stanie rozpoznać tą osobę, jeżeli nie jest to szaman, który mieszka bardzo daleko lub jest z innego plemienia.

Rodzina ofiary zdaje sobie z tego sprawę i żąda poznania tożsamości czarownika, w szczególności jeśli chora osoba umrze. W czasie jednej sesji uzdrawiającej, w której brałem udział widziałem, jak szaman nie mógł zidentyfikować osoby, którą widział w wizji. Brat umarłego oskarżył samego szamana o bycie za to odpowiedzialnym. Pod takim ciśnieniem występuje silna tendencja do tego, żeby leczący szaman przypisywał spowodowanie każdego czynu konkretnemu czarownikowi.

Szaman stopniowo słabnie i musi czerpać tsentsak ponownie i ponownie. Uzdrowiciele mają tendencję do słabnięcia, szczególnie po wyleczeniu pacjenta zaczarowanego przez szamana, który nieprzerwanie strzelał w niego zapasem magicznych strzałek. Dlatego też najsilniejsi szamani to ci, którzy ciągle nabywają nowe zapasy tsentsak od innych szamanów. Szamani mogą zabierać tsentsak od innych, którym wcześniej je dali. By to podsumować, szaman pije natema i używając swojej tsentsak tworzy „most” w formie tęczy pomiędzy sobą, a innym szamanem. Wtedy wystrzeliwuje swojego tsentsak wzdłuż tęczy. Ta uderza w ziemię w pobliżu innego szamana eksplodując światłem, podobnym do błyskawicy.

Celem tego jest zaskoczenie drugiego szamana, żeby zapomniał on o trzymaniu straży przy swoich magicznych strzałkach, co pozwala atakującemu szamanowi zassać je z powrotem poprzez tęczę. Szaman, któremu odebrano w ten sposób jego tsentsak, odkryje iż „nic takiego się nie stało” pijąc natema. Nagła strata swoich tsentsak sprawi, że poczuje się chory, ale choroba ta zazwyczaj nie jest ciężka, jeżeli czarownik nie wystrzeli magicznej strzałki w jego kierunku, kiedy pozostaje w takiej kondycji. Jeśli nie został on pozbawiony złudzeń przez to doświadczenie, może on znowu nabyć tsentsak od jakiegoś innego szamana i wznowić swój fach.

Szczęśliwie dla antropologii, część z tych ludzi postanowiła rzucić szamanizm i w ten sposób została zachęcona do podzielenia się swoją wiedzą nie będąc już dłużej zainteresowana uprawianiem tej profesji. Co jednak nie stwarza znaczącego zagrożenia dla praktykujących szamanizm, ponieważ same słowa nigdy nie są w stanie adekwatnie przekazać jego realiów. Te mogą być jedynie wyjawione za pomocą natema, chemicznych drzwi do niewidzialnego świata Jivaro.

Michael Harner

(tłum. Conradino Beb)

 

Źródło: Natural History, lipiec 1967 (udostępniony szerzej czytelnikom w wyborze tekstów Hallucinogens and Shamanism, /ed./ Michael J. Harner, Oxford University Press, 1973.)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.